W ostatnich latach coraz większa liczba wiernych zaczyna dostrzegać kryzys Kościoła spowodowany szeroko pojętym modernizmem. Katolicy na całym świecie dostrzegają, iż pozbawiono ich dostępu do nieskażonej herezją liturgii, a źle pojęty ekumenizm czy postulowanie rozdziału państwa od Kościoła nie ma nic wspólnego z postawą katolicką. Kwestia odpowiedzi na kryzys wzbudza jednak niemałe kontrowersje. Z jednej strony w wielu parafiach w Polsce tworzy się duszpasterstwa dedykowane katolikom przywiązanym do Mszy tradycyjnej, z drugiej jednak coraz większa liczba wiernych decyduje się na uczęszczanie do kaplic Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. W swoim artykule postaram się scharakteryzować swego rodzaju spór pomiędzy dwoma „stronnictwami” (zaznaczam, iż opowiadam się bezdyskusyjnie po stronie Bractwa).

 

Aby móc zrozumieć stanowisko Bractwa, należy w pierwszej kolejności przyjrzeć się bliżej historii posoborowej reformy liturgicznej, a także historii walki o ponowne przywrócenie Mszy tradycyjnej. Przypomnijmy, iż wszystko zaczęło się 3 kwietnia 1969 roku, kiedy to papież Paweł VI wydał Konstytucję Apostolską „Missale Romanum”, która wprowadzała w życie nowy mszał. Zmiany w liturgii od początku powodowały jednak opór ze strony wielu wiernych. I tak na przykład w 1970 roku do Watykanu wpłynęła petycja podpisana przez angielskich katolików. Co ciekawe, wśród sygnatariuszy znaleźli się również protestanci, w tym między innymi znana pisarka Agatha Christie. Ponoć to właśnie z sympatii do jej twórczości papież Paweł VI wyraził zgodę na tak zwany indult (stąd indult angielski nosi niekiedy nazwę Agatha Christie indult ). Ostatecznie jednak celebrowanych zostało tylko kilka Mszy. Rok 1970 to również moment powołania do życia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

 

W 1984 roku wydany został natomiast indult Quattuor Abhinc Annos. Rzym zgodził się wówczas na dopuszczenie Mszy tradycyjnej, jednak tylko i wyłącznie za zgodą miejscowego biskupa. Istniał natomiast jeden warunek: „Ma być rzeczą niebudzącą wątpliwości i publicznie wiadomą, że tacy kapłani i tacy wierni nie mają nic wspólnego z tymi, którzy podają w wątpliwość prawomocność i doktrynalną poprawność Mszału Rzymskiego promulgowanego przez Papieża Pawła VI w 1970 r..”

Obostrzenie to jest, rzecz jasna, policzkiem wymierzonym w Bractwo.

 

Kolejną ważną datą w historii walki o Mszę był rok 1988, kiedy to wydana została słynna konstytucja Motu proprio Ecclesia Dei aflicta, która powołała do życia specjalną komisję (tak zwana komisja Ecclesia Dei), mającą na celu współpracę ze środowiskami związanymi dotychczas z FSSPX. Na mocy powyższej konstytucji powstało między innymi Bractwo św. Piotra, złożone z kapłanów będących do tej pory członkami Konfraterni założonej przez abp Lefebvre. Pod komisję Ecclesia Dei podlegało wiele innych bractw i zgromadzeń zakonnych, między innymi Instytut Dobrego Pasterza, Franciszkanie Niepokalanej czy Benedyktyni z Cenacle. Komisja została rozwiązana w styczniu 2019 roku, od tej pory instytucje te podlegają bezpośrednio pod Kongregację Nauki Wiary. Warunki funkcjonowania pozostają jednak niezmienne: zakaz poddawania w wątpliwość doktrynalnej poprawności nowej liturgii. Choć w praktyce sytuacja może przedstawiać się niekiedy nieco inaczej, to jednak aspekt prawny zakazuje krytyki Novus Ordo Missae.

 

Momentem przełomowym był niewątpliwie rok 2007, Benedykt XVI wydał wówczas słynne Summorum Pontificum, „uwalniając” w ten sposób Mszę tradycyjną. Przypomnijmy, iż zgodnie z tym dokumentem Mszę tradycyjną może celebrować każdy kapłan, bez konieczności uzyskania odpowiedniej zgody ze strony biskupa. Choć decyzja Ojca Świętego była swego rodzaju krokiem milowym i poskutkowała wysypem kapłanów i wiernych wykazujących zainteresowanie tradycyjną liturgią, to jednak, jak wkrótce zobaczymy, omawiany tu dokument nie jest niestety wolny od kompromisów. Benedykt XVI uczynił bowiem rozróżnienie na „ryt zwyczajny” i „ryt nadzwyczajny”, celebrowana od wieków Msza tradycyjna ma być po po prostu nadzwyczajnym wyrazem modlitwy wyrażonej w rycie posoborowym. Mało tego, w 2011 roku wydana została specjalna instrukcja, która mówi jasno, iż wierni proszący o celebrację „formy nadzwyczajnej” nie powinni popierać grup wyrażających sprzeciw co do prawowitości „formy zwyczajnej”. Instrukcja nie mówi o tym wprost, jednak prawodawca ma rzecz jasna na myśli Bractwo św. Piusa X. Jak widać, choć przez lata na pozór wiele się zmieniło, to jednak zasadnicza kwestia pozostaje niezmienna: wierni mogą czuć się przywiązani do Mszy tradycyjnej, jednak nie może wiązać się to z kwestionowaniem prawowitości zmian posoborowych.

 

Pamiętać należy, iż choć obecnie dostęp do Mszy tradycyjnej jest stosunkowo łatwy (praktycznie w każdym większym mieście przynajmniej raz na jakiś czas celebrowana jest taka Msza), to do niedawno uczestnictwo w niej było prawie niemożliwe, biskupi co do zasady nie wyrażali zgody na jej celebrację. Choć Benedykt XVI w swoim Summorum Pontificum pisze wprost, iż Msza tradycyjna nigdy nie została zniesiona, to nie ulega wątpliwości, iż papież Paweł VI stawiał sobie za cel właśnie zniesienie jej: „Nasze rozporządzenia mają teraz i w przyszłości mieć ważność i moc prawną przy jednoczesnym zniesieniu wszelkich przeciwnych konstytucji i rozporządzeń naszych poprzedników”- podkreślał. Ojciec Święty nie mówi tego wprost, jednak chodzi tu rzecz jasna o bullę św. Piusa V, „Quod primum tempore”, ustanawiającą Wieczny Kanon Mszy Świętej , a konkretnie o jej następujący fragment:

 

„Ponadto, na mocy treści niniejszego aktu i mocą Naszej Apostolskiej władzy, przyznajemy i uznajemy po wieczne czasy, że dla śpiewania bądź recytowania Mszy św. w jakimkolwiek kościele, bezwzględnie można posługiwać się tym Mszałem, bez jakichkolwiek skrupułów sumienia lub obawy o narażenie się na karę, sąd lub cenzurę, i że można go swobodnie i zgodnie z prawem używać. Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat”.

 

Po lekturze powyższego fragmentu zadajmy sobie pytanie: czy katolicy przywiązani do Tradycji rzeczywiście zasłużyli na złe traktowanie ze strony hierarchów? Czy próba uciszenia kapłanów Bractwa była uzasadniona? Odpowiedź jest chyba dość oczywista. A jednak pomimo prześladowań stanowisko Bractwa jest bezkompromisowe. Na temat przyczyn odrzucenia posoborowej liturgii możnaby napisać osobny artykuł. Pamiętajmy jednak, iż celem jej powstania było zadowolenie protestantów, miała ona uczynić zadość wymogom ekumenizmu. Stąd celowo usunięto z niej elementy wyrażające wiarę w rzeczywiste Przeistoczenie czy w Mszę jako uobecnienie Ofiary Chrystusa. Pamiętajmy również, iż Bractwo, w przeciwieństwie do innych zgromadzeń przywiązanych (rzekomo) do Tradycji, staje nie tylko w obronie Mszy, ale również w obronie tradycyjnego nauczania Kościoła. Dla nas, jako działaczy ONR-u, szczególnie ważna jest kwestia relacji na linii Kościół- państwo. Przesiąknięci modernizmem hierarchowie nie głoszą już niestety doktryny o społecznym panowaniu Chrystusa Króla…

 

1 KOMENTARZ

  1. Tradycja jest bardzo piękna, a Bractwo to bardzo gorliwi wyznawcy. Jedyny problem, to gdy mówią na temat Kościoła (w sensie: posoborowego) – wtedy przesadą często zniechęcają wiernych.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię