Edward Goldsmith (1928-2009) był filozofem i ekologiem, znanym między innymi z założenia i wieloletniego redagowania międzynarodowego czasopisma naukowego poruszającego problematykę ekologiczną „The Ecologist”. W niniejszym tekście chcemy jednak skupić się przede wszystkim na zaprezentowaniu jego autorskiej koncepcji etyki środowiskowej, którą – z u wagi na jej ekocentryczny i holistyczny profil – zwykło określać się mianem „etyki biosfery”. Bez wątpienia poglądy Goldsmitha stanowią ważny głos w debatach dotyczących współczesnej ekoetyki, stąd warto je przywołać.

Stanowisko Goldsmitha ukształtowało się pod wpływem kilku teorii filozoficznych i naukowych. Przede wszystkim inspirował się on hipotezą Gai opracowaną przez Jamesa Lovelocka, teorią systemów i cybernetyką. Nie bez znaczenia dla jego twórczości była też ekologia głęboka Arne Næssa (1912-2009), która uświadomiła mu, że należy stworzyć nowy i proekologiczny styl życia, jak również wdrożyć przyjazne przyrodzie instytucje i struktury społeczne. W przeciwieństwie do norweskiego filozofa środowiskowego, uważał on jednak, że uzasadniający respekt dla natury system myślowy musi być spójny logicznie i w miarę jednolity światopoglądowo. Næss twierdził natomiast, że teoretyczny rdzeń ekologii głębokiej da się pogodzić z różnymi koncepcjami religijnymi, filozoficznymi i światopoglądowymi.

Jako że etyka ma w ostateczności przekładać się na postępowanie ludzi, to nie może ona, zdaniem Goldsmitha, posiadać tylko wymiaru teoretycznego. Ważne jest także, aby w sposób werbalny i retoryczny wpływała na nasz stosunek do rzeczywistości przyrodniczej. Stąd bazować powinna również na podświadomych i przednaukowych intuicjach oraz doświadczeniach, prowadząc do wykształcenia mądrości. Ta ostatnia jest czymś szerszym niż wiedza. Choć zakłada pewien zasób informacji i doświadczenie, to jednak wymaga też umiejętności praktycznego ich zastosowania i wieloaspektowego spojrzenia na rozmaite sprawy, a także radzenia sobie z egzystencjalnymi rozterkami oraz własnymi emocjami i popędami. Goldsmith uważa, że właściwa dla naszych czasów mądrość musi wiązać się z głębokim przekonaniem o tym, iż każdy z nas jest częścią środowiska przyrodniczego i podlega mechanizmom systemowym, które dotyczą całej biosfery. Pogląd ten jednak ugruntowany być musi racjonalnie, w oparciu o rzetelną wiedzę. Tej, zdaniem Goldsmitha, może dostarczyć ekologia, która bada całość biosfery, postrzegając ją także jako system cybernetyczny, zdolny do samodzielnego działania w celu utrzymania własnej stabilności i homeostazy.

Wewnętrzne struktury i mechanizmy biosfery okazują się wzajemnie powiązane i to na każdym z jej poziomów organizacji, począwszy od molekularnego po ekosystemowy. To wszystko służy podtrzymywaniu życia na Ziemi, a biosfera funkcjonuje należycie wtedy, gdy odpowiednio działają jej podsystemy. Zaburzenie homeostazy na jakimś poziomie organizacji biosfery prowadzi nie tylko do problemów w skali lokalnej, ale może skutkować też dysfunkcjonalnością innych poziomów, nawet w dalekiej przyszłości. Poszczególne ekosystemy i poziomy ich organizacji są bowiem powiązane rozlicznymi nićmi zależności. Zachodzą między nimi sprzężenia zwrotne, które zostały do siebie dostrojone w ciągu ewolucji.

Model świata w wydaniu Goldsmitha jest więc holistyczny. Ekosystemy posiadają zaś charakter uporządkowany i hierarchiczny, a znamionują je ewolucyjność i teleologiczność. Celem całej biosfery-Gai jest osiągnięcie integralności i stabilności, dzięki czemu możliwy jest pomyślny rozwój żywych organizmów. Prawidłowe funkcjonowanie owego metasystemu zapewnia odbywający się drogami genetyczną, behawioralną i świadomościową przepływ informacji. Kondycję biosfery wzmacniają procesy homoteliczne, czyli takie, które prowadzą do utrzymywania jej stabilności, natomiast procesy heteroteliczne zakłócają jej równowagę. W przyrodzie dzikiej, która rządzi się swoimi prawami, a zwierzęta realizują zadany im program genetyczny i postępują instynktownie, procesy heteroteliczne są w stosownym czasie eliminowane, podobnie jak chore części organizmu.

Problem pojawia się jednak w świecie ludzkiej kultury, którym nie rządzą prawa fizyki czy biologii, lecz moralność. Ta ostatnia zakłada zaś wolność, a zachowania etyczne, odpowiedzialne i racjonalne wymagają od człowieka pewnego wysiłku intelektualnego i wolicjonalnego. Trzeba się ich ponadto wyuczyć. Malutki hipopotam, który dopiero się narodził, szybciej staje się zaradny, aniżeli dziecko, które dopiero wyszło z łona matki. Naturalne ekosystemy mają niejako wbudowane w siebie trwałe dyrektywy, które określają zasady działania ich elementów. W pewnym sensie mają więc prościej niż ludzie, bo my musimy dopiero rozpoznać cele, do jakich powinniśmy dążyć. U bytów przyrodniczych dzieje się to natomiast automatycznie.

Ludzka kultura i cały system techno-naukowy, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, rozrosły się jednak tak bardzo, że zaczęły zagrażać istnieniu biosfery. Dość powiedzieć, że człowiek jest dziś w stanie, na przykład za sprawą bomby atomowej, zgładzić nie tylko swój gatunek, ale w ogóle życie na Ziemi. Z drugiej zaś strony może stać się jedynym obrońcą planety przed czyhającymi na nią katastrofami w rodzaju nacierającej asteroidy. Stoi więc przed nim zadanie skoordynowania własnych celów gatunkowych i kulturowych z celami naturalnymi szerszej całości, jaką stanowi biosfera-Gaja. Człowiek, zdaniem Goldsmitha, powinien skierować w stronę środowiska przyrodniczego działania moralnie pozytywne, czyli takie, które wspierają jego stabilność lub przynajmniej powstrzymują się od czynów szkodzących. Kultura musi lansować i zalecać czyny, które byłyby zgodne (homoteliczne) z funkcjonowaniem biosfery-Gai. Innymi słowy, cele człowieka muszą być dopasowane do celów natury i być im przyjazne, pozostawać z nimi w zgodzie. Od tego zależy bowiem nasze przetrwanie. Stąd koncepcję Goldsmitha można też nazwać „etyką przetrwania”. Wierzy on, że dostosowanie się do wzorców panujących w biosferze ocali przyrodę dziką i pozostawi przestrzeń do życia dla przyszłych pokoleń, jak również podstawowe surowce, dzięki którym będą mogły one funkcjonować. Społeczeństwo przyszłości – twierdzi ekolog – winno żyć w harmonii z naturą, a zamiast ekstensywnej produkcji postawić na ekonomię jakości życia.

Goldsmith z żalem konstatuje, że współcześnie próżno jest szukać większych społeczności, które żyłyby w harmonijnej kooperacji z naturalnym środowiskiem. Ustabilizowany sposób bycia, zgodny z celami biosfery, miały społeczeństwa pierwotne. Dziś jednak stanowią rzadkość. Dlatego potrzebą naszych czasów jest czerpanie z ich doświadczeń i wzorowanie się na kultywowanych przez nie strategiach życia. W cywilizacji Zachodu zwykliśmy się szczycić osiągnięciami technologicznymi czy architektonicznymi, wskazując na misterność i kunszt katedry w Chartres czy Empire State Building, kontrastując je z rzekomą nędzą murzyńskich chat. Zapominamy przy tym, że w sensie psychicznym i duchowym jesteśmy od ludów pierwotnych znacznie bardziej ubodzy. Znerwicowany, rozdrażniony i rozbity wewnętrznie Europejczyk czy Amerykanin mógłby wiele nauczyć się od swoich bliźnich żyjących w radykalnie odmiennych warunkach. Człowiek Zachodu narzuca sobie absurdalne ograniczenia i restrykcje w kontaktach międzyludzkich, tabuizuje własną seksualność, przez co staje się bardziej agresywny i dwulicowy, a nade wszystko jest niewolony przez opresywny system techno-naukowy, który wymknął mu się spod kontroli. Jeśli chcemy ocalić nie tylko biosferę, ale też samych siebie, powinniśmy więc uczyć się od tych, których niejednokrotnie wyśmiewaliśmy jako „zacofanych” i „dzikich”. Wiele wskazuje bowiem na to, że życie pierwotnych łowców i zbieraczy było pod wieloma względami lepsze i szczęśliwsze niż nasze.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię