Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Małgorzata Jarosz: „Tak bowiem powinieneś ją kochać, żebyś nigdy jej nie uderzył”, czyli o feminizmie jako przyczynie przemocy wobec kobiet

Posted: 11 stycznia 2019 o 13:46   /   by   /   comments (1)

Temat przemocy wobec kobiet powrócił do debaty społecznej wraz z próbą nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Zagadnienia takiego typu chętnie podchwytywane są przez środowiska feministyczne, które przemoc fizyczną stawiają na równi z całkowitym zakazem aborcji czy z ograniczonym dostępem do antykoncepcji (chodzi tu o klauzulę sumienia dla farmaceutów). Godne potępienia są również argumenty części szeroko pojętej prawicy, która próbuje wmówić nam, że problem przemocy domowej jest w Polsce problemem tak marginalnym, że nie warto się nim zajmować. W 2017 roku „Niebieską kartę” wypełniło 67 984 kobiet. Dane te nie odzwierciedlają rzecz jasna stanu faktycznego, ponieważ nie wszystkie ofiary mają odwagę zgłosić problem. Warto pamiętać również, iż mężczyźni nie mają monopolu na przemoc. Ze względu na dysproporcję sił mężczyźnie łatwiej jest co prawda zatrzymać rękę sprawcy, stąd przemoc ze strony kobiet, to przede wszystkim przemoc psychiczna (mowa tu o obrażaniu, poniżaniu, wyolbrzymianiu wad itp.), ale bynajmniej nie tylko. Część kobiet przyznaje się bowiem do zachowań takich jak szarpanie współmałżonka za włosy czy rzucanie przedmiotami. Problem ten nie jest jednak de facto ujęty w statystyki, mężczyźni bowiem niezwykle rzadko zgłaszają go odpowiednim organom.

Lewica próbuje wmówić nam, że odpowiedzialnością za przemoc wobec kobiet obarczyć należy tak zwany tradycyjny podział ról i uwarunkowania kulturowe, które przewagę w wielu kwestiach dają jednak mężczyźnie. W rzeczywistości za przemocą wobec kobiet stoi kryzys męskości. Winę za ten stan rzeczy ponoszą jednak niektóre kobiety. Przykładowo, próbuje wmówić się nam, że ciąża i urodzenie dziecka to tylko i wyłącznie sprawa kobiet. Jeżeli rzeczywiście tak jest, dlaczego więc mężczyzna ma poczuwać się do odpowiedzialności i utrzymywać żonę i dzieci? Sam brak szacunku nie staje się rzecz jasna przyczyną przemocy domowej. Zazwyczaj idzie ona w parze z alkoholizmem, narkomanią czy zaburzeniami psychicznymi. Nie bez znaczenia są również negatywne wzorce wyniesione z domu rodzinnego.

Nie możemy pozwolić na to, aby tak ważne zagadnienia zawłaszczone zostały przez lewą część sceny politycznej. W końcu to chrześcijaństwo od zawsze stawało w obronie godności kobiety. Zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła kobieta zobowiązana jest co prawda do posłuszeństwa względem swojego współmałżonka, jednakże absolutnie nie może wiązać się to z brakiem szacunku ani tym bardziej z przemocą. Przeciwnie, wyższa pozycja mężczyzny wiąże się z większą odpowiedzialnością i z troską o kobietę. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment kazania Peregryna z Opola (śląski dominikanin z przełomu XIII/XIV wieku): „Tak bowiem powinieneś ją kochać, żebyś nigdy nie powiedział jej złego słowa i nigdy jej nie uderzył. Ale obawiam się, że wielu jest takich, którzy w gospodzie, uniósłszy się gniewem, chętnie wdaliby się w bójkę. Nie mają wszakże odwagi uderzyć tego, kto im ubliżył, gdyż wiedzą, że ten uderzony oddałby im pięścią. Oni to po przyjściu do domu za krzywdę, która ich spotkała w gospodzie, mszczą się na żonie. Chwyciwszy ją wtedy za włosy, ciągną z kąta w kąt. Dlatego miłość winna być taka, żebyś zarówno słowem, jak i uczynkiem nie traktował żony źle. Winieneś bowiem pamiętać, że dla ciebie opuściła ojca i matkę i poszła za tobą. To właśnie powiedział Bóg Adamowi, kiedy została stworzona Ewa. Winieneś ją również kochać tak, żebyś jej zapewnił wszystko to, co sobie, tj. ubranie, pożywienie i mieszkanie. Ale obawiam się, że wielu jest takich, którzy nie pozostawiają żonom żadnej swobody w tych sprawach, wszystko przed nią zamykają, tak że niekiedy nie może zaspokoić potrzeby swoich dzieci, ani nie ma na zapłacenie za łaźnię.”

Nie można oczywiście zaprzeczać, iż w historii zdarzały się przypadki, kiedy to doświadczająca przemocy kobieta usłyszała z ust kapłana jedynie tyle, że musi dźwigać swój krzyż. Niemniej jednak to przede wszystkim Kościół prowadzi instytucje takie jak domy samotnej matki czy ośrodki dla ofiar przemocy. Środowiska feministyczne nie robią w tej kwestii absolutnie nic. Ich działalność ogranicza się do wykrzykiwania wulgarnych haseł na ulicach. Nie ulega wątpliwości, iż postulaty feministek de facto zabrały kobiecie prawo wyboru do bycia gospodynią domową i matką rodziny wielodzietnej (mówię tu rzecz jasna o polskich warunkach, bowiem na Zachodzie problem ten wygląda nieco inaczej). Mężczyzna bardzo często nie jest w stanie samodzielnie utrzymać rodziny. Przedsiębiorcza kobieta może „realizować się” poprzez pracę w korporacji na kierowniczym stanowisku lub poprzez prowadzenie własnej działalności. Pytanie tylko, czy satysfakcja wynikająca z „samorealizacji” może zastąpić szczęście wynikające z macierzyństwa?

Kwestia kobieca zajmowała niemało miejsca w pismach przedwojennych działaczy narodowych. Przykładowo, Maria Rzętkowska, szefowa Sekcji Kobiecej RNR „Falanga”, podkreślała, iż ustrój postulowany przez narodowych radykałów jest bardzo sprzyjający dla rodziny. OeNeRowcy (pomimo pewnych różnic, zarówno ONR ABC, jak i w RNR Falandze) dążyli, i po dziś dążą do tego, aby jak najwięcej Polaków posiadało swoje własne warsztaty pracy. Warsztat taki prowadzony miałby być przez ojca rodziny, którego praca ma na celu utrzymanie żony i dzieci. W systemie wolnorynkowym wszystko uzależnione jest od „kaprysów wielkiego kapitału”, który wyrzuca na bruk tysiące osób, pozbawiając ich tym samym źródła utrzymania. Rzętkowska poruszała również problem kobiet, które ze względu na niskie zarobki męża zmuszane są do pracy zarobkowej. Podkreślała, że osoby, które nazywają to „szczęściem” czy „wyzwoleniem” nie widziały „zżartych płuc kobiet z fabryk chemicznych” ani „powykręcanych rąk kobiet z warsztatów”. Lekarstwem na ten stan rzeczy miała być zasada upowszechnienia własności. Większe zakłady pracy miałyby być przekazane spółdzielniom lub kooperatywom, robotnicy zostaną w ten sposób zwolnieni z utrzymywania właścicieli fabryk i zagranicznych pośredników czy dostawców. Rozwiązanie to zwiększyłoby pensje robotników, a co za tym idzie, zwolniłoby kobiety z konieczności pracy zarobkowej.

Warto wspomnieć również o działalności Sekcji Kobiecej hiszpańskiej Falangi, na której czele stała słynna Pilar Primo de Rivera, siostra Jose Antonio. Falangistki podkreślały, iż podstawowym powołaniem kobiety jest bycie żoną i matką, kobieta powinna chcieć mieć dużo dzieci. Kobieta, wychowując dzieci, wychowuje poniekąd swój kraj. O ile ojciec powinien wpoić swoim dzieciom miłość do ojczyzny, tak do kobiety należała przede wszystkim nauka religii, a także wpojenie typowej dla niewiast wrażliwości. Co ciekawe, to kobieta uznana została przez falangistki za silniejszą psychicznie, stąd to przede wszystkim na niej leżała odpowiedzialność za trwałość małżeństwa. Praca zarobkowa dozwolona była jedynie dla kobiet niezamężnych, które zmuszone były do zapracowania na własne utrzymanie. Do typowo kobiecych zawodów należał między innymi zawód nauczycielki, pielęgniarki lub telefonistki.
Sekcja Kobieca dużą uwagę przywiązywała do działalności społecznej wśród Hiszpanek. Falangistki odpowiedzialne były za Pomoc Społeczną, w ramach której prowadzono jadłodajnie, schroniska dla żebraków czy organizowano wakacje dla robotnic. Niezwykle interesująca była funkcja tak zwanych krzewicielek wiejskich, które prowadziły działalność wśród kobiet wiejskich (chodzi tu przede wszystkim o edukację dotyczącą higieny, walkę ze śmiertelnością dzieci itp.).

Podsumowując, wynikający z tradycyjnej nauki Kościoła oraz z uwarunkowań kulturowych tradycyjny podział ról nie ma żadnego wpływu na przemoc wobec kobiet. Przeciwnie, przyczyny tej należy upatrywać się w odejściu od wiary katolickiej, w grzechach. I nie chodzi tu tylko o przemoc fizyczną, która często powiązana jest z uzależnieniem od alkoholu czy od narkotyków. Na kobietę, która z natury przeznaczona jest do rodzenia i wychowywania dzieci, nałożono dodatkowe obowiązki w postaci pracy zarobkowej. Ciąża bardzo często wiąże się z obawą przed wyrzuceniem z pracy, przed brakiem zrozumienia ze strony szefa. Psycholodzy i pedagodzy nie mają wątpliwości, iż wysłanie dziecka do żłobka czy przedszkola nigdy nie zastąpi przebywania z matką. Rozłąka ta prowadzi więc do rozluźnienia więzów rodzinnych. Kobiecie zabrano możliwość bycia swego rodzaju strażniczką domowego ogniska — podobnie jak jej współmałżonek, spędza ona w pracy minimum 8 godzin, a z dziećmi niekiedy jedynie mija się w drzwiach (bo i dzieci mają bardzo napięty grafik, przeładowany dodatkowymi zajęciami).

Jako nacjonaliści głoszący ideę narodowego solidaryzmu powinniśmy zwalczać wszelkie przejawy przemocy w rodzinie, a także starać się pomagać ofiarom (np. poprzez prowadzenie akcji na rzecz domów samotnej matki). Nagłaśnianie problemu, czy nawoływanie, aby ofiary nie wstydziły się zgłaszać problemu do odpowiednich instytucji, nie zastąpi jednak dawania dobrego przykładu, promowania katolickiego modelu rodziny. Wzorem niech będzie dla nas Święta Rodzina z Nazaretu.

Czytaj także

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 11 stycznia 2019 o 18:44 Dymitr Ogonowski

    Jak mężczyzna by zgłosił organom państwa, że go żona szarpie za włosy, to według mnie w ogóle byłby śmieszny. Co do przemocy wobec kobiet, to ja bym nie stosował, gdybym miał żonę. Po prostu zawsze wychodziłem z założenia, że tylko można się z taką ożenić, którą naprawdę się kocha. Nie znalazłem takiej chętnej na mnie. Więc mnie ten problem nie dotyczy. Natomiast ja bym nie wspierał kobiet, których biją mężowie. Nie wtrącał bym się w sprawy czyjejś rodziny (Jakby krzywda się działa dziecku to, co innego.) A tak może żona chcieć go zdradzić, mimo ważnego ślubu kościelnego, więc się mógł chłop zdenerwować i jej przyłożyć.:) A co do rodziny z Nazaretu, to wierzymy, że Pan Jezus był bez grzechu własnego (Mały Jezus to w ogóle był bez grzechu, bo nie przyjął jeszcze na siebie grzechów wszystkich ludzi) i wierzymy, że Matka Boska była bez grzechu, ale poza tym, to niewiele wiemy. Pan Jezus w sprawie pójścia do Świątyni nie pytał o pozwolenie, a potem po powrocie do Nazaretu się słuchał. Ksiądz, który mnie uczył religii w czasach, kiedy byłem w podstawówce, interpretował to, że 12 letnie dziecko nie musi się słuchać rodziców, gdyby mu chcieli zabronić iść do kościoła, bo np. byliby niewierzący.

    Reply