Newsletter subscribe

Historia

Małgorzata Jarosz: Historia narodowca, który przyjaźnił się z komunistą

Posted: 17 października 2018 o 08:00   /   by   /   comments (4)

11 października przypadła 75. rocznica śmierci Jana Mosdorfa. Warto przypomnieć podstawowe informacje biograficzne na temat tego wybitnego działacza narodowego.

Jan Mosdorf przyszedł na świat 30 maja 1904 roku w Warszawie, w domu Bronisława Franciszka Mosdorfa i Bronisławy Pelagii z Witowskich. Małżeństwo rodziców rozpadło się po kilku latach. Młody Jan pozostał przy matce, która stała się dla niego niemalże jedynym przyjacielem i autorytetem. Sympatie do idei narodowych wpoił mu najprawdopodobniej ojczym, Stanisław Franaszka.

Matka Mosdorfa dbała o solidną edukację syna. Od 8 roku życia pobierał on nauki na prywatnych kompletach w domu, w 1916 roku wstąpił natomiast do renomowanego gimnazjum im. gen. Chrzanowskiego. Warto podkreślić, iż szkoła była miejscem ścierania się różnych prądów politycznych. Co ciekawe, najlepszym przyjacielem Mosdorfa z lat szkolnych był zagorzały komunista, Antoni Boniecki. Juliusz Nowak-Dłużewski, nauczyciel języka polskiego, w swoich wspomnieniach podkreśla, iż chłopcy często kłócili się między sobą, jednak różnice poglądów nie przeszkodziły im w kulturalnym współżyciu koleżeńskim. Wydaje się, iż przyjaźń z Bonieckim zaważyć mogła na psychice Mosdorfa i na jego podejściu do osób o innych poglądach. Zawsze potrafił oddzielić on spór ideologiczny od tępej nienawiści. Uwielbiał wręcz otaczać się ludźmi o odmiennych poglądach, ponieważ lubił dyskutować.

Pomimo bardzo dobrych wyników w nauce Mosdorf musiał opuścić gimnazjum z powodów finansowych. Edukację kontynuował w państwowym Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. Ostatecznie jednak rodzice chłopca postarali się o środki finansowe, stąd VIII klasę mógł ukończyć w poprzedniej szkole. W 1922 roku zdał maturę. Egzamin nie sprawiał Mosdorfowi najmniejszych trudności, miał on otwartą drogę na studia.

Mosdorf postanowił złożyć podanie na wydział prawny Uniwersytetu Warszawskiego. Jednak po niezaliczeniu jednego egzaminu z 1 roku, 10 września 1923 roku złożył podanie o przeniesienie na wydział humanistyczny. Był to początek jego przygody z filozofią.

Młody student miał świadomość, iż bratnie pomoce i korporacje akademickie są jednocześnie miejscem ścierania się poglądów politycznych, stąd w 1926 roku wystartował z listy narodowej do Bratniej Pomocy. Zdobyte głosy pozwoliły mu zasiąść w Radzie Nadzorczej Bratniaka. Jako członek Rady Mosdorf starał się wpoić studentom ducha odpowiedzialności za ojczyznę. Przestrzegał przed politykierstwem i walką o urzędy. „Walka o same urzędy nie przynosi nigdy nic dobrego, hartuje zaś i uszlachetnia tylko walka o istotne zdobycze narodowe”- pisał.

W 1928 roku Mosdorf ukończył studia filozoficzne. Praca magisterska pisana była pod kierunkiem prof. Tatarkiewicza i oceniona została na ocenę dobrą. Temat pracy brzmiał: „Poglądy etyczne Zygmunta Balickiego”. Świeżo upieczony absolwent postanowił nie kończyć jeszcze swojej przygody z uniwersytetem, powrócił na wydział prawny. W 1930 roku nie zaliczył jednak egzaminów kończących II rok i po raz drugi zrezygnował ze studiów prawniczych. Nie zrezygnował jednak z pogłębiania swojej wiedzy z filozofii. Jeszcze w 1931 roku wyjechał do Paryża na studia na tamtejszą Ecole des Scientes Politiques. Uczęszczał również na wykłady na Sorbonie. W 1934 roku obronił natomiast swoją pracę doktorską pt. „Filozofia dziejów Augusta Comte’a”. Praca również pisana była pod kierownictwem prof. Tatarkiewicza.

Mosdorf swoją przygodę z ideą narodową rozpoczął w Lidze Narodowej. O Romanie Dmowskim pisał, iż był jego „wielkim nauczycielem i wychowawcą”. Wiadomo również, iż był on członkiem Zarządu Głównego Związku Młodzieży Demokratyczno-Narodowej.

25-26 marca 1922 z inspiracji Romana Dmowskiego powołano Młodzież Wszechpolską, organizację działającą na uczelniach. Mosdorf początkowo był jedynie szeregowym działaczem, po kilku latach został jednak kierownikiem Koła Warszawskiego (23 stycznia 1928). W grudniu 1928 powołano go natomiast na szefa Wszechpolaków.

O ile działalność gimnazjalna opierała się jedynie na dyskusjach, w których liczyły się przede wszystkim zdolności retoryczne, tak na uczelniach wyższych głównym polem działania były wiece, które zazwyczaj kończyły się bójkami pomiędzy studentami. Sam Mosdorf nie był jednak dobrym mówcą, miał jednak lekkie pióro. W 1926 roku napisał swoją pierwszą broszurę, „Akademik i polityka”. Autor opisuje poszczególne organizacje działające na terenie uczelni, najwięcej uwagi poświęca rzecz jasna Młodzieży Wszechpolskiej. Wskazuje, iż organizacja ta jest „koniecznością życiową”. Wszystkie głoszone przez nią hasła stają się bowiem z czasem własnością całej młodzieży akademickiej. Przykładem ma być między innymi hasło walki z przemocą niemiecką oraz walki z żydostwem. Mosdorf podkreśla również, iż młodzi narodowcy są zarówno idealistami, jak i realistami. Wierzą bowiem w potęgę narodu, jednocześnie jednak bezlitośnie wykorzeniają marzycielstwo i polityczny romantyzm.

4 grudnia 1926 roku powołano do życia Obóz Wielkiej Polski. Organizacja ta posiadała swoją młodzieżówkę, Ruch Młodych Obozu Wielkiej Polski, w której szeregach znaleźli się również kierowani przez Mosdorfa Wszechpolacy. Od 3 maja 1927 na terenach akademickich wydawać zaczęto pismo OWP, „Akademik Polski”, którego redaktorem naczelnym został właśnie Mosdorf.

Jego mocne i zdecydowane artykuły odbijały się szerokim echem w społeczności akademickiej. Za jeden z nich pozwany został nawet do sądu o zniesławienie. Oskarżycielem był młody Żyd, działacz lewicowy, Firstenberg. Mosdorf nazwał go „żydem wychrztą” i „bezwstydnym szajgejcem”. Firstenberg wybrany został bowiem na prezesa sądu koleżeńskiego Bratniaka. Rozprawa odbyła się 8 stycznia 1928 roku. Mosdorf w czasie procesu odpowiadał nie tylko za siebie samego, ale również za wszystkich Wszechpolaków. Był to typowy proces o „ich” i „nasze” racje. Ostatecznie 6 maja 1929 roku Mosdorf skazany został na 3 miesiące więzienia.

Momentem przełomowym w biografii Jana Mosdorfa było rzecz jasna powstanie Obozu Narodowo-Radykalnego. Był on jednym z sygnatariuszy deklaracji ideowej organizacji (miało to miejsce 14 kwietnia 1934 roku na stołówce Politechniki Warszawskiej). Objął on funkcję naczelnego redaktora „Sztafety”, oficjalnego organu prasowego ONR-u. W swoich artykułach podejmował on przede wszystkim tematy społeczne. Krytykował system kapitalistyczny, wskazywał na zagrożenia związane z własnością prywatną – jeżeli staje się ona źródłem wyzysku drugiego człowieka, jest wówczas szkodliwa. Własność powinna pełnić natomiast funkcję społeczną, służyć rodzinie i narodowi. Mosdorf sporo uwagi przywiązywał również do tematów związanych z ustrojem i władzą. Głosił teorię „hierarchii ofiarności”- rządzenie nie może być jego zdaniem okresem zapłaty za poniesione trudy. Wręcz przeciwnie, musi ono wiązać się z większymi ofiarami.

Najtrudniejszy etap w dorosłym życiu Mosdorfa rozpoczął się niewątpliwie w lipcu 1934 roku, kiedy to do obozu w Berezie Kartuskiej trafili pierwsi działacze narodowi. On sam uniknął aresztowania, ratując się ucieczką. Z jednej strony jego własne środowisko uznało go za zdrajcę, z drugiej strony miał on świadomość, iż z punktu widzenia władzy jest on poszukiwanym listem gończym przestępcą. Mosdorf początkowo ukrywał się na warszawskim Mokotowie, później opuścił stolicę i udał się do małej wioski nad Bugiem, następnie zatrzymał się u znajomych na Mazurach. Wojciech Wasiutyński, bliski przyjaciel i współpracownik Mosdorfa, wspominał później, iż wyglądał on wówczas przerażająco – ufarbował sobie włosy na płomienno-rudy kolor.

Mosdorf wrócił do świata „żywych” dopiero po tym, kiedy sąd uznał go za niewinnego zabójstwa ministra Pierackiego. W tym czasie ONR był już jednak podzielony na zwolenników Henryka Rossmana (ONR „ABC”) i Bolesława Piaseckiego (Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga”). Mosdorf nie przyłączył się do żadnej z powyższych organizacji, pełnił rolę swego rodzaju pośrednika pomiędzy zwaśnionymi grupami. Był to czas, kiedy skupił się przede wszystkim na działalności dziennikarskiej w słynnym „Prosto z mostu”. 17 marca 1935 roku, pod pseudonimem Andrzej Witowski, opublikował on tam swój pierwszy artykuł. Mosdorf nie pozostawił suchej nitki na książce prawicowego belgijskiego pisarza Roberta Pouleta, pt. „La revolution est a droite”, oraz Ganzauge de Raynolda „L Europe tragique”. Autor wytykał przede wszystkim błędy ideologiczne, w ostatnich wersach stwierdził stanowczo: „Kontrrewolucja, jakiej żąda Reynold, to negacja, nie twórczość, to obrona, nie atak (…) Do tego potrzebna jest rewolucja. Do tego potrzebna jest ideologia. Do tego potrzebna jest wizja nowego świata. Nie dał jej bolszewizm, nie dał tym bardziej faszyzm. I hitleryzm załamuje się na naszych oczach (…) Któż da nam wizję nowego świata? Jeśli nie dały jej nam ani Rosja, ani Niemcy, ani Włochy, jeśli nie da – a nie zanosi się na to – Francja, Anglia, Ameryka, czy nie powinna pomyśleć nad tym Polska?”.

Mosdorf na łamach „Prosto z mostu” bardzo często poruszał tematy związane z historią Polski. Uważał, iż historię tą „trzeba wreszcie napisać”. Krytykował ubrane w piękne słowa frazesy o powstaniach narodowych, które doprowadziły de facto do utraty najbardziej wybitnych polskich jednostek. Uważał ponadto, iż należy odkłamać mity dotyczący szlachty, Żydów i chłopów. Szlachtę krytykował za bogacenie się cudzą pracę i „rujnowanie miast polskich w sojuszu z Żydami”. Ubolewał natomiast nad losem chłopów, którzy nie mieli żadnych szans na poprawę swojego losu, podczas gdy Żyd mógł dostać nobilitację za „sam chrzest”.

Ostatni etap życia Mosdorfa rozpoczął wybuch II wojny światowej. Ze względów zdrowotnych nie mógł on służyć w Armii Polskiej, ale zaangażował się w umacnianie Warszawy. Karol Zbyszewski, który spotkał go przy kopaniu schronów przeciwlotniczych, po latach wspominał ten czas w następujący sposób: „Spocony, tłusty Mosdorf rozważał: Kto będzie zasypywał te schrony? Tyle roboty… Aha, użyjemy do tego jeńców niemieckich”.

Mosdorf nie zapomniał również o działalności na polu naukowym i publicystycznym. Początkowo pojawiał się on na tajnych spotkaniach w warszawskim mieszkaniu swojego nauczyciela. Z czasem jednak, na prośbę Stanisława Piaseckiego, postanowił powrócić na łono Stronnictwa Narodowego. Objął funkcję członka Centralnego Wydziału Propagandy Zarządu Głównego „Kwadratu”.

Niestety, już wiosną 1940 roku Niemcy wykryli drukarnię „Walki”, oficjalnego czasopisma Narodowej Organizacji Wojskowej. Mosdorf został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Razem z nim aresztowano między innymi Stanisława Piaseckiego, Witolda Staniszkisa i Romana Rybarskiego.

Na Pawiaku Mosdorf skierowany został do pracy w bibliotece. Jego towarzyszem okazał się być Stanisław Dubois, socjalista, z którym przed wojną wielokrotnie spierał się na tematy ideowe. Dysputy kontynuowali oni również w warunkach niewoli. Paradoksalnie nie przeszkadzało im to w zawarciu przyjaźni i we wspieraniu się w trudnej sytuacji.

6 stycznia 1941 roku Mosdorf w nieogrzewanym, towarowym wagonie wyruszył jednak w swoją ostatnią podróż, do Auschwitz-Birkenau. W czasie pobytu w obozie zaangażował się w działalność konspiracyjną Stronnictwa Narodowego. Znalazł się ponadto pod specjalną kuratelą swojego przyjaciela, Bolesława Świderskiego. Świderski rozpuścił bowiem plotkę, że Mosdorf jest jego wujem i należy mu się specjalna opieka. Skierowano go do pracy w jarzyniarni, co uchroniło go od śmierci z głodu i wycieńczenia. Podkreślić należy, iż Mosdorf miał szansę na wyjście z obozowego piekła. Wstawił się za nim prof. Władysław Studnicki, tłumaczył, iż człowiek o tak wielkim autorytecie może przydać się w przyszłości do walki z bolszewikami. Być może jednak skorzystanie z takiego typu okazji uznane było przez Mosdorfa za rodzaj dezercji.

Nie ulega wątpliwości, iż tragiczna śmierć Mosdorfa była efektem donosu. Niektórzy przypuszczali, iż konfidentem mógł być Józef Cyrankiewicz, późniejszy premier. O wiele bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż byli to młodzi Pflegierzy, Zenon Ławski i Adam Dembiński. Stawiali oni Mosdorfowi zarzut współpracy z komunistami („My Mosdorfowi nigdy tego nie zapomnimy”). W rzeczywistości współpraca ta polegała na niesieniu pomocy ludziom, bez względu na poglądy polityczne.

Egzekucja wykonana została 11 października 1943. Po wojnie jego matka dokonała symbolicznego pochówku na Warszawskich Powązkach.

Postać Jana Mosdorfa po dziś dzień żyje w sercach jego ideowych spadkobierców. Nie był on co prawda ideałem, niebezpodstawnie zarzucić można mu tchórzostwo. Podczas gdy jego koledzy znosili trudy obozu Berezy Kartuskiej, Mosdorf dokonał swego rodzaju dezercji. Mimo to jednak powinien być on dla nas wzorem do naśladowania. Z jednej strony człowiek szczerze wierzący w ideę, bezkompromisowy, ale jednak zawsze spoglądający na wroga z należnym mu szacunkiem – narodowiec, który w latach szkolnych potrafił przyjaźnić się z komunistą, i który zginął za pomoc więźniom żydowskim…


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.


Czytaj także

Comments (4)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 17 października 2018 o 08:15 Dymitr Ogonowski

    Po reformie Buzka były liceum i gimnazjum, to co innego. Ale sprawdziłem liceum Mickiewicza, to przedwojenne gimnazjum Mickiewicza. To się okazało, że Jan Mosdorf też był z mojej szkoły. Tam jest taka gablota znanych dawnych uczniów, a Mosdorfa nie umieścili. Ale może to się zmieni, jak się zmienią czasy. Za moich czasów była tam pani dyrektor, w ogóle bardzo sympatyczna, ale fajnie, bo podobno za komuny mówiła, że “Jeziorański to hańba naszej szkoły”. A za moich czasów go gościła i umieściła zdjęcie w gablotce. Może nadejdzie Polska narodowa i będzie tam Jan Mosdorf.

    Reply
  • 17 października 2018 o 09:58 Wyatt

    “niebezpodstawnie zarzucić można mu tchórzostwo. Podczas gdy jego koledzy znosili trudy obozu Berezy Kartuskiej, Mosdorf dokonał swego rodzaju dezercji”
    Za przeproszeniem, ale dla mnie to zwykłe pieprzenie, ani nie sprzedał żadnych kolegów swoich ani nie wyrzekł się poglądów, nie wiem jak ukrywanie się ma być tchórzostwem i dezercją

    Reply
  • 18 października 2018 o 19:45 Bodzio

    Tchórzem ma być ktoś kto ucieka przed obławą świń ? Choć te sympatyczne zwierzaki nie zbyt pasują na określenie tamtych wszarzy . To raczej szukanie męczeństwa na siłę byłoby niekomentowalne (i wcale nie jest to pogląd antychrześcijański 😉 ).
    Natomiast cenna w artykule jest garść wątków mniej znanych jak i brak hagiograficznej peaniczności, choć przy postaci tak znacznej byłaby ona zrozumiała.

    Reply
    • 15 listopada 2018 o 07:58 Fryderyk

      Ukrycie się Mosdorfa przed Berezą było przejawem mądrości i endeckiego realizmu. Podziwiam go że potrafił tak długo i skutecznie się ukrywać. Dać się zamkną ć mimo możliwości ucieczki – toż to insurekcjonizm. To, że koledzy go z tego powodu potępiali, wskazuje że brakowało im jednak wyczucia i umiarkowania. Poparli Piaseckiego, który najpierw podzielił ONR a potem rozwalił ten jego odłam który sam stworzył tj. Falangę…. Mądrość nakazywałaby wciągnąć Mosdorfa do szeregów ONR “ABC”.

      Reply