Niniejszy tekst jest polemiką z artykułem Jana Hartmana „Wstyd być katolikiem!”, który kilka dni temu opublikowany został na jego blogu. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy polemika ta w ogóle ma sens. Czy można bowiem napisać sensowną polemikę w odpowiedzi na prymitywne wywody ubrane jedynie w szatkę naukowości? Mimo wszystko podejmę taką próbę. Nie możemy być w końcu obojętni na ataki wymierzone w naszą wiarę.

Dlaczego zdaniem Hartmana bycie katolikiem miałoby być powodem do wstydu? Z kilku powodów. Jak na prawdziwego antyklerykała przystało, Hartman w pierwszej kolejności przywołuje temat pedofilii wśród duchownych. Co ciekawe, autor nie uderza tu tylko w oskarżonych o pedofilię księży, ale w wiernych, którzy utożsamiają się z katolicyzmem, i którzy wspierają Kościół finansowo. Tak, więc jeśli uczestniczysz w niedzielnej Mszy Świętej i dajesz „na tacę”, wiedz, że jesteś współodpowiedzialny za grzech pedofilii.

Hartman odwołał się rzecz jasna do opublikowanych przez Konferencję Episkopatu Polski danych dotyczących pedofilii wśród duchowieństwa. Oburzenie wśród lewicy oraz wśród tak zwanych liberalnych katolików wywołały słowa abp Gądeckiego, który zwrócił uwagę na pewną występującą w niektórych środowiskach niekonsekwencję: z jednej strony potępianie pedofilii, z drugiej strony zgoda na edukację seksualną w bardzo młodym wieku oraz chęć zarobienia na dystrybucji środków antykoncepcyjnych czy materiałów pornograficznych. Przewodniczący KEP zwrócił ponadto uwagę, iż zainteresowanie budzi jedynie problem pedofilii w Kościele, nie widać natomiast szerszego zainteresowania społecznego. „Do tej pory przyzwyczailiśmy się do tego hasła ukutego ideologicznie mianowicie: pedofilia w Kościele. To hasło dość zręcznie dobrane miało w sumie z jednej strony wskazać na problem, który istnieje, z drugiej zaś strony poderwać też autorytet Kościoła i doprowadzić do tego, żeby zaufanie wiernych w ogóle do instytucji Kościoła zostało zniszczone”- oceniał arcybiskup.

Słowa abp Gądeckiego skrytykowane zostały między innymi przez znanego powszechnie „kato- celebrytę” Szymona Hołownię. Dziennikarz wyraził opinię, iż Episkopat żyje na innej planecie. „Wtedy kiedy trzeba mówić jasno, twardo i krótko, pokazać ludzką twarz, choć cień ludzkich emocji, choć promil spontaniczności i odruchu Samarytanina – rzucić wszystko i iść bandażować zranionych, dostajemy wykład nowego-starego (to bardzo trafne określenie) szefa KEP o ogólnie trudnej sytuacji dzieci na świecie”- stwierdził Hołownia.

Czy jednak naprawdę jest się o co oburzać? W końcu na konferencji usłyszeliśmy też słowo potępienia w kierunku duchownych dopuszczających się pedofilii oraz deklarację zrozumienia dla osób pokrzywdzonych. Jednocześnie nie ulega wątpliwości, iż słowa abp Gądeckiego są w pełni prawdziwe. Temat pedofilii w Kościele już jakiś czas temu stał się bardzo prymitywnym sposobem na uderzanie w Kościół. Dla przeciętnego (niekoniecznie niewykształconego…) widza TVN-u słowo „ksiądz” stało się niemal synonimem słowa „pedofil”. Szeroko pojęta lewica na wszelkie stawiane jej zarzuty ma tylko jeden argument: Dopóki nie osądzicie pedofilów w sutannach, nie macie prawa nas krytykować. Argument ten, choć prymitywny, jest jednak trudny do zbicia. W końcu przypadki pedofilii wśród duchowieństwa zdarzały się wcale nierzadko i rzeczywiście były niekiedy tuszowane przez władze kościelne. Mamy więc tu do czynienia nie tyle z argumentacją, ile z oddziaływaniem na nasze emocje. W końcu trudno wyobrazić sobie większe okrucieństwo niż molestowanie dziecka, a jeżeli ktoś rości sobie prawo do pouczania innych, a jednocześnie dopuszcza się tak wielkiej zbrodni, automatycznie traci w ludzkich oczach autorytet. Abp Gądecki słusznie zauważył jednak, iż w mediach przewija się jedynie temat pedofilii w Kościele. W rzeczywistości o wiele bardziej odpowiednie byłoby mówienie o pedofilii w ogóle. W końcu dla pokrzywdzonego dziecka nie ma większego znaczenia czy skrzywdzone zostało przez księdza, nauczyciela czy może przez bezrobotnego. Nie jest do końca jasne, wśród jakiego zawodu liczba pedofilów jest największa. Niektóre źródła statystyczne mówią, iż liczba pedofilów wśród nauczycieli jest o wiele większa niż wśród księży. Z danych opublikowanych w 2013 roku przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika jednak, iż dominują tu osoby wykonujące prace fizyczne, np. murarze, ślusarze czy rolnicy. Czy jednak powinno mieć to dla nas jakiekolwiek znaczenie? Czy ktokolwiek z nas patrzy na nauczycieli przez pryzmat nauczycieli- pedofilów albo na rolników przez pryzmat rolników- pedofilów? Nie, doceniamy na ogół wysiłek, który nauczyciel wkłada w proces wychowania dziecka. Doceniamy również ciężką pracę rolnika. Czy ktokolwiek domagałby się od Ministerstwa Edukacji albo od Ministerstwa Rolnictwa, aby przepraszał za nauczycieli- pedofilów albo rolników- pedofilów? Interesujące jest to, że tak wielu ludzi oburza się, kiedy próbuje się drążyć temat oskarżeń o pedofilię wymierzonych w Michaela Jacksona. Bo to legenda, bo o zmarłych nie mówi się źle, bo przecież został uniewinniony. Jeśli osobom pokroju Jana Hartmana czy pokroju Szymona Hołowni tak bardzo leży na sercu los pokrzywdzonych dzieci, to może jednak powinni domagać się szerszego zainteresowania tematem pedofilii. Może powinni pomyśleć nad programem edukacyjnym dla rodziców czy nauczycieli, który pomógłby im w opiece nad skrzywdzonym dzieckiem. Problem polega na tym, że tym osobom nie zależy na niczyim dobru, a już na pewno nie na dobru dzieci…

Rozważania Hartmana nie kończą się jednak na pedofilii. W dalszej kolejności postanowił zabawić się on w historyka i przedstawił czytelnikom krótką historię Kościoła katolickiego. Hartman nie słodzi: „Nikt nie może dziś tłumaczyć się, że nie wie, jak potwornym, niekończącym się pasmem zbrodni jest historia tej organizacji”- czytamy na jego blogu. Jakież to zbrodnie ma na myśli szanowny publicysta? Totalitarna (sic!) władza papiestwa w Europie, nadużycia księży wobec zakonnic, zamykanie Żydów w gettach (papieże mieli być tu ponoć inspiracją dla Hitlera), „kampanie terroru” na kilku kontynentach, zwalczanie heretyków czy krucjaty. Problem polega jednak na tym, iż Hartman pomieszał informacje wyssane z palca z informacjami w pełni prawdziwymi, dodając do nich informacje prawdziwe, które jednak trzeba liczyć Kościołowi na plus. Nie trzeba chyba tłumaczyć, iż jest to dość podły zabieg psychologiczny.

Na temat zagadnień poruszonych przez Hartmana napisano już wiele. Ponieważ celem mojego artykułu nie jest szczegółowa analiza faktów historycznych, ograniczę się jedynie do najbardziej kluczowych kwestii. Prawda, nadużycia księży wobec zakonnic rzeczywiście miały miejsce. Podobnie jak zawsze miejsce miały zdrady małżeńskie. Pozostaje nam tylko żywić nadzieję, że Hartman zna oficjalne stanowisko Kościoła na temat szóstego przykazania i potrafi odróżnić ją od ludzkiego grzechu, od których niestety nawet osoby duchowne nie były i nie są wolne (nad czym oczywiście należy ubolewać, ponieważ na kapłanach ciąży pod tym względem większa odpowiedzialność niż na członkach laikatu). A totalitarna władza papieża w Europie? Chyba u każdego, kto ma, chociażby minimalne pojęcie o historii Kościoła, pojawia się tu uśmiech. Pomijając fakt, iż termin „totalitaryzm” jest pojęciem pochodzącym z XX wieku i nie może mieć żadnego zastosowania przy opisywaniu historii średniowiecznej czy nowożytnej, to czy Panu Hartmanowi znany jest, chociażby tak zwany spór o inwestyturę pomiędzy papiestwem a cesarstwem? Czy słyszał o zatargu króla Filipa Pięknego z papieżem Bonifacym VIII? Okazuje się, że to raczej Kościół miał poważne problemy z wyzwoleniem się od władzy świeckiej. Nawet bogobojny i pełen dobrej woli św. Ludwik IX uważał, że przysługuje mu prawo do mianowania biskupów. A „kampanie terroru” na innych kontynentach? Domyślam się, że chodzi tu o legendarne prześladowanie Indian. Pomijając fakt, iż podbój obu Ameryk przez Europejczyków owiany jest wieloma tajemnicami, to szkoda, że Hartman nie wspomniał nic o wykorzenieniu przez duchowieństwo obecnych w religii Indian krwawych ofiar z ludzi. Ciekawe czy jest świadomy tego, że Kościół w pracy misyjnej nie potrzebował „kampanii terroru”, bo Indianie dość chętnie przyjmowali nową wiarę. Kto nie słyszał, chociażby o objawieniach Najświętszej Maryi Panny w Guadalupe, do którego do dziś pielgrzymuje tysiące pielgrzymów?

Z jednej strony nie może dziwić nas to, iż Hartman z dziką nienawiścią odnosi się do krucjat, do prześladowania heretyków czy do chęci odseparowania się od Żydów (tu jednak zaznaczyć należy, iż chęć odseparowania się była obustronna, Żydów i chrześcijan łączyło słuszne przekonanie, że ich światy zupełnie do siebie nie pasują). W końcu nie wierzy on w życie po śmierci, a życie doczesne uznaje za wartość najwyższą. Dla człowieka o takim światopoglądzie nie do pomyślenia jest, iż mamy moralne prawo do odebrania życia komuś, kto bluźni Panu Bogu i poprzez propagowanie swoich błędnych mniemań zagraża zbawieniu innym. My jako katolicy musimy jednak dążyć do „rewolucji w myśleniu”, do zmiany sposobu myślenia ludzi nam współczesnych. Współczesny świat chciałby zamknąć Pana Bogu w kościele, ewentualnie pozostawić na domowym ołtarzyku (choć i te należą już do rzadkości…), a oddanie życia za Chrystusa uważa za szaleństwo (bo przecież nie ma znaczenia czy ktoś wierzy w Chrystusa, czy w Allaha…).

Co jednak istotne, zauważmy, że Hartmana pokonać można de facto jego własną bronią. „Może [katolik] nie znać faktów, bo jest do czytania, do zdobywania wiedzy nienawykły i tego nienauczony. Ale nikt nie może własnej ignorancji bronić ani się nią zasłaniać. Dotarcie do informacji zajmuje dziś bowiem minuty. Ignorancja już nie usprawiedliwia. Ignorancja tylko przynosi wstyd”- czytamy w artykule. Prawda, ignorancja przynosi wstyd, a dotarcie do informacji zajmuje dziś kilka minut. Hartman jednak, wbrew deklaracjom, daje mistrzowski popis ignorancji.

„Nie ma czegoś takiego jak światły i otwarty katolicyzm. Nie łudźcie się, straszni mieszczanie! Doktryna jest, jaka jest. Weź oficjalny katechizm (jakże ugrzeczniony wobec dawniejszych pism kościelnych!) i czytaj – zdanie po zdaniu. Ile napotkasz w nim wrażliwości moralnej, dobroci, szacunku dla prawdy i dla wiedzy, ile tolerancji, ile szacunku dla odmienności i różnic między ludźmi, dla równości i wolności, a ile spotkasz obłudy, ciemnoty, fanatyzmu, pychy, przewrotności, gwałtu na sumieniu w imię sumienia?” I znów, Hartman uprawia tu manipulację, miesza pojęcia. Bo cóż wspólnego może mieć szacunek do prawdy z tolerancją albo z równością i wolnością? Św. Teresa Benedykta od Krzyża, nawrócona na katolicyzm żydówka, pisała, iż „Bóg jest Prawdą. I kto szuka Prawdy, ten szuka Boga, choćby o tym nie wiedział”. Dlatego jako katolicy mamy obowiązek głosić Prawdę. Tolerancja nie jest Prawdą, bo tolerowanie zła (np. w postaci zgody na Deklarację LGTB) wiąże się z zagrożeniem zbawienia bliźniego. Równość też nie jest Prawdą, bo każdy z nas posiada inne talenty czy inne predyspozycje. A czy Prawdą jest, że nie ma czegoś takiego jak „światły i otwarty katolicyzm”? Katolicyzm jest światły, bo daje człowiekowi światło Prawdy, światło Chrystusa. Jest też otwarty, bo katolikiem może zostać każdy- bez względu na pochodzenie, wiek, wykształcenie czy sytuację finansową. Domyślam się jednak, iż Hartman ma tu na myśli mityczną walkę Kościoła z nauką. Tu znów jednak przypomnieć należy, że ignorancja przynosi wstyd, a dotarcie do informacji zajmuje kilka minut. Większość wybitnych naukowców wierzyła w Boga. Ks. Stanisław Bartynowski w swojej „Apologetyce podręcznej” sporządził dość szeroką listę wierzących naukowców. Okazuje się bowiem, iż wgłębienie się w tajemnice nauk przyrodniczych uświadamia człowiekowi, jak niewiele wie o świecie i doprowadza do przekonania, że świat po prostu musi mieć swojego Stwórcę.

Przy pisaniu powyższej części artykułu towarzyszyło mi poczucie, iż jest ona pełna truizmów i nie poszerzy zbytnio wiedzy większości czytelników. Ufam, że czytelnicy „Kierunków” znają historię Kościoła, a potępianie krucjat czy inkwizycji może wzbudzić u nich co najwyżej uśmiech politowania. Ufam też, iż każdy w miarę przyzwoity człowiek odróżnia katolicyzm od grzechów duchowieństwa lub laikatu (jedni i drudzy mają tę wyższość nad nie-katolikami, że mają sakrament spowiedzi). W końcu opowieści o księżach- pedofilach zaczynają budzić politowanie u osób niezwiązanych z Kościołem. Skąd więc moja polemika? Bo musimy reagować. Musimy reagować na przypadki pokroju Jana Hartmana. To wstyd, że w kraju, który uważany jest za przedmurze chrześcijaństwa na uczelniach czy w szkołach spotkać można wcale niemało osób głoszących publicznie bluźnierstwa, walczących z Kościołem. Godne ubolewania jest też to, iż dwie uchodzące za najlepsze uczelnie w Polsce, Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski, wiodą w tej kwestii prym. Nota bene warto przypomnieć, iż Jan Hartman okazał się zbyt „postępowy” nawet dla Janusza Palikota. W 2014 roku wyrzucono go bowiem z partii „Twój Ruch” za poparcie… kazirodztwa.

Na koniec wróćmy na moment do stwierdzenia, że ignorancja przynosi wstyd. Śmiało powiedzieć mogę, iż właśnie dlatego jestem katolikiem (pomijam tu oczywisty fakt, iż również dlatego, że została mi dana taka łaska). Bo ignorancją byłoby zlekceważenie faktu, iż pierwsi uczniowie Chrystusa oddali życie za wiarę (czy mogliby zrobić to mając wątpliwości co do Jego Zmartwychwstania?). A jeżeli Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał, jeżeli rzeczywiście powiedział „Bramy piekielne go nie przemogą”, to kimże jest Jan Hartman, jeżeli nie ignorantem…?

19 KOMENTARZE

  1. “Ufam, że czytelnicy „Kierunków” znają historię Kościoła, a potępianie krucjat czy inkwizycji może wzbudzić u nich co najwyżej uśmiech politowania” Jan Paweł II uznał inkwizycję i te wyprawy za grzech Kościoła. I tu zaczęło mi się mieszać. Średniowieczni poprzednicy Jana Pawła II udzielali odpustu za udział w wyprawach krzyżowych. Czyli, jak połączyć logicznie nauczanie papieży, to by wynikało, że za udział w grzechu można uzyskać odpust. Kiedyś się spytałem księdza proboszcza, jak przyszedł z wizytą duszpasterską. Ale nie wiedział co powiedzieć. Niektórzy uważali, że uciekł ode mnie. Powoływał się na warunki społeczne. Ale jak Duch Święty nie zmieniałby nauki w zależności od warunków społecznych. Teoretycznie można to logicznie połączyć, że np. papież, który zwoływał wyprawy krzyżowe popełniał grzech (według nauki Jana Pawła II) a słuchający go rycerz, zaciągający się w dobrej wierze dostawał jednak ważny odpust od średniowiecznych papieży. Ale to można sobie tłumaczyć, jak się wydaje, a żadnej wykładni od Boga tu nie mamy. Uważam, że wtedy kiedy księża wchodzą w politykę, to często dostosowują religię do swoich potrzeb w myśl: “Bóg z nami” a wrogów naszych prowokuje Szatan. Tyle, że księża z drugiej strony (mogą być katoliccy) głoszą to samo, tyle, że o przeciwnym zwrocie. Krucjaty dotyczyły walki z wyznawcami innej religii ale tu też w dobie globalizacji papieże bardziej się liczą ze światem islamskim, stąd według mnie Jan Paweł II zajął odmienne stanowisko od swoich średniowiecznych poprzedników. A Franciszek to jak wiadomo poszedł jeszcze dalej.

    • Z mojej perspektywy samo nazywanie “grzechem” prowadzenia wojen religijnych jest absurdalne. Zacytuję z jednej części Battlefielda: “jak można być pieprzonym pacyfistą?!”

  2. Hasło pedofilii w Kościele nie wzięło się znikąd i nie trzeba zagłębiać się w hartmanowe czeluści internetu czy urbanowskie “NIE” by zauważyć, że problem istnieje. Pomimo przyśpieszonych procesów laicyzacji i indywidualizacji wiary Kościół Katolicki pozostaje instytucją mającą ogromny wpływ na sporą część społeczeństwa. Episkopat powołując się na statystyki dotyczące ochrzczonych oraz manipulując metodologią liczenia praktykujących wiernych uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się jako kierownik duchowy narodu czy też reprezentant demokratycznej większości. Od początków 3RP władza i hierarchowie lgnęli ku sobie obściskując się przed błyskami fleszy, pod złotymi żyrandolami, a z cytatami Polaka – biskupa Rzymu na ustach. Efektem tego byli kapelani na każdym rogu, święcenie kserokopiarek, niesymetryczny konkordat, Komisja Majątkowa, Fundusz Kościelny, przejęcie terenów cmentarzy, zagrabienie majątków Cerkwi, biskupi sami się uczynili książętami w pałacach i tak nakazali traktować się swojej trzódce. Zamiast wspólnoty wiernych – opasły podmiot o politycznych i ekonomicznych aspiracjach. To tylko niektóre z powodów dlaczego kościół instytucjonalny w Polsce (i nie tylko) jest na szpicy. Nie trzeba do tego dodawać eschatologii i apokaliptycznej retoryki o bezbożnym bolszewizmie, francuskich gilotynach czy lwach w Koloseum. Kompleks męczennika i syndrom oblężonej twierdzy nie służą chłodnej ocenie zjawiska pedofilii w kościele. Problem jest dwojaki: ilościowy i systemowy. Połączenie daje mieszankę wybuchową. Liczby podane na konferencji pochodzą z nieweryfikowalnych danych co przyznał sam rzecznik i nie oznaczają faktycznej liczby skrzywdzonych dzieci. Hierarchowie (i to dopiero przyparci do muru) chcieli być jednocześnie adwokatami, sędziami i biegłymi we własnej sprawie. Dostęp do archiwów i prace niezależnej komisji mogłyby ukazać prawdziwą skalę zjawiska. Czy są powody twierdzić że sprawa ma się inaczej jak to było choćby w USA, Irlandii czy Australii? Liczby 3 -7% pedofilów, a w skali globu miliardy odszkodowania są szokujące. Do tego praktyka przenoszenia i ukrywania skutkuje tym, że w zasięgu jednego przestępcy znajduje się większa liczba potencjalnych ofiar. Crimen sollicitationis, pierwszeństwo w zgłaszaniu przestępstw seksualnych organom wewnątrzkościelnym czy wręcz zakaz zgłaszania organom świeckim zrodziły mocno zgniłe jabłka, a księży stawiało ponad prawem.

    Wg mnie wizerunku KK nie da się już obronić, a nacjonaliści muszą mieć dużo rozwagi by zaczynając od skądinąd sympatycznych okrzyków “Bóg Honor Ojczyzna” czy “Wielka Polska Katolicka” nie skończyć jako psy warowne przy biskupich pałacach pożerające zawieszane na sznurkach dziecięce buciki.

    • Co to za mainstreamowy bełkot? Problemy w Kościele, zwlaszcza od czasu Vaticanum II są duże, to prawda tylko że modernizmem, sekularyzmem, czy antyklerykalizmem tych problemów nie zwalczy się, przeciwnie, będą jeszcze większe.

      • Dodam od siebie jeszcze jedno – środowiska tradycjonalistów katolickich nie mają problemów z tymi patologiami hierarchii posoborowej, a przykładowo liberalne kręgi religijne już tak. Tak więc kto ma rację, antyklerykalni moderniści? Nie, racja leży po stronie ortodoxyjnego katolicyzmu.

        • Albo zero albo milion – nic po środku. W ujęciu teologicznym Kościół jest jeden – chrystusowy. Wszyscy miewają problemy, podział przed VS2 – konserwatyści vs po VS2 – liberałowie jest sztuczny.

          • To tradycjonaliści są tym milionem raczej 🙂
            Podział tradycjonaliści-moderniści nie jest sztuczny, tradycjonaliści są przeciwko epoce kali jugi w Kościele, posoborowie jeśli nie sprzyja to przynajmniej jest bierne wobec tej epoki

      • Kiedyś też czytałem o homoseksualiźmie zakonników z dawnych wieków. Tzn. podróżnicy się zatrzymywali na nocleg i opisywali, że mnisi głodni byli tego. Myślałem wtedy, że takie obrzydliwości to były tylko właśnie kiedyś. A okazało się, że niestety nie. Po prostu kiedyś nie było tak potężnych mediów i informacje się nie przenosiły. Podejrzewam, że w dawnych czasach mało kto by uwierzył dziecku, że jakiś ksiądz je skrzywdził. Ja przed sprawą Paetza też myślałem, że ci, co mówią o homoseksualiźmie księży, to pomawiają, że jakieś tylko jednostkowe przypadki mogły być. A to samej wykrytej pedofili teraz już jest kilkadziesiąt przypadków.

        • Homoseksualizm i pedofilia są problemem w formacji kapłańskiej od starożytności, kiedyś nie było prasy, mediów i wszystko można było “dla dobra instytucji” zamieść pod dywan. Ciekawe dlaczego w instrukcjach pierwszych chrześcijańskich pustelników uciekających przed kobietami i “grzesznymi pokusami” na pustynie znalazły się instrukcje o nie przebywaniu w dwójkę w jednym pomieszczeniu czy nie zbliżaniu się mężczyzn na odległość mniejszą jak wyciągnięte ramie… 🙂

      • A gdzie tu “bełkot”? Usuń może subiektywne przymiotniki z mojej wcześniejszej wypowiedzi i czy coś jest nieprawdą? Problemy w Kościele trwają od … od czasów apostolskich, a jednak jakoś się kręci! Tak samo jak gro integrystów mylisz skutki z przyczynami. SV2 był (spierajmy się czy skuteczną czy nie) próbą przeciwdziałaniu już głębokiemu kryzysowi instytucji. Klerykalizm i syndrom oblężonej twierdzy też nie służy KK, zdrowy klerykosteptycyzm tak.

    • Pedofilia w bardzo rażący sposób obraża Chrystusa. Nie wiem, czy Objawienie Św. Faustyny jest prawdziwe. (Prawdę mówiąc nie mam tu pewności z tego względu, że o ile wiem była zagubiona, być może znerwicowana i schorowana. Komuś takiemu może się wydawać, że widzi i rozmawia z Chrystusem, a to tylko jego wyobraźnia. Ale może i było to Objawienie autentyczne. Zaznaczam, że według nauki Kościoła tylko brak wiary w Objawienia publiczne jest grzechem a w prywatne, to mogą ludzie, jak uważają.), ale gdyby to Objawienie było prawdziwe to już wówczas Chrystus mówi o grzesznym życiu księży i zakonników. Ogólnie to jest tak. Kościół Powszechny (z łaciny katolicki) powołał Chrystus) i jest tam Jego Swoje Ciało i Krew, natomiast wiele osób duchownych i świeckich popełnia różnego rodzaju grzechy, szczególnie tam wstrętne, jak pedofilia, ale też homoseksualizm, nieuczciwe zgarnianie kasy dla siebie itd. Ale nie należy podważać Kościoła jako takiego, bo pochodzi o Chrystusa, tylko życie duchownych. Ja nigdy nie miałem kultu duchownych. Uważam, że Jan Paweł II był dobrym człowiekiem ale nigdy czołobitności bym przed nim nie wykazywał. I oczywiście potępiam to, co powiedział o Polakach wileńskich. Duchowni są różni, tyle, że są potrzebni do sakramentów, w tym do Eucharystii. Mój dziadek był głęboko wierzący, ale to czcił Pana Boga i Matkę Boską, natomiast jako listonosz, zanosił listy też zakonnicom i widział, jaka atmosfera tam panuje. Ogólnie ludzie są grzeszni ale Kościół z tego względu jest potrzebny, by po śmierci diabeł nie zgarniał ludzi do piekła. Ciekawy jest przykład przywódcy komunistycznej Czechosłowacji Gustava Husak. Wychowywali go na katolika. Ale potem zobaczył, jacy są księża. Widział reżim prohitlerowskiego księdza Tiso. Przeszedł niestety do komunistów. Ale przed śmiercią znów się nawrócił, przyjmując sakramenty, by nie trafić do piekła. Więc przed śmiercią często ludzie jednak wracają do Kościoła.

      • “Widział reżim prohitlerowskiego księdza Tiso”
        Akurat ks. Józef Tiso to jeden z najwybitniejszych Słowaków w dziejach historii.

        • Co do samej Faustyny to niektórzy (głównie tradycjonaliści katoliccy) twierdzą, że brakuje w tych objawieniach pokory i występują błędy doktrynalne.

        • To sojusznik Hitlera w napadzie na Polskę. Można kwestionować to, że Polska w 1938 r. dokonała korekty na odcinku słowackim. Zaolzie było polskie, a co do szczytu Gerlach, to można dyskutować. W każdym razie według mnie to nie usprawiedliwia sojuszu Tisa z Hitlerem. Ja to zdecydowaniem potępiam wszystkie marionetki Hitlera, bez względu na ich wyznanie.

          • No to widocznie mamy inne zdanie na ten temat. Dla mnie sam sojusz z Hitlerem nie decydował o tym, czy ktoś jest “zły”, czy “dobry”, to jest szabesgoiczna mentalność, wybitnie wroga nacjonalizmowi. Był rzeczywiście atak Słowacji na Polskę, co nie mogę pochwalać, tylko że nie możemy słowackim nacjonalistom narzucać polityki historycznej, atak Słowacji na Polskę nie był jakoś szczególnie znaczący dla klęski Polski w kampanii wrześniowej, Niemcy i tak by pokonali Polaków od zachodu i północy. Druga sprawa to to, że Słowacy zajęli naprawdę mały obszar i w zasadzie to były zwykłe zadupia, w dodatku Słowacy nie dokonywali na Polakach czystek etnicznych. Samo to już świadczy o tym, że ks. Tiso i słowaccy nacjonalizm tamtego okresu (w postaci Pierwszej Republiki Słowackiej) miał dość cywilizowany charakter. Winy ks. Tiso wobec Polski są niewielkie, do rozgrzeszenia, zasługi wobec Słowacji są nieporównywalnie większe, Słowacy mają prawo gloryfikować swojego bohatera.
            Swoją drogą sam ONR oddał hołd ks. Józefowi Tiso na Słowacji, jeśli się nie mylę to w 2013 roku, a L’SNS (lub Slovenska Pospolitost, nie pamiętam) objęła honorowo patronat nad rajdem im. Józefa Kurasia “Ognia” w 2017 roku (i całe to pieprzenie o kontrowersji “Ognia” z perspektywy słowackiej to bujdy, słowaccy nacjonaliści też upamiętnili naszego bohatera Józefa Kurasia)

      • Generalnie z objawieniami jest tak, że te wszystkie medialne objawienia to tylko objawienia prywatne. Ostatnim objawieniem publicznym było zesłanie Ewangelii, następnym i ostatnim objawieniem publicznym będzie ponowne przyjście Chrystusa i koniec świata. W objawienia prywatne można wierzyć, lub nie, nie ma obowiązku. Jak ktoś dzięki wizjom wirujących słońc czy mórz ognia i skrzydlatych istot ma stać się lepszym człowiekiem to znaczy że objawienia mu służą. Podobnie ma się sprawa z różnymi cudami. Kiedyś dziwnie cudów było więcej, a od kiedy mamy naukę, media i szkiełko wiele badanych przypadków okazało się fakenewsami, sam Watykan zaczął w końcu bardziej racjonalnie podchodzić do różnej maści cudów, z JP2 też było szukanie cudu na gwałt, poszukiwania wyleczonych guzów mózgu na stadionie i tym podobne, ostatecznie zdecydowano się na bezpieczny wariant “heroiczności cnót” tylko nie wiem czy to współgra z wychodzącymi na światło dzienne licznymi aferami seksualnymi za czasów pontyfikatu Polaka.

      • Nie ma nic złego w byciu pronazistowskim jeżeli to się opłaca. Na tym polega realizm. Gdybyśmy za reżimu sanacyjnego poszli drogą kolaboracji może uniknęlibyśmy ogromnych strat. Sporą sympatią darzę Francję Vichy, Tiso, Ustaszy i w sumie to z połowę Europy tamtego czasu.

        Odnośnie Kościoła, Watykan jest rozwalany nie przez masonerie czy rewolucje ateistyczną, ale ugina się pod własnym ciężarem, a winą rozporek. Z jednej strony do wiernych skierowane humanae vitae z niezrozumiałymi uzasadnieniami, z drugiej strony liczne afery seksualne kleru, jeszcze mniejsza jak kardynałowie w Rzymie zabawiają się ze sobą, gorzej jak dochodzi do krzywdzenia tych najbardziej niewinnych.

        • Ustasze to już w ogóle było jedno z największych wypaczeń katolicyzmu. Ciężko stwierdzić, czy większym wypaczeniem jest gwałcenie, czy okrutne mordowanie dzieci. Dlatego nie wiem, czy większego wypaczenia dopuścili się księża pedofile, czy ustasze.

  3. Hartman to kretyn, jakich wśród żydów nie mało. Ja po jego artykułach spuszczam wodę w ubikacji. A czasami bawię się w żydowski poziom higieny i nie spuszczam.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię