13 listopada swoją premierę miała polska wersja książki „Sergio Ramelli. Historia, która nadal wzbudza strach”. Początkowo po publikację tą sięgnęłam z czystej ciekawości, nie przypuszczając, iż książka zaliczać będzie się do jednej z moich ulubionych.

Głównym autorem książki jest Guido Giraudo (nota bene również autor książki „Poza lasem”), jeden z działaczy FUAN (Uniwersytecki Front Akcji Narodowej), którzy w 1975 roku nieśli trumnę Sergia do kościoła. Książka powstała „z potrzeby serca”, z chęci pozostawienia czegoś po sobie i przedstawienia młodszemu pokoleniu wzbudzających grozę „lat ołowiu”. Miała być to swego rodzaju przestroga przed brutalizacją życie politycznego. Pozostali autorzy to zafascynowani historią Sergia młodzi działacze Fronte della Gioventu (Front Młodzieży), młodzieżówki MSI (Włoski Ruch Społeczny).

Włoskojęzyczna wersja publikacji po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w kwietniu 1997 roku, oficjalna prezentacja odbyła się dokładnie 29.04., w dwudziestą drugą rocznicę śmierci Sergia. Od tego czasu książka była wznawiana aż dziewięciokrotnie

Kim właściwie był Sergio Ramelli? Na pierwszy rzut oka nikim wyjątkowym, jakich we Włoszech i na całym świecie było wówczas miliony. A jednak jego postać stała się swego rodzaju ikoną, inspiracją dla autorów spektakli, piosenek, a nawet komiksów. Śmiało powiedzieć można, iż Sergio jest kochany za to, że był „jednym z nas”, a jednocześnie pomimo szykan ze strony rówieśników pozostał wierny swoim poglądom.

Przypomnijmy, iż Sergio uczęszczał do technikum chemicznego „Ettore Molinari”, w piątym roku nauki dołączył natomiast do prawicowej organizacji Fronte della Gioventu. To właśnie jego poglądy polityczne były jego jedyną „winą”, która ściągnęła na niego nienawiść ze strony innych uczniów. Kiedy w jednym z wypracowań skrytykował działalność Czerwonych Brygad, jego praca ostatecznie nie dotarła do nauczyciela, rówieśnicy oskarżali go o rzekomą kradzież motorowerów i… a jakby inaczej, faszyzm. W lutym 1975 roku chłopiec zmuszony był do zmiany szkoły na prywatną. Niestety, nie rozwiązało to problemów. Młodzi komuniści nieustannie grozili Sergiu i jego rodzinie.

Prawdziwa tragedia rozegrała się jednak 13 marca 1975 roku, kiedy to dwóch działaczy komunistycznej Avanguardia Operaia zaatakowało chłopca, kiedy ten parkował przed domem swój motorower. Mordercy skatowali nastolatka, bijąc go po głowie kluczami warsztatowymi Hazet36. Klucze te były swego rodzaju symbolem, ulubionym narzędziem zbrodni lewicowych bojówek. Symbolem jest też wnoszone przez nich hasło „Hazet 36. Faszysto, gdzie jesteś?”. Ostatecznie Sergio trafił do szpitala uniwersyteckiego, gdzie przeszedł 5- godzinną operację. Agonia chłopca trwała 47 dni, jego serce przestało bić 29 kwietnia 1975 roku (bezpośrednią przyczyną śmierci było zapalenie płuc). Warto nadmienić, iż gdyby Sergio przeżył, najprawdopodobniej na skutek obrażeń mózgu do końca życia pozostałby niemy.

W mojej opinii ogromnym plusem recenzowanej tu książki jest fakt, iż bynajmniej nie jest to zwykła biografia ani książka historyczna traktująca o sytuacji politycznej Włoch lat 70. Autorzy postanowili bowiem ograniczyć do minimum swój własny wkład, a w większości oddali głos matce Sergia, ówczesnej włoskiej prasie, a także aktom sądowym. Wszystko to przenosi czytelnika w budzący grozę klimat tamtych czasów. Odczuwamy niemal na własnej skórze brutalizację życia politycznego i wszechobecny terror komunistycznych bojówek. Trudno również nie wzruszyć się przy poznawaniu historii Sergia oczami jego matki, kobiety, która nie dość, że straciła syna, to nawet jeszcze po jego śmierci odbierała telefony z pogróżkami sugerującymi, że reszta rodziny skończy tak samo. Grozę budzi również całkowity brak wyrzutów sumienia ze strony morderców chłopca (fałszywą skruchę okazali dopiero po 10 latach, kiedy zorientowali się, że wisi nad nimi groźba kary więzienia).

Pamiętać należy, że dla wielu Włochów pamiętających „lata ołowiu” nie są one zamkniętym rozdziałem, ale „otwartą i krwawiącą raną”. Sam Guido Giraudo mówi wprost, że czasy te nie mogą być przeszłością, bo „zbyt wiele śmierci, zbyt wiele cierpienia, zbyt wiele strachu i gniewu musieliśmy znosić”. Uważam, że historię Sergia powinni poznać wszyscy, którzy biorą czynny udział w życiu politycznym. Czy współczesną Polskę porównać można do Włoch lat 70.? Nie musimy co prawda stawiać czoła komunistycznym bojówkom, ale przecież jeszcze rok temu musieliśmy bronić kościołów przed „falą barbarzyńców”, którzy nie wiedzieli czym jest szacunek dla miejsc świętych i komunikowali się głównie za pomocą słowa „wypierdalać”. Przecież jeszcze niedawno jedna z posłanek lewicy informację o pobiciu i śmierci 35- letniego zakonnika skwitowała hasłem ”Dobrze mu tak”. Wszystko to daje podstawy do przypuszczania, że Polska też będzie mieć kiedyś swoje „lata ołowiu”…

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię