W niniejszym artykule pragnę pochylić się nad problematyką związaną z rzezią wołyńską (1943- 1945). Ludobójstwo objęło nie tylko Wołyń, ale również województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie, a nawet część Lubelszczyzny i Polesia. Odpowiedzialność za mord ponosi Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN- B) oraz Ukraińska Armia Powstańcza (UPA), zbrojne ramię organizacji.

Antagonizmy polsko-ukraińskie mają swoje korzenie w czasach II Rzeczypospolitej. Szacuje się, że w odrodzonym państwie polskim mieszkało ok. pięć milionów Ukraińców. Spora część z nich nie akceptowała faktu, iż nigdy nie udało się im stworzyć niepodległego państwa. W tym kontekście warto wspomnieć o powstałej w 1929 roku Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN). Organizacja ta, odpowiedzialna jest za liczne akty terroryzmu. Do najbardziej znanych zamachów należy zabójstwo ministra spraw zagranicznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku. Co prawda latem roku 1935, legalne Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne (UNDO) uzyskało własną reprezentację polityczną w Sejmie, ustępstwo to dla wielu było jednak niewystarczające.

W czasie II wojny światowej, po ataku ZSRR na Polskę (17 września 1939 roku), na Wołyniu widoczny stał się wzrost nastrojów szowinistycznych, dochodziło do licznych aktów terroru, takich jak: morderstwa czy palenie polskich gospodarstw. Szacuje się, iż zginęło wówczas 2-3 tysięcy Polaków. Ukraińcy pewne nadzieje na utworzenie własnego państwa wiązali z atakiem Niemiec na ZSRR (22 czerwca 1941). Wiele miejscowości ukraińskich z olbrzymim entuzjazmem witały wówczas wkraczające oddziały niemieckie, budowano bramy powitalne oraz wywieszano niebiesko-żółte flagi. Szybko okazało się jednak, iż III Rzesza nie jest zainteresowana współpracą. Mało tego, część przywódców OUN- B, w tym również sam Bandera, uwięziona została w obozach koncentracyjnych. Mimo to jednak szowiniści ukraińscy opowiedzieli się po stronie nowego okupanta. Powstała wówczas ukraińska policja pomocnicza, do której Niemcy zwerbowali ok. 5000 ochotników. Osoby te są współodpowiedzialne za mordy na ludności polskiej i żydowskiej.

Pierwszy zbiorowy mord na ludności polskiej miał miejsce 9 lutego 1943 roku w kolonii Parośla 1 koło Sarn, zginęło wówczas co najmniej 155 Polaków. Z czasem przypadki mordowania Polaków zaczęły się nasilać. Było to spowodowane faktem, iż duża część Ukraińców dezerterowała z ukraińskiej policji pomocniczej, zasilając tym samym oddziały UPA. Terror osiągnął olbrzymie rozmiary latem i jesienią roku 1943, szczególnie krwawa okazała się być niedziela 11 lipca 1943 roku. W tym dniu o świcie oddziały UPA (przy wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej) zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi w powiecie kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i częściowo łuckim. Szacuje się, iż w dniu tym mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków, ginęli nie tylko od kul, ale również od siekier, wideł, noży i innych narzędzi tego typu. Napastnicy nie wahali się atakować osób, które znajdowały się wówczas w kościołach na niedzielnej mszy. Ponadto ofiarami bardzo często były również kobiety, dzieci oraz osoby starsze.

Paradoksem jest to, iż Polacy w takiej sytuacji zmuszeni byli szukać pomocy u Niemców. „Pomoc” ta polegała jednak na wywózce w głąb Rzeszy, na roboty przymusowe. Warto podkreślić jednak, że część Polaków próbowała tworzyć placówki samoobrony. Najbardziej znane z nich to Przebraże, Huta Stepańska, Zasmyki, Dederkały i Ostróg. Problemem okazał się być jednak brak broni oraz kadry dowódczej.

W 1944 r. terror OUN- UPA przeniósł się do Galicji Wschodniej oraz na Lubelszczyznę. Szacuje się, iż trwające od przełomu lat 1942/1943 do połowy 1945 r. ludobójstwo pochłonęło około 100 tysięcy Polaków. Ponadto następne około 485 tysięcy Polaków zmuszone zostało pod groźbą śmierci do ucieczki na tereny Polski centralnej. Za swego rodzaju ostatni akord ludobójstwa uważa się dzień 18 maja 1945 roku, kiedy to we wsiach Radków, Łachowce, Rzeplin i Borodyca na Chełmszczyźnie zamordowanych zostało kilkudziesięciu polskich cywilów.

Warto podkreślić, iż spory udział w ludobójstwie miało duchowieństwo prawosławne i grekokatolickie. Zdarzały się nawet przypadki święcenia narzędzi zbrodni. Wspomnienia osób będących świadkami tamtych dramatycznych wydarzeń nazywa się niekiedy „trudną pamięcią”. Chodzi tu w końcu o przywoływanie traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Niektórzy świadkowie podkreślają, iż do pewnego momentu relacje pomiędzy Polakami a Ukraińcami uznać można za dobre. Świadectwem tego były chociażby małżeństwa mieszane czy też po prostu zwykła ludzka życzliwość. Sytuacja zaczęła zmieniać się dopiero wraz ze wzrostem nastrojów szowinistycznych u ludności ukraińskiej. Warto podkreślić, iż osoby, którym udało się ocalić życie, bardzo często nie znały miejsca pochówku swoich krewnych. Informacje takiego typu można próbować odtwarzać na podstawie relacji osób, które zajmowały się grzebaniem ciał. Ponadto warto podkreślić, że rzeczą, która zapadła w pamięci świadkom ludobójstwa był nie tylko widok pomordowanych ciał, ale również budzące grozę okrzyki banderowców „Urra, urra, rezać Lachy”. Wielu ludzi podkreśla również to, iż mordowani byli również Ukraińcy przychylni Polakom. Zachowania takie, jak ukrywanie Polaków czy brak zgody na zabójstwa uznawany były przez OUN za zdradę.

Nie ulega wątpliwości, iż tematyka ludobójstwa OUN- B i UPA na Polakach wiąże się z licznymi przekłamaniami ze strony części historyków ukraińskich. Sugerują oni chociażby, iż Zbrodnia Wołyńska nie była początkiem, ale drugim etapem konfliktu polsko-ukraińskiego. Pierwszy etap miał trwać do wiosny roku 1943 i był tylko nieinspirowaną przez OUN- B, swego rodzaju, „wojną chłopską”, a liczba ofiar po obu stronach była porównywalna. Konflikt ten miał być rzekomo wywołany przez „masy ukraińskich uchodźców” z Chełmszczyzny, które na przełomie 1942 i 1943 roku docierały przez Bug nad Wołyń i miały podsycać antypolskie nastroje opowieściami o rzekomych okrucieństwach Polaków wobec Ukraińców na Chełmszczyźnie. Narracja takiego typu nie ma jednak żadnego oparcia w źródłach. Strona ukraińska zaprzecza jednak niekiedy istnieniu dokumentów podziemia banderowskiego, które potwierdzałyby zorganizowany charakter antypolskich wystąpień.

Ponadto polskich i ukraińskich historyków różni również terminologia stosowana do opisania ludobójstwa na ludności polskiej. Część historyków ukraińskich używa bowiem terminu „druga wojna polsko-ukraińska 1942- 1947”. Pierwszym etapem wojny miały być bowiem działania w latach 1918-1919, kiedy Ukraińcy przegrali walki o Lwów i Galicję Wschodnią. Podkreślić należy, iż historycy ukraińscy posiadający nieco bardziej obiektywny stosunek do wydarzeń na Wołyniu, używają niekiedy terminu „tragedia wołyńska”. Strona polska słusznie woli używać jednak terminów takich jak „ludobójcza czystka etniczna”, „zbrodnia wołyńska” lub „rzeź wołyńska”. W literaturze spotkać można niekiedy również termin genocidium atrox (ludobójstwo potworne).

 Małgorzata Jarosz

10 KOMENTARZE

  1. Dobry, obiektywny artykuł. Szkoda, że większość osób traktuje ludobójstwo na Wołyniu, całkowicie instrumentalnie. Duża część tych co gada, mogłaby się równie dobrze odlać na groby pomordowanych. W Polsce, tak jak na Ukrainie, nie brakuje lumpen-patriotów.

  2. Rozwaga i obiektywizm przy takim temacie, to nie najlepszy pomysł. A ci o tak gadają, zaczynają przypominać śp. Mazowieckiego. Jeszcze tylko Grubej Kreski brakuje i “Idy” byleby tylko było rozważnie. Wróg, który ział nienawiścią, eksterminował nas, a potem, ot nic się nie działo, żadnej kary, żadnej odpowiedzialności, tylko ekstra emeryturka i nazwy ulic po dziś dzień ich imionami, nie zasługuje na wyważone traktowanie. Przykro mi, że stalinowcy wytłukli mi rodzinę, a ja taki nierozważny i nie głęboko zadumany nad losem nie tylko ofiar, ale i oprawców, którym potem było ciężko, a może i przykro itd. Lumpen-patriota nie gotów na Dialog i Konsensus.

    • Obiektywizm to podstawa nacjonalizmu. No, chyba, że ktoś myli nacjonalizm z szowinizmem, jak 90% “nacjonalistów” w Polsce. Czyli lumpen-patriotów, tak ja ich nazywam, bo słowo gimbo-patriota to lekka przesada.
      Banderyzm to klasyczny szowinizm, podobnie jak duża część niemieckich czy angielskich “patriotów”. Jakoś nie słyszę narzekań na Angoli, na Szwabów. A jedynie “ukry”.
      Bo Rezun bidny, to można na niego napluc. Na Niemca czy Anglika już nie wypada, bo przeciętny lumpen-patriota co najwyżej może u niego być sprzątaczem, tudzież robotem przy taśmie.
      Ot taki to nasz “polski nacjonalizm”. Ja żadnego banderyzmu nie wybielam, ani banderowskiego ani tego polskiego spod znaku szeroko pojętej “prawicy patriotycznej”.

    • To samo można napisać o Angolach czy Szwabach. No, ale zapomniałem, że teraz to nasi “przyjaciele”. Tak jak podczas wojny.
      Jest takie powiedzenie, “chroń nas Panie od fałszywych przyjaciół…bo z wrogami damy sobie jakoś radę”.
      Z dwojga złego wolę więc Ukrainę (czy Rosję)niż Anglię, Niemcy, Holandię, prawdziwych wrogów Polski.

      • Jaka znowu Holandia? Ani Ukraińcy, ani Niemcy czy Francuzi nie są naszymi przyjacielami. Zrozum że nadal o rzezi Wołyńskiej nie mówi się wystarczająco. Nadal wielu Ukraińców tych lepszych od zachodnich sąsiadów, nie potrafi przyznać się do zbrodni jaką popełnili ich przodkowie. Dla mnie żadne z nich nie jest lepszy. A wkurza mnie że za każdym razem jak wspomina się co wycierpieli nasi przodkowie w latach 40. to od razu trzeba przedstawić kontrargumenty jak to źli Polacy tak samo męczyli stronę przeciwną, patrz sprawa z Żydami no i właśnie z Ukraińcami. Nie powinno być znaku równości tylko powiedzenie że do haniebnych czynów też się nasi dopuścili.

  3. Może już po prostu się uspokój, boś z Wołynia zawędrował nad Wschodni Atlantyk z tym swoim wykładem. Nie instrumentalizujesz aby czasem, ofiar Rzezi? Uwaga, bo nasz zadrużański Geremek wyląduje wśród lumpen-patriotów. Byłby wielki wstyd, wiesz…
    P.S. Dzięki za Twój gest, że jednak nie gimbo-patrioci. To naprawdę wielki, przeogromny gest pański z Twej strony.
    Bez odbioru.

  4. Dziś w radiowej dwójce były wspomnienia świadków tamtych wydarzeń. Ja przecież jestem w pełni świadomy, co tam się działo, a jednak jest dla mnie jedna nowość. Otóż gość, który cudem ocalał wspomina, jak odwrócił się i zobaczył jak jego dobry sąsiad od wielu, wielu lat, Ukrainiec, strzela komuś z jego rodziny w tył głowy. Niemal w sekundzie, Ukrainiec, który był dobrym sąsiadem został bestią. Rozumiecie? Oni mieli to we krwi! Było więcej takich. UPA chodziła po wsiach i pukała do domów Polaków. Polacy nie otwierali. Więc przychodził ukraiński sąsiad i on pukał. I nasi wtedy otwierali. W taki sposób zginęło wielu. Ukraińcy to świnie nie do opisania.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię