Listopad poświęcony jest modlitwie za zmarłych. To wie każdy z nas, rokrocznie odwiedzamy groby swoich bliskich, rokrocznie słuchamy w mediach wspomnień o znanych osobowościach, które w minionym roku odeszły do wieczności.

Czy jednak kiedykolwiek podjęliśmy głębszą refleksję nad zjawiskiem śmierci? Czy kiedykolwiek zadawaliśmy sobie pytania: Czy jestem gotowy na śmierć? Co stałoby się, gdyby Bóg wezwał mnie jeszcze dziś? Czy jestem w stanie łaski uświęcającej, czy może od kilku miesięcy nie przystępowałem już do sakramentów? Pogański cesarz Marek Aureliusz miał zwyczaj rozmyślać o śmierci codziennie. Czy my chrześcijanie również mamy taką skłonność?

Dzisiejszy świat konsekwentnie ucieka od tematu śmierci. Część z nas unika nawet odwiedzania grobów bliskich. Na cmentarzach widzimy mnóstwo zaniedbanych grobów. Wyrazem braku szacunku do osób zmarłych jest coraz powszechniejsza praktyka kremacji zwłok. Niekiedy słyszy się nawet o pomysłach tworzenia parków pamięci, w których zbiorowo rozsypywane byłyby prochy zmarłych. Pamiętajmy, że kremacja nie jest praktyką chrześcijańską i praktycznie od zawsze była surowo zakazywana przez Kościół. Pierwsi chrześcijanie przykładali ogromną uwagę do starania się o odzyskania ciał męczenników. Pogańscy prześladowcy doskonale wiedzieli, że spalenie zwłok jest dla chrześcijan kamieniem obrazy. Oczywiście, wierzymy w zmartwychwstanie ciał, wszyscy zmartwychwstaniemy bez względu na to, czy nasze ciała zostaną skremowane, czy pochowane w sposób godny. Nie ulega jednak wątpliwości, iż praktyka kremacji przyczynia się do zaniku wiary w życie wieczne. Ponadto za życia otaczamy naszych bliskich szacunkiem. Jeśli jesteśmy zapraszani na urodziny czy różnego rodzaju uroczystości robimy wszystko, aby czuli się przez nas docenieni. Przykładowo, nikt z nas nie kupiłby chyba swojej żonie czy matce prezentu o wartości 5 zł. Otaczajmy więc bliskich szacunkiem również po ich śmierci, starajmy się o godny pochówek dla nich. Nie mam tu na myśli oczywiście trumny ze złota czy wystawnej stypy, ale o w pełni chrześcijański pogrzeb. Co istotne, nie bójmy się rozmawiać z dziećmi o śmierci, nie bójmy się zabierać ich na pogrzeby. Jest to jeden z elementów wychowania chrześcijańskiego.

Pamiętajmy jednak, iż miłość bliźniego wymaga od nas nie tylko zadbania o godny pochówek, ale przede wszystkim modlitwy za zmarłych. Nie ulega wątpliwości, że dusze cierpiące w czyśćcu są tą grupą potrzebujących, o których troszczymy się najmniej. Łatwiej nam bowiem litować się nad chorymi czy ubogimi, ponieważ na własne oczy widzimy ich cierpienie. Musimy wiedzieć jednak, że cierpienie Kościoła pokutującego jest o wiele większe. Męki czyśćcowe nie różnią się w niczym od mąk piekielnych, jedyną różnicą jest tylko posiadanie nadziei na Niebo.

Chcąc pochylić się nad rozważaniem o śmierci, warto skorzystać między innymi ze słynnych „Ćwiczeń duchowych” autorstwa św. Ignacego z Loyoli. Ćwiczenia te podzielone są na dwie części, punktem kulminacyjnym jest spowiedź generalna. Wszystkie rozważania odbywane przed spowiedzią koncentrują się na grzechu i karach za grzechy. I tak na przykład piąte ćwiczenie skupia naszą uwagę na piekle. Podobnie jak we wszystkich innych ćwiczeniach, św. Ignacy wzywa nas do skorzystania z naszej wyobraźni oraz do uruchomienia zmysłów. W przypadku rozważań o piekle zobowiązani jesteśmy do ujrzenia go oczyma wyobraźni, do wyobrażenia sobie jego długości, szerokości i głębokości, do wyobrażenia sobie ogromnego ognia i dusz zamkniętych w swego rodzaju ognistych ciałach. W dalszej kolejności musimy uruchomić zmysł słuchu, powonienia, smaku i dotyku: słyszeć płacz i bluźnierstwa przeciwko Bogu i Świętym, czuć dym, siarkę, smród i zgniliznę, smakiem odczuwać gorycz, łzy, smutek i wyrzuty sumienia, a także odczuwać, jak płomienie dotykają dusze i je obejmują.

Oczywiście, nie przeczę, że rozważania takiego typu są pożyteczne dla każdego. Na pewno powinny unikać ich osoby nadwrażliwe czy mające skłonności do skrupułów (ostateczny osąd w kwestiach takiego typu musi należeć do spowiednika). Z reguły jednak przypominanie sobie o istnieniu piekła ma sens. Prawda, doskonały żal za grzechy musi być wynikiem miłości do Boga. Nie oszukujmy się jednak: do żalu doskonałego trzeba nijako dojrzeć. Kwestię żalu za grzechy porównać można do żalu dziecka, które złamało reguły ustalone przez rodziców: dobrze jest, jeśli żal ten wynika z miłości do rodziców. W praktyce jednak jest on nierozdzielnie połączony z lękiem przed karą.

Pamięć o istnieniu piekła jest o tyle istotna, iż temat ten jest niestety konsekwentnie pomijany przez współczesnych, „postępowych” teologów. Nawet niektórzy kapłani w piekle widzieć chcą tylko i wyłącznie swego rodzaju metaforę. Tymczasem zgodnie z oficjalną nauką Kościoła, na piekło skazany jest każdy, kto umiera w grzechu ciężkim. Dlaczego więc tak często zwlekamy z odbyciem spowiedzi, skoro, zgodnie z pouczeniem Chrystusa, nie znamy przecież „dnia ani godziny”?

Negowanie istnienia piekła jest rzecz jasna wypadkową antropocentryzmu. Rzeczywiście, jeśli człowiek stałby w centrum wszechświata, wówczas wieczne potępienie i niedostąpienie zbawienia byłoby swego rodzaju anomalią. W rzeczywistości wszystko, co powstało, powstało na chwałę Bożą, nie na chwałę człowieka.

Męki potępieńców są niczym innym – jak wymierzeniem sprawiedliwości. Sąd Ostateczny będzie natomiast momentem, w którym odkryty zostanie moralny stan świata, w tym również odsłonięcie prawdy o sobie samym, prawdy, która dotychczas zasłonięta była przez zło. Nikczemni nie zostaną osądzeni przez wyrok nałożony na nich z zewnątrz, lecz przez wewnętrzne świadectwo sumienia. Poucza nas o tym między innymi List do Rzymian: „Poświadcza to im i ich sumienie, gdy różne ich myśli oskarżają się nawzajem i bronią” (Rzym 2, 15). Wielcy mistycy poświadczają ponadto, iż potępieńcy nijako pożądają swojej kary, ponieważ wnosi ona porządek w chaos, w którym się znajdują. Oddajmy w tym miejscu głos św. Katarzynie z Genui: „jeśliby dusza w tym momencie nie mogła znaleźć porządku wyrastającego ze sprawiedliwości Bożej, zostałaby w większym jeszcze piekle niż to rzeczywiste, przez fakt, że znalazłaby się poza tym porządkiem”.

Istnieją teolodzy, którzy nie negują samego istnienia piekła, negują jedynie sens wieczności kar. W rzeczywistości jednak męki potępionych nie udoskonalają, co prawda ich samych, ale udoskonalają świat, ponieważ wieczna kara jest wiecznym potwierdzeniem sprawiedliwości. Ponadto pomiędzy ograniczonym trwaniem w grzechu a wieczną karą nie zachodzi żadna dysproporcja. Bowiem to nieograniczony czas na popełnienie grzechu oraz nieskończone trwanie kary stoją w zależności. Wiecznej kary wymaga natomiast stała kondycja moralna. Podobnie jest zresztą w przypadku sprawiedliwości ludzkiej, która nie wymierzy kary według czasu, który był potrzebny do popełnienia przestępstwa, ale w zależności od jego wagi.

Jako katolicy zobowiązani jesteśmy wierzyć w istnienie piekła. Niech rozważania o rzeczach ostatecznych człowieka nie wywołują w nas przygnębienia, ale Bożą bojaźń. Dopóki żyjemy, pewne prawdy są dla nas niedostępne. Po śmierci zrozumiemy jednak, że również wieczna kara ma pewien sens, że jest to kara sprawiedliwa dla tych, którzy za życia powiedzieli Bogu „nie”.

Pamiętajmy również, iż Bóg daje nam wystarczająco dużo łaski, abyśmy mogli uchronić się przed piekłem. Dlatego nie zapominajmy o regularnej spowiedzi, o modlitwie i lekturze duchowej, a także o różnego rodzaju praktykach pokutnych.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię