Inspiracją do napisania artykułu był dla mnie referat kol. Teresy Sutowicz dotyczący działalności kobiet w ONR, wygłoszony w czasie tegorocznej rocznicy w Rzeszowie.

Pomimo tego, że w organizacji wciąż dominuje pierwiastek męski, to do naszych szeregów wstępuje coraz więcej kobiet i dziewcząt. Dlatego warto postawić sobie pytanie, na czym konkretnie ma polegać ich rola? Pamiętajmy, że ONR to organizacja pełniąca między innymi funkcję wychowawczą. Jaki typ kobiety mielibyśmy więc promować? Kim powinna być wzorowa nacjonalistka z ONR? Kim powinna być wzorowa Polka? Kobieta może i powinna interesować się polityką, wydaje się jednak, iż wrażliwa, niewieścia natura ma o wiele więcej do zrobienia w innych dziedzinach życia społecznego. Jose Antonio Prima de Rivera, założyciel hiszpańskiej Falangi, nie bez powodu pisał o kobiecie, iż jest ona „ofiarna z natury”.

Wzór stanowić mogą dla nas nasze przedwojenne Koleżanki. Temat działalności kobiet w ONR jest niestety dość słabo opracowany i wymaga dalszych studiów, w organizacji pierwsze skrzypce grali w końcu mężczyźni. Rola kobiet nie może być jednak bagatelizowana. W pierwszej kolejności wspomnieć należy rzecz jasna Alinę Rossman, żonę Henryka Rossmana, nieformalnego przywódcy ONR ABC. Alina urodziła się w 1905 roku, w Warszawie. Ślub z Henrykiem odbył się w 1927 roku. Małżonkowie mieli być ze sobą bardzo szczęśliwi, mówiono niekiedy, że jest to najszczęśliwsze małżeństwo w całej Warszawie. Po śmierci męża w 1937 roku Alina rozpoczęła pracę w sekretariacie czasopisma „ABC”. Wybuch II wojny światowej nie zniechęcił jej do dalszej działalności. W 1940 roku zainicjowała powstanie kobiecej organizacji narodowej Orzeł Biały (w 1941 roku zmieniono nazwę na Wiara i Wola), w ramach której odbywały się wykłady o tematyce ideologicznej oraz kursy sanitarne. Po zakończeniu wojny Alina działała w konspiracji, 19 marca 1947 roku została natomiast aresztowana przez UB. W czerwcu tego roku kobieta zapadła na ciężką chorobę, ze względu na konieczność leczenia w szpitalu Naczelna Prokuratura Wojskowa uchyliła areszt tymczasowy, pozostawiając jednak chorą pod stałym nadzorem organów bezpieczeństwa publicznego. Alina zmarła 13 lutego 1948 roku w Szpitalu Wolskim w Warszawie.

Inną aktywną działaczką narodową związaną z ONR ABC była Maria Sucheni- Rutkowska. Osoba Marii wzbudza, co prawda liczne kontrowersje. Będąc w związku małżeńskim z Tadeuszem Rutkowskim, wdała się w romans z Jerzym Kurcyuszem (obaj należeli do ONR). Maria nie była ponadto wierna idei narodowo- radykalnej. W swojej autobiografii pt. „Kamyki Dawida” sama przyznaje, że odeszła z ONR między innymi dlatego, że jej pogląd stał się dla niej nie do końca jasny (dodaje jednak jednocześnie, że uczyniła to ze względu na szacunek do organizacji, którą mimo wszystko za wiele rzeczy ceniła). Swoich przedwojennych Kolegów ostro krytykowała natomiast za przesadny jej zdaniem antysemityzm. Uważała, że antagonizm pomiędzy narodem polskim i żydowskim był pozbawiony sensu. Mimo wszystko jednak „Kamyki Dawida” są lekturą obowiązkową dla każdego działacza ONR. Książka jest bowiem kopalnią wiedzy na temat przedwojennych aktywistów. Co ciekawe, poznajemy ich nijako „od kuchni”, dowiadujemy się na przykład, w jaki sposób spędzano czas wolny, poznajemy charakter naszych przedwojennych Kolegów, ich wady i zalety.

Podkreślić należy, iż choć Marii można zarzucać bardzo dużo, to błędem byłoby całkowite przekreślanie jej działalności. Z wykształcenia była ona ekonomistą, to właśnie w czasie studiów w warszawskiej Wyższej Szkole Handlowej związała się z Obozem Wielkiej Polski, a później z Obozem Narodowo- Radykalnym, w którym zajmowała się głównie pracą dziennikarską dla pisma „ABC”. Kiedy w 1935 roku na świat przyszła córka Marii i Tadeusza, Elżbieta, kobieta z oczywistych względów zawiesiła swoją działalność. Do powrotu miał przekonać ją natomiast sam Jan Mosdorf. Dzięki niemu zrozumiała ona sens powstania ONR-u, który w przeciwieństwie do endecji chciał skupić się na rozwiązaniu problemów gospodarczych trapiących ówczesną Polskę. Samego Mosdorfa wspominała natomiast jako osobę odważną, która pomimo zagrożenia aresztowaniem i konieczności ukrywania się zdawała się nie odczuwać lęku. Miał on również wspierać swoich Kolegów, pouczał ich, że nie mogą się ugiąć pod ciężarem terroru.

Nie ulega wątpliwości, że Marii nie był obojętny los ubogich rodaków. Miała przyjaźnić się z Wiktorem Martini (po latach wspominała go jako „miłego, jasnowłosego chłopca o złotym sercu”), Koledzy żartobliwie nazywali ich „parą komunistów”. Jest to nawiązanie do ich poglądów gospodarczych. Początkowo program organizacji nie był do końca jasny, część działaczy kładła nacisk na indywidualny charakter własności, część parła natomiast w stronę korporacjonizmu. Maria wspomina również o swoim wystąpieniu w Częstochowie, które wzbudziło wśród miejscowej ludności niemałe kontrowersje. Nie spodobało się ono nawet jej ojcu, który był przemysłowcem, właścicielem fabryki. Motto przemówienia Marii było następujące: „Nędza wyrywa z narodu wielkie masy, obezwładnia je i zuboża nasz narodowy potencjał”. Ojciec miał później wypominać jej, że ludzie mówili o niej „Żydówka”, co wskazywało na rzekomą lewicowość jej poglądów. Sama Maria na własne oczy widziała jednak dowody na słuszność swojego przemówienia. Widziała między innymi suteryny przy ul. Krochmalnej w Warszawie. Wrażenie zrobiło na niej nie tyle samo ubóstwo, co wynikająca z niego apatia i zanik wszelkich ambicji.

W czasie II wojny światowej Maria przeszła przez piekło niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbruck. Udało jej się jednak przeżyć okupację. W maju 1945 roku kobieta wróciła do Polski. Zamieszkała na Śląsku, gdzie pracowała jako ekonomistka. W 1947 roku wyszła za mąż ponownie za swojego wcześniejszego kochanka, Jerzego Kurcyusza. Zmarła 21 maja 2000 roku w Katowicach.

Inną aktywną działaczką narodową była Maria Iwanicka, aktywistka Ruchu Narodowo- Radykalnego „Falanga”. Maria przyszła na świat 19 stycznia 1916 roku w osadzie Tiotkino, dawnej gubernii kurskiej na terenie Rosji. Z wykształcenia była chemikiem, absolwentką Politechniki Warszawskiej. Za swoją działalność narodową była represjonowana przez władze sanacyjne, w 1938 roku osadzono ją w więzieniu na Pawiaku.

Odwaga i ofiarność Marii widoczne były wyraźnie po wybuchu II wojny światowej. Kobieta brała czynny udział w obronie Warszawy, była komendantką obrony przeciwlotniczej zespołu budynków przy ulicy Filtrowej. Pomimo doznania licznych ran i oparzeń nie wahała się oddawać krwi dla żołnierzy, organizowała również pomoc lokalową i żywnościową dla osób poszkodowanych przez żywioł wojenny. W latach 1940- 1942 współpracowała z Konfederacją Narodu, kontynuatorką przedwojennej Falangi. Zajmowała się przede wszystkim wygłaszaniem referatów szkoleniowych na tematy takie jak łączność w konspiracji czy służbie sanitarnej. W 1942 roku objęła natomiast funkcję kierowniczą Wojskowej Służby Kobiet Konfederacji Narodu. Odtąd jej podstawowym zadaniem stała się praca formacyjna wśród kobiet, wygłaszała referaty na tematy polityczne, historyczne i filozoficzne. Nie zaniedbała przy tym zadań związanych z prowadzeniem walki zbrojnej, współdziałała w tworzeniu sieci konspiracyjnej, dywersyjnej i partyzanckiej na terenie obszaru warszawskiego, Warszawy oraz województwa białostockiego.

W marcu 1943 roku Maria związała się z VIII Uderzeniowym Batalionu Kadrowego AK, gdzie przyjęła pseudonim „Małgorzata”. Zofia Kobylańska wspominała, iż Maria była „prawdziwą opiekunką młodszych kolegów i nieformalnym zastępcą dowódcy Oddziału”. Nota bene dowódcą tym był Tadeusz Jagodziński, który przed wojną również działał w Falandze.

W sierpniu 1943 roku Maria dostała się do niewoli niemieckiej, niedługo później została zamordowana w miejscowości Sucha Rzeczka nad jeziorem Serwy. Obecnie znajduje się tam zbiorowa mogiła, w której obok Marii pochowanych jest siedmiu żołnierzy VIII UBK.

Jako katoliczki powinnyśmy szukać inspiracji nie tylko u przedwojennych działaczek, ale również, a właściwie przede wszystkim u Świętych. Osobiście jako pierwsza na myśl przychodzi mi św. Joanna d’Arc. O św. Joannie słyszał chyba każdy, jest ona w końca bohaterką wielu powieści i ekranizacji. Francuzi słusznie uważają ją za swoją bohaterkę narodową, uchodzi ona ponadto za patronkę wszystkich patriotów. Warto przypomnieć sobie podstawowe fakty z życia św. Joanny. Przyszła ona na świat 6 stycznia 1411 lub 1412 roku w Domremy. Kobieta, która odegrała tak doniosłą rolę w historii Europy była de facto ubogą wieśniaczką. Od dzieciństwa znana była jednak z pobożności, za sprawą nadprzyrodzonych wizji ofiarowała Bogu swoje dziewictwo. Skąd prosta dziewczyna czerpała wiedzę na temat ówczesnej sytuacji politycznej i zbierającej swoje żniwo wojnie stuletniej pomiędzy Francją i Anglią? Wiedza ta miała nadprzyrodzone źródło. św. Joannie ukazywali się św. Michał Archanioł oraz dwie Święte niewiasty, św. Małgorzata Węgierska i św. Katarzyna Aleksandryjska. św. Michał miał skierować do siedemnastoletniej wówczas Joanny następujące słowa: „Bóg, miłując Francję, każe ci udać się tam i spełnić powinność. Przez kobietę rozwiązłą i niegodną ginie Francja. Tylko czysta dziewica może ją ocalić z Boską pomocą”. Wspomnianą tu rozwiązłą kobietą była samozwańcza regentka Izabela Bawarska, żona króla Karola VI.

św. Joanna postanowiła przekonać swojego krewnego Duranda Lassoisa, aby ten zabrał ją do najbliższego garnizonu wojsk francuskich z prośbą o audiencję na dworze króla Karola VII. Hrabiego Roberta de Baudicourta udało się jednak przekonać dopiero za drugim razem, kiedy dziewczyna uzyskała poparcie dwóch wpływowych szlachciców. św. Joanna miała wówczas powiedzieć następujące proroctwo: „W imię Boga, zbyt się ociągasz z wyprawieniem mnie, gdyż dziś szlachetny Delfin poniósł ciężką stratę niedaleko Orleanu; będzie z nim gorzej, jeżeli mnie do niego nie wyślesz”. Przepowiednia o ciężkiej stracie Delfina spełniła się.

Delfin przebywał wówczas wraz ze swoim dworem w Chinon, gdzie św. Joanna udała się w męskim stroju. Kobieta- rycerz zrobiła na następcy tronu niemałe wrażenia, jednak celem upewnienia się co do prawdziwości jej wizji powołał on specjalną komisję kościelną, która miała zbadać stan psychiczny dziewczyny. Werdykt komisji był pozytywny, a św. Joanna na czele kilkutysięcznego oddziału wkrótce udała się w kierunku Orleanu. Francuzi mieli walczyć z zawołaniem „Jezus i Maryja” na ustach.

św. Joanna brała aktywny udział w radach wojennych, planowała taktykę, a także wspierała ducha bojowego wśród rycerstwa. Zdobycie Orleanu miało dla Francuzów kluczowe znaczenie, była to bowiem twierdza strategiczna, broniła dostępu do ziem środkowej Francji. Po zwycięstwie pod Orleanem oddział św. Joanny zaczął odnosić kolejne sukcesy. Ona sama pisała, a właściwie dyktowała (nie umiała bowiem czytać i pisać) listy do mieszkańców poszczególnych miast, których krzepiła na duchu.

Obok zdobycia Orleanu nie mniej ważne było również odbicie Reims z rąk Burgundczyków. Było to bowiem miasto, w którym tradycyjnie odbywały się królewskie koronacje. Odniesione zwycięstwo umożliwiło koronację delfina Karola VII. św. Joanna odrzuciła otrzymaną od monarchy propozycję otrzymania tytułu szlacheckiego i podjęła dalsze walki, które jednak zakończyły się pojmaniem jej przez sprzymierzone z Anglikami wojska burgundzkie. W ostatniej chwili ostrzegała księcia księcia burgundzkiego Filipa Dobrego: “Książę Burgundii, modlę się za ciebie – pokornie cię błagam – abyś nie wszczynał więcej wojny z świętym królestwem Francji. Wycofaj szybko swych ludzi z okupowanych obszarów i fortec tego świętego królestwa i w imię łagodnego króla Francji mówię ci, że gotów on jest zawrzeć z tobą pokój, na jego honor”. Apel ten pozostał jednak bez odzewu, a św. Joanna została wkrótce odsprzedana panującemu w Anglii Janowi Lancasterowi. 

Św. Joanna została wkrótce postawiona pod krzywoprzysiężnym sądem inkwizycyjnym. Świętobliwa chłopka została oskarżona o herezję, a jej liczne sukcesy militarne przypisano mocom diabelskim. Ze względu na noszenie męskiego stroju zarzucono jej również nieobyczajność. Pomimo grożącego niebezpieczeństwa dziewczyna w czasie przesłuchania zachowała spokój, a sędziowie byli zaskoczeni błyskotliwością jej wypowiedzi. Jedno z pytań było jednak podchwytliwe, inkwizycja zapytała bowiem Joannę czy jest obecnie w łasce Bożej. Joanna nie mogła odpowiedzieć “tak”, ponieważ nikt nie może mieć w tej kwestii pewności. Nie mogła również odpowiedzieć “nie”, ponieważ ściągnęłaby na siebie wyrok śmierci. W dokumentacji procesu zanotowano jednak, że dziewczyna udzieliła następującej odpowiedzi: “Jeżeli nie jestem [w łasce], Bóg może mi jej udzielić, a jeżeli jestem, Bóg może mnie w niej utrzymać”. Ostatecznie sędziowie postanowili się jednak uciec do podstępu. Nastraszyli Joannę, że jeżeli nie podpisze podsuniętego jej dokumentu, pójdzie do piekła. Ponieważ dziewczyna była analfabetką, nie zdawała sobie sprawy, że podpisała swój własny wyrok. Anioł poinformował ją jednak o podstępie i nakazał odwołać podpis. Oznaczało to jednak ściągnięcie na siebie wyroku śmierci poprzez spalenie na stosie.

Joanna bezskutecznie apelowała o możliwość odwołania się do papieża. Dziewczyna spłonęła na stosie 30 maja 1431 roku w Rouen, uprzednio wyspowiadała się i przyjęła Komunię Świętą. W czasie swojej męczeńskiej śmierci zdołała jeszcze wykrzyknąć słowa przebaczenia dla swoich oprawców.

Św. Joanna d’ Arc została zrehabilitowana dwadzieścia lat po swojej męczeńskiej śmierci, kiedy to papież Kalikst III powołał specjalną komisję do zbadania procesu świętej niewiasty, która wykazała, iż był on bezprawny. Osoba Dziewicy Orleańskiej przez wiele wieków pozostawała w zapomnieniu, Francuzi szukając na nowo swoich chrześcijańskich korzeni. przypomnieli sobie o niej dopiero w XIX wieku. Ostatecznie papież Pius X ogłosił dekret o heroiczności cnót Joanny, beatyfikacja odbyła się w 1909 roku. W poczet Świętych zaliczył ją natomiast papież Benedykt XV w roku 1920. Kościół wspomina św. Joannę d’Arc 30 maja.

W głowach niektórych rodzić może się jednak słuszne pytanie: jak to możliwe, że świętą została kobieta ubrana w strój męski, parająca się rzemiosłem wojennym? Kierowanie niewiast do zadań męskich jest w końcu domeną feministek, Kościół stawia natomiast za wzór Najświętszą Maryję Pannę – dziewicę oraz żonę i matkę. Święta kobieta to albo zakonnica, osoba niepodzielnie oddana Bogu lub wzorowa małżonka. Ks. Karol Stehlin w swojej książce „Istota, godność i misja kobiety” wyjaśnił fenomen św. Joanny w bardzo ciekawy sposób: Kiedy brakuje świętych mężczyzn, Bóg powołuje do typowo męskich zadań kobiety.

Nie ulega wątpliwości, że kryzys męskości jest jedną z chorób naszych czasów. Czy wobec tego są wśród nas kobiety, których powołaniem jest „wyręczanie” mężczyzn w ich powinnościach? Czy w momencie, gdy Obóz Narodowo-Radykalny rzeczywiście dojdzie do władzy, polityką będą zajmować się również kobiety? Być może, tego nie wiemy. Wydaje się jednak, że dobra nacjonalista powinna się troszczyć się przede wszystkim o wzorowe wypełnianie obowiązków, które z przyczyn oczywistych są domeną kobiet. Mowa tu przede wszystkim o macierzyństwie. Nie możemy zapominać również o szeroko pojętej działalności społecznej, co dotyczy głównie kobiet młodych i niezamężnych. Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze raz cytat Jose Antonio Prima de Rivera – „Kobieta jest ofiarna z natury”. Dlatego odwiedzanie ubogich rodzin, domów dziecka czy domów samotnej matki to zadanie należące przede wszystkim do kobiet. Nie każdy musi znać się na polityce czy ekonomii, nie każdy posiada zdolność do pisania tekstów publicystycznych, każdy jednak powinien być wrażliwy na potrzeby osób żyjących wokół nas. W taki sposób buduje się elity, osoby który w bliższej lub dalszej przyszłości należeć będą do Organizacji Politycznej Narodu. Być może nie będziemy musiały walczyć z bronią w ręku, jak robiły to św. Joanna d’Arc czy Maria Iwanicka. Od kobiet tych musimy jednak uczyć się odwagi, bo nasza działalność z pewnością będzie się spotykać z licznymi szykanami i dezaprobatą ze strony części społeczeństwa.

4 KOMENTARZE

  1. “Nie każdy musi znać się na polityce czy ekonomii” Ja się z tym zgadzam. Problem jest jednak, jak ci, co się nie znają tworzą program populistyczny i uzyskują poparcie. Wiadomo, że nikt nie chce nędzy, że przed wojną były znaczne obszary nędzy. Teraz też problem ten nie jest rozwiązany. Ale niektórzy proponują rozwiązania quasi-bolszewickie. W ogóle raju na Ziemi nie będzie. Według religii nędza, to jest krzyż, który prowadzi do Zbawienia. Jezus Chrystus mówił w Ewangelii o bogaczu i Łazarzu. Łazarz cierpiał nędzę na Ziemi, ale dobrze mu było w raju. Nie oznacza to, że nie powinno się dążyć do zmniejszenia obszarów nędzy na Ziemi. Tyle, że tu trzeba się znać na ekonomii a takich ludzi chyba naprawdę to jeszcze nie ma. Postęp w naukach ekonomicznych jest, ale niewystarczający. Nieraz ktoś kto w ogóle nie studiował ekonomii może mieć słuszniejsze poglądy, od tych z tytułami profesorów, których np. ogłupiły marksistowskie lub im podobne koncepcje. Jednak trzeba nie dopuszczać tych, co głoszą populistyczne rozwiązania, które nie przyniosą w długiej perspektywie nic dobrego. Np. koncepcje: odebrać bogatym, znacjonalizować. I efektem będzie przestarzała, zdekapitalizowana gospodarka.

    • Nie do końca zgadzam się z Twoim punktem widzenia, przede wszystkim mocno razi mnie często powtarzany frazes “raju na Ziemi się nie zbuduje”. Nawet jeśli to jest prawda to wcale nie powinno się tego rozważać, bo nie służy to żadnemu rozwojowi, jedynie może dawać argument wspakulturowej dekadencji. Ten argument “religijny” (jak i inne frazesy motywowane religią) są powtarzane przez ludzi o karłowatej myśli-idei (nie mówię tego ad personam).
      Nie podoba mi się też nazywanie krytyki kapitalizmu “rozwiązaniami quasi-bolszewickimi” lub determinowanie znajomości gospodarki poparciem dla kapitalizmu, co skutkuje przykładowo tym, że jakiś oczadzony kuc jest uważany przez liberałów za większego specjalistę od ekonomii od mającego podstawy intelektualne profesora tylko dlatego, bo ten nie uznaje dogmatów liberalizmu.
      Błędem w myśleniu liberalnym jest dogmatyzm ostro sprzeciwiający się rozwiazaniom nie-kapitalistycznym nawet jeśli te rozwiązania determinuje pragmatyzm. Jeśli z pragmatycznej racji stanu w interesie narodu/państwa jest nacjonalizacja majątku pewnej grupy bogatych to dlaczego mam się temu sprzeciwiać? Wszystko dla narodu/państwa, nic poza narodem/państwem, nic przeciw narodowi/państwu częściowo parafrazując Mussoliniego.
      Z tym, co piszę związany jest kolejny błąd liberałów, czyli ekonomizm polegający na postrzeganiu ekonomii wyłącznie przez pryzmat ekonomicznej opłacalności ignorując inne cele gospodarki.
      Kolejna sprawa, dlaczego zdekapitalizowana gospodarka musi być przestarzała? Według mnie postęp ludzkości w ostateczności m. in. będzie polegał na zastapieniu kapitalizmu rozwiązaniami wzmacniającymi więzi społeczne w naszym narodzie i naszej rasie.
      Z tych, a także z innych powodów przedstawianych przez anty-kapitalistycznych nacjonalistów upieranie się przy kapitalizmie, zamykanie się na alternatywne wobec kapitalizmu perspektywy, a także rysowanie czarno-białego obrazu gospodarki (“dobry” kapitalizm – “zły” marksizm) oznacza poparcie dla dysgeniki naszej cywilizacji. Ekonomia musi służyć (rozumianej nie w sposób dosłowny) eugenice naszej cywilizacji, czyli “poprawianiu DNA” naszej cywilizacji. Nie chodzi mi w tej kwestii o dosłownie rozumianą eugenikę ludzkiego genomu.

  2. “Kolejna sprawa, dlaczego zdekapitalizowana gospodarka musi być przestarzała?” A to dlatego, że bez kapitału nie można mieć nowoczesnej technologii. By ją mieć, to trzeba albo kupić albo opracować. A by opracować i szczególnie wdrożyć, to potrzebny jest ogromny kapitał. Ci, co opracowują i wdrażają mają największe korzyści. Nie cierpię USA, szczególnie po bombardowaniu Serbii, ale oni właśnie opracowują i wdrażają technologie i mają z tego największe korzyści. Kiedyś, to u nich nie było takich podatków, jak teraz. I dlatego się dorobili. A teraz to już zamknięty krąg. Mają najnowsze technologie, to mają korzyści. A przez korzyści mają kasę na opracowywanie następnych nowych technologii.

  3. I ja nie twierdzę, że “kapitalizm” jest “dobry”, skoro nie prowadzi do raju na Ziemi. Tyle tylko, że nie spotkałem się z logicznie spójną alternatywą, co do całości innego systemu, który miałby być efektywniejszy. Często pisane są różne absurdy. Podawane są szlachetne cele ale nikt nie podaje skutecznych metod ich realizacji, opartych na rzeczywistości gospodarczej i ludzkiej. Dla mnie “kapitalizm” nie jest dogmatem. Tyle, że to, co piszą niektórzy to podobnie, jakby ktoś miał sposób na zlikwidowanie problemów, związanych ze spadkiem z wysokości, taki, że trzeba zawieszać siłę grawitacji. Psychika ludzi wprawdzie nie ma takich reguł, jak prawa fizyki, ale mimo wszystko trzeba ją uwzględniać i nie ma co się łudzić, że wszyscy ludzie łącznie z urzędnikami będą bezgrzeszni i w pełni oddani sumiennej pracy dla Narodu.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię