Termin „rewolucja” wśród szeroko pojętej prawicy budzi skojarzenia najgorsze z możliwych. Z jednej strony trudno się temu dziwić.

Dwie najbardziej znane rewolucje – rewolucja francuska i rewolucja bolszewicka, pochłonęły ogromną ilość ofiar i przyczyniły się do sekularyzacji społeczeństwa. Mówi się również o rewolucji seksualnej, czyli o zmianach obyczajowych lat 60. i 70. XX wieku, zmianie podejścia do ludzkiej seksualności i promowaniu tak zwanej „wolnej miłości”. Osoby o konserwatywnych poglądach podkreślają często, że ich celem jest kontrrewolucja, czyli powrót do ancien regime. Śmiało powiedzieć można, że w ostatnich latach nastąpiła swego rodzaju moda na bycie monarchistą (osoba króla jest tu niekiedy ważniejsza niż państwo polskie czy naród polski, które same w sobie nie stanowią żadnej wartości). Niektórym marzy się natomiast przynajmniej częściowy powrót do dawnych stosunków społecznych, do feudalizmu. Oczywiście, omawiam to zjawisko w formie uproszczonej, konserwatyzm jest w końcu pojęciem bardzo złożonym.

Rzeczywiście, mówienie o kontrrewolucji ma pewien sens. W końcu francuscy rewolucjoniści mieli na sumieniu życie tysięcy kapłanów i sióstr zakonnych, to właśnie oni odpowiedzialni są za fakt, że „najstarsza córa Kościoła” jest teraz jednym z najbardziej zlaicyzowanych krajów na świecie (całe jedno pokolenie wychowywało się tam bez żadnego kontaktu z Kościołem), a z mapy Europy całkowicie znikły państwa wyznaniowe, oparte na katolickim prawodawstwie. Czy wszystko to powinno budzić w nas tęsknotę za ancien regime? Oczywiście, terminu tego używam tu w sposób umowny i bardzo uproszczony. Nie ulega jednak wątpliwości, że rok 1789 stanowił pewien przełom. Jacques le Goff, znany francuski historyk – mediewista, był wyznawcą teorii tak zwanego długiego średniowiecza, zgodnie z którą to właśnie rok 1789 uznać należy za datę kończącą średniowiecze. Rzeczywiście, w czasach przedoświeceniowych zjawisko ateizmu de facto nie istniało (przynajmniej nic na to nie wskazuje), a ludzie nieco bardziej liczyli się z nauczaniem Kościoła. Jednak przecież to nie rewolucjoniści wymyślili cudzołóstwo, aborcję, bluźnierstwo czy brak miłości do bliźniego – wszystko to istniało już wcześniej i wcale z nie mniejszą częstotliwością. Każdy, kto miał okazję nieco bardziej zagłębić się w średniowieczną kulturę, zobaczył nie tylko romańskie czy gotyckie kościoły, nie tylko rzeźby przedstawiające Chrystusa czy Matkę Bożą, ale również… rękopisy ozdobione ilustracjami o charakterze erotycznym, które nawet w dzisiejszych czasach najprawdopodobniej budziłyby zgorszenie. Każdy, kto kiedykolwiek czytał średniowieczne kazania, wie, iż księża bardzo często karcili brak szacunku do chłopów, a ich los na ogół wzbudzał współczucie. Oczywiście, kazania nie mogą być jedynym źródłem do badania historii społecznej. Nie brakowało również chłopów, którzy dzięki swojej zaradności wiedli życie o wiele bardziej dostatnie niż niejeden podupadły rycerz. Chodzi jednak o sam fakt, iż wyzysk chłopów nie jest wymysłem marksistów, a z czasem ich położenie stawało się coraz gorsze. Było to bardzo widoczne zwłaszcza na ziemiach polskich. Jan Mosdorf w swoim „Wczoraj i jutro” nie na darmo krytykował polską szlachtę, która z dumą i pogardą patrzeć miała na zgięte karki chłopów.


Wreszcie, pamiętajmy, że jedną z przyczyn wybuchu rewolucji francuskiej były problemy o charakterze społeczno- ekonomicznym, a konkretnie zła sytuacja tak zwanego stanu trzeciego, czyli chłopów i mieszczan (znów jednak należy być uczulonym na fakt, że problem ten nie dotyczył wszystkich przedstawicieli tego stanu), którzy za pośrednictwem swoich podatków utrzymywali rozpasany dwór francuski. Ponadto uwielbiany przez konserwatystów król Ludwik XVI nie był wzorem katolickiego króla, rok po objęciu rządów zapisał się on do loży masońskiej. Ścięcie władcy było niewątpliwie ogromnym barbarzyństwem, ale czy rzeczywiście warto gloryfikować osobę Ludwika? Czy warto wstawiać jego wizerunek na Facebooka w rocznicę jego śmierci? Niekoniecznie, jak widać rzeczywistość nie zawsze jest czarno-biała. Rację miał niewątpliwie św. Tomasz z Akwinu, który uważał, iż ze względu na grzeszną naturę ludzką – monarchia bardzo często przekształca się w tyranię.

O ile konserwatystom marzy się kontrrewolucja, tak my, narodowi radykałowie, śnimy o narodowej rewolucji. W doskonały sposób pisał o tym Bolesław Piasecki w swojej książce „Cele rewolucji narodowo- radykalnej”. Podkreślał, że współczesny mu rząd, oparty na krzywdzie Narodu i wysługiwaniu się żydom i kapitalistom, na pewno nie ustąpi dobrowolnie, musi być usunięty siłą. Rewolucję definiował natomiast w sposób następujący: nagła zmiana sposobu rządzenia, gospodarowania, życia społecznego jednostki, zmiana sposobu myślenia i działania ludzi, zmiana wszystkich urządzeń zbiorowych. Piasecki pisał o dwóch rodzajach rewolucji: rewolucja narodowa i rewolucja narodowo-radykalna. Celem rewolucji narodowej miało być wyzwolenie narodu od wszelkich obcych wpływów. Zdaniem autora byłoby to jednak niewystarczające, należało iść o krok dalej i przeprowadzić rewolucję narodowo- radykalną. Pod określeniem tym kryje się pokazanie narodowi nowych celów, takich jak likwidacja bezrobocia, nowy podział własności i dochodów czy polonizacja pokrewnych szczepów kresowych. Co jednak najistotniejsze, przeprowadzenie rewolucji nie zależy od czynników zewnętrznych, ale od ludzi, od ich gotowości do wysiłku i do przemian. Piasecki uważał bowiem, że główną wadą narodową Polaków jest bierność, która sprawia, że każdy zamyka się w swoim domu i nie działa organizacyjnie. Jednym z głównych celów ONR-u było właśnie wyprowadzenie społeczeństwa z bierności.

Nie ulega wątpliwości, iż bierność pozostaje naszą wadą narodową po dziś dzień. Czy Polacy byliby zdolni do zorganizowania protestów zbliżonych do protestów słynnych francuskich „żółtych kamizelek”? Na chwilę obecną uznać można to za mało prawdopodobne. W ostatnich dniach na portalach społecznościowych przewinęła się cała masa obrazków porównujących pokojowy polski Marsz Niepodległości z palącymi samochody Francuzami. Nie chodzi tu rzecz jasno o zachętę do bezcelowego niszczenia cudzego mienia, ale o sam fakt zaangażowania w obronę własnych interesów. Z drugiej strony ostatni Marsz Niepodległości pokazał jednak, że Polacy potrafią masowo wyjść na ulicę i zjednoczyć się wokół wspólnej sprawy. Ponadto jeszcze do niedawna ogromną popularnością cieszyły się różnego rodzaju marsze czy protesty antyimigranckie. W 2015 roku, za rządów Platformy Obywatelskiej, nad Polską wisiało widmo otwarcia granic dla muzułmanów. Na chwilę obecną temat przyjmowania imigrantów wyraźnie przestał wzbudzać emocje. Większość ludzi uwierzyła bowiem, że obecne władze imigrantów nie przyjmują, co nie jest niestety zgodne z rzeczywistością.

Spore sukcesy w aktywizowaniu Polaków ma niestety lewa część sceny politycznej. Swego czasu popularne były protesty KOD-u. Teraz ster przejęli Obywatele RP, którzy angażują ludzi w rzekomą obronę wolnych sądów. Dużą rolę odgrywają tu niestety emocje. Nie ulega wątpliwości, że przeciętny KODiarz, to osoba karmiąca się propagandą TVN-u i Gazety Wyborczej. W skrajnych przypadkach przybiera to formę psychozy. Niektórzy zwykłą przerwę w dostawie prądu, gotowi byliby uznać za działania partii rządzącej, która na pewno chce, uniemożliwić im oglądanie TVN-u.

Pomimo tego, że coraz więcej Polaków interesuje się polityką, a co za tym idzie, potrafi walczyć w obronie własnych interesów, to większość naszych rodaków od realnych działań woli narzekanie w domowym zaciszu. Brakuje nam niewątpliwie wiary w zwycięstwo. Idąc na wybory nie głosujemy na kogoś, ale przeciwko komuś, zakładamy, że nasz kandydat i tak nie ma szans na wygraną. Zgadzamy się na niekorzystne dla nas rozwiązania – na sprowadzanie Ukraińców, bo sytuacja w Polsce się nie poprawi, nasi rodacy nie wrócą, a przybysze przynajmniej napędzać będą gospodarkę; na pozostanie w Unii Europejskiej, bo ponoć nie damy sobie rady bez dotacji unijnych; na obecność zagranicznych korporacji, bo może i praca w nich nie należy do najprzyjemniejszych, ale przynajmniej dają one godną pensję. My, narodowi radykałowie, mamy w kwestiach takiego typu bardzo dużo do zrobienia. Musimy pokazać ludziom, że można inaczej, że działając razem, solidarnie, można osiągnąć bardzo dużo.

Warto przyjrzeć się motywom, które skłoniły Francuzów do wyjścia na ulicę. Iskrą rzuconą na beczkę prochu była decyzja rządu o podwyższaniu podatku paliwowego, jednakże postulaty „żółtych kamizelek” są o wiele bardziej obszerne. Protestujący domagali się między innymi przywrócenia podatku solidarnościowego od 330 tysięcy największych bogaczy, zwiększenia prorodzinnych ulg podatkowych, zmniejszenia pensji i dotacji dla członków rządu i parlamentu, ustalenia płacy maksymalnej na poziomie 15 tys. euro, zablokowania ekspansji hipermarketów przy jednoczesnym wsparciu dla drobnego handlu czy opodatkowania wielkich koncernów takich jak Google, czy Amazon. Widać więc, że ruch tak zwanych żółtych kamizelek to ruch wymierzony przeciwko „wielkim tego świata”, przeciwko zamkniętym w apartamentach politykom i prezesom wielkich korporacji, którzy nie mają pojęcia o problemach przeciętnego szarego człowieka, który niekiedy ledwo wiąże koniec z końcem. Ponadto nie ulega wątpliwości, że problemy przeciętnego Francuza nie różnią się zbytnio od problemów przeciętnego Polaka. Ba, nie oszukujmy się, że stopa życiowa w Polsce jest nieporównywalnie mniejsza.

Pamiętajmy jednak, że zorganizowanie ogólnopaństwowego zrywu i obalenie rządu nie jest wcale trudne. O wiele trudniejsze byłoby zagospodarowanie porewolucyjnej pustki. Czy my, narodowi radykałowie, jesteśmy gotowi do zagospodarowania jej? Pamiętajmy, że narodowa rewolucja musi zacząć się w nas samych. Nasi przedwojenni Koledzy podkreślali wielokrotnie, że wyższa pozycja w hierarchii nie może wiązać się z wyższym wynagrodzeniem, ale z dobrze uformowanym charakterem. Bycie narodowym radykałem to nie tylko wykrzykiwanie ostrych haseł na manifestacjach, ale przede wszystkim codzienna praca nad sobą: modlitwa, walka ze swoimi słabościami, poszerzanie swojej wiedzy, a także, na miarę możliwości, wyciąganie ręki do rodaków poprzez działalność charytatywną czy nagłaśnianie problemów społecznych.

Przedwojenni OeNeRowcy, działacze zarówno ONR ABC, jak i RNR Falanga, pozostawili po sobie niezwykle bogatą spuściznę. Wbrew pozorom współczesna Polska nie różni się bardzo od Polski międzywojennej. Wiele problemów pozostaje, wymienić można tu, chociażby bezrobocie, wyzysk pracowników czy wypieranie polskiego kapitału poprzez zagraniczny. Stąd my, narodowi radykałowie, mamy Polakom bardzo dużo do zaoferowania. Ubolewać można nad tym, iż choć o ONR słyszało większość naszych rodaków, to kojarzeni jesteśmy głównie z antysemityzmem i rzekomą nienawiścią. Większość osób nie zadaje sobie trudu, aby przyjrzeć się bliżej naszej ideologii, aby pochylić nad rozwiązaniami w sferze ustroju czy w sferze gospodarczej.


W przeciwieństwie do niektórych konserwatystów nie tracimy czasu na marzenia o powrocie monarchii. Przyznać należy chyba rację Mosdorfowi, który stał na stanowisku, że próba wprowadzenia jej w Polsce miałaby charakter groteskowy. Myślenie OeNeRowców w kapitalny sposób przedstawił Tadeusz Gluziński, który potępiał ostro liberalną demokrację, ale jednocześnie potrafił dojrzeć pewne jej zalety. Przykładowo, sam fakt, że ludzie mają wpływ na decyzję dotyczące ich państwa, uznać należy za coś pozytywnego. Dlatego my również nie chcemy bezkrytycznie spoglądać w przeszłość, chcemy tylko się nią inspirować. Nie chcemy również sytuować siebie ani na prawicy, ani na lewicy. Niektórzy nazywają nas skrajną prawicą, my sami jednak swoich poglądów nie uważamy za skrajne, ale za poglądy zdrowe, odpowiadające na potrzeby Narodu i przede wszystkim zgodne z nauką Kościoła, stąd de facto mógłby się podpisać pod nimi każdy katolik.

Spróbujmy jednak przejść do konkretów. Co Obóz Narodowo-Radykalny ma do zaoferowania przeciętnemu Polakowi? Jest to rzecz jasna niezwykle obszerne zagadnienie, chociażby ze względu na fakt, że ani w kwestiach ustrojowych, ani w kwestiach gospodarczych nie jesteśmy dogmatykami, a koncepcje poszczególnych przedwojennych działaczy różnią się między sobą. Na ogół jednak wszyscy ideolodzy narodowego radykalizmu opisywali niezwykle ciekawą i oryginalną koncepcję organizacji politycznej narodu. I znów, rossmanowcy opisywali tę instytucję nieco inaczej niż bepiści, jednakże wszyscy podkreślali, że organizacja polityczna narodu ma mieć charakter hierarchiczny (wyższe stanowisko nie wiąże się jednak z wyższym wynagrodzeniem) i ma być dostępna dla każdego Polaka. Co za tym idzie, organizacja takiego typu umożliwia każdemu udział w polityce. Przynależność wiąże się też ze służbą na rzecz Narodu. Przykładowo, prawnik mógłby udzielać dodatkowych, bezpłatnych porad prawnych dla najuboższych.


Prawidłowe działanie takiej organizacji wymaga jednak zmiany sposobu myślenia. Nie oszukujmy się, do awansu społecznego czy do awansu w pracy bardzo często motywują nas wyższe zarobki. My narodowcy mówimy inaczej: podstawowym motywem awansu musi być chęć służby na rzecz Narodu. Zmian w mentalności wymagają również szeroko pojęte reformy gospodarcze. Nie mówię tu tylko o kwestiach takich jak likwidacja przywilejów międzynarodowych korporacji, ale również o zmianie sposobu myślenia o pracy i zarobkach. Adam Doboszyński w swojej „Gospodarce narodowej” wskazywał, że w systemie kapitalistycznym człowiek dąży do tego, aby zarabiać jak najwięcej, w systemie chrześcijańskim zarabia natomiast tyle, aby utrzymać siebie i rodzinę. Dlatego pracodawca przy wypłacaniu pensji powinien brać pod uwagę nie tylko zaangażowanie i umiejętności pracownika, ale również liczbę posiadanych dzieci. Pamiętajmy również, że jako nacjonaliści jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami wolnego rynku. Nie można negować tego, że pewne elementy zdrowej konkurencji nie są niczym złym. Adam Doboszyński pisał, że bez tego nie da się stwierdzić na przykład, kto jest lepszym krawcem. Generalnie jednak człowiek, zgodnie z nauką Kościoła, obarczony jest skutkami grzechu pierworodnego, stąd danie mu wolności w dziedzinie gospodarczej może skończyć się na przykład życiem ponad stan czy wyzyskiem pracowników. Dlatego tak ważna jest rola państwa, które stoi na straży interesów Narodu, na straży zarówno pracodawców, jak i pracowników. Jednocześnie jednak, idąc za myślą Jana Korolca (ONR ABC), państwo powinno dawać tyle wolności, ile Naród aktualnie potrzebuje. Jednocześnie warto przywołać stanowisko RNR Falangi. Falangiści podkreślali, że jednostka ma prawo do swobodnego użytkowania własności, ale w granicach określonych przez gospodarczy plan państwa. Stanowisko to jest rzecz jasna nie do przyjęcia dla wszelkiej maści korwinistów czy liberałów. Kwestia, jak dalece państwo powinno ingerować w gospodarkę, jest kwestią dyskusyjną i de facto drugoplanową. My jako narodowi radykałowie podkreślamy jednak, iż własność prywatna nie zaspakaja jedynie potrzeb jednostki, pełni funkcję społeczną i służebną względem Narodu. Nie widzimy jednocześnie powodu, dla którego państwo miałoby nie ingerować w gospodarkę. Zakładamy bowiem, że plan gospodarczy oparty byłby na zasadach chrześcijańskich i chroniłby interesu Narodu.

Prawdą jest, że jako Obóz Narodowo-Radykalny na chwilę obecną możemy niewiele. Nie mamy niestety poparcia wśród rodaków, sympatie społeczeństwa podzielone są pomiędzy PiS-em a PO. Brak poparcia wynika jednak częściowo z braku znajomości naszych idei. Postarajmy się więc przybliżać ją naszym przyjaciołom czy znajomym. Przede wszystkim jednak o ile Ruch Narodowy poszedł drogą bratania się z wrogami nacjonalizmu, tak my bratajmy się z przeciętnymi ludźmi, przede wszystkim z biedotą. Rozmawiajmy z nimi o ich problemach, organizujmy akcje charytatywne. I nikt nie zarzuci nam, że robimy to dla sukcesów w polityce. Dla nas sukces w polityce nie oznacza bowiem zaszczytów ani wyższych dochodów. Przeciwnie – oznacza większą liczbę obowiązków i mniejsze zarobki.

1 KOMENTARZ

  1. Zgadzam się z ogólną wymową tekstu. Należy odrzucić stary przedrewolucyjny ład nie dlatego, że jest niemożliwy przywrócenia tylko dlatego że jest nie warty przywrócenia!

    Na samą Wielką Rewolucję Francuską można patrzeć na różny sposób. Na pewno była czynnikiem narodowotwórczym. Pierwsza fala nacjonalizmu była jakobińska i uchodzi za “lewicową”, ale to głównie dlatego, że zwolennicy fizycznie siedzieli w parlamencie po lewej stronie. Te same terminy w różnych epokach mogą znaczyć zupełnie inne rzeczy. Ówcześni rewolucjoniści śmiem twierdzić nie znaleźli by żadnego wspólnego języka z dzisiejszymi “lewicowcami” zainteresowanymi promocją zboczeń i niszczeniem konstruktu jakim jest naród.

    Podczas WRF kler jawił się jako sojusznik znienawidzonego systemu wyzysku, a kwestia Wandei miała podłoże głównie ekonomiczne, mężczyźni wcieleni siłą do armii zostawiliby swoje rodziny na pewną śmierć z głodu. Nie znaczy to oczywiście że usprawiedliwiam masowy terror i burzenie ołtarzy.

    Ogólny antyliberalny i prospołeczny wydźwięk tekstu na duży plus. Trzeba być blisko spraw zwykłych ludzi.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię