W poniedziałek internet obiegła wiadomość o rekomendacjach, danych Polsce przez Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Rasowej ONZ (CERD) w sprawie realizacji postanowień Międzynarodowej Konwencji z 1966 roku. Rekomendacje znaleźć można w raporcie opublikowanym 29 sierpnia 2019 roku. CERD zaleca między innymi, aby Polska „zapewniła skuteczne wdrożenie prawa delegalizującego organizacje promujące lub nawołujące do dyskryminacji rasowej, takie jak Ruch Narodowy, Obóz Narodowo-Radykalny, Młodzież Wszechpolska, Falanga, Szturmowcy, Niklot, Kongres Narodowo-Społeczny, Autonomiczni Nacjonaliści, Stowarzyszenie Duma i Nowoczesność oraz polski oddział organizacji Krew i Honor”. Zażądano ponadto zaostrzenia przepisów Kodeksu Karnego, tak aby członkostwo w organizacjach nacjonalistycznych było karalne.

CERD domaga się również, aby Polska podjęła działania mające na celu walkę z “mową nienawiści” oraz przestępstwami motywowanymi nienawiścią. Zwalczane miałyby być również uprzedzenia i stereotypy względem mniejszości narodowych i etnicznych.

My, działacze ONR-u, zdążyliśmy się już przyzwyczaić do kłamliwych opinii, a oskarżenia o faszyzm budzą w nas co najwyżej śmiech. Kiedy zostałam poproszona o napisanie komentarza do zaistniałej sytuacji, dość długo zastanawiałam się, co w ogóle powinien on zawierać, tak aby nie brzmiało to zbyt banalnie. Jestem przekonana, że dla każdego z działaczy naszej organizacji wyjaśnianie, dlaczego ONR nie jest stowarzyszeniem rasistowskim, jest tak samo niedorzeczne, jak wyjaśnianie, dlaczego nie jesteśmy wielbłądami.

O tym, że szeroko pojęta lewica, która głośno krzyczy o tolerancji, w rzeczywistości sama ma z nią problem, wiedzą już wszyscy. Przykłady można mnożyć. W czasie warszawskiej Parady Równości sparodiowana została Msza Święta, w ostatnich dniach pojawiła się informacja o fizycznej napaści na kapłana, który zanosił do chorych Najświętszy Sakrament, coraz częściej słyszymy również o profanacji kościołów.

Lewica obraża nie tylko naszą wiarę, ale również prezentowane przez nas poglądy narodowe. O ile możemy śmiać się z niedouczenia polityków, dziennikarzy czy przeciętnych widzów TVN-u, tak wkrótce może okazać się, że za kilka lat będziemy mieć problem z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Już teraz część z nas ukrywa swoją działalność w obawie przed utratą pracy. Być może niedługo problem ten stanie się jeszcze bardziej powszechny. Pewną nadzieją napawa fakt, iż spora grupa osób, nawet jeśli nie utożsamia się w pełni z naszą ideologią, jednocześnie w wielu kwestiach przyznaje nam rację. Przykładowo, wielu Polaków dostrzega problem związany z masową migracją z Ukrainy.

Osobiście do dzisiaj pamiętam wyemitowaną przez TVN relację z Marszu Niepodległości 2017, którą, przez zupełny przypadek, miałam wątpliwą przyjemność obejrzeć. Dodatkowo głos zabrali również “eksperci”, którzy przedstawili stronniczą historię przedwojennej Falangi. Podstawowym zajęciem falangistów miało być “bicie Żydów” (przemoc wobec Żydów rzeczywiście miała miejsce, jednak rzetelność wymagałaby dodać, że Żydzi również umieli się bić). Gdybym nie uczestniczyła w opisanym tu wydarzeniu i patrzyła na nie tylko przez pryzmat wyemitowanej w TVN relacji, z pewnością nie miałabym na jego temat pozytywnej opinii. A przecież przeciętny Kowalski dysponuje tylko informacjami zaczerpniętymi z telewizji, ewentualnie z artykułów z Onetu czy NaTemat.

Warto przypomnieć również, iż choć ONZ rości sobie prawo do bycia gwarantem pokoju pomiędzy narodami, w rzeczywistości jest to organizacja o charakterze antychrześcijańskim, a niekiedy wręcz antyludzkim. Przykładowo, opowiedziała się między innymi za tak zwanym prawem do eutanazji czy prawem do aborcji. Ponadto dla nas, jako nacjonalistów, niepokojące jest również to, iż ONZ ogranicza suwerenność państw członkowskich. Ustanawiane tam prawa nie są w żaden sposób konsultowane z parlamentami czy rządami państw członkowskich, a brak dostosowania się do przepisów skutkować może poważnymi sankcjami.

Czy jako działacze ONR-u mamy podstawy do tego, aby zacząć się bać? Na chwilę obecną chyba nie. W końcu już od kilku lat wisi nad nami groźba delegalizacji, która najprawdopodobniej nigdy nie zostanie zrealizowana. Nasza obecność jest niezbędna do międzypartyjnych przepychanek. Pamiętajmy również o jednej rzeczy: winny zawsze się tłumaczy. Nie próbujmy więc za wszelką cenę udowadniać, że nie jesteśmy rasistami. W końcu nasza deklaracja ideowa nie jest w żaden sposób tajna – każdy zainteresowany może zajrzeć do internetu i przeczytać, że odcinamy się od rasizmu biologicznego. Jeśli ktoś mimo to ma problem z przyjmowaniem faktów, to znaczy, że ma w tym pewien cel. Róbmy więc swoje “z uśmiechem na ustach” i zadajmy sobie kluczowe pytanie – czy sierotom bądź samotnym matkom, które tak często otrzymują od nas pomoc, przeszkadza to, że nazywają nas rasistami? Chyba nie…

 

3 KOMENTARZE

  1. Zalecenia tej komisji ONZ nie mają żadnego znaczenia. Ważne jest to, co dzieje się w Polsce. Problem tu należy widzieć. Wiadomo jaka jest władza i kto trzyma media.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię