Jednym z najciekawszych współczesnych myślicieli jest niewątpliwie amerykański futurolog Alvin Toffler (1928-2016). Swoje zainteresowania badawcze zogniskował on wokół problematyki technologii, cyfryzacji i rewolucji w formach komunikacji. Był nie tylko teoretykiem, ale nade wszystko praktykiem, zależało mu bowiem aby to o czym pisze, znajdowało przełożenie na konkretne zmiany w rzeczywistości społecznej. Stąd mówi się, że reprezentuje on naukę stosowaną, a dobrze współgra z tym fakt, iż interesujący nas uczony współpracował z amerykańską armią, mając wpływ na opracowanie jej doktryny wojennej w latach osiemdziesiątych XX wieku.

Toffler był bystrym obserwatorem otaczającego go świata i zauważał, że postępująca informatyzacja i upowszechnianie się nowych technologii zmieniają zarówno jednostkę, jak i społeczeństwo. Komputer i jego masowe zastosowanie w różnych sektorach życia, w tym przez media, powoduje, że świat przeistacza się w globalną wioskę. Rodzi się ponadto szum informacyjny, a człowieka zasypuje tak ogromna ilość danych, że nie jest on w stanie nad nimi zapanować. Nowatorskie urządzenia zmieniają oblicze gospodarki i profil przemysłu, lecz nie w każdym miejscu Ziemi zmiany postępują w równym tempie.

Historiozofia Tofflera opiera się na wyróżnieniu trzech następujących po sobie, choć mogących też ze sobą współistnieć i sąsiadować, fal technicznych. Pierwsza, czyli fala agrarna, związana była z pojawieniem się rolnictwa i przejściem na osiadły tryb życia. Zrewolucjonizowało to wówczas ludzkie życie i przyniosło sporą modyfikację w porównaniu z życiem pierwotnych łowców i zbieraczy. Po niej nastąpiła fala przemysłowa, którą zainaugurowały doniosłe wynalazki, jak na przykład druk czy skonstruowanie maszyny parowej. Industrializacja przyspieszyła ludzkie życie i zintensyfikowała produkcję. Pojawiły się nowe środki transportu, a świat zaczął się zacieśniać. Społeczeństwo podlegało natomiast uniformizacji. Masowe wytwarzanie towarów sprawiło, że ludzie na odległych względem siebie obszarach mogli prowadzić podobny tryb życia i nosić nieomal identyczne ubrania. Obecnie jesteśmy zaś świadkami wzmagania się trzeciej fali, która wiąże się z rewolucją informatyczną. Powstają nowe technologie, dzięki którym możliwe staje się szybkie i masowe komunikowanie się. Naturalnie zmienia to również oblicze społeczeństwa, którego fundamentem okazują się wiedza i zarządzanie informacją. Masowa produkcja i przemysł ciężki, na przykład metalurgiczny czy wydobywczy, tracą na znaczeniu. Symbolicznie miejsce „niebieskich kołnierzyków” zajmują „białe kołnierzyki”. Niegdyś wielką siłą byli proletariusze, a dziś o wiele bardziej liczą się menedżerowie, technokraci, informatycy, ekonomiści czy pracownicy ośrodków badawczych.

Poszczególne fale, zdaniem Tofflera, zachodzą jednak na siebie, tak iż na świecie współwystępują cywilizacje o profilu rolniczym, industrialnym czy usługowo-informatycznym. Trzecia fala jest w fazie kształtowania się, choć bez wątpienia ma tendencję wzrostową i obejmuje swym zasięgiem coraz szersze zakątki globu, a także kolejne sfery życia indywidualnego i zbiorowego. Sprawę ułatwia globalizacja, która ujednolica warunki w poszczególnych krajach. Wciąż możemy jednak mówić, że na przykład cywilizacja Zachodu jest bardziej stechnicyzowana niż afrykański interior. W związku z tym, że fale, o jakich pisze Toffler, przenikają się, to nie da się uniknąć napięć między poszczególnymi formami życia społeczno-gospodarczego. Społeczeństwa agrarne, przemysłowe i technologiczne często nie przystają do siebie nie tylko ekonomicznie, ale też mentalnie i kulturowo. Ktoś, kto jest informatykiem w wielkiej międzynarodowej korporacji, ma niewiele wspólnego z prostym rolnikiem uprawiającym pole ryżowe na obszarze Chin.

Jak otwarcie przyznaje Toffler, trzeciofalowe społeczeństwo rodzi się zatem w walce z wcześniej ukształtowanymi formami życia zbiorowego. Ludzie tworzący trzecią falę to wysoce wyspecjalizowani fachowcy. Ich kapitałem jest skomplikowana wiedza techniczna, którą zdobywają przez wiele lat studiów. Umiejętności, jakie posiadają, stają się cenione bardziej, aniżeli przydatność robotników. Ci ostatni są więc najbardziej zagrożeni przez napierającą trzecią falę i narastającą komputeryzację. Roboty i sztuczna inteligencja wyręczają dziś pracownika w wielu zadaniach, stąd siła mięśni i kreatywność rzemieślnika czy przemysłowca przestają się liczyć. Pracownicy fizyczni tracą swoje atuty, a wielu z nich zagrożonych jest bezrobociem. Powstaje armia ludzi zbędnych z punktu widzenia rynku pracy. Wobec tego nie ma nic dziwnego w tym, że czują się oni zagrożeni, a w nowych technologiach i gwałtownych zmianach gospodarczych widzą coś negatywnego. Podobnie na industrializację patrzyli niegdyś rolnicy. Niemniej jednak współcześnie najpoważniejsza wydaje się walka między industrializmem i informatyzmem. Toffler uważa przy tym, że przyszłość należy do nowoczesnego społeczeństwa trzeciofalowego.

Co ciekawe, informatyczno-konsumpcyjne społeczeństwo oparte na wiedzy i zaawansowanych technologiach zrazu zwróciło się w kierunku przyrody, dostrzegając powagę kryzysu ekologicznego. Zauważono, że cywilizacja przemysłowa, w której ważną rolę odgrywały ekstensywne zakłady fabryczne, doprowadziła do degradacji środowiska naturalnego i podkopania biologicznych fundamentów egzystencji człowieka. Dostrzeżono dzięki temu wartość życia i natury, co zaowocowało powstaniem zróżnicowanych strategii ochrony przyrody.

Największym przeobrażeniem było jednak to, że zamiast zysku i surowców zaczęły liczyć się przede wszystkim wiedza i kompetencje. Najważniejszym dobrem trzeciofalowego społeczeństwa okazuje się wszakże informacja. Chodzi o to, aby jak najszybciej ją przekazywać i jak najwydajniej spożytkować. Przedsiębiorstwa mają być nade wszystko innowacyjne i kreatywne, dostosowując się sprawnie do wahań rynku. W cenie są głównie pracownicy umysłowi przetwarzający symbole i wykazujący się dużymi umiejętnościami logiczno-rachunkowymi. Praca fizyczna, jakkolwiek w jakimś stopniu musi być nadal wykonywana, gwałtownie traci jednak na znaczeniu. W związku z tym zanika proletariat, a w jego miejsce pojawia się „intelektualiat”. Mniej istotne stają się ponadto bariery czasu i przestrzeni, ponieważ przesyłanie informacji nieustannie przyspiesza. Modyfikuje się również charakter własności, bo nie chodzi już tylko o posiadanie licznych nieruchomości, ale przede wszystkim o bycie bogatym w kapitał intelektualny.

Wszystko to prowadzi też do zmian w tkance społecznej i sposobach życia. Przy okazji modyfikuje się również świadomość indywiduów. Człowiek trzeciofalowy musi być jednostką nieustannie uczącą się i stawiającą na doskonalenie swoich cech osobowościowych. Większe znaczenie przestaje mieć płeć, ponieważ tężyzna fizyczna mężczyzn i specyficzna dla nich emocjonalność okazują się nieistotne przy nadzorowaniu specjalistycznych maszyn. W przeszłość odchodzi zatem tradycyjny model rodziny i wyróżniona rola ojca. Ogół tych zmian, jakkolwiek dokonujących się często brutalnie i nie bez udziału walki, oceniany jest przez Tofflera pozytywnie. Amerykański futurolog ufa, że nadejście trzeciej fali położy kres podziałom na lewicę i prawicę czy socjalizm i kapitalizm. Wyrośnie nowa ideologia oparta na szacunku do twórczości i kreatywności, wysoce zintelektualizowana i prodemokratyczna. Ludzie staną się bardziej racjonalni, przez co porzucą praktykowany dotychczas eksploatatorski stosunek do przyrody. Poczną bowiem szanować zasoby, a jednostki staną się bardziej wszechstronne i świadome swoich obowiązków.

Nie sposób jednak nie spytać o kwestię zasadniczą. Czy wszystkie jednostki wytrzymają ten trzeciofalowy wyścig, który każe bez przerwy podkręcać swoje kompetencje i gromadzić informacje? Jaki ma być cel tego wszystkiego? Jak słusznie zauważa polski eko-filozof Henryk Skolimowski (1930-2018), wzrost informacji i wiedzy nie musi wiązać się z pogłębianiem mądrości jednostki. Nasza pustka egzystencjalna, nerwice, lęki i poczucie braku sensu zdają się nawet rosnąć wprost proporcjonalnie do tego, jak przybywa nowych technologii i zdobyczy nauki. Nie jest też aksjomatem, że postęp materialno-technologiczny wychodzi człowiekowi na dobre. Głębsza refleksja nad techniką i jej społeczną rolą prowadzi do wniosku, że system techno-naukowy podkopuje ludzką wolność i ograbia nas ze spontaniczności.

Gruntowną krytykę postępującej informatyzacji, robotyzacji i technicyzacji rzeczywistości społecznej przeprowadził Ted Kaczynski. Ten anarchoprymitywista i samotny bojownik o wolność i godność człowieka, jak mało kto i z niezwykłą przenikliwością, dostrzegł nędzę ludzi żyjących w cywilizacji naukowo-technicznej. Ta ostatnia potrzebuje jednostki biernej i wiernej, poddającej się kieratowi odczłowieczającej pracy, która każdego dnia wstanie wczesnym rankiem, pójdzie do biura czy fabryki, potulnie słuchać będzie szefa, następnie grzecznie wróci do domu, wypocznie przed telewizorem lub łącząc się z Internetem, a przede wszystkim nasyci się reglamentowanym przekazem medialnym. Technologia, zdaniem Kaczynskiego, z jednej strony autentycznie poprawia jakość życia, czyniąc je wygodniejszym, lecz z drugiej strony zwiększa kontrolę nad wszystkim, co robimy. Już korzystanie ze zwykłej karty kredytowej zapisuje nasze ruchy i pozostawia ślad w miejscach, gdzie dokonaliśmy transakcji. Monitoring śledzi nas we wnętrzach budynków i na ulicach. Smartfony, które ułatwiają nam komunikację z innymi osobami, a także oferują rozrywkę w postaci gier i ciekawych aplikacji, dają natomiast wrogiej wobec nas władzy możliwość namierzenia nas w każdym niemal miejscu globu.

Krótko mówiąc, technologia zwiększa możliwości kontroli ludzkiego zachowania, sprawiając, że coraz mniej zostaje nam swobody. Ujarzmia się każdą sferę naszego życia: myśli, słowa i czyny. Opresji poddaje się nawet, a może nawet przede wszystkim, ludzką seksualność. Widzimy, jak dyskurs naukowy obraca się tu przeciwko człowiekowi i wyróżnia cały katalog przyjemności, które są rzekomo niewłaściwe i zdrożne, a przez to naznaczane łatką „zaburzeń parafilnych” i niekiedy przeznaczanych orzeczeniami psychiatrów i seksuologów do przymusowego „leczenia”. Niekoniecznie, jak dowodzi Kaczynski, rozmaite ograniczenia wprowadza się ze świadomym zamiarem stłamszenia jednostek i ograbienia ich z wolności. Często bowiem kontrolę nad ludźmi i ich umysłowością intensyfikuje się, podając zupełnie racjonalne – przynajmniej na pierwszy rzut oka – argumenty. Konkretne ograniczenia i restrykcje mają stanowić odpowiedź na jakiś problem, jak na przykład alkoholizm, narkomanię czy zmniejszenie przestępczości. Szczególnie cyniczne ze strony polityków okazuje się szermowanie hasłem zabiegania o „bezpieczeństwo obywateli”. Pod pretekstem zwiększania nakładów na bezpieczeństwo wzmacnia się instytucje, które bezpośrednio stosują przymus wobec ludzi i uderzają w ich wolność, zdrowie i życie. Chodzi tu o agresywne i posiadające konwencjonalnie zalegalizowany monopol na przemoc organy przymusu, takie jak wojsko, żandarmeria, policja czy służba więzienna. W niewoleniu jednostek biorą jednak udział także inne agendy państwa, o czym świat mógł się przekonać przy okazji pandemii koronawirusa z pierwszej połowy 2020 roku, kiedy to do zakładania masek (symbolicznych kagańców) na twarze ludzi rękę przykładali też pracownicy szpitali czy straży pożarnej. Być może przedstawiciele służb mundurowych są tymi, po których najbardziej widać prymitywną służalczość i deficyt wolności, lecz zniewolenie przez system techno-naukowy dotyczy każdego człowieka w nowoczesnych społeczeństwach. Za cenę komfortu i materialnej wygody wyzbywa się on niezależności i autentyczności. Kiedy zrobi coś wbrew – zaznaczmy, że najczęściej absurdalnym czy wręcz głupim – przepisom prawa stanowionego, zostaje boleśnie i nieproporcjonalnie wysoko do szkodliwości czynu skarcony i poddany irracjonalnemu ostracyzmowi społecznemu, który ma na celu odstraszenie od podobnych „występków” inne indywidua.

Przyjmując krytyczne uwagi Kaczynskiego, rysuje się więc przed nami wizja nader pesymistyczna, albowiem trzecia fala okazuje się kolejnym krokiem prowadzącym do ograniczenia i tak mocno już nadwątlonej wolności człowieka. Cóż nam bowiem po technicznych usprawnieniach i szybszym obiegu informacji, kiedy nie wolno nam kochać i radować się życiem tak, jak chcemy?

2 KOMENTARZE

  1. Odnoście masowego wzrostu szpiegostwa dzięki technologii – jest na to sposób! Technologii nie da się zatrzymać, ale można srogo karać każdą osobę o mentalności szpiegowskiej. Każdego kretyna, który wydaje decyzje typu: nagrywaj, sprawdzaj, śledź. Kara więzienia i tyle. To by pomogło!

  2. @pl80 To będzie możliwe kiedy w większości krajów władze przejmą nacjonaliści.Obecnie takie kurwy pracują w służbach i tropią niepokornych.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię