Newsletter subscribe

Idea

Małgorzata Jarosz: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach”, czyli o tym, dlaczego nie zbratamy się z wolnorynkowcami (cz.II)

Posted: 26 lutego 2019 o 18:47   /   by   /   comments (25)

W pierwszej części swojego artykułu przedstawiłam działalność oraz poglądy kapłanów i myślicieli katolickich dotyczące rozwiązania kwestii robotniczej. W drugiej części pragnę natomiast przybliżyć zawarte w encyklikach papieskich oficjalne stanowisko Kościoła dotyczące tego zagadnienia.

O papieżu Leonie XIII mówi się niekiedy, iż był przyjacielem robotników. I słusznie, papież ten żywo interesował się zagadnieniami społecznymi. Jak wspominałam już w swoim poprzednim artykule, Leon XIII nazywał siebie uczniem ks. Emanuela Kettelera, który stanowczo sprzeciwiał się kapitalistycznej koncepcji własności, optował za zakładaniem spółdzielni, a także za skróceniem czasu pracy, za godziwym wynagrodzeniem dla robotników czy za zakazem zatrudniania kobiet i dzieci. Ojciec Święty wyłożył swoje poglądy w słynnej encyklice Rerum Novarum (O kwestii socjalnej), która ukazała się w 1891 roku. 40 lat później wydana została natomiast encyklika Quadragesimo anno autorstwa Piusa XI.

Encyklika „Rerum novarum” przypomina naukę Kościoła na temat pracy, która to ściśle związana jest z nauką o skutkach grzechu pierworodnego. Jest to de facto kwestia wyjściowa, najbardziej podstawowa. Jako katoliccy nacjonaliści słusznie domagający się reform społeczno-gospodarczych, które poprawiłyby warunki bytowe Polaków, musimy pamiętać jednocześnie, że zbudowanie raju na ziemi jest niemożliwe, a ciężar związany z pracą jest de facto karą za grzech pierworodny. Wyraźnie mówi o tym Pismo Święte: „Przeklęta będzie ziemia w dziele twoim; w pracach jeść z niej będziesz po wszystkie dni żywota twego” (Rz 3, 17). Praca ręczna w żaden sposób nie poniża jednak człowieka. Nieludzką rzeczą jest natomiast nadużywać ludzi jak rzeczy, dla samego zysku i oceniać ich według wartości, jaką przedstawia siła ich mięśni.

Zgodnie z pouczeniem Chrystusa bogacze powinni jednak pamiętać o tym, iż ich majątek w żadnym stopniu nie uwalnia ich od cierpień, nie pomaga też w żaden sposób w drodze do zbawienia. Wręcz przeciwnie, bogactwo jest tu zwadą, a każdy bogacz na Sądzie Bożym będzie zdawał surowy rachunek z używania swojego majątku. Bo choć człowiek ma pełne prawo do posiadania własności, to jednak prawo do posiadania nie jest tym samym, co prawo do używania. Tu papież powołał się na naukę św. Tomasza z Akwinu — nikt nie jest zobowiązany żyć niestosownie, nikt nie jest zobowiązany oddawać na jałmużnę tego, co potrzebuje dla siebie samego i dla rodziny. Jednak majątek, który zbywa, powinien trafić w ręce ubogich. Jest to jednak obowiązek miłości, nie sprawiedliwości, stąd na drodze prawnej nie można przymuszać nikogo do dawania jałmużny.

Ojciec Święty poucza ponadto, iż ubóstwo nie jest czymś, czego należy się wstydzić. W końcu sam Jezus Chrystus „stał się ubogim, będąc bogatym” (2 Kor 8, 9), a znaczną część życia pracował jako rzemieślnik. Ponadto godność człowieka nie jest w żaden sposób zależna od posiadanego majątku, ale od cnoty.

Papież Leon XIII źródła trudnego położenia robotników słusznie doszukiwał się w usunięciu cechów rzemieślniczych, których nie zastąpiono żadnym innym rozwiązaniem. Rozwiązaniem tym nie może być jednak socjalizm, ponieważ nie tylko gwałci on prawa właścicieli, ale jest również szkodliwy dla samych robotników. Socjaliści, postulując zniesienie własności prywatnej, uniemożliwiają jednocześnie nabycie własności (np. w postaci ziemi) robotnikowi, któremu udało się zaoszczędzić odpowiednią sumę pieniędzy. Tym samym robotnik taki de facto cały czas żyje w nędzy, nie ma perspektyw na poprawę swojego losu. Sprawiedliwy ustrój nie dąży więc do usunięcia własności prywatnej, ale zmierza ku temu, by jak najliczniejsza część ludzi pragnęła zachować własność. W ten sposób nierówności społeczne zostaną niemal całkowicie zniwelowane — zniknie klasa bogaczy żyjących ponad stan i znajdująca się na drugim biegunie klasa nędzarzy.

Ojciec Święty Leon XIII poucza nas również, iż wbrew temu, co głoszą socjaliści, człowiek ma prawo do posiadania własności. W odróżnieniu od zwierząt człowiek posiada bowiem rozum, stąd nie wystarcza mu tylko proste używanie dóbr doczesnych. Pan Bóg dał co prawda całemu rodzajowi ludzkiemu ziemię do użytku, jednak nie sprzeciwia się to w żaden sposób własności jednostek. Ziemia, choć podzielona jest pomiędzy jednostki, to służy jednak ogółowi. Jeśli ktoś nie ma ziemi na własność, to może mieć z niej pracę. Poza tym każdy z nas żyje z jej płodów, ponadto każda zapłata pochodzi z owocu ziemi i zamienia się znowu za owoc ziemi.

Papież Leon XIII podkreśla, iż pomimo faktu, iż ubogiemu co do zasady łatwiej jest wejść do Królestwa Niebieskiego, to Kościół nie zaniedbuje w żaden sposób tego, co ziemskie i szczerze pragnie pomyślniejszego bytu dla klasy robotniczej. Do poprawy sytuacji robotników przyczynia się de facto sama nauka Kościoła: konieczność powściągliwości w pragnieniu bogactwa i rozkoszy, skromne urządzanie życia, uzupełnianie dochodów oszczędnością. Ponadto Kościół od początku swojego istnienia zakładał instytucje, które miały na celu nieść pomoc ubogim. Papież poucza jednak, iż do rozwiązania kwestii robotniczej potrzebne są również działania ze strony państwa. Dobrobyt publiczny i prywatny powinien wynikać z samego urządzenia państwa, z wydanych przez władzę świecką ustaw i zleceń. Papież wymienia tu elementy takie jak poszanowanie religii, troska o rodzinę, słuszny rozdział podatków czy wzrost przemysłu i handlu. Im większe korzyści płynąć będą z opieki państwa, tym mniej szukać będzie trzeba innych dróg do poprawy warunków bytowych robotników. Jeżeli natomiast władza publiczna uchyli się od ratowania losu robotników, naruszy w tej sposób sprawiedliwość, która nakazuje dawać każdemu to, co mu się należy. Troska o robotnika ze strony państwa jest o tyle słuszna, ponieważ de facto to jego praca jest źródłem bogactwa dla kraju. Dlatego popierać należy wszystko, co w jakikolwiek sposób przyczynia się do poprawy losu ludności robotniczej. Państwo co prawda nie powinno pochłaniać słusznej wolności jednostki czy rodziny. Jednakże swoboda ta musi mieć swoje granice, człowiek może mieć swobodę działania, dopóty dzieje się to bez niczyjej szkody. Z drugiej strony jednak obowiązkiem panującego jest czuwanie nie tylko nad ogółem, ale również nad jednostkami. Stąd, jeżeli interes jakiegokolwiek stanu zostanie naruszony, władza ma obowiązek stanąć w jego obronie. W podobnym tonie wypowiadał się później papież Pius XI. Stanowczo sprzeciwiał się tym, którzy złe położenie robotników uważali za konieczny skutek praw gospodarczych, a za lekarstwo uważali tylko i wyłącznie czyny miłosierdzia. Miłosierdzie nie może jednak przysłonić pogwałcenia sprawiedliwości, które niejednokrotnie zatwierdzane było powagą ustaw państwowych.

Encyklika „Rerum novarum” poucza nas, iż ustawodawstwo państwowe zobowiązane jest chronić własność prywatną jednostki. Walka o poprawę bytu nie może być bowiem mylona z chciwością i chęcią uszczuplania cudzego majątku pod pozorem równości. Papież porusza również problem strajku, który często niesie za sobą rozruchy i zaburzenie spokoju publicznego. Dlatego dobrze jest, jeżeli prawodawstwo z góry usuwa przyczyny strajków. Władza publiczna powinna czuwać również nad tym, aby pracownicy zapewniony mieli wypoczynek w niedzielę oraz w dni świąteczne. Należy również ustalić maksymalną liczbę godzin roboczych. Papież stanowczo podkreśla, iż nikt nie może być zmuszany do pracy ponad siły. Niedopuszczalne jest również zatrudnianie kobiet i przydzielanie ich do prac, które de facto wykonać może tylko mężczyzna. Kobiety z natury przeznaczone są bowiem do prac domowych. Podobnie rzecz się ma z zatrudnianiem dzieci, ponieważ praca ponad siły źle wpływa na rozwój dziecka.

Zagadnienia dotyczące prawa własności zostały o wiele bardziej obszernie opisane przez papieża Piusa XI. Ojciec Święty podkreśla, iż własność musi mieć zawsze podwójny charakter, indywidualny, służący jednostce, i społeczny, mające na uwadze dobro ogółu. Bóg dał człowiekowi prawo do własności po to, aby mógł on zaspokoić potrzeby swoje oraz swojej rodziny. Istnieją jednak dobra materialne, z których za pośrednictwem prawa własności korzystać mogą wszyscy ludzie. Ponadto prawo do posiadania własności nie jest tym samym co prawo do jej używania. Człowiek, używając własności, musi mieć na względzie nie tylko swoje własne dobro, ale również dobro ogółu. Co równie istotne, o ile nie zostało to już ustanowione przez prawo naturalne, władza państwowa ma prawo dokładnie określić, w jaki sposób własność może być użytkowana. Oczywiście, działalność państwa nie może być tu w pełni samowolna. Nie można na przykład niszczyć cudzej własności przez nakładanie zbyt dużych i niesprawiedliwych podatków. Jeżeli jednak działania państwa są zgodne z wymogami dobra wspólnego, to sam prywatny właściciel de facto również odnosi z tego korzyść. Własność nie powoduje w nim wówczas kryzysów i nie doprowadza go do zguby.

Papież Leon XIII sporo uwagi poświęca również kwestii wynagrodzenia za pracę. Jego wysokość wyznaczana jest zazwyczaj za obopólną zgodą, jednak jeżeli kapitalista wywiązuje się z ustalonej wcześniej umowy, nie oznacza to jeszcze, iż wynagrodzenie takie jest sprawiedliwe. Zapłata powinna zapewnić bowiem moralnemu i oszczędnemu robotnikowi utrzymanie. Papież stoi jednak na stanowisku, iż lepiej byłoby, gdyby wysokość wynagrodzenia nie była ustalana przez państwo, ale przez specjalne rady. Władze państwowe niekoniecznie muszą bowiem posiadać wiedzę na temat charakteru danej pracy.

Nad zagadnieniem godziwego wynagrodzenia pochylił się również Pius XI. Kwestia ta jest o tyle istotna, iż zgodnie z wizją papieża wynagrodzenie powinno nie tylko umożliwić robotnikowi utrzymanie siebie i rodziny, ale również umożliwić mu w przyszłości nabycie własności. Ojciec Święty nie potępia co prawda tak zwanego salariatu, czyli umowy o najem pracy, wskazuje jednak, iż znacznie lepsza jest umowa spółkowa, kiedy to robotnik otrzymuje swój udział we własności. Identyczne stanowisko zaprezentował Adam Doboszyński w swojej „Gospodarce narodowej”.

Papież Pius XI poucza, iż sprawiedliwe wynagrodzenie to takie, które pozwala robotnikowi utrzymać rodzinę. W miarę możliwości do utrzymania tego powinni dokładać się inni członkowie rodziny (jak miało to miejsce w rodzinach rolniczych czy w rodzinach drobnych kupców, rzemieślników), jednak absolutnie nie godzi się nadużywać słabości dziecka lub kobiety. Dla matki najważniejszym polem działania jest dom rodzinny, stąd godna potępienia jest sytuacja, w której kobieta ze względu na zbyt niską pensję męża zmuszana jest do pracy zarobkowej.

Przy ustalaniu godnej pensji trzeba rzecz jasna brać pod uwagę również możliwości przedsiębiorstwa. Niedopuszczalne jest, aby zbyt wysokie płace doprowadziły do bankructwa zakładu, byłoby to niekorzystne nie tylko dla właściciela, ale dla samych robotników. Dlatego tak bardzo ważne jest to, aby podatki nakładane na przedsiębiorstwa nie były dla nich zbyt dużym ciężarem i nie zmuszały do wypłacania niesprawiedliwych pensji.

Papież Leon XIII sporo uwagi poświęcił również charakterystyce instytucji, które niosą pomoc ubogim, i które zbliżają do siebie oba stany. Chodzi tu o różnego rodzaju towarzystwa wzajemnej pomocy, spółki założone w celu ubezpieczenia robotników czy stowarzyszenia roztaczające opiekę nad dziećmi i młodzieżą.

Pius XI stał na stanowisku, iż wspólnoty takiego typu pełnią bardzo ważną funkcję przy tak zwanej zasadzie pomocniczości. Zasada ta polega na tym, iż zadania, które mogą być wykonane przez mniejsze społeczności, nie powinny być przenoszone na społeczności większe. Nie chodzi tu o to, że zrzucanie wszystkiego na karby państwa samo w sobie jest złe, przygniatanie państwa zbyt dużą ilością obowiązków siłą rzeczy jest mało efektywne. Co do zasady do zadań państwa powinny należeć czynności takie jak kontrola, kierownictwo czy karanie nadużyć. Generalnie wszystko to uzależnione jest od aktualnych potrzeb i nie da się tu wyznaczyć jednej, niezmiennej reguły.

Ojciec Święty podkreśla ponadto, iż polityka społeczna powinna dążyć do odnowienia ustroju „stanowo-zawodowego”. Ustrój nie może opierać się na „klasach społecznych”, dążących do nieustannej nienawiści i kłótni spowodowanych konfliktem interesów. Według św. Tomasza z Akwinu ustrój jest jednością powstałą z dobrego złożenia wielości. Naturalny ustrój społeczny wymaga więc, aby różne człony społeczeństwa (społeczności) powiązane były mocną więzią w jeden spójny organizm. Przykładem więzi społecznej jest wykonywanie tego samego zawodu lub świadczenie tych samych usług. Zrzeszenia pracodawców i pracobiorców wykonujących ten sam zawód powinny dążyć przede wszystkim, aby dany zawód jak najlepiej przyczyniał się pomnażaniu dobra całego społeczeństwa.

Godne uwagi jest to, iż Pius XI w bardzo ostry sposób krytykuje zasadę wolnej konkurencji. Zauważa, iż zwolennicy wolnego rynku zapominają o społecznym i moralnym charakterze życia gospodarczego. Ojciec Święty podkreśla, iż choć wolna konkurencja w pewnych granicach może być co prawda pożyteczna, jednak już sama praktyka pokazała, iż życie gospodarcze musi poddane być zasadzie kierowniczej. Oczywiście, absolutnie konieczne jest, aby instytucje państwowe przepełnione były sprawiedliwością i miłością społeczną. Interesujące jest to, iż papież poddaje ocenie związki zawodowe i korporacje faszystowskie. Przypomnijmy, iż w państwie faszystowskim instytucje takiego typu były w pełni kontrolowane przez państwo, pozostałe w ogóle nie miały racji bytu. Co ciekawe, Ojciec Święty widzi korzyści płynące z tego rozwiązania. Istnienie korporacji łagodzi bowiem walkę klas, a na jej miejsce wprowadza pokojową współpracę. Wątpliwości papieża dotyczyły jedynie tego, czy ustrój syndykatów i korporacji nie ma charakteru zbyt biurokratycznego i czy nie służy bardziej celom politycznym niż zapewnieniu ładu społecznego.

Podkreślić należy, iż Pius XI słusznie uczynił rozróżnienie pomiędzy komunizmem a socjalizmem. Co istotne, docenia to, iż socjaliści dążą do złagodzenia walki klas i nie odrzucają całkowicie własności prywatnej. Walka klas, jeśli wykluczy się z niej przemoc i gwałt, może przerodzić się natomiast w godziwy spór, oparty na dążeniu do sprawiedliwości i do współpracy wszystkich stanów. Pomimo tego jednak, iż istnieje bardzo duże podobieństwo pomiędzy socjalizmem a katolicką nauką społeczną, to katolicyzm jest z socjalizmem nie do pogodzenia. Wytłumaczenie jest bardzo proste: w myśl nauki Kościoła człowiek wykorzystuje swoje zdolności ku czci Boga, praca ma zapewnić mu szczęście doczesne, ale również wieczne. Socjalizm natomiast z definicji jest ustrojem ateistycznym, materialistycznym. Socjaliści (zresztą podobnie jak kapitaliści) dążą do maksymalizacji produkcji gospodarczej, tak aby wyprodukowane dobra były udogodnieniem dla całego społeczeństwa.

Sporo uwagi kwestiom społeczno-gospodarczym poświęcił również papież Pius XI w swojej encyklice „O bezbożnym komunizmie”. Ojciec Święty podstawę budowania chrześcijańskiego porządku społecznego widział przede wszystkim w odnowieniu zasad moralnych. Ubodzy powinni pamiętać natomiast o tym, że nie da się zbudować raju na ziemi, a cierpieniu podlegają również ci, którym na pozór przypadł lepszy los. Dlatego tak bardzo ważna jest postawa „ubogiego w duchu”, polegająca na cenieniu sobie przede wszystkim dóbr wiecznych. Równie ważna jest jednak postawa miłości bliźniego, czyli wyciąganie ręki w kierunku ubogich. Papież ostro gani fakt, iż w czasie kiedy tłumy nędzarzy gnębione są niezawinioną nędzą, niektórzy oddają się rozrywkom i trwonią majątek na rzeczy zbędne. Dlatego koniecznie powrócić należy do skromniejszych form życia oraz do odmawiania sobie przyjemności. Co jednak istotne, jałmużna czy drobne datki miłosierdzia nie mogę zastępować robotnikowi sprawiedliwej zapłaty, która słusznie mu się należy. Postawa taka nie ma nic wspólnego z miłością chrześcijańską. Ojciec Święty poucza również, iż pomyśleć należy o systemie ubezpieczeń prywatnych lub publicznych, który chroniłby pracownika w przypadku choroby, starości lub utraty pracy. Pius XI krytykuje również wolny rynek, wskazuje, iż zasadę wolnej konkurencji bardzo ciężko pogodzić z ochroną praw robotników. Ponadto z racji tego, iż pojedynczy pracodawcy bardzo często nie są w stanie zadośćuczynić sprawiedliwości, godne pochwały byłoby stworzenie organizacji skupiającej wszystkich pracodawców.

Ojciec Święty nakreślił również zadania stojące przed chrześcijańskimi państwami. Jak zwykle, podstawą jest tu ochrona obywateli przed zgubną ateistyczną propagandą. Równie ważne jest jednak stworzenie odpowiednich warunków życiowych oraz danie ojcom rodzin pracy. W tym celu powinno się nakłonić klasę posiadającą do wzięcia na siebie tego ciężaru — jest to absolutnie konieczne do zachowania dobra wspólnego.

Spróbujmy teraz podsumować powyższe rozważania i wypunktujmy podstawowe założenia katolickiego systemu gospodarczego. Podstawą katolickiego ustroju jest zapewnienie Kościołowi wolności (Kościołowi Katolickiemu, nie sektom protestanckim czy innym fałszywym religiom), umożliwienie mu realizacji swojej misji. Pracodawca, który jest szczerze wierzącym katolikiem, nigdy nie będzie traktował swoich podwładnych jak taniej siły roboczej. My jako katolicy musimy pamiętać o słowach Chrystusa: „Łatwiej jest wielbłądowi wejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego”. Bogactwo samo w sobie nie jest co prawda złe — człowiek bogaty może dać innym możliwość pracy, a część swojego majątku może przeznaczyć dla ubogich. Praktyka pokazuje jednak, iż bogactwo rzeczywiście bardzo często bywa przeszkodą w osiągnięciu Królestwa Niebieskiego. Spójrzmy chociażby na tak zwanych ludzi sukcesu: na prezesów wielkich firm lub na światowej sławy artystów. Owszem, często biorą oni udział w akcjach charytatywnych, ale zazwyczaj tylko wtedy, kiedy stoi za nimi operator kamery i fotoreporter. Czy ktokolwiek z nich byłby w stanie zrezygnować z kupna drogiego samochodu albo kolejnej willi z basenem, a pieniądze te przeznaczyć na pomoc ubogim albo na podwyżkę dla pracowników? Mimo to jednak nie możemy być jak komuniści albo socjaliści, którzy patrzą na tych ludzi zazdrosnym okiem, i którzy z czystej zawiści wszystkich pozbawić chcą własności prywatnej. Niemniej, jednak jeżeli Obóz Narodowo-Radykalny kiedykolwiek dojdzie do władzy, nie będzie bezczynnie przyglądał się pozostającym w mniejszości bogaczom i wyzyskiwanym rzeszom pracowników. Nie, jako katoliccy nacjonaliści dążyć będziemy do zbliżenia się pracowników i pracodawców, do ich wzajemnej życzliwej współpracy. By jednak było to możliwe wolną konkurencję i wzajemne zwalczanie się (często w sposób nieuczciwy i nieetyczny) zredukować należy do minimum, powstać muszą organizacje grupujące wszystkich pracowników i pracodawców danej branży. W Katolickim Państwie Narodu Polskiego władza czuwać będzie również nad ustaleniem odpowiedniej płacy minimalnej, która uzależniona musi być od liczby osób w rodzinie pracownika. Oczywiście, dla niektórych system ten wiązać będzie się z obniżeniem stopy życiowej. Pamiętajmy jednak o pouczeniu papieża Piusa XI, który wzywa nas do redukcji wydatków i do skromnego życia. Pamiętajmy również o pouczeniu Jana Mosdorfa, który w swoim „Wczoraj i jutro” wyjaśnia nam, iż prawdziwa ofiara dla Narodu to nie tylko oddanie dla niego życia, ale również rezygnacja ze swojej pozycji majątkowej.

Czytaj także

Comments (25)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 26 lutego 2019 o 22:24 Dymitr Ogonowski

    “Czy ktokolwiek z nich byłby w stanie zrezygnować z kupna drogiego samochodu albo kolejnej willi z basenem, a pieniądze te przeznaczyć na pomoc ubogim albo na podwyżkę dla pracowników?” Ja nie jest ogólnie keynesistą ale nie to, że w ogóle nie uznaję znaczenia popytu w rozkręcaniu gospodarki. Jak będzie budował willę z basenem, to zarobią: architekt, murarze. Jak kupi ten samochód, to ci co pracują w przemyśle samochodowym, hutnicy, górnicy itd. Z punktu widzenia gospodarki kraju, to ma znaczenie, czy to będą produkować krajowe czynniki wytwórcze czy zagraniczne. Ale populizmem jest sądzić, że produkowanie dóbr luksusowych szkodzi gospodarce. Podstawowe dobra konsumpcyjne są niezbędne, ale wiadomo, że w Polsce był chroniczny problem przeludnienia agrarnego. Teraz mimo spadku zatrudnienia w rolnictwie też jest, ze względu na zmiany technologiczne. Mniej ludzi może efektywniej wytworzyć więcej żywności dla wszystkich. Nadwyżki siły roboczej w rolnictwie przechodzą do innych branż, w tym do produkcji dóbr luksusowych i usług. Na tym gospodarka zyskuje a nie traci.

    Reply
  • 27 lutego 2019 o 22:01 Jan Kurpiewski

    Kapitalizm jest “pe” i kumunizm-socjalizm jest “pe”. Zgoda! Ale co jest “cacy”? Tu zaczynają się… życzenia! Zasadniczo wszystkie tzw “programy gospodarcze” głoszone przez środowiska, również narodowe. są koncertami życzeń. Pytanie zatem, czy jest możliwy jeden uniwersalny ustrój ekonomiczno-gospodarczy dobry dla wszystkich uczciwych ludzi? Czy jest taki ideał sprawiedliwości do którego można by się zbliżać, realizując tak rozkaz Chrystusa: sprawiedliwość czyńcie? To pierwsze pytanie. Drugie jest takie, czy jeśli istnieje taki Boży ideał, to w jaki sposób go osiągać? Następnie czy istnieje wiedza ogólna, ścisła, której znajomość pozwoli nam w sposób zorganizowany realizować nasze Boskie posłannictwo, ustalić plan działania?

    To pytania, które nurtowały mnie od wielu lat, na które szukałem odpowiedzi. Część swych nieudolnych osiągnięć opublikowałem na swej stronie http://www.wojnaekonomiczna,pl Może ktoś się zainteresuje, może ktoś dołoży swego, rozwinie? Zapraszam do zapoznania się z treścią, jak również do dyskuski w komentarzach.

    Reply
    • 1 marca 2019 o 00:14 Dymitr Ogonowski

      Raju na Ziemi nie będzie. Tyle, że jestem za gospodarką wolnorynkową z tego względu, że jest efektywniejsza ekonomiczne. A w gospodarce centralnie planowanej jest ogromne marnotrawstwo zasobów. Tylko, że niektórzy uważają za “liberalizm”, to co jest. Słusznie zauważają, że system ten służy bankom. Ale dla mnie to nie jest liberalizm. Jest przymus bankowy w działalności gospodarczej. Czyli trzeba płacić haracz bankom za konta. To jeszcze nie jest najgorsze, chociaż już nie można mówić o wolnym rynku, jeżeli ja chcąc produkować powiedzmy długopisy i sprzedawać je, byłbym zmuszony przez państwo, by korzystać z “usług” prywatnego podmiotu finansowego. Ale największe zyski banki czerpią z prawnej możliwości kreacji pieniądza z niczego. Jesus de Soto dobrze to opisał. Dlatego nie należy mylić bangsteryzmu z prawdziwym systemem wolnorynkowym, którego we współczesnym świecie chyba nie ma nigdzie, w każdym razie na pewno nie ma go w UE, z Polską włącznie.

      Reply
      • 2 marca 2019 o 18:57 Jan Kurpiewski

        Z całym szacunkiem dla Dymitr Ogonowski, ale poszczególne banki nie mają prawa tego, co niektórzy nazywają “kreacją pieniądza z niczego”. Ściśle biorąc, oznaczałoby to dla nich tyle, co mieć prawo emisji pieniądza, a tego prawa nie mają. Banki udzielają kredytu: (większość) ze swoich wcześniejszych zysków osiągniętych lichwą; z wkładów oszczędzicieli; wkładów a vista; oraz z pożyczonych od innych banków.

        Uważam, że teorię o kreacji pieniądza przez banki wymyślono by mieć zasłonę dymną dla ich tajemnic.

        Reply
        • 5 marca 2019 o 22:31 Dymitr Ogonowski

          Z wkładów a vista kreują pieniądz. Stąd możliwe są ich bankructwa, jak dużo klientów chce wyciągnąć. To jest kreacja z niczego i na zasadzie banki mydlanej. Ktoś ma wkład w banku ileś tam jednostek pieniężnych i bank większością z tego może obracać, może pożyczać innemu, mimo, że ten, co ma wkład też może płacić tym bezgotówkowo. Nie emitują banki komercyjne banknotów ale w zapisach (teraz to elektronicznych) kreują. De Soto to dobrze opisał i przez tą bańkę mydlaną są kryzysy koniunkturalne, jak bańka w pewnym momencie pęknie. Ale mnie to już jako studenta I roku (Jeszcze de Soto nie czytałem) dziwiło, dlaczego można pieniądz “rozmnażać” na podstawie takiej, że ktoś ma wkład w banku (oczywiście tylko ten, który może wyjąć na żądanie). A de Soto uważa, że banki żyły w symbiozie z władzą i dzieliły się zyskami. Zapewne miał rację. Nie to, że mam coś przeciwko Żydom ale stąd Żydzi opanowali działalność bankową, że kiedyś Kościół Katolicki zabraniał pożyczać na procent i miał aparat przymusu, by od katolików to egzekwować (De Soto o tym też napisał.) A Żydzi mogli pożyczać na procent i zajmowali się lichwą.

          Reply
          • 6 marca 2019 o 14:18 Jan Kurpiewski

            Pieniądz jest tylko liczbą, Czy zapisaną na blaszce, papierze, czy tylko w komputerze banku, jest to bez różnicy, Tylko liczby krążą pomiędzy podmiotami, w przypadku pieniądza elektronicznego odbywa się to za pośrednictwem banków.
            Żaden bank nie ma władzy powiększania ogólnej liczby pieniądza w obiegu – a tak chyba należy rozumieć zdanie o “kreacji pieniądza z niczego przez banki”. Banki mogą tylko “kreować” zyski lichwiarskie (i wiele innych rzeczy…), ale nie mogą zmieniać ilości emisji pieniądza funkcjonującego w gospodarce państwa, to mogą czynić tylko banki emisyjne.

            Nawiasem mówiąc, prawidłowa bankowość polega na pośredniczeniu pomiędzy oszczędnością a kredytem, nie na pożyczaniu swojego. Dziś zaś banki większość kredytów udzielają ze swych pieniędzy, wcześniej zrabowanych od podmiotów rynku.

            Reply
            • 7 marca 2019 o 21:30 Dymitr Ogonowski

              Mogą. Kiedyś, jak był pieniądz oparty na złocie i musiały złoty depozyt przechowywać, to nie mogły. A jak teraz jest pieniądz oparty na emisji fiducjarnej, to powiedzmy, że klient banku oddanie mu w depozyt na każde żądanie do zwrotu 100 jednostek. Stopa rezerw obowiązkowych powidzmy wynosi 10 %, więc bank 90 jednostek może pożyczyć komuś. A jednocześnie ten, kto ma depozyt w banku 100 jednostek może zapłacić komuś kartą te 100 jednostek. (Pomijam tu opłaty za kartę itp. Dokładnie tak nie jest, ale chodzi o sens.) I ze 100 jednostek, które zdeponował w banku się zrobiło 190 jednostek w obiegu.

              Reply
              • 8 marca 2019 o 23:29 Jan Kurpiewski

                Ależ odwrotnie! Dawniej za depozyt złota banki emitowały coraz więcej not bankowych, co de facto oznaczało wzrost emisji. Wydaje mi się, że tu jest geneza powoływania banków centralnych (emisyjnych), by jakoś kontrolować ten proces.
                Odnoszę wrażenie, że wikłając się w szczegóły zatraca Pan widok całości zagadnienia – zasady funkcjonowania pieniądza. Jest go mało w obiegu, podobnie jak i krwi w naszych organizmach, który ciągle krąży pomiędzy podmiotami. Pierwsze primo, większość kredytów udzielanych przez banki to pieniądz zdobyty lichwą, a więc ich własność (kreują. czyli stwarzają, tak swoje zyski lichwiarskie) drugie primo, suma lokat ludności jest tylko małą cząsteczką sumy udzielonych kredytów.
                To co Pan przedstawił. te 190 jednostek ze 100, nie jest żadną kreacją pieniądza z niczego. Nawiasem mówiąc, we wcześniejszym komentarzu napisał Pan, że “z wkładów a vista kreują pieniądz”. Banki pożyczają na procent otrzymaną (kupioną, bo banki kupują pieniądz) wcześniej lokatę, następnie otrzymaną wpłatę procentu znów pożyczają na procent. I tak dalej… . Coraz więcej pieniądza (którego jest stosunkowo mało w obiegu) krąży tak pomiędzy bankami a pożyczkobiorcami, a tylko w międzyczasie, poniekąd pomocniczo, pieniądz służy podmiotom do wymiany dóbr. Jeśli sumy tej wpłacanej każdego dnia lichwy przybywa, to oddziałuje to kryzysowo w rynkach dóbr. Pieniądz jest coraz trudniejszy do zdobycia za pracę (jakby zwyżkuje jego wartość względem niej), zaś lichwiarzom go przybywa (więc jakby zniżkuje im jego wartość za ich, powiedzmy że pracę). Szczegóły działania tego procederu, np procent rezerwy obowiązkowej nie mają tu żadnego znaczenia.
                W prawidłowym ustroju społeczno ekonomicznym nie może być miejsca na lichwę. Sumy udzielonych kredytów nie może być więcej od lokat w bankach. Wtedy nie będzie wogóle tematu kreacji przez poszczególne banki pieniądza z niczego, uważam że sztucznie wywoływanego – jako zasłona dymna.

                Reply
                • 9 marca 2019 o 18:53 Dymitr Ogonowski

                  Kiedyś za depozyt złota, rzeczywiście taki siedzący na ławce (banco to ławka. Po hiszpańsku, ale po łacinie i po włosku też, tylko pisowni już nie sprawdzam. Tu kluczowy jest włoski, bo tam siedzieli bankierzy na ławkach.) wydawali notę za oddany depozyt i stąd się wzięła nazwa banknot. Tą notą można było płacić. Kiedyś w każdym razie ilość pieniądza była uzależniona od ilości kruszcu. Potem niektórzy, tacy jak Keynes (pieniądz nie oparty na złocie był wcześniej) uważali, że z jakiej racji ma ilość pieniądza być uzależniona od ilości tego metalu? Niby logicznie, tyle, że emisja z niczego, prowadzi do różnych manipulacji i właśnie banki z kreacji pieniądza czerpią zyski. A co do tego zdania: “W prawidłowym ustroju społeczno ekonomicznym nie może być miejsca na lichwę.” To co rozumieć przez “lichwę”? Jak określać dopuszczalną stopę procentową, która nie jest lichwą? W ogóle stopa procentowa we współczesnej gospodarce musi być. Z tego, co wiem, nawet w krajach, które ze względów religijnych nie mogą jej stosować, to nazywają jakoś inaczej. Inaczej, by gospodarka nie funkcjonowała. Bo nikt racjonalnie nie będzie akumulował kapitału, jak nie będzie się spodziewał z tego korzyści w przyszłości.

                  Reply
  • 6 marca 2019 o 12:24 Kubanek

    Kapitalizm jest do d…., podobnie jak socjalizm. Jedyną drogą do Wolności i Godności jest Korporacjonizm.
    Czyli system oparty na Wolności i Godności. Wolność gospodarcza to podstawa zdrowej ekonomii, ale Godność Ludzka to podstawa pracy. Co to za praca, która powoduje że godność człowieka jest naruszona? To nie praca, to niewolnictwo.
    Nie ma Wolności bez Godności, rzekł bym. I powiem tak, jedynie system, gdzie KAŻDY PRACUJE SAM NA SIEBIE, zamiast na “pana” jest systemem Wolności i Godności. Należy stworzyć taki system gospodarczy, gdzie KAŻDY BĘDZIE PRACOWAŁ SAM NA SIEBIE, np. jako prywatny przedsiębiorca lub uczestnik kooperytywy lub przedsiębiorstwa będącego własnością pracowników. Nawet w przypadku pracy najemnej, powinnien być zagwarantowany pewien wpływ pracownika na decyzje.
    Dzisiejsza praca przypomina niestety bardziej system niewolniczy niż system oparty na Wolności i Godności. Szczególnie widać to w Polsce, gdzie mamy de facto, Feudalizm, bo nawet do Kapitalizmu nam daleko, głównie ze względu że Polacy są pozbawieni kapitału. Relacje w pracy przypominają cały czas folwark, a zjawiska mobbingu czy zwykłego poniżania ludzi w pracy są problemem w wielu miejscach, także w administracji państwowej. Tu trzeba zmiany mentalnej, niestety, zmiany, która potrwa w polskich warunkach, co najmniej 50 lat.

    Reply
    • 6 marca 2019 o 14:03 Jan Kurpiewski

      Pierwsze dwa zdania popieram! Wolność i Godność jako cel – zgoda. Ale reszta to już nie bardzo. Raczej godności nie ma bez wolności, a nie odwrotnie. Ocenia Pan sytuację właściwie, myślę tylko, iż sytuacja ciągle się pogarsza, przez co trudno oczekiwać ideału za 50 lat… .
      Pojawiają się dwa zasadnicze pytania: w jaki sposób dochodzi do takiej sytuacji ( co jest przyczyną?); w jaki sposób odwrócić sytuację tak, ażeby następowała poprawa sprawiedliwości wymiennej dóbr, coby następnie przenosiło się przenosiło we wzrost etyki i kultury ludzi?; po prostu, jak spowodować upodmiotowienie ludzi?
      Oczywiście, można edukacją, działaniami politycznymi, ale jedna rzecz jest zasadnicza: czy można oddziaływać wprost ekonomicznie, właściwą metodą ekonomiczną, tak, ażeby wszystko zdążało ku celowi którego pragniemy?
      Należy odrzucić kapitalizm i socjalizm, ale ażeby osiągnąć ideał, która ja – podobnie jak i Pan – również nazywam korporacjonizmem, potrzeba właściwej metody dla wspólnych zorganizowanych działań ekonomicznych; metody, która obejmowałaby działania pojedyńczych osób, grup, jak i całego narodu oraz państwa.
      Musimy mieć do tego wiedzę ogólną stricte ekonomiczną, bo jeśli nie, to nasze rozważania pozostaną tylko życzeniami. Tymczasem w oficjalnym nauczaniu dominuje aksjomat, że nie istnieje ekonomia jako nauka ścisła. Jeśli uznamy takie zdanie za prawdziwe, to sami sobie zagradzamy drogę do wszelkich prosprawiedliwościowych działań i musimy pozostać bezsilnymi….

      Wiele lat temu podjąłem własną próbę poszukiwań w tym kierunku i zdaje mi się, że jestem dotychczas prekursorem. Część swej pracy opublikowałem na http://www.wojnaekonomiczna.pl , gdzie zapraszam. Cieszę się, że jest z kim podyskutować na tym forum. Pozdrawiam!

      Reply
      • 8 marca 2019 o 18:36 ıᛉı

        “Pierwsze dwa zdania popieram! Wolność i Godność jako cel – zgoda. Ale reszta to już nie bardzo. Raczej godności nie ma bez wolności, a nie odwrotnie.”
        Brzmi ładnie, tylko dla mnie to są puste słowa oznaczające wszystko i jednocześnie nic, bo przynajmniej w mojej opinii nie da się określić miernika wolności gospodarczej dającej ludziom godność z jednoczesnym zachowaniem podmiotowości gospodarczej państwa – atrybutu mocy państwa poprzez narzędzie gospodarcze. Wątpię by mówić o godności przy stanie “wolności” proponowanej przez liberałów pokroju Korwina, bo trudno mówić, że ludzie wiążący ledwo koniec z końcem mogli mówić o godnym życiu. Oczywiście że zgadzam się z tym, że nadmierne podatki i restrykcje czynią życie gospodarcze obywateli uciążliwe, ale ograniczenie tych restrykcji i obciążeń do optymalnego poziomu jest tylko elementem rozwiązań. Drogą do zapewnienia godności mogą być:
        1. korporacjonizm (mający bardziej hierarchiczny charakter) i kooperatyzm (bardziej egalitarny), czyli tworzenie spółdzielni pracowników, co prawda oba systemy różnią się pod względem porządku to oba polegają na tym, że wszyscy pracownicy są właścicielami zakładu, w którym pracują. Ja bym jeszcze dorzucił do tego komponent syndykalistyczny polegający na bardziej zdemokratyzowanym zarządzaniu pracą
        2. dystrybucjonizm, czyli upowszechnienie-dystrybucja własności (rodzinnego lub drobnego jednoosobowego biznesu) wśród reszty – każdy ma swoje własne prywatne miejsce (chyba że wybiera się pierwszą możliwość) do pracy i zarobku to każdy znajduje swoje miejsce w społeczeństwie.
        Konkludując to przede wszystkim własność i to, że nie jest się zagrożonym utratą własności zapewnia godność, z wolności nici jeśli w celu przetrwania trzeba się podporządkować grubym rybom.
        Obie formy zorganizowania gospodarczego powinny być zrzeszone w stowarzyszenia/gildie, które posiadałyby reprezentację polityczną.
        Oczywiście to są tylko elementy gospodarki, w rzeczywistości ekonomia jest bardziej rozbudowaną dziedziną i polityka ekonomiczna musi być jeszcze bardziej doprecyzowana, ale też nie powinna być sztywna ideologicznie, pragmatyzm (rozumiany nie tylko w znaczeniu finansowym-zysku, ale biorący pod uwagę całość życia społeczeństwa) powinien dominować jako aksjomat.

        Reply
        • 8 marca 2019 o 22:45 Jan Kurpiewski

          Ja się z prawie wszystkim zgadzam, tylko jak to osiągnąć? Są to życzenia. Może one są pobożne i przez dobrego człowieka głoszone… .
          Co innego godna postawa indywidualna a co innego godny ustrój. Ja osobiście nigdy tego tak nie nazywałem, odniosłem się tylko do komentarza. Chodzi po prostu o sprawiedliwość wymienną dóbr (brak złodziejstw i rabunków), co dla uczciwego człowieka będzie oznaczać wolność. Wolny rynek to rynek wolny od złodziei. Ot i wszystko! A w wymianie rynkowej pojedyńcze złodziejstwa jednych przenoszą się na innych, ale zawsze na tych, którzy pracują. Nie da się jednostkowo kogoś okraść bez dalszych konsekwencji dla innych podmiotów. Ale też dobre działania, ku sprawiedliwości (straty złodziei), będą się przenosić na ogół ludności.
          W rynku spotykają się cele wszystkich ludzi (podmiotów rynku), aktualny stan jest jakby wypadkową tych dążeń i miarą ich sił. Trzeba wiedzieć, że, tak jak rynek jest w jakimś aktualnym stanie, odzwierciedlającym stan społeczeństwa i siłę podmiotów, tak też tym stanem oddziałuje, poniekąd powrotnie, na społeczeństwo i jego stan, np moralny. Stąd też rynek, swym stanem, może być narzędziem polityki – dobrej lub podłej. Naszym narodowym zadaniem musi być, byśmy się zdobyli na siłę by kontrolować rynek tak, by wszystko zmierzało ku poprawie sprawiedliwości wymiennej. Duże znaczenie ma tu wiedza i świadomość ekonomiczna ludzi, zwłaszcza polityków. Tylko tak można przybliżać się ku wolności – i godności życia!

          Reply
          • 9 marca 2019 o 13:18 ıᛉı

            “Ja się z prawie wszystkim zgadzam, tylko jak to osiągnąć? Są to życzenia. Może one są pobożne i przez dobrego człowieka głoszone…”
            To jest jasne, że sama idea się nie wprowadzi. potrzeba opracowania planu, a przede wszystkim dojścia NRów do władzy by to zrealizować tylko po co od razu siać takie defetystyczne i dekadenckie myślenie, że nic się nie da (zresztą typowe dla Polaków)? Ustrój korporacjonistyczny, czy narodowo-syndykalistyczny tylko że w innej formie udało się wprowadzić we Włoszech faszystowskich i kilku innych państwach to dlaczego nie da się współcześnie? Oczywiście tak jak mówię, warunkiem jest posiadanie planu na wprowadzenie takiego ustroju i WŁADZY.
            “Co innego godna postawa indywidualna a co innego godny ustrój. Ja osobiście nigdy tego tak nie nazywałem, odniosłem się tylko do komentarza. Chodzi po prostu o sprawiedliwość wymienną dóbr (brak złodziejstw i rabunków), co dla uczciwego człowieka będzie oznaczać wolność.”
            No cóż, nigdy nie będzie w doczesnym świecie tak, że wszyscy ludzie to będą anioły, można co najwyżej dbać o to, by zwyrodnienie indywidualne zostało ograniczone, ale szmaciarze będą zawsze istnieli.
            “Wolny rynek to rynek wolny od złodziei.”
            Czyli w zasadzie nie jest to wolny rynek, bo natura człowieka jest taka, że jeśli nie będzie nad nim regulacji, będzie wolna amerykanka w gospodarce to człowiek będzie wykorzystywał i wyzyskiwał drugiego człowieka. Socjalizm z bloku wschodniego i kapitalizm różnią się tym, że w socjalizmie “bloko-wschodnim” wszyscy co mogli to kradli w pracy, a w kapitalizmie kradną i wyzyskują doły ci, co są górą. Ci co są nazywani “średnimi przedsiębiorcami” zresztą nie są lepsi, bo też kombinują jak mogą i przynajmniej w moim otoczeniu którym żyję wcale nie są poważani, jeśli chodzi o warunki pracy to pewnie wolę robić w lidlu niż u lokalnego prywaciarza. Dlatego nie zgadzam się na stawianie warunku “albo liberalizm albo socjalizm”.

            Reply
            • 10 marca 2019 o 12:17 Jan Kurpiewski

              Problem leży w rozumieniu słowa “ekonomia”. W czasach komuny za ekonomię kazano nam uważać tylko ekonomię socjalistyczną, którą po prostu utożsamiano z ekonomią. Dziś ekonomię liberalną – kapitalizm – każe się nam uważać za ekonomię. Kuriozum sytuacji polega na tym, iż liberały uważają, że ekonomia jako nauka ścisła… nie istnieje! Co więcej, narzucają także myślenie, np w nauczaniu akademickim, że jeszcze nie zdefiniowano pojęcia rynek, lub też, że tego pojęcia nie da się zdefiniować. Nie przeszkadza im to głosić farmazonów o jakimś wolnym rynku. Więc albo są głupi, albo fałszywi. A zatem, albo znajdziemy wiedzę ogólną, ścisłą – ekonomię – albo, nie mając kryteriów, nie oceniajmy innych; nie próbujmy się też wymądzrzać nad swoimi postulatami. W pracach nad naszym ideałem nie odnośmy się ani do socjalizmu, ani do kapitalizmu, które są tylko jednymi z wielu metodami, lecz do niezmiennej wiedzy ekonomicznej, gdyż jeśli nie, nasze teorie będą tylko bańkami mydlanymi fruwającymi w powietrzu. Odnośnie roli państwa w gospodarce lubię się powoływać na Adama Doboszyńskiego, postulującego “umiarkowany interwencjonizm o założeniach moralnych”.

              Reply
              • 13 marca 2019 o 21:15 ıᛉı

                No cóż, to co powiedziałeś to w zasadzie czysta prawda, ja sam nie znam się dokładnie na kwestiach ekonomicznych związanych z rachunkiem zysku, dlatego nigdy nie wymądrzałem się w tym znaczeniu ekonomii. Mnie interesuje to, czy model gospodarczy jest moralny z perspektywy dobra ogólnego, czyli czy zachowuje i nie narusza dobra jakim jest wspólnota, liberalizm jest najgorszym systemem, bo narusza to dobro tworząc zbiorowość zatomizowanych jednostek. Kwestie związane z rachunkiem zysków i strat zostawiam ekonomistom, ale nie uważam że model ekonomiczny odgrywa tu absolutną rolę, bardziej zależy to od charakteru i ogłady rządzących i społeczeństwa.

                Reply
                • 20 marca 2019 o 21:13 Jan Kurpiewski

                  Jeśli rozmawiamy o kwestiach gospodarczych to zawsze mamy doczynienie z ekonomią. Tak jak matematyka jest konieczna inżynierom, tak ekonomia jest konieczna politykom. Ekonomia jako nauka ścisła. Problem współczesny (zarazem tragedia…) polega na tym, że dominuje w nauce, nauczaniu i propagandzie (czy też został narzucony) aksjomat, że ekonomia jako nauka ścisła nie istnieje. Tymczasem istnieje, a widać że skutków, że są tacy, co tę wiedzę posiedli i umieją stosować – do gnębienia politycznego ludów i narodów. Ekonomia nie zajmuje się rachunkiem zysków i strat – to dziedzina ekonomiki (metody ekonomicznej danego zrzeszenia). Ekonomia da możliwość oceny danej sytuacji i pozwoli przewidywać wyniki zamierzanych działań. Ja się zgadzam, że liberalizm jest “pe”, ale musimy sobie uzmysłowić, że kapitalizm wespół z socjalizmem-komunizmem tworzą jedną spójną całość i tak należy oceniać te systemy. Zasadnicze pytanie jest takie: Czy jest możliwy system gospodarczy, po prostu sprawiedliwy? Ekonomia da nam odpowiedź: Tak! Następne pytanie: W jaki sposób ku temu mamy zmierzać? I ku temu zadaniu konieczna jest znajomość ścisłej ekonomii. mniejsza o nazwy naszej drogi ku ideałowi. Metody ekonomiczne (ekonomiki są tylko dwie: albo zmierzają ku sprawiedliwości, albo kierunek przeciwny. Tragedią ludzi dobrej woli jest, że nie mamy właściwej metody wspólnego działania w drodze do celu. Każde nasze rozważania teoretyczne, jak też i praktyczne działania (np. zakup chleba) zawsze dotyczą równocześnie trzech aspektów: ekonomii (nauki ścisłej, niezmiennej); jakiejś ekonomiki (metody ekonomicznej); oraz oddziaływania danej ekonomiki na etykę ludzi, czyli ich zachowania, nie tylko gospodarcze. Dlatego dobra ekonomika – nasza narodowa metoda wspólnego działania gospodarczego – będzie pozytywnie oddziaływać społecznie, ku oddolnemu organizowaniu się i jednoczeniu, oraz solidarności w działaniach przeciw złu. To na teraz tyle

                  Reply
              • 13 marca 2019 o 22:18 Dymitr Ogonowski

                By postulaty interwencjonistyczne Adama Doboszyńskiego były “umiarkowane”, to bym nie powiedział. A ekonomia, to według greki nauka o gospodarstwie domowym. Potem przeniesiona jako ekonomia polityczna na gospodarkę publiczną. Ale ekonomia nauką ścisłą nie będzie. Nie da się wyliczyć dokładnie decyzji duszy ludzi. Przydatność modeli matematycznych, to oddzielny temat.

                Reply
        • 8 marca 2019 o 23:20 Dymitr Ogonowski

          “Wątpię by mówić o godności przy stanie “wolności” proponowanej przez liberałów pokroju Korwina, bo trudno mówić, że ludzie wiążący ledwo koniec z końcem mogli mówić o godnym życiu”. Ale wówczas będą mogli sobie zarobić bez czepiania się państwa. Ktoś zajmie się np. ślimakami (będzie eksportował do Francji), ktoś inny uruchomi jakąś produkcję i nie będzie musiał przechodzić procedur rejestracyjnych, płacić księgowemu, płacić prawnikowi. Innymi słowy będą się produkować ślimaki, buty, usługi transportowe a nie cała masa biurokratycznych papierków i ci co “wiążą koniec z końcem”, jak są zdrowi, to dadzą sobie radę.

          Reply
          • 9 marca 2019 o 00:01 Jan Kurpiewski

            Myślę, iż obaj staramy się żyć godnie. Przynajmniej ja nie jestem bogaty, co nie oznacza braku mojej godności. Jeśli nie godzimy się z istniejącym stanem rzeczy, ani z kierunkiem gdzie to wszystko zmierza i przynajmniej szukamy sposobu wyjścia z impasu to też jest to godna postawa. Co do pana Mikke, to czytałem ongiś jego dwa artykuły na temat lichwy. On ją uważa za coś pozytywnego i moralnego – dlatego i mi jest bardzo odległy…

            Reply
          • 9 marca 2019 o 09:36 ıᛉı

            @Dymitr Ogonowski
            Słyszałem już o bajkę o gościu który kupił sobie rynienkę i zaczął robić parówki (jakoś tak to brzmiało mniejsza o to), to jest zwykły mit już nie raz w historii panował leseferyzm i pracownicy musieli zapierniczać po kilkanaście godzin za marne grosze. Nawet jeśli przyjąć, że teraz byłoby inaczej to takie lobby przedsiębiorców wpływałoby na rząd by sprowadzać tanią siłę roboczą z zagranicy co przy wzroście znaczenia biznesmenów w państwie po wprowadzeniu leseferyzmu byłoby łatwe do osiągnięcia. Już teraz związki januszów biznesu domagają się sprowadzania milionów obcokrajowców, tego chyba nie zaprzeczysz i nie powinieneś bronić czy tłumaczyć tego postulatu – jest on anty-narodowy sam w sobie. A jeśli nie będą sprowadzali taniej siły roboczej to zapewne wielu z nich będzie przenosiło produkcję za granicę. Przyznaję, że należy wprowadzić bardziej sprawiedliwe państwo, bo to współczesne okrada obywateli z zarobków, tylko że nie oznacza to, że od razu mam poprzeć libertalianizm/ultra-liberalizm, nie stawiam znaku równości pomiędzy polityką podatkową, a modelem gospodarczym państwa, dla mnie to nie są równoznaczne terminy.
            “Ktoś zajmie się np. ślimakami (będzie eksportował do Francji), ktoś inny uruchomi jakąś produkcję i nie będzie musiał przechodzić procedur rejestracyjnych, płacić księgowemu, płacić prawnikowi. Innymi słowy będą się produkować ślimaki, buty, usługi transportowe a nie cała masa biurokratycznych papierków”
            No dobra, ale chyba nie będą w państwie sami biznesmeni, ktoś musi zajmować się dolnymi stanowiskami 😀
            Biurokrację trzeba ograniczyć to jedna sprawa, ale państwo musi wtrącać się w działalność takiej firmy, musi stać na straży praw pracowników, czyli dbać o przestrzeganie przepisów BHP, dbać o godne płace i warunki pracy, zwalczać tendencję przejmowania takiej firmy przez podmioty zagraniczne, poza tym taka firma mimo wszystko musi płacić podatki żeby szły wpływy do budżetu. Oczywiście polskie firmy powinny płacić mniejsze podatki niż zagraniczne. A jeśli nie przez podatki to ewentualnie ustawowo zagwarantowane 5-10% udziałów akcji państwa w prywatnych podmiotach w celu wpływów do budżetu tylko że wtedy wszystkie firmy miałyby cechy modelu SA. Tak więc nie jest tak, że przy modelu korwinowskim ludzie będa mogli sobie zarobić bez udziału państwa, przy automatyzacji, a przez to kurczeniu się miejsc pracy, co postuluje sam Korwin raczej spodziewałbym się wzrostu bezrobocia, bo kapitalizm sam w sobie dla rachunku zysku ma tendencję do jak największego bezrobocia dla jak największego wyboru pracowników, jak najmniejszej płacy i ogółem kombinowania jak zaoszczędzić na ludziach. W zasadzie cała gama problemów wybuchłaby. Spodziewałbym się też emigracji z Polski za pracą. Po prostu założenie że wszyscy staną sie biznesmenami, czy będą się samozatrudniać to myślenie życzeniowe, gospodarka nie pociągnie na samych biznesmenach. W zasadzie mógłbym dodać dużo więcej do tego, co napisałem, a same te kwestie o których wspomniałem rozwinąć.

            Reply
            • 14 marca 2019 o 23:37 Dymitr Ogonowski

              Nie to, że wszyscy będą biznesmenami. A co do tego, by lobby nie wpływało na sprowadzanie imigrantów, to ja bym zniósł demokrację partyjniacką. Są powiązania biznesowo-partyjniackie. Nie to, że jestem przeciw zrzeszania się ludzi w partie ale jestem przeciw partyjniactwu instytucjonalnemu. Powinna być niezmienna konstytucja, gdzie jest wpisany zakaz pozbawiania Polski niepodległości, zakaz sprowadzania mas ukraińskich i muzułmańskich do Polski itd. A co do tego, że mogą przedsiębiorcy inwestować za granicą, to tak, ale ja w tym nie widzę nic złego. Wówczas polski kapitał przynosi zyski dla Polaków, pracując za granicą. A interwencja urzędników, ograniczająca przedsiębiorczość w takiej formie jaka jest, czy jaką proponujesz, to szkody. Urzędnicy po prostu będą przeszkadzać. A za nieprzeszkadzanie będą chcieć łapówek. Wiem, że niektórzy uważają, że korupcję wyplenią. Tyle, że np. w Chinach jest nawet kara śmierci za korupcję w dużych rozmiarach. Nieraz kogoś za to i stracą. Ale nie zmienia to faktu, że korupcja tam kwitnie. Innymi słowy tak nie tylko można ale i trzeba dawać, tylko tak jeszcze by nikt tego nie wykrył.

              Reply
              • 21 marca 2019 o 19:47 ıᛉı

                Z tym odpartyjnieniem zgadzam się, ja w zasadzie w ogóle jestem za zniesieniem partii politycznych i wprowadzeniem nacjonalizmu jako ideologii państwowej. Z niezmienną konstytucją nie zgadzam się do końca, bo konstytucja może być dobra gdy się ją wprowadzi, ale po czasie może stać się nieaktualna. Zresztą nie uważam konstytucji za jakieś pismo święte żeby było konieczne ścisłe przestrzeganie jej. Nie mówię, że polski kapitał nie powinien inwestować za granicą, tylko nie powinien przenosić produkcji za granicę bo po primo Polacy stracą miejsca pracy i kasa nie będzie wpływać do budżetu, po secundo za granicą zawsze takie miejsca produkcji mogą być znacjonalizowane i po biznesie.
                “A interwencja urzędników, ograniczająca przedsiębiorczość w takiej formie jaka jest, czy jaką proponujesz, to szkody”
                Ja swojego zdania nie zmienię, jeśli przedsiębiorca spełnia standardy to nie musi się niczego obawiać, a w kwestii nieuczciwości urzędników liczę na rozwój technologiczny pomagający zwalczać korupcję itp. patologie, czyli zwiększenie kontroli pracy urzędnika. Pracownik nie ma być zombie tylko jego praca ma mu zapewnić normalną egzystencję.

                Reply
        • 11 marca 2019 o 10:59 Kubanek

          Mi oczywiście chodziło o ustrój narodowo-korporacyjny, który zawiera elementy dystrubucjonizmu z postawieniem na POWSZECHNĄ WŁASNOŚĆ, czyli dominację mikro-przedsiębiorstw, połączonych w gildie oraz kooperatywy, przedsiębiorstwa będące własnością pracowników.
          Niejaki Ronald Reagan, rzekomo “liberał gospodarczy”, chciał wprowadzić, a raczej, rozpocząć wprowadzanie własności pracowniczej, w warunkach amerykańskich. Nikt, od tamtej pory, w USA czy w innym, zachodnim kraju, tego nie podjął. Cóż, czekamy na mądrych polityków, którzy nie będą wisieć na sznurku bankierów i wielkiego kapitału, a zarazem nie będą opowiadać mrzonek że”sprawiedliwość społeczną zapewni socjal i podatki dla bogatych”.

          Reply
          • 14 marca 2019 o 23:41 Dymitr Ogonowski

            Ale przecież można tworzyć akcjonariat pracowniczy. Kto to broni? A czy to podoła konkurencji, gdzie wiadomo, że będzie tendencja w kierunku wzrostu płac, co może spowodować dekapitalizację firmy, to inna sprawa. W każdym razie Korwin też zapewne tego nie zabroni. Postulujecie to czy spółdzielnie. Proszę bardzo. Kto chce niech to tworzy. Tylko nie może być spółdzielczości tworzonej tak, jak to robili bolszewicy, czyli pod “dobrowolnym” przymusem. A jak sami ludzie oddolnie chcą mieć współwłasność, to niech tworzą.

            Reply