Założenie struktur narodowych w podkrakowskich Myślenicach było ciężkim zadaniem. Pomimo tego, iż tylko 10% mieszkańców było Żydami, większa część gospodarki opierała się tylko na nich, oprócz tego posiadali 5-ciu radnych. Nawet wójt Antoni Basara był zagorzałym przeciwnikiem narodowców. Wszelkie próby założenia jakichkolwiek struktur związanych ze Stronnictwem Narodowym, kończyły się klęską, wszystkie były blokowane przez starostwo. Problemem w Polsce był też terror policyjny, władze sanacyjne również walczyły z narodowcami, którzy byli dla nich konkurencją i zagrożeniem, pojawia się tutaj sprawa chociażby zabójstwa Wawrzyńca Sielskiego, jednego z działaczy SN. Taki obrót spraw spowodował, że Adam Doboszyński przeprowadził tzw. wyprawę Myślenicką, zwaną też po prostu marszem na Myślenice. W nocy z 22 na 23 czerwca 1936r. Adam Doboszyński wraz z grupą około 70 narodowców wybrał się do Myślenic, by przeprowadzić demonstrację polityczną, sprzeciwiającą się dyskryminacji narodowców na tamtych terenach.

Jeszcze zanim wkroczono do miasta, A. Doboszyński nakazał przecięcie drutów telegraficznych, po to, aby nikt z zewnątrz nie dowiedział się od razu o całym zajściu. Narodowcy podzielili się na 3 grupy. Wkroczono do miasta 23 czerwca o godzinie 3:30. Pierwsza grupa na czele z Doboszyńskim udała się na posterunek policji, natrafiono tam na jednego policjanta, którego pobito, a budynek przeszukano. Po znalezieniu broni, posterunek zdemolowano. Druga grupa miała za zadanie w tym czasie zniszczyć sklepy żydowskie na rynku, ale szybko się rozproszyła, więc ich robotę wykonała również grupa pierwsza. Większość towarów żydowskich została spalona na środku rynku. Trzecia grupa miała natomiast za zadanie podpalić bożnicę, jednak się to nie udało i niestety pozostawiono tylko wypaloną dziurę w podłodze. Później Doboszyński wraz z wybraną przez siebie grupą udał się do mieszkania Antoniego Basary, które zniszczyli, a sam starosta nie przyznał się, kim jest, tylko skłamał wraz ze swoją gospodynią, że jest tutaj tylko gościem. Cała akcja trwała godzinę, więc o 4:30 grupa zaczęła się zbierać i udała się w kierunku Poręby, gdzie o godzinie 10 zarządzono odpoczynek. Około godziny 15 do Poręby dotarły oddziały pościgowe policji, w wyniku strzelaniny dwóch narodowców zostało rannych, z czego jeden zmarł później w szpitalu. Doboszyński kazał cofnąć się wszystkim, później wraz z kilkoma towarzyszami próbował zaatakować policję z prawej strony, niestety reszta została już otoczona i rozproszona. Doboszyński wydostał się i wraz z grupą dziewięciu osób wymaszerował w kierunku gór Łysiny. Idąc m.in. przez Mszanę Dolną i Porębę Wielką dotarli do schroniska w Starych Wierchach, gdzie podpisał się w książce pamiątkowej. Niestety w Zubrzycy Dolnej doszło do kolejnej strzelaniny, w której zginął następny narodowiec, reszta grupy rozeszła się i Doboszyński kontynuował podróż w pojedynkę. Gdy dotarł do Zawoi, ukrywał się tam. Mimo iż mógł uciec do Czechosłowacji, postanowił się ujawnić, by nie zostawiać swoich kolegów i samemu wytłumaczyć podczas procesu, dlaczego podjął się takiej sprawy.

Pierwszy proces rozpoczął się 29 maja 1937r. i dotyczył on wyłącznie towarzyszy Doboszyńskiego, wyrok wydano 5 czerwca, gdzie skazano 36 oskarżonych, w późniejszym czasie skazano jeszcze kilku, a niektórym podwyższono wyroki. Proces Doboszyńskiego rozpoczął się 14 czerwca 1937r., podczas jego trwania w Krakowie odbywały się manifestacje narodowców, na których wygłaszane były postulaty o uwolnienie Doboszyńskiego. On sam podczas rozprawy wyjaśnił, dlaczego podjął się takich metod, jego adwokaci wykonali bardzo dobrze swoją pracę, ponieważ został uniewinniony ze wszystkich dwunastu postawionych mu zarzutów, niestety Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok i nakazał przenieść rozprawę do Lwowa. Drugi proces odbył się w lutym 1938r. Ława przysięgłych uznała jedynie zarzut wtargnięcia na posterunek policji w celu zabrania stamtąd broni, został za to skazany na 3,5 roku pobytu w areszcie.

Do dzisiaj wyprawa na Myślenice jest uznawana przez wielu za akt antysemityzmu w wykonaniu narodowców, nie zapominajmy jednak, iż to nie wyznanie było jej powodem. Było nim wyzyskiwanie biedoty mieszczaństwa polskiego i utrudnianie rozpowszechniania idei narodowej, co nie mogło spotkać się z aprobatą. Doboszyński podjął kroki, które były konieczne i zostałyby podjęte wobec każdego, jeśli tylko szkodziłby narodowi. Pamiętajmy również, iż żaden Żyd nie stracił życia, a poniesione straty były wyłącznie materialne.

1 KOMENTARZ

  1. Reżim pomajowy był represyjny i też często sprzyjał Żydom i Ukraińcom. Jednak w odróżnieniu od III RP, II RP była państwem w pełni suwerennym. Nie wysługiwała obcym państwom ani im nie podlegała.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię