W niniejszym artykule pragnę przybliżyć Czytelnikom postać Michała Grajka (1883-1947), działacza niezwiązanego co prawda z endecją ani z Obozem, jednak reprezentującego podobne poglądy na kwestie społeczno- gospodarcze.

Grajek rozpoczął swoją działalność na emigracji w Nadrenii. Ponad 20 lat pracował jako górnik, w marcu 1903 roku związał się ze Zjednoczeniem Zawodowym Polskim. Był bardzo aktywnym przedstawicielem mniejszości polskiej, zakładał szereg towarzystw kulturalno-oświatowych.

Podczas I wojny światowej powołany został do armii niemieckiej, którą opuścił w listopadzie 1918 roku. W kwietniu 1920 wybrany został natomiast na prezesa Związku Górników ZZP. Jako działacz silnie angażował się w organizację strajków wymierzonych w niemiecki kapitał. W 1928 uzyskał mandat senatora RP z ramienia Narodowej Partii Robotniczej. Po 1934 przeszedł natomiast na stronę sanacji i w 1935 roku został senatorem z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem.

Od sierpnia 1946 roku pełnił funkcję wiceprezesa Zarządu Głównego Stronnictwa Pracy. Zmarł 17 sierpnia 1947 roku w Katowicach, gdzie został pochowany.

Grajek swoje poglądy na kwestie społeczno-gospodarcze wyłożył w broszurze pt. „Zagadnienia płac z punktu widzenia chrześcijańsko-społecznego”.

Autor zauważa, iż kapitalizm podzielił społeczeństwo na dwie klasy: właścicieli i pozbawionych wszelkiej własności. Podkopał również materialną egzystencję i sproletyzował miliony jednostek dla nadmiernego wzbogacenia niewielkiej liczby majętnych przedsiębiorców.

Grajek dowodzi, iż każda epoka miała swoją kwestię socjalną. Swoje rozważania zaczyna od starożytnej Grecji, pierwowzoru kultury europejskiej, a zarazem stosunków polityczno-społecznych przepełnionych duchem kapitalizmu. Obroty zbożem i niewolnikami wzbogacały bowiem spekulantów i stwarzały coraz większe różnice majątkowe.

Jedynym starożytnym narodem, który nie miał u siebie kwestii socjalnej był naród żydowski. Ustrój teokratyczny, łączący życie państwowe z religią i systemem moralnym, wprowadził takie urządzenie gospodarcze, które nie pozwoliły na całkowite zubożenie ludu.

Zdaniem autora proces powstawania proletariatu nowożytnego rozpoczął się dopiero u schyłku XVI wieku, kiedy Anglia za panowania Henryka VIII zniosła klasztory. Mnóstwo ludzi zostało wówczas pozbawionych chleba, a wraz ze zniesieniem poddaństwa włościanie masowo usuwani byli z roli.

W XX wieku źródłem proletaryzacji miała być natomiast koncentracja kapitałów, czego dokonywał przemysł i handel kosztem szerokich mas. Człowiek powraca w ten sposób do starożytnych kategorii myślenia, opiera się bowiem o porządek praw naturalnych, z wykluczeniem religijnego realizmu. Przenosi się to również na życie gospodarcze, wszelkie funkcje ustroju nastawione są tylko na zysk.

Każdy obieg procesu gospodarczego przynosi nadwyżkę i zysk, ale do kieszeni zgarnia je sam przedsiębiorca. Z jednej strony napływa zysk, z drugiej natomiast strata w postaci chorób, kalectwa i starości. Masa robotnicza nie ma niestety widoków na polepszenie swojego jutra, ponieważ na pięty następuje jej wielka armia bezrobotnych i naturalny przyrost rąk do pracy.

Rozwiązanie opisanego problemu leży w interesie obu stron, również w interesie kapitalistów. W końcu w walce konkurencyjnej słabszy pada ofiarą silniejszego. Jeśli przedsiębiorca troszczy się o swoje narzędzia, maszyny czy zwierzęta pociągowe, powinien tym bardziej troszczyć się o robotnika. Grajek pisze wprost: jeśli przedsiębiorca operuje niską płacą zarobkową, jego warsztat powinien zostać zlikwidowany. Wynagrodzenie powinno nie tylko zapewnić pracownikowi utrzymanie się, ale również umożliwić nabycie chociaż niewielkiej własności.

Na straży sprawiedliwości stoi VII przykazanie Boże. Według powszechnego rozumienia odnosi się ono przede wszystkim do biednych, aby nie naruszali mienia bogatych. Pytanie: czy zasada ta nie powinna działać również w drugą stronę? Czy bogaci nie krzywdzą biednych, skoro jedni opływają w dostatek, a drudzy żyją bez żadnej własności? Być może bogaci po prostu przywłaszczyli sobie w nadmiernej ilości korzyści z dóbr doczesnych, choć przecież Bóg przeznaczył je dla wszystkich ludzi.

Grajek podkreśla, iż w swoich rozważaniach nie odwołuje się do socjalizmu, ale do katolickiej nauki społecznej. Zwraca uwagę na międzynarodowe konferencje, w lipcu 1928 roku odbyła się konferencja w Kolonii, wcześniej natomiast podobne wydarzenia miały miejsce w Konstancy i Antwerpii. Konferencja kolońska wydała następujące oświadczenie: „Warstwa robotnicza czuje się zawsze jeszcze ubogą tak duchowo, jak i materialnie i żąda innej sprawiedliwości co do swojej egzystencji”.

Niestety, powyższa proklamacja została chłodno przyjęta przez pracodawców. Nazwali ją socjalną rewolucją, chrześcijańsko-rewolucyjnym problemem, a postawione postulaty uznali za wtrącenie się robotników w cudze sprawy.

Kwestią wynagrodzenia za płacę zajmowały się w przeszłości różne teorie ekonomiczne. Merkantylizm, kierując się nauką o eksporcie, jako źródle dobrobytu, stawiał żądanie, by zarobki były jak najniższe. Reakcją wobec merkantylizmu była doktryna o wolności rozwoju praw naturalnych, czyli fizjokratyzm, który dał podstawę dla tak zwanej klasycznej szkoły ekonomicznej, czyli liberalizmu ekonomicznego. Dzieło o tym systemie wydał Adam Smith pod tytułem „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodu”. Pozycja ta sprawie płacy robotniczej poświęca osobny rozdział. Wynagrodzenie za pracę traktowane jest jak cena każdego innego towaru wystawionego na sprzedaż. Nie może być ono regulowane zasadą sprawiedliwości, ale zasadą podaży i popytu na rynku pracy. Popyt na siły robocze zależy od ilości kapitału, który daje robotnikowi pracę. Popyt na pracę wzrasta tylko przy zwiększonym kapitale. Gdy więc kapitałowi da się wolną rękę, umożliwi konkurencję, wtedy podniesie się również dobrobyt, a tym samym na mocy prawa podaży i popytu podniesie się płaca robotnika.

Zasady te rzecz jasna nie sprawdziły się w praktyce, wraz z rozwojem przemysłu położenie robotników stopniowo ulegało pogorszeniu. Grajek zwraca uwagę na poglądy innego przedstawiciela szkoły liberalnej, Davida Ricardo. W swoim dziele pod tytułem „Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania” wyłożył zasady, które chyba nawet współcześni zwolennicy wolności gospodarczej uznaliby za barbarzyńskie. Uważał on, iż niskie płace robotnicze nie są niczyją winą, ale prawem natury. Pociągają bowiem za sobą nędzę, głód i choroby, a tym samym również zmniejszenie liczby małżeństw i liczby dzieci. Liczba robotników stopniowo zmniejsza się, powodując jednocześnie zwiększenie płac dla szczęśliwców, którym udało się przeżyć.

Odpowiedzą na liberalną teorię była rzecz jasna druga skrajność w postaci socjalizmu. Doktryna ta de facto jednak w ogóle nie zajmowała się zagadnieniem płac, ale za naczelne hasło obrała sobie walkę z własnością prywatną. W państwie socjalistycznym obowiązywać miałby przymus pracy, ale, co należy podkreślić, nie chodzi tu o jakąkolwiek czynność, ale o pracę mechaniczną, gospodarczą i produktywną. Każdy musiałby pracować w przemyśle i rolnictwie, po to, aby wytworzyć sobie ilość dóbr służących do zaspokojenia potrzeb. Nie będzie pana i sługi, zniknie burżuazyjna nierówność.

Lekarstwem na liberalizm i socjalizm powinna być rzecz jasna katolicka nauka społeczna. Grajek zauważa, iż praca fizyczna w pogańskim świecie greckim i rzymskim traktowana była jako cecha człowieka o niższej wartości. Dla Adama Smitha czy Karola Marksa była natomiast tylko materialnym czynnikiem produkcji, który z czasem niszczy się i nie stanowi treści i radości życia.

Zupełnie inaczej do pracy fizycznej podchodziło natomiast chrześcijaństwo. W końcu sam Chrystus wystąpił przed ludźmi jako syn cieśli i przez część życia parał się rzemiosłem. Praca dla chrześcijanina jest środkiem zarabiania na chleb powszedni. Jeśli płaca nie wystarcza natomiast na utrzymanie rodziny, wówczas wykonywana praca nie jest sprawiedliwa.

Grajek w swoich rozważaniach odwoływał się również do encykliki „Rerum novarum” autorstwa papieża Leona XIII. Ojciec Święty podkreślał wyraźnie, iż praca ludzka nie może być towarem, jest ona bowiem zawsze nierozdzielnie powiązana z człowiekiem. Płaca robotnika nie może być ponadto uzależniona od stosunków podaży i popytu na pracę, czyli de facto od podstępnych i oszukańczych spekulacji giełdowych. Autor zauważa również, iż praca musi wystarczać na zaspokojenie wszystkich potrzeb życiowych, nie tylko prymitywnych środków takie jak mieszkanie, żywność czy odzienie. Miarą potrzeb ludzkich jest bowiem kulturalny stan narodu i danej warstwy społecznej.

Grajek w swoich rozważaniach stosuje co prawda liczne uproszczenia – nie ulega wątpliwości, iż historia ludzkości nie jest nieustanną walkę klas. Wiele jego spostrzeżeń wydaje się jednak być słuszna, a opisywane przez niego problemy dostrzegamy również w czasach współczesnych. Lekarstwem na niełatwy los szeregowych pracowników nie może być jednak bezduszny kapitalizm, a wysokość wynagrodzenia nie może uzależniona być od gry popytu i podaży. Podstawą do naprawy stosunków społeczno-gospodarczych musi być natomiast ponowna chrystianizacja społeczeństwa, która zmieni relacje na linii pracownik – pracodawca.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię