Kwestia uchodźców z Ukrainy stała się kolejną kością niezgody dzielącą Polaków, w tym również szeroko pojęte środowisko narodowe. Część społeczeństwa podchodzi do tematu bezrefleksyjnie, oburzając się na przywileje dla uchodźców (chociażby w postaci darmowej komunikacji miejskiej), widząc w nich tylko i wyłącznie propagatorów banderyzmu. Druga część natomiast nie waha się wznosić okrzyku „Sława Ukrainie”, hasła pod którym mordowano Polaków na Wołyniu.

Jedno jednak wydaje się być pewne, bez względu na to jaka jest nasza opinia na temat kwestii ukraińskiej, przynajmniej przez najbliższe kilka lat będziemy często słyszeć na ulicy język ukraiński. Sytuacja ta jest świetną okazją do udzielenia sobie odpowiedzi na pytanie, jaki powinien być nasz stosunek do mniejszości narodowych. Oczywiście, dla nas nacjonalistów ideałem zawsze będzie państwo jednolite pod względem etnicznym. Ideał ten jest jednak bardzo trudny do osiągnięcia, praktycznie w każdym państwie zawsze funkcjonować będą mniejsze lub większe grupy mniejszości narodowych.

Do napisania niniejszego artykułu natknęła mnie książka autorstwa Adama Doboszyńskiego pod tytułem „Teoria narodu”, w której została poruszona między innymi kwestia mniejszości narodowych. Doboszyński zaznacza, iż rok 1918 przejdzie do historii jako rok doktrynerstwa nacjonalistycznego. Szeroko panował wówczas pogląd, że nawet najmniejszy naród ma prawo do samodzielnego bytu. Logiczną konsekwencją takiego stanowiska stała się natomiast zasada, że prawo do rozwoju samowiedzy narodowej przysługuje praktycznie każdej grupie etnicznej. W rzeczywistości skutki traktatów mniejszościowych były szkodliwe i nieżyciowe, ponieważ przeciwdziałały narastaniu wielkich narodów. Z drugiej strony Doboszyński potępił również nacjonalizm „w typie Bismarcka”, polegający na tępieniu odrębności językowych i kulturalnych przy pomocy metod policyjnych. Dlatego wydaje się, iż prawo do zachowania odrębności etnicznej, w zakresie niegroźnym dla spoistości państwa i narastania wspólnoty wielonarodowej, stanowi jedno z zasadniczych praw jednostki ludzkiej. Prawo to można wywieść z prawa natury, ponieważ jednostka rodzi się w pewnej społeczności i bezwiednie przyjmuje jej język, właściwości i obyczaje. Wynika to z przyrodzonego porządku tego świata, a nie z wadliwych ustaw czy instytucji ustanowionych przez człowieka. Doboszyński podkreśla, iż w sprawie tej wypowiedział się nawet sam Papież w swoich pięciu punktach pokojowych ogłoszonych na Boże Narodzenie 1941 roku. Drugi spośród pięciu punktów brzmiał: „Żadnego ucisku mniejszości narodowych i ich odrębności kulturalnych”.

Według Doboszyńskiego swego rodzaju złotym środkiem i kluczem do sukcesu jest poszanowanie odrębności etnicznych poszczególnych grup przy równoczesnym wtapianiu ich we wspólnotę wielkiego narodu. Postulat ten nie jest sprzeczny sam w sobie, ponieważ de facto wszystkie narody narastały właśnie w taki sposób, przykładem są Rzym, Francja, Wielka Brytania czy Rzeczpospolita Jagiellonów. Wyjątkiem są Niemcy, które narastały metodami margrabiego Gerona, Krzyżaków, Fryderyka, Bismarcka i Hitlera, stąd „ciąży na nich przekleństwo i wisi stale groźba utraty wszystkich nabytków”.

Jednocześnie Doboszyński podkreśla, iż choć różnolitość etniczna nie rozsądza, lecz bogaci, to rozsadzająco działa już odrębność polityczna i autonomia wykraczająca poza ramy potrzeb ściśle lokalnych i poza prawo stowarzyszania się dla zaspokojenia potrzeb kulturalnych. Trudno w tym kontekście nie wspomnieć o zagrożeniach związanych z separatyzmem śląskim, który w oficjalnym przekazie deklaruje jedynie chęć uzyskania autonomii, a w rzeczywistości bardzo często przybiera charakter ściśle antypolski.

Oczywiście, poglądy Doboszyńskiego nie mają nic wspólnego z lewicowym multikulturalizmem, który nie dostrzega zagrożenia związanego z napływem do Europy całkowicie obcego kulturowo elementu w postaci islamu. Nasi przedwojenni Koledzy analogiczne zagrożenie widzieli natomiast w Żydach. Kultura polska nie miała bowiem nic wspólnego z kulturą żydowską.

Niemniej jednak, wbrew temu co mówią na ten temat nasi polityczni oponenci, polski nacjonalizm nie zakłada wcale wrogiego nastawienia do mniejszości narodowych (o ile oczywiście ich działanie nie ma charakteru antypolskiego). Nie ulega również wątpliwości, iż mniejszości etniczne miały wpływ na powstanie polskiego ducha narodowego czy polskiej kultury. Jako naród od wielu lat jesteśmy przykładem umiejętnego łączenia ze sobą pierwiastków zachodniej cywilizacji łacińskiej z cywilizacją bizantyjską.

Mało tego, Doboszyński stał na stanowisku, iż źle pojęty nacjonalizm prowadzi jedynie do licznych antagonizmów, rozpiętości i nierówności. Znacznie lepszym rozwiązaniem miałoby być natomiast tworzenie stopów narodowych wyższego rzędu (Doboszyński nazywał je „wielkimi narodami”). Przykładem „wielkiego narodu” jest naród francuski, który powstał z elementów celtyckich, germańskich i rzymskich. W nowszych czasach w obręb tego narodu weszły również pierwiastki baskijskie i katalońskie (Pireneje), włoskie (Korsyka, Sabaudia, Nicea) i niemieckie (Alzacja). Czynnikiem niezbędnym do zespolenia „wielkiego narodu” są niewątpliwie pewne procesy psychiczne, niekoniecznie wspólnota językowa. Mówiący po niemiecku Alzatczycy w latach 1870- 1918 (czyli w czasie swojej przynależności do Niemiec) byli jednak wierni Francji. Według Doboszyńskiego „wielkie narody” są koniecznymi elementami dziejów, dlatego należy pomagać w ich narastaniu, a nie przeciwstawiać się im w imię doktryny o prawie każdej grupy etnicznej do pełnej niezawisłości.

Czy Polacy i Ukraińcy mają predyspozycje do połączenia się w „wielki naród”? Na chwilę obecną wydaje się to mało prawdopodobne. Każda z tych grup posiada swoją odrębną świadomość narodową, dzieli nas język, religia i do pewnego stopnia również mentalność. Z drugiej strony warto pamiętać, iż przedwojenni działacze ONR widzieli w Rusinach pokrewny szczep słowiański, który można bardzo łatwo spolonizować (przy jednoczesnym poszanowaniu ich kultury).

Napływ ukraińskich imigrantów do Polski jest nieunikniony. Powinniśmy traktować ich jak zaproszonych do domu gości z szacunkiem, ale jednak ze świadomością, że to my jesteśmy gospodarzami we własnym kraju. Przywileje w postaci na przykład darmowej komunikacji miejskiej na chwilę obecną mogą mieć swoje uzasadnienie, ale powinny mieć jednak charakter tymczasowy.

Pozwólmy Ukraińcom pielęgnować ich rodzimą kulturę i szukajmy w niej wartościowych elementów (osobiście bardzo pociąga mnie greckokatolicka liturgia i sztuka cerkiewna). Z drugiej jednak strony wymagajmy od nich nauki języka polskiego czy poznawania polskiej historii. I rzecz jasna nie puszczajmy w niepamięć tragicznych wydarzeń z Wołynia…

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię