Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Małgorzata Jarosz: Solidarni z nauczycielami, budowlańcami i kasjerami

Posted: 17 kwietnia 2019 o 01:18   /   by   /   comments (4)

Trwający obecnie strajk nauczycieli budzi wśród Polaków skrajne emocje.

Jedna strona konfliktu podkreśla, że zawód nauczyciela jest zawodem wyjątkowo odpowiedzialnym. W końcu na nauczycielach cięży obowiązek edukacji naszych dzieci, a także pośrednio ich wychowania. Większość z nas przynajmniej częściowo zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że pracę nauczyciela docenić jesteśmy w stanie dopiero po latach, już jako osoby dorosłe. Nauczyciele mogli w końcu przynajmniej pośrednio przyczynić się do tego, kim jesteśmy teraz. Może zarazili nas pasją do danej dziedziny wiedzy, może byli dobrymi pedagogami, którzy skutecznie przygotowali nas do egzaminów. Ze strony uczniów jednak nauczyciel w zamian za trud włożony w pracę, otrzymuje jedynie szeroko pojęty brak sympatii (no bo jak można było zrobić kolejną niezapowiedzianą kartkówkę, jak można było wpisać uwagę za gadanie na lekcji), przeszkadzanie w wykonywaniu pracy czy w skrajnych wypadkach przemoc fizyczną lub psychiczną. Ponadto część społeczeństwa zdaje sobie sprawę z tego, że praca nauczyciela to nie tylko przeprowadzanie lekcji, ale również praca w domu (nie chodzi tu tylko o sprawdzanie sprawdzianów, czy przygotowywanie się do zajęć, ale mnóstwo tak zwanej pracy papierkowej). Podkreślić należy również, że przekazywanie wiedzy nie jest czynnością najłatwiejszą. Pedagog bardzo często musi stosować metodę “prób i błędów”, analizować, jakie metody nauczania są najbardziej skuteczne (co istotne, metody stosowane w danej klasie, niekoniecznie muszę przynosić tak samo dobre efekty w klasie równoległej).

Ze swojej pracy jest rzecz jasna rozliczany przez przełożonych, co samo w sobie jest oczywiście rzeczą słuszną, jednak współcześnie istnieje tendencja do przywiązywania zbyt dużej wagi do kompetencji nauczyciela. Nikt chyba nie ma jednak wątpliwości, że nawet najzdolniejszy nauczyciel nie jest lekarstwem na leniwego ucznia.

Przeciwnicy strajku również mają mocne argumenty. Pomijam tu smutny fakt, że strajk został upolityczniony i krytykują go przede wszystkim osoby deklarujące się jako zwolennicy PiS-u. Pomijam również uszczypliwe komentarze wyrażające sprzeciw wobec podwyżek dla „nierobów”, którzy ponoć zajmują się przede wszystkim piciem kawy w pokoju nauczycielskim. Z drugiej strony prawdą jest jest, że zawód nauczyciela jest zawodem wyjątkowo uprzywilejowanym i wywalczył sobie naprawdę dużo. I nie chodzi tu tylko o budzące zazdrość dwumiesięczne wakacje, ferie i inne dni wolne („przywilej” ten jest nieunikniony ze względu na charakter pracy). Nota bene zazdrość ta jest częściowo zrozumiała, bo spora część społeczeństwa dostaje urlop wtedy, kiedy może, nie wtedy kiedy chce. Przywileje dla nauczycieli gwarantuje tak zwana Karta Nauczyciela, kontrowersyjny dokument podpisany w 1982 roku (w późniejszych latach wielokrotnie nowelizowany). Kolejni ministrowie edukacji opowiadali się za całkowitym zniesieniem Karty, za każdym razem spotykali się jednak ze stanowczym sprzeciwem ze strony związków zawodowych.

Przyjrzyjmy się niektórym przywilejom gwarantowanym przez Kartę: urlop dla poratowania zdrowia (przyznawany co do zasady osobom pracujących w szkodliwych warunkach) – nauczyciel uzyskuje do niego prawo po przepracowaniu 7 lat, w wymiarze nieprzekraczającym jednorazowo roku, a łącznie w okresie całego zatrudnienia- 3 lat; czas pracy nauczyciela nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo (chodzi tu nie tylko o prowadzenie zajęć dydaktycznych, ale o wszystkie inne czynności, w tym również przygotowywanie się do zajęć); prawo do świadczenia kompensacyjnego, pod następującymi warunkami stażowymi: 30 lat okresów składkowych i nieskładkowych, niezbędny jest też warunek wiekowy — skończone 55 lat; prawo do licznych dodatków: za wysługę lat, motywacyjny, funkcyjny, za warunki pracy; prawo do nagród i innych świadczeń: dodatek za uciążliwość pracy, dodatkowe wynagrodzenie za pracę w porze nocnej, nagrody jubileuszowe, zasiłki na zagospodarowanie, odprawa (emerytalna, rentowa, z tytułu rozwiązania stosunku pracy), nagrody ze specjalnego funduszu nagród; dodatek mieszkaniowy lub wiejski; trzynastka; czternastka (pensja wypłacana przez samorządy w przypadku, gdy w poprzednim roku nauczyciel nie otrzymał przysługującej mu średniej pensji).

Nie ulega ponadto wątpliwości, że polski system edukacji cierpi na wiele bolączek. Stąd mniej lub bardziej słuszne postulaty nauczycieli powinny łączyć się z wołaniem o konieczne reformy. Nas, jako katolików i chrześcijańskich nacjonalistów, niepokoić powinien przede wszystkim świecki charakter szkoły. Pomimo tego, że ateistom nie udało się, jak dotąd wyrugować religii ze szkół, to podstawa programowa nie przewiduje wpajania uczniom wartości chrześcijańskich ani postaw patriotycznych. Największe znaczenie mają tu rzecz jasna przedmioty humanistyczne. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na lekcje WOS-u, na których uczniowie dowiadują się o rzekomych dobrodziejstwach demokracji i praw człowieka, a także że nacjonalizm to ponoć pogląd głoszący wyższość własnego narodu nad innymi. Podkreślić należy, iż przedmioty ścisłe również mogą stać się doskonałą okazją do wpajania uczniom pewnych wartości. Nauki przyrodnicze często inspirowały uczonych do podziwiania dzieła Stwórcy, a niekiedy nawet stały się drogą do Boga. Chodzi tu o wyciąganie pewnych słusznych wniosków: skoro im więcej badamy daną dziedzinę, tym bardziej skłonni jesteśmy do przyznania, że wiele pytań musi pozostać bez odpowiedzi, a wiele wcześniejszych też musi zostać obalona. Skoro więc świat jest tak bardzo skomplikowany, a jednocześnie tak bardzo uporządkowany (wszystkie zjawiska w przyrodzie pełnią istotną funkcję, nic nie dzieje się przez przypadek, bez celu), to znaczy, że musi mieć on swojego nieskończenie mądrego Stwórcę.

Współczesna szkoła zapomina niekiedy, iż choć pełni ona bardzo ważną funkcję w wychowaniu dzieci i młodzieży, to jednak pierwszeństwo mają tu rodzice oraz Kościół. Stąd wyeliminować należy zbyt duże wpływy organizacji pozarządowych, które próbują, mówiąc nieco kolokwialnie, “wepchnąć się do szkół” i przejmować zadania, do których kompetencje posiadają przede wszystkim rodzice. Najbardziej znanym przykładem jest Ponton, organizacja biorąca sobie za cel prowadzenie edukacji seksualnej. I choć nikt nie broni nam studiować anatomii człowieka czy zdobywać wiedzy na temat rozmnażania człowieka, to pewne tematy (takie, jak na przykład decyzja o rozpoczęciu życia seksualnego czy stosunek do antykoncepcji) zarezerwowane powinny być dla rodziców.

To oni w końcu są najlepszymi “ekspertami” od swoich dzieci, wiedzą, w jaki sposób rozmawiać z nimi na trudne tematy i kiedy w ogóle takie rozmowy zacząć.

Nauczyciele, a także wykładowcy na uczelniach, nie mają wątpliwości: poziom nauczania z roku na rok obniża się. Kwestia ta wiąże się rzecz jasna z trudnymi pytaniami, które częściowo muszą pozostać bez odpowiedzi: co zrobić, aby przed uczniem słabym lub przeciętnym nie stawiać zbyt dużych wymagań i nie zniechęcać ich do nauki, a jednocześnie nie krzywdzić ucznia zdolnego (niekoniecznie wybitnie zdolnego) i nie zamykać przed nim drogi rozwoju? W szkołach podstawowych kwestia ta jest dość prosta: jak sama nazwa wskazuje, powinny przekazywać one wiedzę podstawową (aczkolwiek pojęcie to jest dość niejednoznaczne), a uczniowie zdolni mogą poszerzać swoją wiedzę w ramach kół zainteresowań (za które nauczyciele powinni pobierać rzecz jasna stosowne wynagrodzenie). Co natomiast po szkole podstawowej? Bolączką współczesnego systemu jest brak szkół zawodowych. Niepokojące jest to, że uczęszczanie do szkoły zawodowej staje się niekiedy synonimem bycia tak zwanym nieukiem czy osobą niżej postawioną w hierarchii społecznej. My, jako narodowi radykałowie, powinniśmy nieustannie podkreślać to, że o miejscu w hierarchii nie decydują zdolności człowieka, ale jego charakter i zaangażowanie dla dobra Narodu. Naród nie ma przecież żadnej korzyści z osoby wykształconej, która odrzuca etykę katolicką i nie chce angażować się na rzecz Narodu, nie interesują jej sprawy sąsiadów, osób pochodzących z tej samej miejscowości czy znajdujących się w złej sytuacji materialnej (w końcu liberalizm zakłada atomizację społeczeństwa). Jednocześnie nie ulega wątpliwości, iż osoby zdolniejsze powinny mieć umożliwione warunki rozwoju. Warto jednak zwrócić uwagę, że licea ogólnokształcące są takimi tylko z nazwy, współcześnie istnieje bowiem tendencja do zawężania programu nauczania do jednego lub dwóch przedmiotów (np. biologii i chemii czy języka polskiego i historii). Czy słusznie?

Wojciech Kwasieborski, przedwojenny działacz RNR Falangi, zwracał uwagę, iż bolączką jego epoki był odwrotny problem — zdolnym humanistom w drodze do ukończenia szkoły przeszkadzała matematyka, dla tak zwanych ścisłowców problemem była natomiast szczegółowa nauka historii. Wydaje się, że w kwestii tej należy zachować tak zwany złoty środek. Przykładowo, uczniom wiążącym swoją przyszłość z naukami ścisłymi oszczędzić można wkuwania nieskończonej ilości dat albo nauki o dziejach starożytnego Egiptu. Nacisk stawiać należy jednak na naukę historii Polski. Ponadto warto pamiętać, iż historia wymaga niekiedy logicznego i analitycznego myślenia, stąd uczeń z tak zwanym ścisłym umysłem może mieć tu niemałe pole do popisu. Może analizować przyczyny pewnych wydarzeń czy procesów społecznych, może też wyciągać z nich wniosków, oceniać decyzje poznawanych na lekcjach postaci historycznych.

W dyskusji nad podwyżkami dla nauczycieli warto przytoczyć opinię dr. Jerzego Lackowskiego, dyrektora Studium Pedagogicznego UJ, krakowskiego i małopolskiego kuratora oświaty w latach 1992 – 2002 oraz byłego nauczyciela fizyki. Dr Lackowski, który doskonale zna realia polskich szkół, wypowiada się w tej kwestii jasno: Jestem przeciwny dawania podwyżek wszystkim po równo, podwyżki uzależnione powinny być od kompetencji nauczyciela. A podkreślić należy, że kompetencje i wiedza nauczycieli znajdują się niekiedy w stanie opłakanym. Zdarzają się przykładowo nauczyciele matematyki, którzy nie potrafią rozwiązać bardziej skomplikowanych zadań, nie potrafią przygotowywać uczniów do olimpiad czy konkursów. Powiedzieć trzeba również, że usunięcie nauczyciela ze stanowiska nie jest wcale proste i zdarza się stosunkowo rzadko.

Oczywiście, jako narodowi radykałowie podkreślać musimy, że na pensję wpływ mają nie tylko kompetencje, ale też potrzeby danego człowieka. Inaczej patrzyć należy więc na osoby samotne, inaczej na osoby posiadające rodziny. Tu pojawia się pytanie: ile zarabia nauczyciel? Z opublikowanych danych wynika, że pensja nauczycielska w zależności od stopnia zawodowego waha się od 3 000 do 5 000 złotych. Trzeba powiedzieć jasno: jak na warunki polskie nie jest to wcale mało. Kontrowersje wzbudza jednak niewspółmierność pensji do liczby wykonywanych obowiązków. Nauczyciel pracuje w końcu “cały czas”, nie tylko w szkole.

Osobiście trudno jest mi się solidaryzować ze strajkiem nauczycieli (zastrzegam, że jest to moja prywatna opinia i jestem otwarta na dyskusje w tej kwestii). Dlaczego? Ponieważ mam wątpliwości czy roztropnie jest domagać się wcale niemałych podwyżek przy jednoczesnej potrzebie niemałych reform w edukacji. Ponadto jako nacjonalista czuję się solidarna z całym Narodem, nie tylko z jedną, dość uprzywilejowaną grupą społeczną. Dlatego nie przekonują mnie argumenty — nauczyciel skończył ciężkie studia, należy mu się wysokie wynagrodzenie. Pojęcie “ciężkie” jest pojęciem względnym — dla osoby zdolnej skończenie studiów uważanych za trudne może być pestką, innej osobie trudność może sprawiać skończenie technikum lub szkoły zawodowej (i nie mówię tu o przypadkach osób leniwych). Nie możemy zgadzać się na faworyzowanie żadnej grupy zawodowej. Dlatego domagając się podwyżek dla nauczycieli, domagajmy się również podwyżek dla wszystkich tych, którzy nie mogą nawet marzyć o strajku (myślę tu o osobach pracujących w prywatnych firmach). I co najbardziej istotne, pamiętajmy, że na strajku najbardziej cierpią uczniowie. Odkąd pamiętam bolączką nauczycieli, były problemy z wyrobieniem się z materiałem.

Nauczycielu, pełnisz niezwykle ważną funkcję w pracy na rzecz Narodu. Oddajemy w Twoje ręce nasze dzieci, darzymy Cię zaufaniem – wierzymy, że chcesz wychować swoich podopiecznych na dobrych ludzi, na dobrych Polaków. Wiemy, ile wysiłku wkładasz w przygotowanie lekcji, wiemy, że pracujesz w pocie czoła, tak często zastanawiasz się, dlaczego ostatnie sprawdziany wypadły tak słabo, zadajesz sobie pytanie, czy może to Ty zrobiłeś coś nie tak, zastanawiasz się, czy dany materiał może należałoby wyjaśnić w inny sposób. Doceniamy to, że organizujesz koła zainteresowań dla uczniów zdolnych i zajęcia wyrównawcze dla uczniów słabych. Doceniamy to, że zabierasz nasze dzieci na wycieczki i zielone szkoły, chociaż tak często musi wiązać się to z organizacją opieki nad swoimi własnymi dziećmi. Wiemy też, że uczniowie niekoniecznie podzielają nasz szacunek do Twojej pracy. Przeszkadzają w prowadzeniu lekcji, obwiniają Cię za kolejną ocenę niedostateczną oraz nie darzą sympatią za niezapowiedziane kartkówki. Dlatego uważamy, że masz pełne prawo do wysokich zarobków. W dopominaniu się o własne prawa nie bądź jednak zbyt roszczeniowy, pamiętaj, że państwo zapewniło Ci już liczne przywileje.
Strajkuj, ale z głową, i przede wszystkim nigdy kosztem naszych dzieci.


Comments (4)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 17 kwietnia 2019 o 23:59 Dymitr Ogonowski

    Jak się domagać “podwyżek dla wszystkich”, to domagacie się po prostu dopisania zer na banknotach. To po co robić przejściowe zamieszanie w związku z inflacją? Najlepiej po prostu niech wszyscy dopiszą flamastrem ze trzy zera i jak ktoś zarabia 3000, to będzie zarabiał 3 miliony.

    Reply
  • 18 kwietnia 2019 o 00:20 Dymitr Ogonowski

    Ja jestem katolikiem od tej strony, że wierzę, że Jezus Chrystus powołał tylko jeden Kościół Powszechny (łacinizm w polskim – Katolicki), natomiast nie wybielam czynów wszystkich katolików w przeszłości i to wobec Polski. W telewizji TRWAM mówili, jakie to niby wspaniałe etycznie były Niemcy katolickie. I jak taki ktoś będzie uczył o najeździe Henryka II na Polskę Chrobrego w celu narzucenia haraczu i odebrania suwerenności? Kiedyś jeden z warszawskich proboszczów raz mówił o zagrożeniu germańskim (od czasów już Longobardów, to popierałem) a potem zachęcał, by wziąć w uroczystościach poświęconych Św. Henrykowi cesarzowi. A teraz są próby wybielania Krzyżaków. O gwałtach w Gdańsku przy tym nie wspominają. To już były czyny Krzyżaków uderzające nie tylko w polskość ale i w moralność chrześcijańską. Po prostu u niektórych jest podwójna lojalność. Zgadzam się z Dmowskim, że katolicyzm tkwi w istocie polskości. Ale Dmowski nie łączył ten z poparciem dla wszystkich dawnych katolickich hierarchów. Przeciwnie sprzeciwiał się dyplomacji Watykanowi Benedykta XV, który chciał by Polska była na stałe złączona z zaborcą austriackim. Trzeba by na historii Polskę łączono z katolicyzmem ale w taki sposób, jaki to robił Dmowski a nie wybielacze wszystkich dawnych katolików, również z państw wrogich Polsce.

    Reply
    • 18 kwietnia 2019 o 22:53 ıᛉı

      Tyle że nie wiem jaki jest cel wspominania o historii krzyżaków skoro nijak ona się ma do współczesności, może jeszcze wspomnimy o walkach na maczugi w prehistorii? Ani krzyżacy, ani cesarze niemieccy w swojej polityce i działalności wojennej nie odbiegali od innych władców, w tym władców Polski. Polscy władcy (w tym ci uznawani za historycznych bohaterów) tak samo w ramach wypraw wojennych plądrowali i zapewne zabijali mieszkańców atakowanych regionów, po prostu taki był duch tamtych czasów czy tego chcemy czy nie. Humanitaryzm i prawo wojenne rozwinęło się w epoce nowożytnej i rozwija się do dzisiaj.
      A największą głupotą jest łączenie perspektywy historycznej Polski z podbojami niemieckimi plemion słowiańskich mieszkających na zachód od Odry i Nysy Łużyckiej, w sensie uznanie podboju Łużyczan i Połabian za niemiecki i katolicki “antypolonizm”. W okresie kształtowania państwowości słowiańskich nie było miejsca na tożsamości panetniczne (Słowian, Germanów, Celtów etc.) Niejednokrotnie Polska sama walczyła z pogańskimi plemionami słowiańskimi razem z Niemcami.
      Wiem, że mój komentarz odbiega od tematu, ale poruszone przeze mnie kwestie natchnęły mnie do napisania tego komentarza.

      Reply
  • 18 kwietnia 2019 o 18:08 vbn

    Warto zauważyć tutaj, że wymiar czasu pracy nauczyciela z uczniami nie wynosi 40 godzin jak jest zawarte w karcie nauczyciela a stosunkowo mniej. Czas w jakim realizuje zajęcia wynosi od 18 do 27 godzin tygodniowo a pozostały czas jest poświęcany właśnie na realizację przygotowań do zajęć, sprawdzanie prac czy to spotkania z rodzicami.
    Nie przyrównujmy czasu jaki poświęca uczeń w szkole od 8 do 16 i dodatkowo jeszcze wieczorami przy pracy domowej do tego, ile czasu musi poświęcić nauczyciel.
    Dlaczego tak krytycznie podchodzę do tematu ? Moim zdaniem obecna korzystna koniunktura światowa i wypracowane nadwyżki powinny być rozsądniej rozdysponowane. Istnieją bardziej newralgiczne dla państwa sektory które wymagają dofinansowania, niż oświata.

    Reply