Żyjemy w czasach, w których de facto każdy z nas czerpie wiedzę o świecie z mediów.
Nie chodzi tu tylko o wiedzę na tematy poważne, takie jak polityka czy gospodarka, ale też na tematy takie jak moda czy szeroko pojęty lifestyle. Starsze pokolenie wybiera telewizję czy czasopisma, młodsze natomiast częściej sięga do mediów społecznościowych.

Spora część społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, jakie niosą za sobą mechanizmy manipulacji wykorzystywane przez media. Bardzo często nie mamy świadomości, iż telewizja, YouTube czy Instagram pokazuje nam świat, który nie istnieje w rzeczywistości. Mało tego, współczesny człowiek, który tak często deklaruje, że nie uznaje żadnych autorytetów, jednocześnie skłonny jest oglądać programy telewizyjne, w których tłumaczy się mu, jak powinien żyć człowiek „normalny”, ile powinien zarabiać, gdzie powinien mieszkać i jak powinien się ubierać.

W niniejszym artykule przedstawię krótko, w jaki sposób współczesne media promują konsumpcyjny styl życia i działają w służbie kapitalizmu i szeroko pojętego liberalizmu.

Zjawisko to nie jest charakterystyczne tylko dla czasów współczesnych. Przykładowo, Ronald Reagan, który publicznie deklarował, iż jego celem jest zwiększenie nierówności społecznych, nie utrzymywał wcale, że wiąże się to z pogardą dla ubogich czy pracowników. Wręcz przeciwnie, niekiedy nawet kreował się na ich obrońcę. W trakcie kampanii prezydenckich w 1976 i 1980 roku posługiwał się pojęciem „welfare queen” („królowa zasiłków”). Chodzi tu o aferę z udziałem Lindy Taylor, która wyłudziła tysiące dolarów z programów pomocy społecznej. Reagan postanowił uogólnić ten problem i przekonać opinię społeczną, iż pomoc socjalna jedynie zachęca ludzi do takiego typu nadużyć. Osoby żyjące z zasiłków miałyby mieć rzekomo lepiej od pracowników, którzy ciężko zarabiają na chleb. Retoryka ta była jednak tylko i wyłącznie przykrywką do cięcia wydatków publicznych, na czym traciła klasa niższa oraz część klasy średniej.

Dokładnie te same zabiegi propagandowe wykorzystywane są od lat w polskiej debacie publicznej. Przykładem może być dyskusja nad reformą podatkową w ramach Nowego Ładu. Sprzeciw środowisk neoliberalnych wobec progresji podatkowej spowodował, iż wbrew pierwotnym założeniom, wprowadzone zmiany polegały głównie na obniżeniu podatków, również dla dobrze zarabiających. Mimo to media skupiły się głównie na klasie najbogatszej, która po reformie musiała dorzucić nieco więcej do publicznej kasy. Mówiono wówczas o „zarzynaniu klasy średniej” i jednocześnie pomijano problemy klas uboższych. Przykładem może być ty jedna z okładek „Polityki”, gdzie przedstawiono trzy grupy zarobkowe Polaków: ludzi zarabiających powyżej 11 tys. zł, ludzi zarabiających pomiędzy 11 tys. a 5,7 tys. zł i w końcu ludzi zarabiających poniżej 5,7 tys. zł. Najlepiej zarabiająca grupa została zilustrowana dwiema postaciami, środkowa- kilkunastoma, najuboższa- czterema. Przekaz ten nie jest niestety zgodny z prawdą- osoby zarabiające pomiędzy 5,7 a 11 tys. zł nie stanowią niestety w Polsce większości.

Kolejnym motywem przewodnim w polskiej debacie publicznej jest rzekome promowanie przedsiębiorczości i samowystarczalności. Przykładem może być artykuł Dominiki Wielowieyskiej, który w 2016 roku ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej”. Autorka przestrzegała wówczas przed pomysłem podnoszenia podatków dla najbogatszych, ponieważ miałoby to rzekomo uderzyć w „średniaków, którzy są motorem rozwoju”. „Klasa średnia w krajach rozwiniętych to grupa wykształconych ludzi ze stabilną pozycją zawodową i finansową, to grupa ludzi, którzy osiągnęli sukces dzięki własnej zaradności i pracowitości- mieli ku temu warunki. Wystarczyło, że państwo nie przeszkadzało im w pracy– pisała Wielowieyska. Prawdą jest, iż klasa średnia stanowi podstawę państw zachodnich. W rzeczywistości jednak zaczęła jednak rozwijać się ona po II wojnie światowej, czyli w okresie, kiedy rządy bardzo mocno ingerowały w gospodarkę. Podkreślić należy również, iż Wielowieyska, pisząc o „klasie średniej”, „średniakach” pisze o osobach zarabiających kilkanaście tysięcy złotych, które stanowią kilkanaście procent polskiego społeczeństwa. Podobnie rzecz ma się z innymi dziennikarzami o poglądach neoliberalnych. Zazwyczaj jednak nie mówią oni wprost, kto ukrywa się pod hasłem „klasa średnia”, można wydedukować to jedynie z kontekstu.
Z racji tego jednak, iż kategoria klasy średniej pozostaje niedookreślona, to utożsamia się z nią de facto większość z nas. Dlatego właśnie tak wiele osób chętnie utożsamia się z publicystami czy politykami, którzy „bronią ich przed złupieniem”.

W dalszej kolejności warto zwrócić uwagę również na sposób, w jaki media przedstawiają problem biedy. Nie ulega wątpliwości, iż ze wszystkich stron bombardują nas przekonaniem o powszechnie dostępnej konsumpcji, która jest dobra i konieczna do godnego życia. Prawo do szacunku mają mieć natomiast tylko te osoby, które osiągnęły szeroko pojęty sukces i mają odpowiedni poziom konsumpcji. Ubóstwo niemal zawsze wiąże się natomiast z patologią i brzydotą. Głosem osób wykluczonych społecznie bywają niekiedy media tabloidowe. Ich relacje są jednak bardzo hiperboliczne i sensacyjne.

W mediach o nastawieniu konsumpcyjnym ubogi przedstawiany jest zazwyczaj jako ktoś godny politowania, nieporadny. Ludzie zmarginalizowani społecznie bardzo często zapraszani są do programów telewizyjnych o tematyce lifestyle’owej. Osoby te godzą się na to, ponieważ najprawdopodobniej widzą w tym swoją życiową szansę, w efekcie jednak są publicznie ośmieszani i upokarzani. Przykładem może być program „Chłopaki do wzięcia” i tak zwane makeover shows, gdzie biedny, brzydki i wykluczony dzięki użyciu pewnych produktów i usług może stać się piękny, bogaty i popularny. Zjawisko to wydaje się nieść za sobą olbrzymie niebezpieczeństwo. Wmawia się nam bowiem, że kimś godnym uwagi i szacunku jest tylko ten, którego stać na zakup drogich ubrań czy kosmetyków. Upokarzanie osób mniej zamożnych ma natomiast dostarczyć nam rozrywki, wywołać w nas śmiech. Jednocześnie obraz przedstawiany w mediach bardzo często jest po prostu nierealistyczny. Przykładem może być program „Kto poślubi mojego syna”, gdzie skonstruowany został świat ludzi ubogich i szczęśliwych, który jednak ma bardzo niewiele wspólnego ze światem realnym.

Poruszając ten problem trudno nie wspomnieć również o stereotypowym przedstawianiu Polaków korzystającym z programu „500+”. Do najsmutniejszych przykładów należy artykuł Agaty Młynarskiej w „Newsweeku” o osobach, które dzięki świadczeniom socjalnym mogły pojechać na wakacje nad morze. Wyjazdy te zostały nazwane przez autorkę „najazdem Hunów”.
Co ciekawe, problemem jest nie tylko wyśmiewanie pewnych zachowań przez media, ale przez nas samych, chociażby przez zakładanie fanpage’ów na portalach społecznościowych czy tworzenie memów. Kto z nas nie zna żartów o Karynach i Sebastianach? Kto nie widział na Facebook’u memów o Nosaczu, który jest uosobieniem osoby o plebejskich przyzwyczajeniach?

Istnieją w końcu media, głównie lifestalowe, w których problem biedy nie istnieje w ogóle. Chodzi tu nie tylko o czasopisma czy stacje telewizyjne, ale niektóre portale społecznościowe (np. Instagram). W przedstawionym tam świecie wszyscy są zamożni, wszyscy mają samochody i duże mieszkania. Podobnie rzecz ma się ze światem przedstawionym na Instagramie, światem wysilonej stylizacji i dorównywania. Media takiego typu nakierowane są na wzbudzanie w nas lęku, czy na pewno mamy to, co mają „wszyscy”, czy na pewno w wystarczającym stopniu korzystamy z dobrodziejstw konsumpcjonizmu.

Omawiane tu problemy nie powinny jednak nas zniechęcać, ale motywować do bycia alternatywą dla mediów pokroju TVN-u. Musimy dążyć do tego, aby media zaczęły działać w służbie prawdy i pokazywać świat, który istnieje naprawdę. Nie świat uproszczony, w którym człowiek ubogi zawsze jest leniwy, a osoba pobierająca 500+ zawsze przeznacza je głównie na alkohol.
Media muszą promować ponadto prawdziwe wartości, nie pseudowartości takie jak drogie samochody czy drogie ubrania. Oczywiście, zmian tych nie da się niestety wprowadzić z dnia na dzień, będą wymagać one ciężkiej pracy i wytrwałości. Naszym obowiązkiem jest jednak nigdy się nie poddawać…

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię