Niniejszy tekst będzie próbą polemiki z artykułem autorstwa Marcina Janowskiego pt. „Państwowa „opiekuńczość” bardziej szkodzi niż pomaga”, który jakiś czas temu ukazał się na łamach czasopisma „Niedziela”1.

Janowski staje na stanowisku, iż państwowa „opiekuńczość” tylko w niewielkim stopniu rozwiązuje problem biedy, a przy okazji prowadzi do powstawania różnego rodzaju patologii. Jako przykład podaje Wielką Brytanię. Kiedy w 2008 roku ogłoszony został raport Brytyjskiej Komisji Finansów Publicznych okazało się, że zasiłki stanowiły jedyne źródło utrzymania dla 6 mln Brytyjczyków w liczącej wówczas 61,5 mln mieszkańców Wielkiej Brytanii. Powód miał być prosty: podjęcie pracy zarobkowej było po prostu nieopłacalne, ponieważ pobieranie zasiłków wiązało się z o wiele wyższym dochodem.

Zdaniem Janowskiego alternatywą dla świadczeń socjalnych powinna być subsydiarność, czyli metoda polegająca na dawaniu „wędki” zamiast „ryby”. Człowiekowi społecznie wykluczonemu należy przede wszystkim zapewnić dogodne warunki, aby był w stanie samodzielnie rozwiązywać życiowe problemy.

Na czym jednak dokładnie miałoby polegać zapewnienie ludziom dogodnych warunków do podjęcia pracy? Na to pytanie autor niestety nie odpowiada…

Aby lepiej zrozumieć sposób myślenia Janowskiego warto sięgnąć do innego artykułu jego autorstwa, „Wirus marksizmu przeniknął do Polski”2. Autor odwołuje się tu do książki Krzysztofa Karonia, „Historia antykultury”, który staje na stanowisku, iż marksistowscy badacze społeczni wykorzystali prymitywne popędy kierujące człowieka ku lenistwu, kradzieży i życia kosztem innych. Działacze lewicowi zdawali sobie sprawę z tego, że hasła bezpośrednio nawołujące do grabieży nie znajdą posłuchu wśród ludzi wychowanych na tradycyjnych wartościach. W zamian za to można było stworzyć jednak system społeczno- polityczny, który będzie prowadził kradzież anonimową.

W pierwszej kolejności trzeba powiedzieć jasno: porównywanie pobierania zasiłków przez obywateli z kradzieżą cudzych dóbr nie ma żadnego uzasadnienia w etyce katolickiej. Katolicy korzystający z takiego typu pomocy mogą spać spokojnie: nie ma konieczności spowiadania się z pobierania socjalu.

W mojej opinii dwa powyższe teksty autorstwa Janowskiego oparte są na uproszczeniach i nie odzwierciedlają w żadnym stopniu współczesnych problemów społeczno – gospodarczych.

Co w rzeczywistości skłoniło wspomnianych wyżej mieszkańców Wielkiej Brytanii do zaniechania poszukiwania zatrudnienia i życia tylko i wyłącznie z socjalu? Czy było to lenistwo i chęć życia kosztem innych? Być może, jednak nie mniej prawdopodobne jest to, że było to zniechęcenie do pracy, za którą nie otrzymaliby godziwego wynagrodzenia (bo jakże godziwym może być wynagrodzenie mniejsze lub równe zasiłkom…). Pamiętać należy, iż jednym z problemów, z którymi musiał zmierzyć się Zachód było tworzenie się tak zwanych pułapek ubóstwa. Chodzi tu o sytuacje, kiedy podjęcie nisko płatnej pracy zarobkowej wiąże się z utratą świadczeń socjalnych.

Prawica lubi przeciwstawiać państwo opiekuńcze chrześcijańskiemu obowiązkowi troski o ubogich.

W mojej opinii nie ma to żadnego uzasadnienia. W końcu nawet najlepiej zorganizowane państwo nie wyeliminuje całkowicie problemu ubóstwa czy nierówności społecznych, dlatego obecność katolickich przytułków dla bezdomnych czy domów samotnej matki będzie zawsze mile widziana lub nawet niezbędna.

Wydaje się, że teza o szkodliwości „rozdawnictwa” nie jest uzasadniona. Zasiłki same w sobie nie zniechęcają ludzi do pracy i nie są demoralizujące. Demoralizujący i nieludzki jest natomiast system, który każe ludziom wybierać pomiędzy podjęciem nisko płatnej pracy a pobieraniem zasiłków umożliwiających mniej lub bardziej godne życie. Dlatego za postulowaniem zmniejszenia wydatków na zasiłki musi obowiązkowo iść postulat zapewnienia pracownikom godziwych zarobków i ubezpieczenia. Państwo, które tego nie zapewnia nie może rościć sobie prawa do nazywania siebie państwem chrześcijańskim.

Nie ulega wątpliwości, iż artykuł Marcina Janowskiego jest tylko jednym z wielu głosów wolnorynkowej prawicy. Osoby te mają skłonność do uproszczeń i dogmatyzmu w kwestiach gospodarczych. Postawa ta niesie jednak niekiedy za sobą opłakane skutki, ponieważ dzieli ludzi na ciężko pracujących przedsiębiorców i roszczeniowy „motłoch”, który bezczelnie wyciąga ręce po cudze pieniądze. Rzeczywiście, podział ten w jakimś stopniu może być prawdziwy. Nikt nie wątpi w to, że uczciwie pracujący przedsiębiorca ma prawo do zbierania owoców swojej pracy, a w społeczeństwie nie brakuje osób roszczeniowych, którym wydaje się, że świadczenia socjalne należą się im niemalże z automatu. Świat jest jednak o wiele bardziej złożony, nie można całkowicie odrzucać idei świadczeń socjalnych tylko dlatego, że niektórym kojarzą się one z postulatami szeroko pojętej lewicy. Pamiętajmy, że udzielane w rozsądny sposób zasiłki bardzo często nie tylko nie zniechęcają ludzi do pracy, ale wręcz przeciwnie, aktywizują społeczeństwo. Bieda zazwyczaj pociąga bowiem za sobą apatię i brak chęci do działania.

1M. Janowski, Państwo „opiekuńcze” bardziej szkodzi niż pomaga, „Niedziela”, https://m.niedziela.pl/artykul/155753/nd/Panstwowa-%E2%80%9Eopiekunczosc-bardziej [dostęp: 24.10.2021].

2M. Janowski, Wirus Marksizmu przeniknął do Polski, „Niedziela”, https://www.niedziela.pl/artykul/153291/nd/Wirus-Marksizmu-przeniknal-do-Polski [dostęp: 24.10.2021].

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię