Nie jest tajemnicą, że podział sceny politycznej na prawicę i lewicę jest aktualnie podziałem anachronicznym. Mimo to jednak większość społeczeństwa określa siebie jako prawicowców lub lewicowców. Lewica w powszechnej świadomości oznacza odrzucenie wartości chrześcijańskich, liberalizm obyczajowy, ale też szeroko pojęte państwo opiekuńcze. Prawica natomiast charakteryzować się ma przywiązaniem do Kościoła, brakiem akceptacji dla rewolucyjnych zmian, zamiłowaniem do historii, ale też poparciem dla wolnego rynku.

 

Do napisania artykułu skłoniło mnie wiele czynników. Przede wszystkim wybory prezydenckie i kampania wyborcza Krzysztofa Bosaka, w którym z niezrozumiałych dla mnie przyczyn wielu pokładało nadzieję na zmiany na lepsze (nadzieja chyba jednak od początku była złudna, bo w zwycięstwo Krzysztofa Bosaka nie wierzył chyba nikt). Inną przyczyną był ciąg dalszy epidemii koronawirusa i kontrowersje związane z obecną sytuacją.

 

Bezpośrednią przyczyną stał się jednak przeczytany na portalu Myśl Konserwatywna artykuł Adama Danka pt. „Obwiepolacy i oenerowcy”, który jest de facto paszkwilem na przedwojenny i współczesny ONR napisanym z pozycji konserwatysty. Autor zarzucił OeNeRowcom materialistyczne pojmowanie narodu, postrzeganie go w kategoriach biologicznych i rasowych. Dowodem ma być tu brak wiary w możliwość asymilowania Żydów i stanowisko, iż ochrzczony Żyd nie może stać się Polakiem. Efektem tego przekonania  miał być natomiast atak na ks. Pudera, nawróconego na katolicyzm Żyda, który został spoliczkowany podczas celebrowania Mszy w warszawskim kościele św. Jacka.

 

Fizyczna napaść na katolickiego kapłana jest oczywiście godna potępienia i nie mam zamiaru stawać w obronie sprawcy. Zarzut o postrzeganie narodu w kategoriach biologicznych i rasowych nie jest jednak prawdziwy. W tym miejscu pozwolę sobie powołać się na Alfreda Łaszowskiego, jednego z działaczy przedwojennej „Falangi”. Łaszowski w jednym ze swoich artykułów krytykował zacieranie granic pomiędzy antysemityzmem a rasizmem. Wyjaśniał, iż dla teoretyków hitlerowskich pojęcie „rasa” ma charakter nie tyle naukowy, co mistyczny. Antysemityzm prezentowany przez polskich narodowców miał natomiast wymiar praktyczny, traktowano go jako problem ekonomiczny, gospodarczy i kulturalny. Łaszowski podkreślał, iż działaczy narodowych nie interesuje to czy Żydzi są rasą, czy nie. Nie interesują ich cechy antropologiczne. Dlatego polski obóz narodowy nie walczy z rasą semicką, ale z Żydami. Można bowiem negować istnienie rasy semickiej, istnienia Żydów nie neguje nikt.

 

Łaszowski wyjaśniał również, iż polski antysemityzm nie jest sprzeczny z  miłością bliźniego. Żydzi nie mogą wykorzystywać bowiem chrześcijańskiego nakazu miłości do dalszej okupacji handlu i wypierania żywiołu dominującego. Autor odniósł się również do licznych konwertytów z judaizmu. Zmiana wyznania bardzo często była tylko pozorna i służyć miała do przetrwania „burzy dziejowej”. W tej sytuacji postawa negująca możliwość zasymilowania Żydów jest w pełni zrozumiała i w pełni logiczna.

 

Zupełnie inaczej podchodzono natomiast do pokrewnych szczepów słowiańskich. Pamiętać należy, iż przedwojenna Polska była państwem wieloetnicznym i wielokulturowym, stąd negowanie możliwości spolonizowania innych etnosów byłaby nonsensem. Warto przytoczyć tu pogląd Wojciecha Zaleskiego, dla którego naród był przede wszystkim pojęciem ideowo-politycznym. W swoich rozważaniach powołał się na przykład Belgii, kraju zamieszkanego przez Walonów i Flamandów, szczepów różniących się pochodzeniem i językiem. Mimo to ich związek jest na tyle silny, iż można mówić o narodzie belgijskim. Dlatego Rusin, który nie posługuje się na co dzień językiem polskim, ale który poczuwa się do łączności z narodem polskim, może być uznany za Polaka. Jednocześnie Zaleski podkreślał wyraźnie, iż nie może być mowy o polonizowaniu elementów całkowicie obcych, przynależnych do innej tradycji. Miał rzecz jasna na myśli Żydów, jednak dziś pewnie to samo powiedziałby o próbie polonizacji islamskich lub afrykańskich imigrantów, którzy zazwyczaj nawet nie mają woli asymilacji.

 

Zarzuty postawione przez Danka nie są jednak na szczęście w środowisku prawicy powszechne i nie stanowią głównego punktu zapalnego. W mojej opinii prawica nie ma jednak na siebie pomysłu, nie prezentuje żadnej konkretnej wizji ustrojowej. Spójrzmy chociażby na środowisko skupione wokół osoby Grzegorza Brauna i jego Konfederację Korony Polskiej. Partia ta odwołuje się do religii katolickiej, postuluje całkowitą ochronę życia, a także prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wszystko to jest oczywiście rzeczą godną pochwały, jednak są to deklaracje zbyt ogólne.

 

Wielbiciele Brauna określają się zazwyczaj jako monarchiści, powrót monarchii uznają niemalże za swój kluczowy postulat. Sam Braun stoi na stanowisku, iż jego poparcie dla monarchii wynika ze zdrowego rozsądku. Demokracja jest bowiem systemem opartym na fałszywych obietnicach. Konsekwencją demokracji miałby być natomiast… socjalizm (ulubiony „straszak” wolnościowców). Funkcjonariusze demokratycznego państwa wiedzą, iż mają jedynie kilka lat na wzbogacenie się, stąd państwo staje się dla nich swego rodzaju żerowiskiem.

 

Braun jest więc monarchistą, ponieważ jest liberałem. Nie precyzuje jednak kto miałby być królem i w jaki sposób sprawowałby swoją władzę. Choć w chęci restauracji monarchii w Polsce nie ma absolutnie niczego złego, to chyba jednak wypada się zgodzić z Janem Mosdorfem, iż restauracja ta byłaby swego rodzaju parodią idei. Trudno w końcu wskazać jednostkę, która posiadałaby prawa do tronu. Warto ponadto zwrócić uwagę, iż wbrew temu, co głoszą niektórzy konserwatyści, monarchia nie jest wcale najbardziej katolickim ustrojem. Kościół nie utożsamia się bowiem z żadnym ustrojem, żadnego też w całości nie potępia. Nasi przedwojenni Koledzy również nie byli w tych kwestiach dogmatykami. Przykładowo, Tadeusz Gluziński, który przy krytykowaniu demokracji nie przebierał w słowach, nie odrzucał niektórych jej elementów. Uważał, iż nie ma niczego złego w tym, iż tak zwany „szary człowiek” uzyskał wpływ na życie polityczne. Problem polega natomiast na tym, iż demokracja wypaczyła ten postulat, kartka wyborcza nie daje bowiem ludziom żadnego wpływu na politykę. Wpływ ten może dać tylko czynna praca na rzecz narodu.

 

W dalszej części swojego artykułu chciałabym pochylić się nad innym kontrowersyjnym zagadnieniem. Wraz z pojawieniem się epidemii covid-19 powrócił temat obowiązkowych szczepień. Nie zamierzam wypowiadać się szeroko na temat bezpieczeństwa szczepionek, ponieważ nie posiadam w tej kwestii wiedzy. Pozwolę sobie jednak zacytować opinię pewnego lekarza, która w doskonały sposób podsumowuje temat: “Szczepienia nie są rozwiązaniem idealnym, ale na chwilę obecną najlepszym możliwym”. Warto dodać, iż choć stosunek lekarzy do szczepień jest dość różnorodny, to na ogół wszyscy zgadzają się, że bilans zysków i strat wychodzi zdecydowanie na korzyść szczepionek. Nie ulega ponadto najmniejszej wątpliwości, iż ich wynalezienie jest ogromnym postępem medycyny, który przyczynił się do całkowitego wygaszenia wielu groźnych chorób zakaźnych (przykładowo, wirus czarnej ospy, jeden z największych zabójców w dziejach ludzkości, występuje już tylko w laboratoriach, najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości taki sam los spotka wirusa polio).

 

Skąd więc bierze się popularność ruchu antyszczepionkowego? Wpływa na to wiele czynników. Warto podkreślić, iż “STOP NOP” oficjalnie nie uważa siebie za ruch antyszczepionkowy, ale za ruch mający na celu propagowanie wiedzy o szczepieniach. W praktyce okazuje się jednak, iż informacja ta nie jest do końca prawdziwa. Działacze organizacji bardzo często odradzają rodzicom szczepienie dzieci. Na postawę taką wpływają zazwyczaj złe doświadczenia z lekarzem, który zaszczepił dziecko bez odpowiedniej diagnozy. Jedno nie ulega natomiast wątpliwości: choć lekarze bywają różni i popełniają błędy, to pytania dotyczące zdrowia należy kierować właśnie do nich. Leczenie się na podstawie informacji zdobytych w internecie może być tragiczne w skutkach.

 

Głównym postulatem “STOP NOP” jest zniesienie obowiązku szczepień, dlatego temat ten stał się nie tylko tematem medycznym, ale również politycznym i społecznym. Sama liderka stowarzyszenia, Justyna Socha, dwukrotnie kandydowała w wyborach (w 2015 roku z listy KUKIZ’15, w 2019 roku natomiast z listy Konfederacji). Część postulatów “STOP NOP” uznać można co prawda za słuszne (np. możliwość wnioskowania przez rodzica o przebadanie serii szczepionki), jednak sam pomysł dobrowolności szczepień wydaje się być ryzykowny, jeśli nie niebezpieczny.

 

Zwolennicy dobrowolności szczepień popełniają zazwyczaj ten sam błąd, co liberałowie gospodarczy, najwyższą wartością jest dla nich wolność jednostki (nie należy mylić z dobrem jednostki, bo rzekomo chcącemu nie dzieje się krzywda). W rzeczywistości jednak szczepienia nie mogą być traktowane jako sprawa prywatna, ponieważ zgodnie z wiedzą medyczną osoba zaszczepiona nie zaraża. Chodzi więc tu przede wszystkim o ochronę tych, którzy z przyczyn zdrowotnych nie mogą zostać zaszczepieni.

 

Uważam, iż jako nacjonaliści powinniśmy zadbać o to, aby temat szczepionek przestał być tematem ideologicznym, ale pozostał przede wszystkim tematem medycznym. Powinniśmy również postulować, aby każdy Polak miał dostęp nie tylko do wysokiej jakości szczepionek, ale również do wysokiej jakości leków i usług medycznych. Nie jest bowiem tajemnicą, iż leki refundowane to bardzo często leki złej jakości, wywołujące dużą ilość skutków ubocznych. Na marginesie warto dodać, iż Polska należy do krajów o najwyższych wskaźnikach zapadalności i śmiertelności z powodu raka szyjki macicy. Szczepionka przeciwko HPV wiąże się z wydatkiem ok. 300 zł i jest szczepionką trudno dostępną. Lekarze uważają to za swego rodzaju skazę na polskiej służbie zdrowia.

 

I o ile prawica wolnościowa najchętniej sprywatyzowałaby całą służbę zdrowia, tak my nie możemy godzić się na to, aby jakiekolwiek problemy zdrowotne wiązały się z koniecznością inwestowania dużej ilości pieniędzy. Wizyta u lekarza specjalisty zazwyczaj wiąże się z wydatkiem minimum 150 zł, do tego dochodzi jeszcze cena leków. Profesjonalne leczenie nie może być towarem luksusowym, ale towarem dostępnym dla każdego, bez względu na zarobki. Pytanie „czy szczepienia powinny być obowiązkowe” nie może być natomiast pytaniem skierowanym do polityków, ale pytaniem skierowanym do lekarzy lub naukowców. Odpowiedź może być natomiast udzielona jedynie po serii dokładnych badań, które pozwolą wypuszczać na rynek jedynie szczepionki wysokiej jakości, po których wystąpienie powikłań ograniczone byłoby do minimum. Nie może być mowy o refundowaniu szczepionek gorszych jakościowo. Czy to utopia? Trudno powiedzieć. Na pewno jest to pewien ideał, do którego należy dążyć.

 

Podsumowując, uważam, iż środowiska uważające się za prawicowe przedstawiają konkretne postulaty jedynie w kwestiach gospodarczych, jednak są to postulaty wolnorynkowe, których nie możemy zaakceptować. Poza tym jednak prawica przy swoim zamiłowaniu do doktrynerstwa (Polska musi być monarchią, szczepienia muszą być dobrowolne…) nie ma na siebie pomysłu. Dla nas jest to jednak dobra wiadomość, ponieważ możemy zapełnić tę lukę. Musimy być swego rodzaju awangardą, która łączy etykę katolicką z nowoczesnością. Musimy posiadać szczerą wolę walki o dobro Narodu, o zapewnienie mu realnego wpływu na sytuację w Polsce (nie poprzez udział w wyborach pomiędzy większym i mniejszym złem, ale przez możliwość przynależności do Organizacji Politycznej Narodu i pracy na rzecz rodaków) oraz o poprawę stanu materialnego.

1 KOMENTARZ

  1. Danek to idiota, dla którego jeszcze niedawno każdy zamordyzm był “sakralnym monarchizmem”. Sprowadzanie kwestii rasowej do płytkiego materializmu, jak to robi prawactwo jego pokroju jest komiczne i zalatuje czystym gnostycyzmem, przeciwstawianiem materii i ducha, podczas gdy ani duchowość nie musi być tylko dobra, ani materia nie musi być tylko zła. Więc relatywizm rasowy prawactwa można uznać za (anty)tożsamościową formę gnostycyzmu.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię