Newsletter subscribe

Wiara

Małgorzata Jarosz: O niebezpieczeństwach płynących z ruchów charyzmatycznych

Posted: 20 czerwca 2018 o 12:48   /   by   /   comments (3)

W niniejszym artykule pragnę pochylić się nad zagrożeniami wypływającymi z praktyk przeszczepionych do katolickich ruchów charyzmatycznych, a które co do zasady posiadają korzenie protestanckie, a niekiedy nawet pogańskie.

Modlitwa o uwolnienie

Praktykowanie modlitwy o uwolnienie wśród katolików jest kopiowaniem wzorów protestanckich. Protestanci nie posiadają tego, co Kościół katolicki posiadał od zawsze, czyli pochodzące od Boga sakramenty, stąd potrzeba wprowadzenia swego rodzaju substytutu sakramentów. Jednym z najbardziej popularnych propagatorów i teoretyków modlitwy o uwolnienie jest świecki katolik Neal Lozano. Zakłada on, iż zło, które spotyka człowieka, jest efektem działania złych duchów. Oddziaływanie demoniczne ma powodować grzechy, ale też cechy osobowe czy negatywne emocje (takie jak perfekcjonizm, samowystarczalność, lęk czy odrzucenie) oraz choroby somatyczne i psychiczne. Przykładowo schizofrenia jest zdaniem Lozano efektem działania piętnastu demonów jednocześnie.

Pierwszym krokiem w modlitwie o uwolnienie jest rozpoznawanie demona. Następnie osoba podlegająca modlitwie powinna osobiście wyrzec się złych duchów, posługując się odpowiednią formułką. Kolejnym krokiem jest rozkaz wydany demonom przez prowadzącego modlitwę, aby ten natychmiast opuścił swoją ofiarę. Niepokojące wydaje się to, iż modlitwy takiego typu charakteryzują się dużą dowolnością.

Modlitwę o uwolnienie co do zasady poprzedza wywiad o danej osobie, ze szczególnym uwzględnieniem grzechów ciężkich. Praktyka ta wiąże się z kontrowersyjnym przekonaniem, iż grzechy z przeszłości mogą mieć wpływ na dalsze funkcjonowanie jednostki. Przykładowo, jeśli dziecko pocznie się przed ślubem, będzie ono przez całe życie zmagało się z brakiem błogosławieństwa. Jeśli jednostka przez całe życie czuje się odrzucona, może skutkować to popadaniem w nałogi. Teorie takiego typu nie mają żadnego pokrycia w tradycyjnej nauce Kościoła. Niepokojący wydaje się również sposób, w jaki Lozano rozumie pojęcie nawrócenia. Dla niego nie jest to proces powrotu do Boga i wytężonej pracy nad sobą. Jest to jedynie jednorazowy akt oddania swojego życia Jezusowi. Co gorsza, modlitwy o uwolnienie prowadzone są bardzo często przez osoby świeckie, a także przez kapłanów niebędących egzorcystami. Jest to ogromne nadużycie. List Kongregacji Nauki Wiary z 1985 roku poucza nas, iż osoby nieupoważnione nie mogą używać egzorcyzmu Leona XIII, nawet w formie skróconej. Niedopuszczalne jest również stosowanie przez osoby nieupoważnione modlitw polegających na bezpośrednim dialogowaniu z demonem, chodzi tu między innymi o formuły takie jak „związuję waszą moc” czy „niech odejdą złe duchy i nigdy nie wracają”.

Uzdrowienie międzypokoleniowe

Głównym propagatorem idei uzdrowienia międzypokoleniowego jest ojciec DeGrandis. Zakonnik ten doszukuje się źródeł ludzkiego nieszczęścia nie tylko w osobistym grzechu, ale także w grzechu naszych przodków. Wady charakteru takie jak na przykład lenistwo czy skłonność do grzechu mają mieć jego zdaniem podłoże genetyczne. Duchowny zakłada również, iż dziedziczone mogą być niewybaczone cierpienia. Krzywda wyrządzona naszym przodkom ma więc przechodzić na następne pokolenie.

Rzeczywiście, w Piśmie Świętym znajdujemy wzmianki o duchowym dziedziczeniu zła z pokolenia na pokolenie. Mówi o tym, chociażby księga Ezechiela: „Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom”. Cytat ten jest jednak wyrwany z kontekstu. Prorok Ezechiel pisze bowiem o zasadzie dziedziczenia winy jako o zasadzie błędnej, a koniec końców podsumowuje: „Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca, ani ojciec – za winę syna”.

Modlitwy pokoleniowe polegają na ustaleniu genealogii osoby, za którą się modlimy, w miarę możliwości aż do 14 pokolenia wstecz, a następnie rozeznaniu, jakie grzechy owi przodkowie popełnili. Dopiero wtedy można uwolnić daną osobę od negatywnych skutków tych grzechów. Ustalenie grzechów popełnionych przez przodków jest zadaniem niekiedy wręcz niemożliwym, stąd charyzmatyk kontaktuje się bezpośrednio z Duchem Świętym i uzyskuje od Niego stosowną wiedzę. Praktyka ta do złudzenia przypomina stosowane w świeckiej psychoterapii techniki hipnotyczne. W transie pacjent przypomina sobie różnego rodzaju przeżycia ze swojego życia, nawet życia płodowego. Pacjent często cofany jest jeszcze dalej, do poprzednich wcieleń. Dla chrześcijanina praktyki takiego typu są nie do przyjęcia, odwołują się one bowiem do błędnej nauki o reinkarnacji. Sam ojciec DeGrandis inspirował się amerykańskim psychologiem i lekarzem R. Moody’m. Naukowiec ten zajmował się zagadnieniem śmierci klinicznej. Na podstawie opisów pacjentów stworzył koncepcje, iż śmierć jest jedynie przejściem do innego stanu świadomości. Doszedł również do wniosku, iż śmierci ani tym bardziej sądu Bożego nie należy się bać, ponieważ piekło nie istnieje. Moody interesował się nie tylko „życiem po życiu”, ale też „życiem przed życiem”, analizował opowieści osób wprowadzonych w hipnozę.

Inną kontrowersyjną postacią, na którą powołuje się ojciec DeGrandis jest szwajcarski psycholog Carl Jung. Jung wprowadził do psychologii pojęcie archetypów, które mogłyby tłumaczyć wpływ poprzednich pokoleń na życie kolejnych. Warto nadmienić, iż sam Jung był okultystą, jego zainteresowania krążyły wokół duchów zmarłych przodków.

Największy wpływ na poglądy o. DeGrandisa wywarł jednak Keneth McAll, anglikanin, urodzony w Chinach psychiatra i misjonarz. McAll ukończył medycynę na Uniwersytecie w Edynburgu i jako chirurg wrócił do Chin. Podczas I wojny światowej trafił do niewoli japońskiej, gdzie okryć miał szczególną moc modlitwy. Po wojnie powrócił do Anglii, aby studiować psychiatrię. Praktyka w szpitalu psychiatrycznym doprowadziła go do wniosku, iż relacje między dwoma osobami zostają nawiązane dzięki zgodzie obu stron. Mogę jednak osiągnąć taki stopień, w którym jedna osoba jest pasywna, uzależniona od drugiej, traci własną tożsamość i nie może się uwolnić. Chorzy mieli jego zdaniem cierpieć na takie uzależnienia nie tylko od osób żywych, ale również od osób zmarłych. Najbardziej skuteczną metodą terapii miała być modlitwa. Osoba chora miała zerwać wszystkie więzy, a następnie przebaczyć, a następnie oddać się Chrystusowi.

Jak widać idea uzdrowienia międzypokoleniowego nie ma nic wspólnego z katolicyzmem, swoje korzenie ma natomiast w okultyzmie oraz w psychologii świeckiej. Zgodnie z nauką Kościoła katolickiego jedynym grzechem dziedziczonym z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny.

Modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne

Modlitwy te prowadzone są w celu uzdrowienia człowieka z uzależnień, zranień, bolesnych wspomnień, lęków itp. Niepokojące jest to, iż w praktykach takiego typu stosowany jest terapeutyczny program NEST (program dla osób dotkniętych traumą). Zaleca się tu powrót do bolesnych wspomnień, a następnie przeżycie ich na nowo, razem z Chrystusem. Modlący się stosuje przy tym wizualizację, ma wyobrazić sobie samego siebie i Chrystusa, który uzdrawia pamięć. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż tak bardzo popularne w świeckiej psychologii techniki wizualizacyjne mają swoje korzenia w religiach wschodnich. Zakładają one, iż wyobraźnia człowieka ma moc sprawczą, a człowiek sam może wpływać na swoje życie mocą swoich myśli. Ideę wizualizacji w polskich grupach charyzmatycznych propagował natomiast pastor Yonggi Cho. Stał on na stanowisku, iż kluczem do sukcesu i pełni zdrowia jest pozytywne myślenie i wyobraźnia. Człowiek dzięki marzeniom i wizjom może mieć bezpośredni wpływ na swoje życie.

Rzeczywiście, jedną z cech charakterystycznych grup charyzmatycznych jest położenie nacisku na różnego rodzaju wizje i wyobrażenie. Przykładowo, kiedy grupa modli się o uzdrowienie sparaliżowanego, jeden z członków diakonii powinien wyobrazić sobie chorego wstającego z wózka i biegającego. Taki typ myślenia był swego czasu bardzo propagowany przez siostrę Angelinę Bukowiec SNC ze Stanów Zjednoczonych. Chodzi tu o tak zwane modlitwy twórczej wyobraźni z użyciem technik oddechowych. Należy prosić Chrystusa, aby przeniósł nas do miejsca, w którym zostaliśmy zranieni. Należy wejść w to wydarzenie, prosić Boga, aby pomógł nam poczuć zapachy, grunt pod stopami itp. Należy to wszystko jeszcze raz przeżyć z Chrystusem, aby się od tego uwolnić. Praktyki takiego typu do złudzenia przypominają popularną swego czasu samokontrolę umysłu metodą Silvy. Praktyka ta była ostro krytykowana przez Kościół, a obecnie krytykowana jest również przez akademicką psychologię. Samokontrola umysłu zakłada, iż człowiek wykonując odpowiednie ćwiczenia może kontrolować wszystkie wydarzenia swojego życia, łącznie z chorobą. Silva pisał o tak zwanych ekranach wyobraźni. Chodzi tu o wprowadzenie się w trans, nazwany stanem alfa. Następnie na ekranie wyobraźni należało wyświetlić sobie osobę chorą. W dalszej kolejności natomiast na lewej stronie ekranu należy wyobrazić sobie tę osobę w pełni zdrową i radosną.

Warto zwrócić uwagę, iż przenoszenie praktyk takiego typu na grunt chrześcijański może doprowadzić nas do błędnego sposobu myślenia, iż Pan Bóg będzie posłusznie spełniał nasze marzenia i życzenia. Oczywiście, wolno nam modlić się o skrócenie doczesnych utrapień, jednak przede wszystkim powinniśmy robić wszystko, aby poznać wolę Bożą względem nas. Czasami wolą Bożą może być choroba lub inne trudne doświadczenia. Niepokojący wydaje się również fakt, iż modlitwy o uzdrowienie mocno powiązane są z protestancką teologią sukcesu. Chodzi tu o przekonanie, iż zdrowie i powodzenie materialne jest wolą Boga dla każdego człowieka wierzącego, cierpienie jest natomiast karą za grzechy.

Spoczynek w Duchu Świętym

Spoczynek w Duchu Świętym to zjawisko bezwiednego upadku do tyłu. Spotykane jest nie tylko w środowiskach katolickich, ale co gorsza, również w protestanckich. Niektórzy stoją na stanowisku, iż zjawisko to jest wytłumaczalne naukowo. Upadki takiego typu najczęściej zdarzają się bowiem w atmosferze sprzyjającej sugestii. Osoby, które doświadczyły spoczynku relacjonują, iż wiąże się to z uczuciem popchnięcia przez niewidzialną siłę, odczuwaniem nacisku na czoło lub klatkę piersiową. Podczas samego upadku doświadcza się natomiast uczucia błogości, pokoju, niekiedy również euforii. Sama świadomość zostaje jednak zachowana, osoby te wiedzą, co dzieje się wokół nich. Niepokojące jest to, iż pewne odczucia i zachowania są łudząco podobne do odczuć podczas transów powodowanych przez hipnozę, a także podczas wschodniej medytacji.

Podkreślić należy, iż zjawisko upadku w Duchu Świętym nie jest zjawiskiem całkiem nowym, pojawiło się ono w tak zwanych ruchach przebudzeniowych z Nowej Anglii i Zachodu w XVII i XIX wieku. Wspominał o tym, chociażby założyciel Metodystów John Wesley. Opisywał on moc Bożą, która miał zstąpić na modlących, niektórzy wydawali przy tym okrzyki radości, wielu upaść miało na ziemię. Obecnie w kręgach pentekostalnych ogromną popularnością cieszy się tak zwane błogosławieństwo z Toronto. Zjawisko pojawiło się w latach 90., stanowi kontrowersyjny typ duchowości, opartej na zmysłowym doświadczeniu „mistycznego orgazmu”. Praktykuje się częste padanie w Duchu, któremu towarzyszą konwulsje, płacz czy niepohamowany śmiech. Niepokojące jest to, iż podobne zjawiska spotykane są w kulcie voodoo, gdzie są jednak oznaką zawładnięcia przez złego ducha.

Nie ulega wątpliwości, iż zjawisko upadku w Duchu jest całkowicie obce Tradycji katolickiej. Nie bez znaczenia jest fakt, iż występuje ono u heretyków i u pogan. Interesujące jest to, iż upadek w Duchu Świętym krytykowany był również przez gorącego zwolennika ruchów charyzmatycznych, kardynała Leona-Josepha Suenes‘a. Wskazywał, iż wszelkie opisywane w Piśmie Świętym upadki przed Panem Bogiem są tylko i wyłącznie upadkami na twarz przed Jego majestatem. Upadek do przodu jest naturalną odpowiedzią, powodowaną uczuciami pokory i szacunku. Upadek do tyłu nasuwa natomiast myśl o rodzaju zawładnięcia. Ewangelia poucza nas, iż upadek na ziemię i tarzanie się z pianą na ustach jest przejawem wpływu demonicznego.

Charyzmatycy bardzo często powołują się jednak na modlitwy odpocznienia opisywane przez świętych mistyków. Warto zwrócić jednak uwagę, iż ekstazy przeżywane przez świętych zawsze wiązały się z wysokim stopniem ich osobistej świętości. Modlitwa odpocznienia dostępna była jedynie dla dusz doskonałych. Wielcy mistycy tacy jak św. Teresa z Avila czy św. Jan od Krzyża zwracali uwagę, aby unikać zjawisk nadprzyrodzonych i nie pragnąć ich. Mogą być one bowiem demoniczną pułapką.

W czasach kryzysu w Kościele, kiedy niezbadane i kontrowersyjne praktyki niemalże na stałe zagnieździły się w wielu polskich parafiach, pamiętajmy, iż źródłem łaski Bożej i uzdrowienia duchowego są sakramenty. Uciekajmy się również do tradycyjnych form modlitwy, przede wszystkim do Różańca.


MAŁGORZATA JAROSZ

Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.

Comments (3)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 20 czerwca 2018 o 16:38 Dymitr Ogonowski

    “Warto zwrócić uwagę, iż przenoszenie praktyk takiego typu na grunt chrześcijański może doprowadzić nas do błędnego sposobu myślenia, iż Pan Bóg będzie posłusznie spełniał nasze marzenia i życzenia.” “I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię to, aby Ojciec był uwielbiony w Synu” (Ewangelia Św. Jana, rozdz. 14) Tołstoj w “Wojnie i Pokoju” opisuje, jak dzieci powołując się na to chciały, by śnieg był słodki. I się taki nie zrobił. “Wojna i Pokój” to częściowo powieść fikcyjna. Czy taki przypadek Tołstoj wziął z życia, czy rzeczywiście znał dzieci, które tak się modliły, tego nie wiemy. Ale tu jest przypadek błędnej interpretacji tych słów. Ale z drugiej strony nie można tych słów Chrystusa negować. W innym miejscu Chrystus zaznacza, że spełni, jeżeli ktoś nie będzie wątpił. Piotr też chodził po jeziorze (wbrew prawom ludzkiej biologii i fizyki. Organizm ludzi, w przeciwieństwie do jakiś robaczków nie jest w stanie wygenerować tyle energii, by chodzi po wodzie), ale jak zwątpił, to zaczął tonąć. Jak ktoś będzie prosić o taką energię dla zabawy, czy dla magii, to Chrystus zapewne nie spełni. Ale nieraz cuda się zdarzają. Kiedyś był przykład, że matka podniosła samochód obrywający się z podnośnika na dorosłego syna. Potem ją badali, ale już była w stanie tylko unieść zwykłe ciężary.

    Reply
  • 21 czerwca 2018 o 07:58 Alexi

    Pani Małgorzato,

    Wszystko to bardzo ciekawe, niemniej jednak, czy części z opisanych przez Panią praktyk (np. upadanie do tyłu) znajdujemy także w egzorcyzmach?

    Reply
  • 21 sierpnia 2018 o 10:03 Marcin

    Mam wrażenie, że nie czytała Pani ani Neala Lozano ani Teresy od Jezusa ani Jana od Krzyża, bo nigdzie u nich nie znalazłem tego o czym Pani pisze. Tezy te jednak bywają popularne wśród chrześcijan, którzy ich nie czytają.
    Ponieważ Pani nie odnosi się do konkretnych tekstów ja też nie będę. Zostawię tylko z dwoma problemami:
    1. W Nowym Testamencie jest wielokrotnie mowa o znakach o charyzmatach danych uczniom. Np św Paweł w liście do Koryntian dokładnie je im wyjaśnienia, zachęca do starania się o nie w rozdziałach 12-14. Jednocześnie też gani tą wspólnotę za grzechy jak homoseksualizm czy kaziroctwo. Jak takie życie Kościoła ma się do współczesności, gdzie charyzmatów nie ma a często się słyszy wbrew Bibli i mistykom, że nie powinno się o nie starać?
    2. Jezus Chrystus wielokrotnie podkreślał by się nie lękać. Teresa od Jezusa pisała bym Mu ufać. Proszę się zastanowić czy Pani przypadkiem się tego po prostu nie boi.

    Reply