W niniejszym artykule pragnę odnieść się do wypowiedzi papieża Franciszka na temat tytułowania Najświętszej Maryi Panny określeniem „Współodkupicielka”.

– Maryja nigdy nie chciała dla siebie niczego, co jest jej Syna. Nigdy nie przedstawiała siebie jako współodkupicielki. Nie. [Była] uczennicą — pouczał papież. Dodał również, iż wszyscy ci, którzy domagają się takiej tytulatury dla Matki Bożej, „popełniają głupotę”.

My Polacy uważamy się za naród głęboko maryjny, w Najświętszej Maryi Pannie zawsze widzieliśmy naszą patronkę i wspomożycielkę, a w wielu domach katolickich po dziś dzień obraz Matki Bożej Częstochowskiej lub Ostrobramskiej znajduje się na zaszczytnym miejscu. Ponadto wielu spośród nas niejednokrotnie spotkało się z określaniem Maryi tytułem „Współodkupicielka”. Nic dziwnego, jest on częścią chrześcijańskiej pobożności. Spróbujmy więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy słowa papieża rzeczywiście posiadają jakiekolwiek uzasadnienie.

W połowie lat 90. ubiegłego stulecia katolicki ruch maryjny Vox Populi Mariae Mediatrici (Głos ludu Maryi Pośredniczki) wystosował do papieża petycję z prośbą o ustanowienie dogmatycznej definicji Maryi Pośredniczki Wszystkich Łask, Współodkupicielki oraz Orędowniczki. Petycja ta skierowana została pod obrady XII Międzynarodowego Kongresu Mariologicznego, który w dniach 18-25 sierpnia 1996 roku obradował w Częstochowie. Niestety, Stolica Apostolska opierając się na opinii ustanowionej przez Kongres komisji, negatywnie ustosunkowała się do prośby ruchu.

Biorąc pod uwagę skład osobowy wspomnianej wyżej komisji, jej opinia nie powinna wzbudzać w nas najmniejszego zdziwienia. W obradach brał udział między innymi ks. Renat Laurentin, zagorzały propagator fałszywych objawień w Medjugorie. Podkreślał, iż „objawienia” mają cechy „posoborowego stylu otwartości i ekumenizmu”. Innym znanym mariologiem był o. Stefan de Fiores, który wielokrotnie domagał się przystosowania nauki o Najświętszej Maryi Pannie do dialogu ekumenicznego. Mało tego, w skład komisji wchodzili również niekatolicy. Sytuacja była więc absurdalna: heretycy mieli decydować o ewentualnym ogłoszeniu dogmatu wiary katolickiej.

Jakie były główne powody odrzucenia wspomnianych wyżej dogmatów maryjnych? Jak nietrudno się domyślić, treść prośby jest niezgodna z linią Vaticanum II. Odnośnie samego dogmatu o Maryi Współodkupicielce, podkreślano, iż „termin ten nie był używany w magisterium Najwyższych Pasterzy od czasu Piusa XII. Istnieją także świadectwa, że ten papież celowo unikał jego używania (…) tak w konstytucji dogmatycznej Munificentissimus Deus (1950), jak i w encyklikach Fulgens corona (1953) i Ad caeli Reginam (1954)”.

Rzeczywiście, Pius XII jako papież nie użył nigdy odkreślenia „Współodkupicielka”, wielokrotnie czynił to jednak jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową. W czasie swojego pontyfikatu użył natomiast terminu „Socia Christi Redemptoris” – „Towarzyszka Chrystusa Odkupiciela”, co spokojnie uznać można za określenie równoznaczne z określeniem „Współodkupicielka”.

Warto przytoczyć również fragment papieskiej encykliki „Ad coeli Reginam”: „W wykonaniu tego dzieła Odkupienia Najświętsza Dziewica Maryja była rzeczywiście z Chrystusem wewnętrznie złączona; słusznie przeto śpiewa się w świętej liturgii: „stała święta Maryja, Królowa nieba i Pani świata pod krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa bolesna…” Bowiem jak Chrystus, ponieważ nas odkupił, jest ze szczególnego tytułu Panem i Królem naszym, tak Najświętsza Dziewica ze względu na szczególny sposób, w jaki uczestniczyła w naszym Odkupieniu: dając Synowi ciało i ofiarowując go dobrowolnie za nas i szczególnie pragnąc naszego zbawienia, prosząc i starając się o nie”

Przekonanie o Maryi jako Współodkupicielce obecne było w Kościele od wieków. Przykładowo, w dniach od 2 do 8 września 1946 roku z okazji setnej rocznicy objawień Matki Bożej w La Salette w diecezji Grenoble odbył się V Narodowy Kongres Maryjny. W wydarzeniu uczestniczyli biskupi Francji i krajów francuskojęzycznych, przedstawiciele większych zakonów oraz tłumy wiernych. Temat kongresu brzmiał nie inaczej jak „Maryja Współodkupicielka”. Praktycznie wszystkie wystąpienia hierarchów i teologów zawierały uznanie dla tego tytułu.

Z okazji petycji o ogłoszenie dogmatu o Wniebowzięciu N.M.P. (lata 1948-1949), wielu biskupów dodało jeszcze prośbę o zdefiniowanie munus corredemptivum (łaskę Współodkupienia) N.M.P. Obydwie prawdy są bowiem ze sobą bardzo ściśle powiązane. Trzydziestu biskupów w petycji twierdziło, że nauka o N.M.P. Współodkupicielce jest Bożą prawdą objawioną (divinitus revelata), 86 napisało, że prawda ta jest z Bożego objawienia albo przynajmniej teologicznie pewna (doctrina certa), siedmiu opowiedziało się w sposób bardziej ogólny za tą prawdą.

Moderniści i wszelkiej maści członkowie sekt protestanckich zarzucają nam, iż tytułowanie Matki Bożej terminem „Współodkupicielka” jest swego rodzaju bałwochwalstwem, stawianiem Maryi na równi z Chrystusem. Zarzut ten jest oczywiście bezpodstawny. Jak zatem powinniśmy rozumieć naukę o Maryi jako Współodkupicielce? Prawdą jest, iż jedna kropla krwi Chrystusa wystarczyłaby do zbawienia ludzkości. Prawdą jest, iż Chrystus do dzieła zbawienia nie potrzebował angażowania pomocników. Nie potrzebował, ale jednak chciał to uczynić. Chciał przyjąć pomoc od Tej, która szczerze Go kochała, i szczerze chciała Mu pomóc.

Papież Benedykt XV pisał o tym w następujący sposób:

„Tak bardzo cierpiała ze swoim udręczonym i umierającym Synem i omal nie umarła razem z Nim, zrezygnowała dla zbawienia ludzi ze swoich matczynych praw do tego Syna i ofiarowała Go dla złagodzenia Bożej sprawiedliwości, na tyle, na ile było Jej to możliwe. Można więc słusznie powiedzieć, że razem z Chrystusem zbawiła ludzki rodzaj (list Inter Sodalicia)”.

Rozważmy też słowa Matki Bożej skierowane do św. Brygidy:
„Rozważ, córko, cierpienia mojego Syna, którego członki były dla mnie jak moje własne i jak moje serce. (…) Gdy On cierpiał, czułam, jakby moje serce cierpiało (…). Gdy mój Syn był biczowany i przebijany, również moje serce było biczowane i przebijane (…). Dlatego odważam się śmiało powiedzieć, że Jego ból był moim bólem, że Jego serce było moim sercem. Jak Adam i Ewa sprzedali świat za jedno jabłko, tak my – mój Syn i ja – odkupiliśmy świat jakby jednym sercem”.

Następnie wsłuchajmy się w kazanie św. Bernarda z Clairvaux:

„Trwała niezachwianie przy swoim Synu w Jego umieraniu poprzez współcierpienie Jego śmierci. Nieporuszenie stała przy Nim; a gdy Apostołowie upadli, stała jeszcze sama. Kiedy Chrystus jak słońce wzniesiony był na krzyżu, Najświętsza Panna jako księżyc trwała na swoim miejscu; a to trwanie było smutne i przepełnione bólem (…) i tak mówi Syn Boży (Iz 63, 3): „Sam jeden wygniatałem je do kadzi, żadnego z narodów nie było ze mną”; ale ty jedyna, Maryjo, współcierpiałaś naprawdę razem ze mną”.

Nie ulega wątpliwości, iż słowa papieża Franciszka wpisują się w modernistyczny, posoborowy nurt. „Postępowi” teologowie domagają się wprowadzenia ograniczeń w kulcie maryjnym, pomimo szacunku do jej boskiego macierzyństwa, chcą widzieć w niej niewiastę nieróżniącą się w niczym od innych kobiet.

Czy w kulcie maryjnym rzeczywiście zdarzają się przesady? Czy błędem jest upodobanie w odmawianiu różańca, przy jednoczesnym braku zwracania się bezpośrednio do Chrystusa? Czy błędem są uroczyste koronacje wizerunków lub figur przedstawiających Matkę Bożą? Trzeba odpowiedzieć jednoznacznie: nie. Najświętsza Maryja Panna zawsze prowadzi nas bowiem do swojego Syna, cześć oddana Matce Bożej, jest jednocześnie czcią oddaną samemu Bogu. Któż nie zna natomiast słynnych słów św. Bernarda: „O Maryi nigdy dość”.

Pytanie: czy Pan Bóg rzeczywiście potrzebuje pośredników? Czy nie można modlić się bezpośrednio do Chrystusa? Jak już wcześniej zostało to powiedziane: Pan Bóg nie musiał włączać swojej Matki do dzieła zbawienia. Nie musiał, ale chciał. Chciał, aby Jego Matka stała się również naszą Matką. Osoby posiadające natomiast pobożność maryjną potwierdzą z pewnością, iż Najświętsza Maryja Panna jest jedyną pewną drogą do Królestwa Niebieskiego.

3 KOMENTARZE

  1. Nie miałem Objawienia od Pana Boga ani od Matki Boskiej, więc się w tym temacie nie wypowiem. Natomiast ciekawi mnie temat prawdziwości objawień prywatnych. Nie wiem, co sądzić o Medjugorje. Ale tam są możliwe tylko 3 warianty: 1) Objawienie jest prawdziwe, 2) Osoby, które mówią, że je mają kłamią, 3) Objawia się jakaś inna postać pozaziemska, która podaje się za Matkę Boską. Ale prawdę mówiąc nie jestem pewien, co do Objawienia Św. Faustyny. Była to siostra schorowana, czuła się w zakonie zagubiona (To w Dzienniczku opisuje trudne relacje z innymi zakonnicami.), więc jest podejrzenie, że była znerwicowana. A jak ktoś ma nerwice, to ma różne wyobrażenia. Wiem, to z autopsji. Ja jeszcze nie mam do tego stopnia, że nie jestem w stanie odróżnić rzeczywistości poznawalnej zmysłowo od tych wyobrażeń. Ale czytałem, że w poważniejszym stanie nerwicy może tak być. Św. Faustyna uważała, że widziała Chrystusa i podczas Mszy, kiedy inni nie widzieli. Ja nie wiem, o sądzić o prawdziwości. By było jasne, zgodnie z doktryną katolicką grzechem jest tylko, jak ktoś nie wierzy w Objawienie publiczne. To jest też w książce, którą mam zakupioną w Gietrzwałdzie.

    • W objawienia Faustyny wątpi duża część tradycjonalistów katolickich, głównie sedewakantystów, którzy porównują je do “objawień” siostry Kozłowskiej, która jest obdarzana kultem ze strony mariawitów i wskazują na domniemane błędy doktrynalne w przesłaniu i wskazują inne dwuznaczności.
      A w Medjugorie to ja sam nie wierzę. Wiele okoliczności wskazuje na to, że nie są to prawdziwe i ortodoksyjnie katolickie objawienia, choćby masa błędów doktrynalnych znajdujących się w nich, całokształt osób doznających tych “objawień” i ich głównych promotorów, poza tym te “objawienia” wpisują się w duch posoborowia. Dużo na ten temat można przeczytać na stronie lefebrystów.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię