Wielu z nas nosi dumnie koszulki ze wzniosłym hasłem: „Sport, zdrowie, nacjonalizm”. Jest to rzecz jasna propozycja swego rodzaju alternatywy dla lewicowego „róbta, co chceta” w postaci spędzania wolnego czasu na pijaństwie i zażywaniu narkotyków. O tym, że sport jest niezbędny dla prowadzenia zdrowego stylu życia wiedzą wszyscy. Okazuje się jednak, że może on mieć znaczenie o wiele głębsze, a niekiedy bywa nawet niezbędny do rozwijania życia duchowego. W swoim artykule pragnę przybliżyć myśl Michała Christiana, autora interesującej książki pt. „Chrześcijańskie pojęcie sportu”.

Christian zwraca słuszną uwagę, iż chrześcijaństwo nie potępiało nigdy świata materialnego, dbało jedynie o postawienie składników naszej istoty na miejscu wyznaczonym przez Boga. Kościół poucza nas, że ciało ludzkie jest pełne wielkości, powagi i świętości, ale względem duszy jest tylko sługą i sługą powinno pozostać. Sam św. Paweł objaśniając wykładaną przez siebie naukę, niejednokrotnie czynił aluzje i porównania do świata sportu.

Do wychowania fizycznego dużą uwagę przykładał ks. Lacordaire, który swoje życie poświęcił wychowaniu młodzieży. Godło programu założonej przez niego szkoły w Soreze było następujące: „Wiara, nauka, ćwiczenia duszy i ciała”. Duchowny życzył więc sobie, aby jego podopieczni rozwijali się nie tylko moralnie i umysłowo, ale również fizycznie. Program ks. Lacordaire był o tyle innowacyjny, iż XIX- wieczna Francja zaniedbała bardzo wychowanie fizyczne młodzieży. Warto przytoczyć również fragment pisma ks. Lacordaire, adresowanego do wychowawców: „Człowiek we wszystkich swych działaniach, nie jest ani ciałem ani duchem; jest człowiekiem, to jest tą cudowną jednością utworzoną z dwóch treści ściśle zespolonych: treści cielesnej z treścią duchową”. Dzieło ks. Lacordaire kontynuował o.Didon. Stał on na stanowisku, iż dzieci, które pod względem fizycznym są niemrawe i leniwe, są takimi również moralnie. „Natury wojownicze są silne, a silni są dobrymi; że leniwi są chytrzy i słabi, a słabi są niebezpieczni, są bowiem fałszywi i podstępni”- nauczał. Sport ponadto wyzwalać ma siłę. Być silnym natomiast, nie zawsze oznacza być napastnikiem. Siła wyraża się raczej w wytrzymałości i cierpliwości. Duchowny zwracał również uwagę na konieczność przestrzegania obecnych w sporcie zasad. I tak każdy kto łamał zasady lub znęcał się nad przeciwnikiem, powinien być wykluczony. Postawa taka przekłada się na inne dziedziny życia, zwalcza wyrobione przez skłonną do kompromisów politykę elastyczności sumień.

O sporcie sporo pisał również papież Pius XI, który w młodości gorliwie uprawiał sport i spisał nawet swoje wrażenia ze wspinaczki (dzieło nosi tytuł „Moje wspinaczki”). Jeszcze jako biskup mediolański, pouczał młodzież swojej diecezji: „Bądźcie chrześcijanami, ale bądźcie mężami. Ćwiczcie się w nauce Ewangelii i ćwiczcie się w sporcie. Nie zaniedbujcie ani ciała ani duszy”. Jako papież zwracał jednak uwagę na liczne nadużycia i niebezpieczeństwa związane z ówczesnym światem sportu. Przykładowo, duch gwałtu nie ma przecież nic wspólnego z męstwem. Rzeczywiście, Michał Christian zwraca uwagę, że w jego czasach sportu nie uprawia się już celem osiągnięcia pięknych kształtów, ale celem zdobycia nagrody. Ponadto komercjalizacja sportu powiększa chciwość i żądze zysku. Autor zwrócił również uwagę na niebezpieczeństwo związane ze współzawodnictwem kobiet i mężczyzn. Owszem, kobiety również mają prawo uprawiać sport, jednak nie wszystkie dyscypliny korzystne i stosowne dla mężczyzn, stosowne są dla kobiet. Przykładowo, „kobiecą” dyscypliną może być tenis lub pływanie. Nie powinno się jednak rzecz jasna tworzyć drużyn mieszanych.

Christian w swoich rozważaniach nad związkiem duszy i ciała zauważa, iż dusza nie mogłaby działać doskonale, gdyby rozporządzała narzędziem uszkodzonym. I tak ciało wytrącone z fizycznej równowagi, staje się ciężarem dla ducha, jest przyczyną rozterek i cierpień. W życiu nadprzyrodzonym, ciało może stać się najlepszym przyjacielem, albo najgorszym wrogiem. Zdrowe ciało pomaga duszy w polocie nieskażonej myśli do Boga, w poszukiwaniu czystych skłonności i we wzniosłych dążeniach.

Przodujące stanowisko w życiu chrześcijanina należy rzecz jasna do duszy. Ciało należy zamienić w powolnego sługę i poddać je władzy duszy, podobnie jak oswaja się zwierzęta i czyni się z nich przyjaciół i pomocników. Dlatego tak ważne jest hartowanie ciała. Nie powinno się przyzwyczajać go do zbytnich wygód, wyrafinowanego pielęgnowania, okrywania zbytecznym odzieniem czy długiego wylegiwania się w łóżku. Takie zniewieściałe wychowanie wytwarza ustrój przewrażliwiony, wątły, łatwo buntujący się, tchórzliwy i załamujący się przy każdym wysiłku.

Sport nie może być jednak celem samym w sobie, jest on tylko i wyłącznie środkiem prowadzącym do celu. Dlatego człowiek uprawiający sport musi zdawać sobie sprawę, iż wykonuje obowiązek wymagany przez Stwórcę, i że posłuszny jest prawu rozwoju osobistego i społecznego. Ponadto człowiek zdrowy, wesoły i optymista, służy Bogu z większą swobodą i męstwem, niż osoba bezsilna i zgryźliwa.

Autor zwraca jednak słuszną uwagę, iż współczesny mu świat wyznacza sportowi zbyt wiele miejsca (co jest również chorobą naszych czasów). Przykładowo, wyścigi samochodów czy zawody wioślarskie, potrafią zakłócić cały bieg życia społecznego. Gazety pełne drobiazgowych szczegółów nieustannie karmią ludzką ciekawość. Równie szkodliwy jest swego rodzaju kult „bożyszczy” sportu. Owszem, rzeczą słuszną jest oklaskiwać zawodnika, jednak należy zachować w tym umiar. Podziw dla zawodników nie może wiązać się z zapomnieniem tych, którym ludzkość zawdzięcza bogactwa umysłowe i moralne.

Interesujące jest to, że Christian krytykuje obecne wówczas w ośrodkach wychowania fizycznego, tak zwane „koleżeństwo sportowe”. Jest to rodzaj świeckiej miłości bliźniego, która nie ma jednak początku w Bogu, źródle i celu wszelkiej miłości, ale w potrzebie materialnej. Jest to koleżeństwo oparte na celach przyziemnych, oparte na płytkich fundamentach. Rzeczywiście, praktyka pokazała, iż związek koleżeństwa, wynikający tylko z potrzeby znalezienia silnego zespołu w grze sportowej, nie może oprzeć się zazdrości o powodzenie. Autor porównał relacje międzyludzkie do świata chemii, gdzie rozróżnia się mieszaniny, w których składniki zachowują swoją odrębność, oraz związki będące nowym ciałem, o pierwiastkach ściśle zespolonych. I tak koleżeństwo sportowe podobne jest do mieszaniny, przyjaźń do związku chemicznego. Przyjaźń pomiędzy ludźmi nie może być bowiem swego rodzaju zbiorowiskiem serc i umysłów, których jedynym celem jest połączenie złych skłonności. Prawdziwe przywiązanie musi zrodzić się z w duszy pod wpływem piękna duchowego istot „zwabionych pokrewieństwem umysłowym”.

Pewnym niebezpieczeństwem może być również tak zwany „styl sportowy”. Pod pozorem, iż sport rozwija tylko ciało, wielu młodych jest zdania, iż aby wykazać ducha sportowego, należy zrzec się rozwoju moralnego, zaznaczać na każdym kroku swoją rubaszność. Osoby takie porównać można do rekrutów, którym wydaje się, że grubiańskość świadczy o duchu wojskowym. Dlatego tak bardzo ważne jest to, aby w różnego rodzaju związkach sportowych zwracać uwagę nie tylko na zdolności fizyczne, ale również na moralne.

Wychowawcza rola sportu polega między innymi na tym, że uczy on szacunku do hierarchii i posłuchu wobec przełożonych. Christian czyni tu aluzję do potężnego wojska, które złożone jest z różnorodnych oddziałów, z których każdy znajduje odpowiednie pole działania, stosownie do swoich uzdolnień. Podobna hierarchia istnieje w świecie sportu. Wszyscy nie mogą uprawiać każdego sportu, a w drużynie zajmować każdego miejsca. I choć wyrzeczenie się swoich marzeń i upodobań bywa niekiedy przykre, to sportowiec musi umieć stosować się do rozporządzeń ludzi, mających prawo rozstrzygać o jego uzdolnieniu. Jest to korzystne zarówno dla niego samego, jak i dla całej drużyny.

Sport uczy ponadto wstrzemięźliwości i trzeźwości. W tym miejscu widać chyba najlepiej zjednoczenie interesów duszy i ciała. Występki poniżające dusze, niejednokrotnie niszczą również zdrowie. Pijaństwo obarcza człowieka z godności, trunek osłabia mięśnie, a rozdrażnione nerwy prowadzą do zuchwałości, kłótni i nieczystości. Już św. Tomasz z Akwinu zalecał młodzieży powstrzymywanie się od alkoholu, aby uciszyć wrodzone popędy. Młodzież ma bowiem szczególny pociąg do uciech.

Przynależność do stowarzyszenia sportowego zawsze pociąga za sobą zapomnienie o sobie, zwycięstwo nad samolubstwem i pracę dla wspólnego dobra. Miłość bliźniego nakazuje natomiast zapomnieć o sobie, aby służyć innym. Przeciwieństwem miłości bliźniego jest natomiast pycha. Pyszałek we wspólnej sprawie pracuje tylko obłudnie, nie chce być podporą dla kolegów. Powodzenie w sporcie łatwo upaja niestety młodą wyobraźnię, kieruje serce ku pysze i samolubstwu. Dlatego tak ważne jest, aby chrześcijański sportowiec od początku uczył się pokory. Sukces nie daje bowiem nikomu prawa do gardzenia tymi, którzy mozolą się nad osiągnięciem odpowiedniego poziomu. Podkreślić należy jednak, iż pokora nie jest w żaden sposób równoznaczna z niedocenianiem swoich zalet czy niewykorzystaniem sił i możliwości. Człowiek niepewny siebie obniża tylko swoją wartość i jest na pół pokonany, jeszcze przed rozpoczęciem walki. Człowiek odważny natomiast, zna swoją wartość, pociąga innych swoją ofiarnością, prostotą i dobrocią.

Nie ulega wątpliwości, iż komercjalizacja sportu jest również chorobą naszych czasów. Niebezpieczny jest materializm i kult ciała, przy jednoczesnym zaniechaniu życia religijnego. Dlatego pamiętajmy o tym, iż sport, tak jak cały otaczający nas świat, jest tylko jednym ze środków, które mają pomóc nam w drodze do Boga. Jako narodowi radykałowie dbajmy również o wyrobienie w sobie ducha wojownika. Wojownika, który uczy się walczyć w pierwszej kolejności ze swoimi złymi skłonnościami, który zna swoje miejsce w hierarchii i liczy się ze zdaniem przełożonych.

 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię