Newsletter subscribe

Wiara

Małgorzata Jarosz: O małżeństwie chrześcijańskim

Posted: 20 lipca 2018 o 18:27   /   by   /   comments (5)

W niniejszym artykule pragnę pochylić się nad zagadnieniami związanymi z tradycyjną nauką Kościoła na temat małżeństwa. W pierwszej kolejności warto przypomnieć, iż podstawowym celem małżeństwa jest zrodzenie potomstwa. Warto zwrócić uwagę, iż przekazywanie życia wiąże się również z przekazywaniem grzechu pierworodnego, stąd człowiek w dziedzinie życia seksualnego najsilniej odczuwa brak harmonii pomiędzy życiem zmysłów i życiem duchowym. Z drugiej strony jednak nie należy również popadać w błędy sekt manichejskich, które w samym grzechu pierwszych rodziców chciały widzieć grzech nieczystości, i które wysuwały stąd wniosek, iż obcowanie pomiędzy kobietą i mężczyzną nawet w małżeństwie jest grzechem. W rzeczywistości grzech pierwszych rodziców nie był grzechem nieczystości, ale grzechem pychy. Kościół poucza nas, iż stosunek płciowy małżonków jest czymś godziwym, ale pod pewnymi warunkami. Jego celem musi być sprowadzenie na ziemię nowego życia, stąd absolutnie wykluczone jest stosowanie środków antykoncepcyjnych. Warto dodać również, iż zgodnie ze wskazówkami św. Pawła, Kościół naucza również, iż stan bezżenny jest czymś bardziej doskonałym od stanu małżeńskiego, aczkolwiek przeznaczony jest on dla nielicznych. Za utrzymanie gatunku odpowiedzialny jest bowiem ogół społeczeństwa, stąd niektórym wolno się od tego obowiązku uchylić. Nie chodzi tu rzecz jasna o wybieranie stanu bezżennego z pobudek egoistycznych, dla uniknięcia trosk związanych z życiem rodzinnym.

Małżeństwo, w przeciwieństwie do tak zwanych wolnych związków, ma charakter trwały, co zawdzięcza swej naturze umowy. Istnieję pewne przyrodzone warunki tej umowy. Nikt nie może być przymuszony do zawarcia małżeństwa i do wyboru osoby. Ponadto umowa małżeńska jest nie tylko sprawą małżonków, ale sprawą całego społeczeństwa. W końcu małżeństwo zapewnia społeczeństwu naturalny przyrost.

Choć podstawowym celem małżeństwa jest zrodzenie potomstwa, to nie można zapomnieć również o celu drugorzędnym, którym jest „wzajemna pomoc i zaspokojenie pożądliwości”. W tej dziedzinie stosunki pomiędzy ludźmi różnią się od stosunków w świecie zwierząt, nie mają charakteru wyłącznie zmysłowego, ale podnosi się na poziom duchowy, który nazywamy miłością małżeńską. Miłość ta musi wznieść się ponad upodobanie zmysłowe, powinna mieć cechy przyjaźni duchowej, pełnej szacunku, życzliwości i gotowości do poświęcenia. Warto podkreślić jednak, iż zmysłowy aspekt małżeństwa również nie może być całkowicie przekreślany. Przekreślenie go byłoby niezgodne z naturą ludzką. Łączenie się węzłem małżeńskim z kimś, do kogo czuje się odrazę, jest więc czymś nieroztropnym. Nie bez powodu Kościół poucza nas, iż drugorzędnym celem małżeństwa jest nie tylko wzajemna pomoc, ale i zaspokojenie pożądliwości. Stąd obcowanie małżeńskie w sytuacji, gdy zapłodnienie nie jest możliwe, nie zawsze jest grzechem. Przykładem może być sytuacja, w którym kobieta jest w stanie błogosławionym bądź też jest bezpłodna.

Pisząc o małżeństwie chrześcijańskim nie można zapominać, iż jest ono przede wszystkim jednym z siedmiu sakramentów. Sakrament jest natomiast środkiem, za pomocą którego Chrystus użycza wiernym szczególne łaski. Sakramenty działają zawsze „ex opere operato”, to jest, w duszy dobrze usposobionej zawsze wywierają skutek, oczywiście pod warunkiem, iż są dopełnione tak, jak Kościół przepisuje, niezależnie od stopnia świętości, który je sprawuje. Przygotowania małżeństwa do godności sakramentu dopatrywać można się w obecności Chrystusa na weselu w Kanie Galilejskiej, a także z Jego nauką o absolutnej nierozerwalności związku małżeńskiego. Ścisłe ujęte nauki, iż małżeństwo rzeczywiście jest sakramentem, znajdujemy w ustępie listu św. Pawła do Efezjan (Ef 5, 22- 32), z którego wynika, iż małżeństwo jest czymś świętym. Nie tylko jest ono znakiem szczególnej łaski Boga, ale również tę łaskę sprawia. Są to właśnie istotne cechy sakramentów.

W dalszej kolejności warto przeanalizować prawa instytucji państwa względem małżeństwa. Żyjemy w końcu w czasach, w których śluby cywilne i rozwody udzielane przez sądy świeckie stały się normą. Podkreślić należy, iż małżeństwo jest faktem naturalnym, instytucją, która nie zawdzięcza swego istnienia prawu ziemskiemu, lecz samemu Bogu. Dowodem na to jest fakt, iż małżeństwo pojawiło się na świecie wraz z pojawieniem się pierwszych ludzi, razem z naturą ludzką. Dlatego we wszystkim, co dotyczy istoty umowy i stanu małżeńskiego, małżeństwo nie podlega żadnej władzy ludzkiej, ani duchowej, ani świeckiej. Stąd żadna władza ludzka nie może nakazać, aby małżeństwo zawierano w inny sposób, jak przez dobrowolną i wzajemną zgodę, lub by nie było zawarte, jeśli odpowiada wszystkim warunkom ważnego kontraktu. Żadna władza ludzka nie może też sprawić, aby ważnie zawarta umowa małżeńska, nie pociągnęła za sobą jednego i nierozerwalnego węzła. Mimo to jednak zarówno władza duchowna, jak i świecka od początku rościły sobie prawa do wydawania pewnych praw i norm w tej kwestii. Słuszność owych roszczeń wynika z konieczności istnienia prawodawstwa. Małżeństwo jest bowiem naturalną umową prywatną, ale również umową naturalną porządku publicznego. Dobro społeczeństwa, ale również dobro małżonków i ich dzieci wymaga, aby instytucja małżeństwa miała gwarancję do osiągnięcia swego celu. Ponadto warto nadmienić również, iż katolik jako obywatel ma obowiązek spełnić powinność zawarcia małżeństwa cywilnego, jeśli państwo nakłada na niego takową konieczność (w realiach polskich nie jest to konieczne ze względu na konkordat). Dopóki nie zawrze ślubu w kościele, pozostaje jednak de facto w konkubinacie. Podkreślić należy jednak, iż sam fakt pojawienia się ślubów cywilnych związany jest z błędnym pojęciem o suwerenności państwa. Jako pierwszych, którzy głosili ideę ślubów cywilnych, wymienić należy Marsyliusza z Padwy i Occama. Poglądy ich nie odbiły się jednak głośnych echem w społeczeństwie. Ojcem ślubów cywilnych jest de facto Marcin Luter, który mówił wprost, iż stan małżeński jest rzeczą świecką. Instytucja ślubu cywilnego po raz pierwszy pojawiła się w roku 1580 w Holandii i zachodniej Fryzji, gdzie małżeństwa mogły być zawierane nie tylko przed kalwińskim pastorem, ale również przed magistratem. Co istotne, śluby cywilne obowiązkowe były również dla katolików. Duchowni katoliccy, którzy odważyli się błogosławić małżeństwa katolików, skazywani byli na wygnanie, a sami małżonkowie zmuszani byli do powtórzenia ceremonii przed pastorem. Ogromnym przełomem, który dał podwaliny do zmian w mentalności mieszkańców Europy Zachodniej była rzecz jasna rewolucja francuska. 20 września 1792 roku Zgromadzenie określiło, iż wszyscy bez wyjątku zobowiązani są do zawierania ślubów cywilnych, niezależnie od charakteru religijnego małżeństwa. Warto nadmienić jednak, iż wielu wybitnych teologów (np. Alfons Liguori czy Gasparri) przyznawało, iż państwo może nadawać małżeństwo dla nieochrzczonych z pełnią mocy prawnej wobec sumienia, Pana Boga i ludzi, z zastrzeżeniem jednak, aby uwzględniało ono prawo naturalne i pozytywne boże. Nie ulega jednak wątpliwości, iż instytucja ślubu cywilnego sama w sobie jest instytucją szkodliwą, zakłada bowiem rozdział państwa od Kościoła. Papież Leon XIII w swoim orędziu „Immortale” poucza nas, iż Bóg rozdzielił rządy nad rodem ludzkim pomiędzy władzę świecką i władzę duchowną, każda z nich ma pewne granice, jednak cele tych społeczności muszą pozostać nierozdzielne. Papież Pius IX w alokucji „Multis gravibusque” z 17 grudnia 1860 roku nazwał małżeństwa cywilne „legalnym konkubinatem ku ostatecznej zagładzie dusz”.

W dalszej kolejności warto poruszyć również kwestię tak zwanych małżeństw mieszanych, czyli małżeństw pomiędzy katolikami a osobami innego wyznania. Podkreślić należy, iż tradycyjna nauka Kościoła stanowczo zakazuje małżeństw tego typu. Małżeństwa z osobami nieochrzczonymi w czasach przed Soborem Watykańskim II uważane były za nieważne. Nieco inaczej podchodzono do małżeństw z heretykami lub schizmatykami, małżeństwa te były ważne, ale jednak zawarte niegodziwie. Ta różnica ustaliła się w Kościele w drodze zwyczajowej, fakt ten podkreślił papież Benedykt XIV w swoim piśmie „Singularis Nobis”. Cel zakazu małżeństw mieszanych jest jasny, chodzi tu o ochronę interesów moralnych strony katolickiej, potomstwa, a także całego społeczeństwa. Niebezpieczeństwa płynące z małżeństw takiego typu wielokrotnie opisywane były przez Ojców Kościoła. Przykładowo, św. Ambroży podał przykład Abrahama, który zobowiązał zaufanego sługę Eliezera, by nie sprowadzał dla Izaaka żony z plemienia chananejskiego, gdyż wyznawało ono inną wiarę. Przedsoborowe prawo kanoniczne przewidywało co prawda możliwość dyspensy na małżeństwo mieszane, jednak pod bardzo rygorystycznymi warunkami. Chodzi tu o rękojmię ze strony akatolickiej, iż która ma na celu usunięcie od strony katolickiej niebezpieczeństwa utraty wiary. Ponadto jedna i druga strona zobowiązana była do rękojmi, iż potomstwo będzie miało zapewniony chrzest i wychowane będzie wyłącznie po katolicku. Sama rękojmia nie była jednak wystarczająca. Kościół wymagał również przedłożenia odpowiednich powodów kanonicznych, usprawiedliwiających udzielenie dyspensy. Prawo kościele nie precyzowało dokładnie jakiego rodzaju mają być to powody, ale musiały być one „naglące, słuszne i ważne”. Ponadto czynnikiem uprawnionym do dyspensowania był tylko papież, biskupi mogli udzielać dyspensy jedynie na mocy specjalnego indultu papieskiego.


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.


Czytaj także

Comments (5)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 22 lipca 2018 o 21:34 Krzysztof

    “Warto dodać również, iż zgodnie ze wskazówkami św. Pawła, Kościół naucza również, iż stan bezżenny jest czymś bardziej doskonałym od stanu małżeńskiego, aczkolwiek przeznaczony jest on dla nielicznych”
    Szanowna Pani!!! życie w stanie duchownym, bycie księdzem, nie jest czymś doskonalszym od stanu małżeńskiego, są to dwie i tez podobne drogi wyboru życia, równie święte, i równie ważne i równie doskonałe w swoich zadaniach i celach. Kościół to też ja, i też Pani, i ja takiego błędnego podejścia nie nauczam, ale nauczają go ci , którzy nie posiadają wiedzy. Skoro małżeństwo i relacja seksualna między małżonkami są dziełem Boga, bo są, to czy możemy przyjąć, że Bóg stworzył coś mniej doskonałego, skoro On sam jest doskonały? oba stany, zarówno stan duchowny i stan małżeński, i też stan bezżenny, bo i takie przypadki są wynikające z różnych sytuacji życiowych, są równie święte i dobre. więc nie wprowadzajmy tu jakiś stopni świętości. Pytanie jest na ile i jak człowiek żyje w tych stanach życia, i tu pojawia się zagadnienie życia w świętości. pozdrawiam

    Reply
  • 22 lipca 2018 o 21:38 Krzysztof

    ” z przekazywaniem grzechu pierworodnego, stąd człowiek w dziedzinie życia seksualnego najsilniej odczuwa brak harmonii pomiędzy życiem zmysłów i życiem duchowym.” – to też nie jest prawda, nie widzę braku harmonii pomiędzy życiem zmysłowym ( seksualnym) a duchowym, oba są częścią człowieka, i jedno służy drugiemu, na tyle na ile życie człowieka jest oparte o pragnienie Boga. Więc nie przyjmujemy, że Bóg stworzył dwie rzeczy, które w każdym przypadku są ze sobą sprzeczne.

    Reply
  • 23 lipca 2018 o 12:03 młot_na_feminizm

    Czytuję Pani artykuły tutaj. To już czwarty czy piąty z kolei, bardzo solidny tekst. Najważniejsze, że bardzo wiernie trzyma się Pani czystej, ortodoksyjnej doktryny.

    Reply
  • 24 lipca 2018 o 10:54 Filip

    Owszem, bezżenność jest bardziej doskonała od małżeństwa, proszę poczytać 1 List do Koryntian. ,,Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. (…) Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia”. Celibat jest obiektywnie lepszy niż małżeństwo, ale subiektywnie nie, bo kogoś Bóg może powołać do uświęcenia się właśnie przez małżeństwo. Jak dalej pisze Paweł: ,,Zresztą niech każdy postępuje tak, jak mu Pan wyznaczył, zgodnie z tym, do czego Bóg go powołał”.

    Natomiast co do relacji między duchem a zmysłami, również warto zajrzeć do św. Pawła, który pisze, że ciało dąży do czego innego niż duch. Zatem akty zmysłowe, choć same w sobie nie muszą być złe, to jednak nie są bezpośrednią drogą do Boga, jak akty duchowe. Z resztą teza, że współżycie małżeńskie może człowieka wprost prowadzić do Boga została potępiona przez Piusa XII w encyklice ,,O świętym dziewictwie”.

    Dziwi mnie też zdanie ,,czy możemy przyjąć, że Bóg stworzył coś mniej doskonałego, skoro On sam jest doskonały?”. W stworzeniach Bożych objawia się pewna hierarchia doskonałości – np. aniołowie są doskonalsi od ludzi, ludzie od zwierząt, zwierzęta od roślin itd.

    Reply
  • 27 sierpnia 2018 o 10:19 Marcin

    Dziwią mnie te komentarze w stylu jaka droga jest świętsza. Proszę pamiętać, że najważniejsze jest wypełnienie Woli Bożej.

    Co do samego artykułu, to brakuje mi odniesienia do współczesnego feminizmu – bez tego jest to tylko zredagowanie głównie Katechizmu Kościoła Katolickiego.

    Reply