Newsletter subscribe

Kultura

Marcin Murzyn: Czym jest piękno?

Posted: 2 stycznia 2019 o 19:39   /   by   /   comments (0)

Któż z nas, obcując z dziełami sztuki współczesnej, nie czuł się nigdy zakłopotany, nie mogąc dostrzec w nich niczego urzekającego?

Zwiedzając wystawy w rodzaju tych, które cyklicznie organizuje krakowskie Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK), czy zbliżone do niego profilem placówki w kraju i za granicą, zastanawiamy się, co począć, gdy ktoś pyta nas o opinię dotyczącą prezentowanych tam przedmiotów. Nie chcąc wyjść na ignorantów czy ludzi niekulturalnych lub zgoła nieokrzesanych, kurtuazyjnie mówimy zwykle, że wystawa się nam podobała, czasami dodając, iż była trudna w odbiorze i nie do końca zdołaliśmy rozeznać, jakie treści miała przekazać. W głębi duszy czujemy jednak, że obiekty, które ujrzeliśmy, nie zaspokoiły naszych potrzeb estetycznych. Niekiedy nawet zdobywamy się na szczerość i przyznajemy, że to, co dane nam było zobaczyć niewiele miało wspólnego z pięknem.
Żyjemy bowiem w czasach kryzysu piękna.

Obowiązuje przy tym coś w rodzaju „politycznej poprawności”, która o wszystkim, co zostało publicznie okazane, każe orzekać jako o pięknym dziele artystycznym. Mimo iż sami odczuwamy inaczej, to jednak natrafiamy na opinie „ekspertów” od malarstwa, rzeźby, architektury, muzyki czy literatury, którzy przy pomocy wyrafinowanych słów kreują się na znawców kultury wysokiej, nierzadko prezentujących zresztą pogardę dla – ich zdaniem – prymitywnego i niewykształconego motłochu.


Tymczasem wielu współczesnych filozofów sztuki podkreśla, że mamy obecnie do czynienia ze zjawiskiem antysztuki lub – szerzej – antykultury, które stanowi dość zróżnicowany, lecz doktrynalnie jednolity nurt w sztuce XX i XXI wieku, wpisujący się w klimat intelektualny postmodernizmu. Zwolennicy antysztuki (nazywanej też „sztuką radykalną” lub „sztuką negatywną”) negują kanony sztuki tradycyjnej, która opierała się na mimetyzmie (naśladowaniu) i kallotropizmie (poszukiwaniu piękna). Nawiasem mówiąc, kallotropizm zdaje się czymś dla człowieka naturalnym, wszak występuje już u dzieci jako spontaniczna, przedkulturowa i nieświadoma tendencja do doznawania piękna.

Antysztuka nie dąży jednak do piękna, które zostaje zastąpione innymi wartościami – nieograniczonymi wolnością i kreatywnością, jak również ekspresją indywidualności twórcy. Piękno przestaje być probierzem sztuki, a tym, co w działalności artystycznej uznaje się za najważniejsze stają się, między innymi, eksplorowanie dowolnego tworzywa i jak najoryginalniejsze wykorzystanie zawartych w nim możliwości. Wyakcentowany zostaje podmiotowy cel twórczości – stwierdza się, że ma ona służyć przede wszystkim samorealizacji jednostki, która dzięki sztuce powinna dać upust swoim uczuciom i emocjom, a dzieło jest tym lepsze, im dalej odbiega od tradycji.


Jednym z fundamentalnych elementów klasycznego pojęcia piękna była forma, która posiadała wymiar ontologiczny (bytowy). Stanowiąc syntetyczne połączenie części i wprowadzając w przedmiot harmonię, stała u podstaw poczucia piękna, uchodzącego za obiektywną własność rzeczy – niezależną od percypującego ją obserwatora. Współcześnie została ona jednak zatracona, a za dzieła wybitne uchodzą abstrakcje, w których dominuje to, co bezkształtne i zdeformowane, tak iż niektórzy teoretycy sztuki nie wahają się mówić o tym, że mamy dziś do czynienia z triumfem brzydoty. Polski eko-filozof Henryk Skolimowski (1930-2018) zauważa, że w sztuce i architekturze ważniejsza od formy jest obecnie funkcja. Właśnie ta ostatnia decyduje o tym, jakie obiekty powstają, wobec czego użyteczność i kalkulacja ekonomiczna biorą górę nad pięknem. Powstają przez to liche budowle i dzieła sztuki, stąd w naszych czasach – mimo wielkiego postępu naukowo-technicznego – nie zrodziło się nic, co swą wartością mogłoby dorównać ateńskiemu Partenonowi czy gotyckim katedrom. Co więcej, powstające obecnie budynki są o wiele mniej trwałe od zabytków, które swymi początkami sięgają starożytności lub średniowiecza.

Z kolei sztuki plastyczne, muzyka i literatura uległy komercjalizacji, przez co artyści zaczęli tworzyć dla zysku – poszukiwanie piękna, a nawet potrzeba autoekspresji zostały w dużej mierze zastąpione pogonią za pieniędzmi. Na domiar złego, część dzieł sztuki – z rozmaitych jej dziedzin – epatuje dziś wulgarnością i przemocą, wpływając destrukcyjnie na psychikę odbiorcy.


Śmiało można więc powiedzieć, że człowiek współczesny jest na bakier z pięknem. Wydaje się, że stanowi to pokłosie tego, iż odszedł on od ujęcia piękna, jakie wypracowano na terenie filozofii klasycznej, gdzie było ono rozumiane jako przejawianie się istnienia w bycie jednostkowym – w jego odrębności, jedności, realności, prawdzie i dobru. W tej perspektywie piękno jest jawieniem się bytu w jego całości (kompletności), jak również doskonałości, będącej spełnieniem się i dokonaniem wewnętrznej struktury rzeczy, a ponadto wynikającej z tego harmonii. Piękno jest też proporcją wszystkich bytowych pryncypiów, takich jak istnienie i istota, a przede wszystkim forma, którym byt zawdzięcza swoistą prostotę, jasność i przejrzystość strukturalną – stanowi zgodne współbrzmienie ogółu elementów. Krótko mówiąc, najważniejszymi cechami piękna są zatem całość (odpowiednie scalenie tego, co składa się na byt), proporcjonalność oraz jasność i czytelność tego, czym byt jest.


Piękno jest jednym z transcendentaliów, czyli własności przejawiających istnienie bytu, przekraczających kategorie i przysługujących – bez wyjątku – wszystkim bytom właśnie ze względu na ich istnienie. Z uwagi na fakt, że nie ma bytu bez istnienia, to własności transcendentalne mają wszystkie byty. Toteż można mówić, iż są one z bytem zamienne, a Mieczysław Gogacz określa je mianem zamienników (konwertibiliów). Kwestią dyskusyjną pozostaje natomiast to, czy piękno jest łącznym przejawianiem się prawdy i dobra, stanowiąc swoiste podsumowanie tylko tych dwóch transcendentaliów, czy też wyprzedza ono pozostałe własności przejawiające istnienie bytu, tak iż dusza doznaje go wprost, zanim zacznie odbierać intelektem cokolwiek innego.


Zdaniem św. Tomasza z Akwinu (1225-1274) piękne jest to, co podoba się, gdy jest postrzegane i poznawane. Jednakowoż to typowe dla jestestwa ludzkiego przeżycie zawsze usadowione i zakotwiczone jest w czymś realnie, obiektywnie i pozapodmiotowo istniejącym. Nie sprowadza się zatem wyłącznie do czysto subiektywnego doznania ani nie jest czymś relatywnym. Piękno jest wszakże cechą obiektywną, przynależną rzeczom. Odznacza się powściągliwą i właściwą proporcją, a więc swoistym umiarkowaniem. Wynika ono – jak przyznawali już pitagorejczycy – z doskonałej struktury i harmonijnego układu części danego przedmiotu.


Mimo iż w jego odbiorze my, ludzie, będący istotami cielesno-duchowymi niemogącymi obejść się bez zmysłów, skłonni jesteśmy widzieć piękno przede wszystkim w sztukach plastycznych, muzyce, architekturze, jak również w naturze i tym, co materialne, to jednak nie oznacza to, że nie można mówić też o pięknie idealnym czy moralnym – często doszukujemy się przecież piękna w chwalebnych czynach, przenikliwych ideach, a nawet w wysublimowanych teoriach naukowych.

Piękno bowiem, będąc własnością transcendentalną, czyli powszechnobytową, przysługuje wszystkiemu, co istnieje – o każdej rzeczy, która istnieje, powiedzieć wszakże trzeba, w perspektywie metafizycznej, że jest piękna. Dlatego też słusznie doszukujemy się piękna w przyrodzie, zarówno nieożywionej, jak i ożywionej oraz w świecie kultury, wśród tworzonych przez człowieka struktur, którymi pragnie wzbogacić rzeczywistość. Przy czym rozwijając swą twórczość winien on pamiętać, że najefektywniej zdoła realizować swe powołanie wtedy, kiedy dochowa wierności temu, co od wieków stanowiło najlepszy probierz wartościowego dzieła sztuki, a więc pięknu, które jest jawieniem się bytu w jego całkowitości, harmonii i blasku.

Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website