Kiedy ze strony rządu padła propozycja upaństwowienia hipermarketów, liberałowie tradycyjnie zareagowali na to alergicznie. Konfederacja zaczęła straszyć nas powrotem PRL-u. Tymczasem my jako narodowi radykałowie nie chcemy być dogmatykami w kwestiach gospodarczych, chcemy analizować wszystkie argumenty „za” i „przeciw”.

 

Z galerii handlowych, super- i hipermarketów (hipermarkety to sklepy o powierzchni powyżej 2500 m2, supermarkety 400- 2499m2) korzysta większość z nas. Powodem są rzecz jasna niskie ceny i duży wybór produktów. Interesujące jest jednak to, iż w krajach Europy Zachodniej widoczna jest tendencja przeciwna, klienci coraz częściej wybierają targowiska. Jedną z przyczyn jest nieporównywalnie lepsza jakość produktów. Każdy spotkał się chyba z opinią dietetyków, którzy przestrzegali przed spożywaniem nafaszerowanych antybiotykami tanich produktów drobiowych. W polskich warunkach alternatywą są coraz popularniejsze targi z żywnością „bezpośrednio od rolnika”. Przykładowo, w Krakowie już od kilku lat funkcjonuje Targ Pietruszkowy, gdzie można zaopatrzyć się w wysokiej jakości żywność ekologiczną. Niestety, alternatywa ta nie jest dostępna dla wszystkich. Przykładowo, cena masła na Targu Pietruszkowym wynosi 10,50 zł/200g, podczas gdy w Lidlu kostkę masła można kupić już za 5,89 zł/300g.

 

Nasi przedwojenni Koledzy z ONR „ABC” mieli dość sceptyczny stosunek do własności państwowej. Nie wykluczali co prawda, iż pewne dziedziny gospodarki w przyszłości będą musiały zostać upaństwowione, jednak miałby to być jedynie stan przejściowy. Docelowo zakłady te miałyby ulec uspołecznieniu. Lekarstwem na walkę z zagranicznym kapitałem miałoby być rozbudzanie wśród Polaków ducha przedsiębiorczości i tworzenie polskich drobnych zakładów pracy.

 

Natomiast nieco inaczej na własność państwową zapatrywał się Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga”. Marian Reutt, jeden z głównych ideologów organizacji, nie miał wątpliwości, iż upaństwowione muszą zostać na pewno tak zwane przedsiębiorstwa użyteczności publicznej. Chodzi tu o przedsiębiorstwa szczególnie ważne w organizacji życia gospodarczego, takie jak poczta, telefon, telegraf, elektrownie, gazownie, wodociągi itp. Reutt nie zgadzał się z tezą, iż państwo nigdy nie będzie wystarczająco dobrze spełniać się w roli zarządcy. W jego czasach w rękach państwa znajdowały się między innymi poczta i telegraf, a instytucje te działały bez większego zarzutu. Ponadto przedsiębiorstwa prywatne zawsze prowadzone są w celu osiągnięcia jak największych zysków, a stosowana przez nich polityka cen może przyczynić się do wyzysku mas. Nie jest natomiast prawdą, iż pracownicy czy kierownictwo przedsiębiorstw państwowych zawsze wykonuje swoją pracę gorzej. Zachęta do pracy jest taka sama, jak w przedsiębiorstwach prywatnych – większy zarobek. Z taką jednak różnicą, iż w tych pierwszych łatwiej o wyregulowanie wysokości wynagrodzenia zgodnie z poczuciem sprawiedliwości. Reutt stał również na stanowisku, iż jest rzeczą niezdrową, kiedy to prywatny monopolista wyzyskuje ogół na własną korzyść.

 

Warto przypomnieć również ciekawą polemikę Reutta z Romanem Rybarskim, działaczem Stronnictwa Narodowego. Reutt stanowczo nie zgadzał się ze stwierdzeniem, iż ustrój gospodarczy oparty na własności państwowej jest co do zasady ustrojem materialistycznym. Jest wręcz przeciwnie, upaństwowienie może mieć na celu wprowadzenie sprawiedliwego podziału dóbr. Co ciekawe, Reutt wskazywał również, iż interwencjonizm państwowy jest metodą kosztowną i wiąże się z nią duża ilość nakazów i zakazów. Dlatego metoda upaństwowienia jest metodą o wiele bardziej efektywną.

 

Z pewnością wielu z nas zadaje sobie następujące pytanie: czy handel rzeczywiście jest tą dziedziną gospodarki, którą należałoby upaństwowić? O ile zdania w tej kwestii są pewnie bardzo podzielone, to jednak osoby utożsamiające się w jakikolwiek sposób z ideą narodową lub po prostu uważające się za patriotów z pewnością zgodzą się z jednym: zezwolenie na różnego rodzaju przywileje i ulgi podatkowe dla zagranicznych sieci sklepów jest rzeczą niedopuszczalną. A jednak sklepy takie jak Lidl czy Biedronka trwale wpisały w nasz polski krajobraz.

 

Pracownicy supermarketów mają co prawda coraz mniej powodów do narzekania. O ile jeszcze kilkanaście lat temu tak zwana praca na kasie była niemalże synonimem wyzysku, tak w ostatnich latach zarobki kasjerów uznać można za przyzwoite. Przykładowo, sprzedawca w Lidlu może zarobić nawet 3200 zł brutto. Do tego dochodzą różnego rodzaju bonusy oraz pakiet socjalny. Tego samego nie można powiedzieć natomiast o pracy w małych sklepach, gdzie pracownik zdany jest na łaskę albo niełaskę przełożonego. Zarobki uzależnione są od regionu Polski, ale nierzadko jest to po prostu najniższa krajowa.

 

Czym jednak są zarobki przeciętnego pracownika Lidla w porównaniu z zarobkami stojącego na czele Grupy Schwarz (grupa ta kontroluje sieć sklepów Lidl oraz Kaufland) Dietera Schwarza, którego zalicza się do jednego z najbogatszych ludzi świata? Na pewno nie możemy godzić się na to, aby Schwarz bogacił się kosztem Polaków. Nie sztuką jest jednak usunąć z kraju kapitał zagraniczny, sztuką jest zaproponować rozsądną alternatywę. Czy alternatywą jest postawienie na małe sklepy? Czy Polacy zgodzą się na pozbawienie ich dostępu do supermarketów? Chyba nie, i nawet nie muszą się godzić. Nie ulega wątpliwości, iż idea supermarketu sama w sobie nie jest zła. Dostęp do dużego wyboru produktów, przy założeniu, iż są to produkty wysokiej jakości, jest przecież ogromnym udogodnieniem. Czy naszym celem jest, aby w Polsce powstała duża sieć sklepów, na czele której zamiast Dietera Schwarza będzie stał Jan Kowalski? Absolutnie nie. Sprzeciwiamy się kapitalizmowi w każdej postaci. Nie godzimy się na to, aby jeden człowiek zarabiał tyle samo, co 10 innych. Supermarkety w rękach tak zwanego prywaciarza niosą za sobą zbyt duże ryzyko nadużyć.

 

Osobiście stoję na stanowisko, iż państwowe supermarkety stanowiłyby ciekawą alternatywę dla obecnego kapitału zagranicznego. Oczywiście, przy założeniu, iż zarządzane byłyby one przez specjalistów i ludzi ideowych. Supermarkety nie należą co prawda do przedsiębiorstw użyteczności publicznej, jednak porównać można je do znajdującego się w rękach zagranicznych kapitalistów wielkiego przemysłu, który zdaniem naszych ideologów powinien być przynajmniej tymczasowo upaństwowiony.

 

Alternatywnym rozwiązaniem mogą być natomiast handlowe spółdzielnie. Przypomnijmy, iż poprzez spółdzielnie rozumiemy podmiot prowadzący działalność gospodarczą w interesie swoich członków. Każdy z nas kojarzy najprawdopodobniej powstałą w 1868 roku Powszechną Spółdzielnię Spożywców „Społem”. Pierwotnie jej działalność wiązała się rzecz jasna z samoobroną gospodarczą przed uciskiem władz zaborczych. Spółdzielnia funkcjonuje do dziś. W 2010 roku Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Spożywców „Społem” powołał Krajową Platformę Handlową „Społem” Sp. z o.o. Podmiot ten współpracuje z 140 spółdzielniami, będącymi właścicielami około 1400 sklepów.

 

PSS „Społem” jest również właścicielem sieci sklepów „Lux”. Są to samoobsługowe placówki o powierzchni od 150 do 1200 m2. Spółdzielnia deklaruje, iż polityka cenowa sklepu opiera się na zasadzie: „dobra jakość towarów sprzedawanych po niewygórowanej cenie”.

 

Inną siecią sklepów znajdującą się w rękach PSS „Społem” są „Dyskonty S”. Pierwsze sklepy powstały w latach 1995/96 na terenie ówczesnego województwa katowickiego. Była to odpowiedź na ekspansję sieci zagranicznych. „Dyskonty S” oferują przede wszystkim artykuły spożywcze oraz uzupełniający asortyment z zakresu artykułów przemysłowych. W przeciwieństwie do sklepów „Lux” stosują politykę niskich cen.

 

W Krakowie natomiast jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów handlowych jest „Jubilat”. Spółdzielnia „Jubilat” również wywodzi swój rodowód od spółdzielni spożywców „Społem”. Wszystko zaczęło się w 1908 roku, kiedy to Robotnicze Stowarzyszenie Spożywcze „Naprzód” uruchomiło przy ul. Wiślnej 8 pierwszy sklep spółdzielczy. W 1948 roku natomiast z inicjatywy władz centralnych doszło do unifikacji działających na terenie Krakowa 34 spółdzielni w jedną Powszechną Spółdzielnię Spożywców siedzibą przy Placu Matejki 8. W 1958 roku obchodzono jubileusz 50-lecia Spółdzielni Spożywców w Krakowie. To właśnie wtedy zrodził się pomysł wybudowania domu handlowego o nazwie „Jubilat”. Budowę ukończono w roku 1969, a otwarcie sklepu cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród Krakowian. Dom handlowy funkcjonuje po dziś dzień. Oprócz głównego sklepu przy Al. Krasińskiego 1 na terenie miasta znajduje się również sieć 11 mniejszych sklepów.

 

Idea spółdzielczości niewątpliwie warta jest dogłębnego przeanalizowania, jednak nigdy nie reagujmy alergicznie na hasło „upaństwowienie”. Dobrze byłoby, gdyby Lidl czy Biedronka przestały karmić nas tanimi produktami, których jakość pozostawia wiele do życzenia. Zadbajmy o to, aby w przyszłości na terenie Polski funkcjonowały sklepy oferujące zdrową żywność po niewygórowanych cenach (dużo łatwiej będzie to osiągnąć w sytuacji, gdy sklep będzie w rękach państwa…), w których przestrzegane będą prawa pracownicze.

2 KOMENTARZE

  1. Dobrym rozwiązaniem byłoby upowszechnienie praktyk ze Skandynawii gdzie można pójść do rolnika, zebrać co się chce z pola i na końcu zapłacić mając niedrogą do zarobków, zdrową żywność. Jest to możliwe w Polsce, ale mało popularne. Na rynkach większość żywności pochodzi z marketów, hurtowni i giełd. To często ten sam produkt co we wspomnianych marketach. Tylko droższy. Ekologiczne, certyfikowane nabiały czy warzywa to na ogół zabawa dla bogatych albo nielicznej w Polsce prawdziwej klasy średniej. W środowisku narodowym była niedawno popularna akcja “swój do swego po swoje” tylko by to nie wiązało się z cwelowską dumą, rypany, ale za to przez swojego. Janusz z warzywniaka potrafi bardziej wyzyskiwać pracownika jak market-kołchoz. Państwowe? Tak, ale z polityką długofalową, jeżeli menagerowie są rozliczani z krótkich okresów to zaczyna się parcie na wyniki by tylko domknęły się tabelki w excelu. Za państwowym musi iść kultura pracy, nie koniecznie dużo i szybko, ale solidnie i tak by się nie wypalić. Powinno się czerpać w tym względzie z doświadczeń skandynawskiego socjalizmu i socjaldemokracji czy nawet narodowego socjalizmu (np Ingvar Kamprad miał ciekawy życiorys i poglądy, takich przedsiębiorców było więcej).

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię