Newsletter subscribe

Wiara

Marcin Murzyn: Czy można zobaczyć duszę?

Posted: 15 kwietnia 2019 o 17:39   /   by   /   comments (1)

Biorąc pod uwagę fakt, że w wielu religiach duszę uważa się za byt niematerialny, pytanie o możliwość uzyskania empirycznego potwierdzenia jej występowania wydaje się zaskakujące lub zgoła absurdalne.

Tego rodzaju pogląd zdają się zresztą umacniać koncepcje filozoficzne Sokratesa (470-399 p.n.e.) i Platona (427-347 p.n.e.). Pierwszy twierdził, że dusza, będąc właściwym człowiekiem i jego „ja”, jest siedzibą cnót, a tym samym przysługuje wyłącznie jestestwu ludzkiemu. Natomiast drugi był zdania, że dla duszy znamienne są zjawiska związane z tak typowymi dla człowieka procesami, jak myślenie, samoświadomość czy refleksja. Sokrates i Platon upatrywali w duszy esencję człowieka, pojmując ją jako bezcielesnego mieszkańca naszego bycia, który, co prawda decyduje o kwestiach behawioralnych, ale zasadniczo dotyczy wewnętrznych i niedostępnych dla innych doświadczeń „ego”. Te ostatnie mogą zostać co najwyżej wyrażone w formie dźwiękowej, językowej lub graficznej, lecz dla jednostki stanowią coś bezsprzecznie intymnego, a przeto niepoddającego się obserwacji z zewnątrz.


Tymczasem okazuje się, że dostrzeżenie obiektywnie istniejącej duszy umożliwia nam empiria. Dusza nie jest więc tylko iluzją umysłową, albowiem do jej pojęcia możemy dojść wskutek obserwacji procesów życiowych, a przede wszystkim zjawisk rozwoju i regeneracji. Dokonywana przy pomocy organów zmysłowych percepcja wybranych procesów biologicznych daje naszemu intelektowi wgląd w rzeczywistość konkretnej i osobniczej duszy. Ludzkie poznanie ma bowiem charakter zmysłowo-intelektualny. Dzięki naszym zmysłom podobnie jak zwierzęta, zauważamy akcydentalne aspekty przedmiotu i rozmaite zjawiska. Zarówno kot, jak i człowiek dostrzega ruch opiłków żelaza pod wpływem magnesu, ale tylko ten drugi – dzięki światłu swojego intelektu – jest w stanie zrozumieć, że przebieg percypowanego fenomenu związany jest z istnieniem pola magnetycznego.

Obserwując rozwój i funkcjonowanie organizmów żywych, wyraźnie widzimy, że nie są to zjawiska chaotyczne, lecz skorelowane w czasie i zintegrowane. Integracja różnorodności w jedności, która dla istot żywych zdaje się czymś naturalnym, rodzi pytanie o stojący za nią czynnik. Dla Arystotelesa (384-322 p.n.e.) i św. Tomasza z Akwinu (1225-1274) owym czynnikiem jest dusza, która kształtuje, organizuje i ożywia ciało. Fundamentem, na podstawie którego ukuwamy jej pojęcie, są zatem nade wszystko zjawiska biologiczne, jakie dostrzega się nie tylko w przypadku ludzi, ale też u roślin i zwierząt.


Już w starożytności pogląd taki prezentował Stagiryta, który w swej refleksji filozoficznej uwzględniał, rejestrowane przy pomocy zmysłów, zjawiska biologiczne, poddawane w dalszej kolejności eksplanacji za sprawą oglądu intelektualnego. W sposób szczególny zainteresowała go embriogeneza kurczęcia, toteż powtórzył on eksperyment zaprojektowany wcześniej przez Hipokratesa (460-370 p.n.e.), który polegał na obserwacji zmian, jakie zachodzą we wnętrzu jaja. Wykorzystał do tego celu ponad 20 jaj, które dał do wysiadywania kwokom, a następnie każdego dnia, aż do momentu wykluwania się, roztłukiwał jedno z nich, aby zbadać zawartość. Przez pierwsze trzy dni, licząc od początku wysiadywania, nie dało się dostrzec większych zmian, a środek wypełniała stosunkowo jednorodna zawartość, którą określamy jako białko i żółtko. Po trzecim dniu w białku pojawiał się jednak „krwawy punkcik”, z którego następnie zaczynały wyrastać maleńkie i kręte „żyły”. W kolejnych dniach widoczna stawała się główka z wydętymi oczami, a także nieproporcjonalnie mały korpus. Dziesiątego dnia wszystkie części ciała kurczęcia były już wyraźnie dostrzegalne, chociaż nadal to głowa zdawała się elementem najbardziej rozrośniętym. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiały się również wnętrzności, a w dwudziestym dniu kurczę stawało się zdolne do wydawania głosu. Arystoteles mógł obserwować oczywiście wyłącznie zjawiska makroskopowe, gdyż dopiero nowoczesne techniki badawcze odsłoniły w embriogenezie dostęp do poziomu mikrocząsteczek, lecz było dla niego jasne, że organy ciała powstałe wcześniej, nie mogły być przyczyną kształtującą organy pojawiające się później. Epigeneza, czyli postępujący wzrost złożoności zarodka w trakcie embriogenezy, wymaga – zdaniem Stagiryty – jakiegoś czynnika, który kształtowałby poszczególne części z homogenicznego początkowo materiału. Przy czym element kształtujący i organizujący musiał być obecny w jaju od samego początku jego rozwoju, bo inaczej zauważalna w nim dynamiczna niepodzielność byłaby niezrozumiała.


Warto zaznaczyć, że owa dynamika formy żywej jest wielopoziomowa, a okiem nieuzbrojonym w specjalistyczne przyrządy badawcze dostrzec można tylko warstwę makroskopową. Pozostałe poziomy – mikromolekularny, makromolekularny czy organelli komórkowych – dostępne są za pośrednictwem lup i mikroskopów (optycznych, elektronowych bądź skaningowych). Przy czym bez względu na to, czy dają się spostrzec bezpośrednio, czy też dopiero dzięki narzędziom, jawią się jako nierozerwalna jedność.


W przeciwieństwie do dynamizmów materii nieożywionej istoty żywe odznaczają się dynamiką wsobną. Wybuchy wulkanów, powstawanie cyklonów czy spadanie kamieni są sytuacjami, w których przyczyna ruchu jest wobec poruszających się rzeczy czymś zewnętrznym. Natomiast w przypadku form żywych odnotowujemy wewnętrzne i autonomiczne źródło ich dynamiki. I tak na przykład nasionko rośliny wrzucone w żyzną glebę niejako samo buduje swoje korzenie, łodygę, a także liście mogące później absorbować energię świetlną. Świeżo złożone ptasie jajo składa się z białka i żółtka, tak iż nie ma w nim choćby śladu wyspecjalizowanych części ciała. Jego wnętrze od otoczenia oddziela twarda skorupka, ale podczas wysiadywania zachodzą w nim złożone procesy budowania systemów krążenia krwi, pobierania pokarmu i lokomocji, a wszystko to zależy od wewnętrznej dynamiki zapłodnionej komórki. Bobry, w celu wzniesienia żeremi i tam, w sposób selektywny ścinają drzewa, a ich fragmenty umieszczają w odpowiednich miejscach. Przykłady ilustrujące dynamikę immanentną form żywych można by mnożyć, jednak niezależnie od tego, jakiemu organizmowi przyjrzymy się bliżej, w każdym rozpoznamy selektywność i tendencję do budowania struktur skorelowanych ze względu na ich ostateczną funkcję lub rolę. W widocznej na pierwszy rzut oka różnorodności działań – po chwili namysłu – dostrzegamy również głęboką jedność i podporządkowanie części należytemu funkcjonowaniu całości – swoistą służebność względem konkretnego osobnika. Zdaniem Arystotelesa wyjątkowo wyraźnie widać to w przypadku tego, co dziś nazywamy przemianą metaboliczną. Obecna jest ona już u roślin, które co jakiś czas regenerują się, tak iż na przykład stare gałązki zastępowane są przez nowe. Krakowski filozof przyrody Piotr Lenartowicz (1934-2012) stwierdza, że przypomina to fontannę w kształcie wachlarza, która pozornie – zwłaszcza z większej odległości – wydaje się nieruchoma, lecz faktycznie owa nieruchomość jest efektem ciągłego ruchu cząsteczek wody wylatujących pod wpływem ciśnienia w górę, a następnie opadających na dno zbiornika. Makroskopowy wygląd fontanny nie jest jednak skutkiem dynamiki immanentnej, gdyż zależy od czynników zewnętrznych, takich jak działanie zbiornika wody i pole grawitacyjne. Na samą fontannę składają się zaś identyczne cząsteczki H2O, między którymi nie można dostrzec integracji, dopasowania i korelacji, jakie zachodzą w wypadku form żywych. W tych ostatnich dochodzi wszakże do sytuacji, w których mikrocząsteczki selektywnie układane są w makrocząsteczki składające się na organelle komórkowe. Powstałe struktury ulegają degradacji, lecz na ich miejsce wchodzą nowe, dzięki czemu wszelkie skaleczenia organizmu zostają zreperowane i odrestaurowane, włącznie z DNA (rzecz jasna tylko wtedy, gdy komórka ma dostęp do surowca strukturalnego i energetycznego). Przy czym wymiana mikrocząsteczek w komórce dokonuje się w sposób immanentny, tak iż źródło odnowy jest w niej samej, a nie – jak w fontannie tworzonej przez cząsteczki wody – na zewnątrz.


Tym, co wyróżnia dynamikę biologiczną i w ogóle byt ożywiony, jest ogromna selektywność. Doskonale ilustruje ją mechanizm zdobywania pokarmu przez strzelczyka – słodkowodną rybę, która żywi się strącanymi przez siebie z przybrzeżnej roślinności owadami, pająkami, a nawet niewielkimi jaszczurkami. Strzelczyk dokonuje tego poprzez wystrzelenie z pyska na odległość kilkudziesięciu centymetrów strumienia wody, który powala ofiarę i sprawia, że staje się ona dla ryby łatwym łupem. Nie działa on jednak na oślep, a w sposobie zdobywania przez niego pokarmu ujawniają się swoiste konieczności biologiczne: strukturalne, które wiążą się z jego budową anatomiczną oraz behawioralne (poznawczo-manipulacyjne). Słodkowodny strzelczyk, którego przywołujemy w naszym przykładzie, nie mógłby zdobyć pożywienia, gdyby nie miał pyska o odpowiednich wymiarach i kształcie. To jednak nie wszystko, albowiem bez orientacji w otoczeniu i umiejętności oceny masy ofiary, odległości i kąta wystrzału strumienia wody oraz miejsca, w które spadnie owad bądź jaszczurka, również musiałby on obejść się smakiem. Owe konieczności biologiczne są oczywiście odmienne dla każdego gatunku i zależą od natury konkretnej substancji żywej. Jednakowoż faktem jest, iż w przypadku każdego bytu ożywionego dochodzi do złożonego procesu selekcji. Ujawnia się on już u bakterii, które budując służące im do poruszania się silniczki wprawiające w ruch wicie lokomocyjne, wykazują stosunkowo skomplikowane mechanizmy behawioralne i wewnętrzną dynamikę. Znamionującą organizmy żywe selektywność jeszcze wyraźniej dostrzec można u eukariontów. Mniejsza lub większa orientacja w cechach przedmiotu niezbędnego do przetrwania dla danej istoty żywej, jak również proces selekcji, są tym, co ujawnia w formach żywych obecność duszy. Ta ostatnia – według Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu – jest bowiem zasadą życia, które polega na wybiórczym korzystaniu z określonych surowców po to, aby budować stosowne dla konkretnej formy żywej struktury ciała i pobierać z otoczenia niezbędne do działania porcje energii.


Należy podkreślić, że koncepcja duszy jako pryncypium życia, nie wykracza poza prawa fizyki i chemii. Co więcej, w pełni je respektuje, gdyż zasady odnoszące się do materii mineralnej są w niej zachowane. W działaniu każdego z organów ciała – serca, wątroby czy komórek nerwowych – wykorzystywany jest potencjał strukturalno-energetyczny materii, a prawa fizyko-chemiczne nie ulegają zawieszeniu. Życie nie sprowadza się jednak wyłącznie do tych ostatnich, ponieważ obecna jest w nim wspomniana powyżej selektywność, która ogranicza dynamikę mineralną zgodnie z naturalnymi potrzebami danego organizmu. Kłapiący paszczą krokodyl, który przypuszcza atak na turystę zwiedzającego Florydę, porusza kośćmi i zębami zgodnie z prawami fizyki, a ruchy jego ciała uzależnione są od należytego funkcjonowania komórek mięśniowych. Jednakże do poturbowania ofiary musi on także skorzystać z własnych mechanizmów poznawczo-manipulacyjnych, orientując się w otoczeniu i z mnogości przedmiotów wybierając jeden – człowieka. Orientacja jest bowiem elementarną formą poznania istot żywych i występuje nawet u tak drobnych organizmów, jak bakterie. Aby skutecznie działać w swym środowisku, muszą one przetwarzać informacje oraz interpretować docierający do nich wraz z substancjami chemicznymi przekaz, jak też do pewnego stopnia rozróżniać pomiędzy sobą a tym, co jest ciałem obcym. Barbara McClintock (1902-1992), laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny, stwierdziła, że komórki są w stanie wykrywać uszkodzone końce chromosomów, a następnie uruchamiać mechanizmy ich reparacji, co świadczy o tym, iż jak gdyby wiedzą one, jakie procesy w nich zachodzą. Co więcej, zdają się czynić z tej wiedzy użytek, gdyż wskutek poinformowania się o stanie, w jakim się znajdują, rozpoczynają stosowne czynności naprawcze. Warto dodać, że wszelkiego rodzaju modyfikacje struktury ciała formy żywej zachodzą w sposób celowy i logiczny, ponieważ są swoiście racjonalnymi reakcjami na nieprzewidywalne zmiany dokonujące się w otoczeniu.


Intelekt umożliwia nam również rozpoznanie w formach żywych czegoś, o czym nie poucza nas samo tylko doświadczenie zmysłowe. Chodzi mianowicie o zjawiska regeneracji i totipotencjalności (zdolności do różnicowania się komórek w dowolny ich rodzaj). Już Arystoteles wiedział, że drzewo w całej swej złożoności może odrodzić się z niewielkiego fragmentu w rodzaju gałązki. Zadziwiającą wprost zdolność do odbudowy struktur własnego ciała wykazały zaś przeprowadzone w latach pięćdziesiątych XX wieku eksperymenty na wypławkach – drobnych płazińcach zamieszkujących słodkowodne akweny. W rozmaity sposób okaleczano je, odcinano im głowę bądź krajano na wąskie skrawki. Ku zaskoczeniu naukowców, robaki odnawiały uszkodzone części i powracały do standardowego dla siebie kształtu. W jakiś sposób musiały zatem „wiedzieć”, gdzie dokonano zniszczeń i jak należy je naprawić. Można wobec tego stwierdzić, że występuje u nich pewna postać rozeznania we własnym ciele. Musi więc istnieć czynnik, który zapewnia organizmowi orientację w jego fizjonomii, a ponadto sprawia, że regeneruje się on w formie nie byle jakiej, lecz modyfikującej poszczególne składowe tak, aby odpowiednio komponowały się w strukturę całości. Stagiryta nazywał ów czynnik duszą, która decyduje o życiu organizmu i jego formie. W znanym nam świecie mamy do czynienia z ogromnym bogactwem i zróżnicowaniem organizmów – bakteria, kruk, delfin, bóbr czy człowiek na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Jednakowoż łączy je obecność aktywnego, immanentnego, całościowego i teleologicznego potencjału, którego pojęciowym odpowiednikiem na gruncie filozofii klasycznej jest forma substancjalna konkretnego bytu żywego, czyli jego dusza.


Przy czym wspomniany powyżej potencjał rozwojowo-adaptacyjny jest niepodzielny przestrzennie i od początku danego cyklu życiowego stanowi absolutnie kompletną całość, aż do śmierci konkretnego osobnika. To właśnie on odpowiada za ukształtowanie rozmaitych cykli życiowych, a także warunkuje polimorfizm gatunków biologicznych, których przedstawiciele są w stanie dostosowywać się do wymogów stawianych przez środowisko. Nie ma ani kształtu, ani żadnej cechy, która bezpośrednio byłaby związana z materialnością i przestrzennością. Ponadto jest pozaczasowy i choć w każdej fazie cyklu życiowego działa inaczej, to jednak zawsze pozostaje taki sam.


Mimo iż naszym władzom poznawczym narzuca się w sposób oczywisty to, że w formie żywej obecny jest czynnik budujący, kształtujący, integrujący i naprawiający struktury ciała, to jednak od czasów oświecenia zaczęto eliminować z nauki i filozofii kategorie teleologiczne. Materii nie traktowano już – tak jak na gruncie filozofii klasycznej – jako tworzywa wykorzystywanego przez duszę w procesie formowania organizmu, lecz uznano ją za jedyny i wystarczający element potrzebny do zaistnienia ciał istot żywych. Z czasem nawet ludzka duchowość potraktowana została jako produkt materialnych struktur mózgu. Tymczasem zdumiewająca wprost doskonałość choćby najprostszych bytów ożywionych każe odrzucić tezy redukcjonizmu pozytywistycznego i z powrotem zwrócić się w kierunku pojęć całościowych i teleologicznych, gdyż okazują się one niezbędne w wyjaśnianiu meandrów rzeczywistości biotycznej. Przykładowo mechanizmu funkcjonowania enzymu ATPazy protonowej – działającego niczym nanomaszyna o ponad 90% wydajności – nie sposób wytłumaczyć przy odwołaniu się li tylko do terminów, przy pomocy których opisujemy materię mineralną. Przenoszenie protonów w żywej komórce stanowi dowód pomysłowości i oszczędności przyrody – tego rodzaju złożoności i wyrafinowania nie spotykamy bowiem w żadnych, nawet najbardziej wysublimowanych, artefaktach będących dziełem rąk ludzkich.
Doskonałość dynamiki biologicznej wymaga proporcjonalnego wyjaśnienia, a dla niektórych jest jasne, że należy w tym celu odwołać się do pojęcia Stwórcy. Na terenie arystotelizmu i tomizmu zwykło się jednak wskazywać na etap pośredni, jaki stanowi substancja żywa zaopatrzona w duszę, która odpowiada za celowe i całościowe, aczkolwiek ograniczone w swym potencjale rozwojowym, działanie organizmu. Zdaniem Stagiryty życie odznacza się predylekcją do ruchu spontanicznego, w którym obecne muszą być dwa czynniki: materia poruszana i poruszający akt. Tym ostatnim jest właśnie dusza, która nie jest żadną umysłową fikcją ani – jak chciałby tego Platon – czystą ideą, lecz formą materialnego ciała, ściśle z nim związaną. Przy czym wyróżniamy trzy rodzaje dusz: roślinną (odpowiedzialną za wzrost, rodzenie i żywienie się), zmysłową (warunkującą kompetencje sensytywne) i rozumną (umożliwiającą typowe dla człowieka poznanie intelektualne). Podczas gdy Arystoteles utrzymywał, że dusza ludzka – podobnie jak wszystkie inne formy – podlega unicestwieniu wraz z rozpadem elementu materialnego, to nawiązujący do jego filozofii św. Tomasz z Akwinu twierdził, iż jako czysta forma, dzięki której poznawać możemy prawdę i Boga, jest ona nieśmiertelna. W związku z tym, że pomiędzy duszą i ciałem zachodzi ścisły związek, to nieśmiertelna dusza nie stanowi całej osoby, lecz tylko jej część. Stąd nakierowana jest na zmartwychwstanie ciała, bez którego trudno byłoby mówić o kompletnym człowieku. Strona somatyczna jest dla niego wszakże niezbędna do poznania zmysłowego i komunikowania się z innymi ludźmi. Kwestią odrębną pozostaje zaś problem ewentualnej nieśmiertelności dusz roślinnych i zwierzęcych. W przeciwieństwie do duszy ludzkiej są one proweniencji materialnej, ale z punktu widzenia filozofii i teologii nie ma żadnych przesłanek, które wykluczałyby odkupienie i zmartwychwstanie także tych jestestw żywych, które w hierarchii bytów znajdują się niżej od ludzi.


Byty żywe – cechując się takimi właściwościami, jak dynamika immanentna i autonomiczna, orientacja w sobie i w środowisku, a także zdolność do aktywnego ograniczania wpływów otoczenia – zdają się posiadać zarówno aspekty materialne, jak i duchowe (niematerialne). Dlatego uprawnione jest wyróżnianie w ich przypadku duszy, która stanowi formę substancjalną organizmu żywego i wewnętrzny czynnik, jaki odpowiedzialny jest za budowanie zintegrowanego systemu ciała biologicznego oraz działania wykonywane poprzez jego organy, umożliwiające poznawanie otoczenia, modyfikowanie go według swoich potrzeb i komunikowanie się z innymi osobnikami.


Na pytanie postawione w tytule niniejszego tekstu należy zatem odpowiedzieć twierdząco. Możemy bowiem zobaczyć duszę, gdyż umożliwia nam to zmysłowo-intelektualny charakter naszego poznania. Rozwój roślin, behawior zwierząt i zdolność oglądu intelektualnego u człowieka, jak również towarzyszące tym fenomenom umiejętności manipulowania swoim ciałem i orientacja w otoczeniu, przemawiają za nieodzownością odwołania się do pojęcia duszy. Podstawę do posługiwania się tą kategorią odnajdujemy zaś nie w oderwanych od rzeczywistości rozważaniach czy produktach wyobraźni poetów, lecz w namacalnej wręcz konkretności zjawisk biologicznych.

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 16 kwietnia 2019 o 18:21 Stanislawa

    Bardzo dobry tekst – w jasny sposob tlumaczy zawile i nielatwe do zdefiniowania pojecia. Ciekawie byloby rozwinac watek niesmiertelnosci duszy, ktory w tekscie zostal pokazany tylko w skrocie.

    Reply