Stwierdzenie, iż tak zwane śmieciówki są jednym z najbardziej palących problemów polskiego rynku pracy jest swego rodzaju truizmem. Historia rozpowszechnienia się tego rodzaju umów jest jednocześnie historią sprytnych sztuczek prawniczych i polityki państwa prowadzonej głównie na rzecz uprzywilejowania przedsiębiorców.

Szacuje się, iż na umowach cywilnoprawnych wciąż pracuje w Polsce 1-1,2 mln osób. Przypomnijmy, że wiąże się to z uregulowaniem tych umów przepisami prawa cywilnego, które oparte są na swobodzie kontraktowania. Zatrudnieni na śmieciówkach nie są chronieni więc przed wypowiedzeniem, nie posiadają zagwarantowanego prawa do urlopu i nie podlegają ograniczeniom co do czasu pracy (wiąże się z tym brak dodatków za nadgodziny) i minimalnego okresu wypoczynku. Minimalna stawka godzinowa obejmuje umowy zlecenie dopiero od 2016 roku. Do 2019 osoby pracujące na umowach cywilno-prawnych nie miały natomiast możliwości wstępowania do związków zawodowych.

Podkreślić należy jednak, iż polskie prawo zawiera przepisy uniemożliwiające stosowanie umów cywilno-prawnych. Jeśli istnieją przesłanki takie jak praca pod kierownictwem w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, pracownik powinien być zatrudniony na umowę o pracę. Jak zatem doszło to tego, iż ten rodzaj umowy jeszcze do niedawna był przywilejem nielicznych? Chodzi tu o sztuczki prawnicze, które wpłynęły na stanowiska inspektorów pracy i orzecznictwo sądów pracy. Istnieją nawet wyroki Sądu Najwyższego stwierdzające, że nie wiadomo kiedy można zawierać umowy cywilno-prawne.

Źródeł takiego stanu rzeczy należy doszukiwać się w 2005 roku, kiedy na scenie politycznej dominować zaczęły dwie pozornie odmiennie ideologiczne partie. W rzeczywistości zarówno w kręgach PO, jak i PIS-u popularna stała się koncepcja „taniego państwa”, zakładająca między innymi cięcie kosztów działania administracji publicznej. Związane było to z kryzysem ekonomicznym oraz mrożeniem wynagrodzeń w sektorze publicznym, które trwało od 2010 do 2019 roku. Popularny stał się również tak zwany outsourcing wielu niekluczowych usług świadczonych na rzecz administracji publicznej, takich jak sprzątanie, ochrona czy administrowanie. Osoby wykonujące swoją pracę w ramach outsourcingu zatrudniani byli na umowach śmieciowych, które nie były objęte wynagrodzeniem minimalnym.

Drugą przyczyną upowszechnienia się umów cywilnoprawnych były agencje pracy tymczasowej. Instytucja pracy tymczasowej została wprowadzona w Polsce w 2003 roku. Szacuje się, że już od lat w agencjach pracuje aż 700-800 tys. osób rocznie, a mniej więcej połowa z nich zatrudniona jest na umowach cywilnoprawnych.

Praca tymczasowa jest częścią odrębnej i przez lata bardzo niejasnej regulacji zawartej w ustawie o zatrudnieniu pracowników tymczasowych z 2003 roku. Z uzasadnienia ustawy wynikało, iż pracownicy tymczasowi mieli być przez agencje zatrudniani na umowach kodeksowych. W ustawie znalazł się jednak kruczek prawny wyjątkiem od obowiązku zatrudnienia pracowników na umowach o pracę był artykuł 26 ustawy, który w podpunkcie pierwszym stanowił, że „do osób w wieku od 16 do 18 lat będących uczniami, skierowanych do pracy tymczasowej na podstawie umowy prawa cywilnego, stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu pracy dotyczące zatrudniania młodocianych w innym celu niż przygotowanie zawodowe”, zaś w podpunkcie drugim, że „do osób skierowanych do pracy tymczasowej na podstawie umowy prawa cywilnego stosuje się odpowiednio przepisy art. 8, 9 ust. 1 i art. 23”. Ustawa mówiła więc jasno, iż dopuszczalność stosowania umów cywilnoprawnych dotyczy tylko pracowników w wieku od 16 do 18 lat. Jednak z uwagi na to, iż podpunkt drugi artykułu 26 nie zawierał bezpośredniego odwołania do ograniczenia wiekowego, stworzono interpretację głoszącą, że właściwie art. 7. ustawy nie ogranicza w żadnym stopniu zatrudniania pracowników na umowach cywilnoprawnych. Mało tego, interpretacja ta znalazła uznanie w niewiążącym okólniku wydanym przez Departament Prawa Pracy Ministerstwa Pracy. Okólnik nie posiadał co prawda mocy prawnej, jednak wzmocnił niekorzystną dla pracowników interpretację przepisów. Wykładnia ta znalazła niestety również swoje podparcie w orzecznictwie sądów pracy. W 2017 roku rząd Zjednoczonej Prawicy znowelizował ustawę, uchylając artykuł 26 i dopuszcił zatrudnienie przez agencję pracy tymczasowej na umowach cywilnoprawnych. Uzasadniano to poprawieniem sytuacji pracowników na śmieciówkach przez oskładkowanie oraz wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej.

Uśmiecowienie zatrudnienia doprowadziło do powstawania tak zwanych firm-wydmuszek. Firmy te nie zatrudniają pracowników, ale podzleceniodawców na umowach cywilno-prawnych, których kierują do pracy do właściwego zakładu. Na tej zasadzie działają na przykład partnerzy flotowi w Uberze, fundacje organizujące pracę kard szpitali COVID-owych, firmy wysyłające osoby do opieki nad seniorami w Niemczech czy pośredniczące w organizacji pracy w call center. Ten rodzaj pracodawców pełni funkcje wyłącznie administracyjno-księgowe. Firmy te umożliwiają jednak faktycznym zakładom pracy umywanie rąk od odpowiedzialności za wszelkie naruszenia standardów zatrudnienia, których dochodzenie staje się trudne w sytuacji istnienia de facto podwójnego pracodawcy.

Na chwilę obecną za najbardziej śmieciową umowę uchodzi wprowadzona w 2018 roku umowa o pomocy przy zbiorach. Umożliwia ona zastępowanie stosunku pracy przy pewnych czynnościach wykonywanych w rolnictwie przez maksymalny okres 180 dni w roku. Umowę tę można wypowiedzieć w dowolnym momencie, nie jest ona objęta minimalną stawką godzinową, a ubezpieczeniem społecznym tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Uzasadnieniem wprowadzenia tego rodzaju formy zatrudnienia była chęć eliminacji zjawisku zatrudnienia pracowników na czarno i objęcie ich choćby minimalną ochroną. W rzeczywistości umowa o pomocy przy zbiorach okazała się być legalizacją patologii.

Z jednej strony prawdą jest, że sytuacja osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych uległa w ostatnim czasie znaczącej poprawie. W rzeczywistości jednak powyższe reformy nie dotykają w ogóle istoty problemu. Pracownicy zatrudnieni na śmieciówkach wciąż są pracownikami „drugiej kategorii”, nadal pozbawieni są regulacji dotyczących norm czasu pracy oraz prawa do płatnego urlopu.

 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię