Współczesna etyka środowiskowa obfituje w zróżnicowane ujęcia i nurty, tak iż w jej ramach różnie rozstrzyga się kwestię zakresu poszerzenia moralnej wspólnoty. Choć zazwyczaj ekoetycy nie mają wątpliwości co do tego, że przyrodę należy chronić, to jednak trwa między nimi spór, czy trzeba to robić ze względu na człowieka, czy też z uwagi na dobro własne samych obiektów przyrodniczych i stanów naturalnych. Jeśli byty przyrodnicze mają wartość wsobną, to rodzi się wówczas pytanie, czy przysługuje ona poszczególnym osobnikom, czy raczej szerszym całościom, jakimi są ekosystemy? Za drugą ewentualnością, postulując objęcie moralnym respektem nade wszystko gatunki i ekosystemy, opowiada się amerykański filozof i wykładowca Colorado State University Holmes Rolston III.

Jest on bowiem zwolennikiem holistycznej odmiany etyki środowiskowej, twierdząc, że zwierzęta i inne istoty żywe są tak bardzo związane ze swoimi niszami ekologicznymi, iż nie da się chronić pojedynczych osobników bez zachowania w odpowiednim stanie ich otoczenia. Nieco inaczej, zdaniem Rolstona, jest z człowiekiem, który jako byt świadomy i krytyczny potrafi dystansować się od warunków swego życia i tworzyć inne. Ma on wszakże niezwykle rozbudowaną zdolność przystosowywania się do zmiennych okoliczności, w jakich przychodzi mu funkcjonować. Wznosi się ponad niektóre przynajmniej uwarunkowania biologiczne i transcenduje przyrodę za sprawą wolności i nieporównywalnie większych niż u innych organizmów żywych możliwości poznawczych. Byt ludzki, jak żadna inna istota żywa na Ziemi, potrafi podejmować refleksję metafizyczną, która prowadzi go do skonstatowania jedności ze środowiskiem naturalnym, ale zarazem stawia go też ponad rzeczywistością przyrodniczą. Z jednej strony człowiek okazuje się istotą zanurzoną w przyrodzie i muszącą postępować zgodnie z rozpoznanymi w niej prawidłowościami, a z drugiej strony urasta do rangi istoty etycznej, która postrzega swoje związki z naturą nie tylko przez pryzmat faktów, ale widzi także powinności i nieodzowność odpowiedzialności. Podczas gdy pozaludzkie istoty żywe pogrążone są w świecie zjawisk, ograniczając się zazwyczaj do tego, co tu i teraz, to człowiek, nie mogąc liczyć na wsparcie mechanizmów instynktowych, musi konstruować systemy etyczne, które regulowałyby jego zachowanie zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. Przy czym Rolston jest przekonany, że charakter moralny powinny mieć również nasze relacje z przyrodą, co odróżnia jego poglądy od stanowiska typowego dla etyki tradycyjnej, która zasadniczo nie wykraczała w swych postulatach poza świat osób.

Mimo iż Rolston obstaje przy wyraźnym rozróżnianiu dwóch – jego zdaniem – odrębnych sfer: biologicznej i kulturowej, to jednak wskazuje na racje, które przemawiają za tym, że także w przyrodzie istnieją takie struktury i mechanizmy, których obecność stanowi pozytywną wartość dla realizujących je istot żywych. Tym ostatnim musi zatem przysługiwać prawo do bycia przedmiotami moralnymi, choć nie należy – według Rolstona – nadawać pozaludzkim istotom żywym takich praw moralnych, jakie odnoszą się do ludzi, gdyż światy zwierzęcy i ludzki znacząco się od siebie różnią. Trzeba jednak pamiętać, że nie tylko życie ludzkie jest relewantne moralnie. Co prawda człowiek jest tym, który uświadamia sobie, że coś ma dla niego znaczenie i jest dla niego korzystne, a coś innego mu szkodzi i zagraża, lecz interesy i potrzeby nieuświadamiane również okazują się pozytywnie wartościowe dla realizujących je stworzeń. Owe istoty żywe, choć często nie zdają sobie z tego sprawy, są nosicielami wartości wewnętrznych, podobnie jak ludzie, którzy piszą na ten temat traktaty filozoficzne. Każdy przedmiot ożywiony, mimo iż nie w każdym przypadku sobie to uświadamia, posiada własny program genetyczny, który określa jego naturę realizowaną w obrębie własnego genotypu, należącego do genomu populacji danego gatunku, którego jest reprezentantem. Owa struktura informacji genetycznej wyznacza kierunek aktywności organizmu i porządkuje jego wewnętrzną strukturę, a także to, jak działa on w otoczeniu.

Interesujący jest fakt, że dla Rolstona zespół informacji genotypowej okazuje się czymś, co możemy utożsamiać z przyczynami formalną i celową, które w systemie Arystotelesa (385-323 p. n. e.) były czynnikami organizującymi cel żywych istot, którego nie musiały być one świadome. Taki zbiór informacji warunkuje strukturalne uorganizowanie bytu ożywionego, jak również pełnione przezeń funkcje. Odnosi się więc do tego, co jest, ale ponadto ma aspekty normatywne, gdyż w pewien sposób programuje istotę żywą i „mówi” jej, jak powinna ona działać w swoim środowisku. Dlatego, zdaniem Rolstona, organizmy żywe ze swej natury są systemami wartościującymi, ukierunkowanymi na określone wybory i odnoszącymi się do otoczenia selektywnie. Ich życie może być lepsze lub gorsze, a człowiek, realizując postulat maksymalizacji dobra w świecie, powinien co najmniej powstrzymywać się od takich czynów, które hamowałyby osiąganie pozytywnych dla wszelkich istot żywych stanów. Innymi słowy, Rolstonowi chodzi o to, aby pozwolić żyć zwierzętom i wszystkim istotom żywym na ich własną modłę, zgodnie z posiadaną przez nie naturą.

Tradycyjnie etyka wskazywała nam, jak realizować określone powinności względem ludzi, ale nie nakładała na nas jasnych obowiązków w odniesieniu do zwierząt i roślin. Trudno się temu zresztą dziwić, gdyż normy moralne są uwarunkowane kulturowo, luźno tylko czerpiąc ze świata przyrody. Wzorując się w tworzeniu norm moralnych na faktach zaobserwowanych w środowisku popełnialibyśmy przy tym błąd naturalistyczny, dokonując nieuprawnionego logicznie przejścia od tego, co jest, do tego, co być powinno. Z drugiej strony nie możemy dopuszczać do pogwałcenia innej zasady, o której należy pamiętać przy usiłowaniu racjonalnego ugruntowania etyki, mianowicie nie wolno nam popaść w błąd moralistyczny, który polega na dążeniu do porządkowania rzeczywistości przyrodniczej w oparciu o wzorce występujące w świecie ludzkim. Wobec tego nie możemy nagle zacząć zwalczać lwów za to, że polują na antylopy czy porządkować jakiegoś rejonu Himalajów po przejściu lawiny. Najlepiej po prostu nie ingerować w mechanizmy kierujące procesami przyrodniczymi, albowiem wzorem postępowania dla przyrody musi być ona sama. Występujące w niej wartości mają przede wszystkim charakter witalny, zatem tym, co człowiek winien jest naturze, okazuje się powstrzymywanie od działań, które zagrażałyby życiu roślin i zwierząt.

Patrząc na przyrodę, zdaniem Rolstona, zauważamy znaczącą różnicę między nią a naszym światem kultury. Podczas gdy w sferze relacji międzyludzkich najważniejsze jest dobro indywiduów, a szersze zbiorowości, takie jak naród czy grupa towarzyska, mają sens wyłącznie wtedy, gdy są korzystne dla jednostek, to w przyrodzie, według Rolstona, dobro większych całości – gatunków i ekosystemów – jest ważniejsze niż interesy poszczególnych osobników. Pojedynczy organizm żywy po wyjęciu ze swego środowiska nie mógłby wszakże realizować zawartego w swym genotypie potencjału genetycznego. Indywidua mogą bowiem istnieć wówczas, gdy istnieją gatunek i stosowne warunki środowiskowe. Rolston zauważa, że osobniki wchodzące w skład danego gatunku mogą zostać zastąpione przez inne, lecz po tym, jak zniknie gatunek czy ekosystem, nie da się ich już odtworzyć. Wraz z unicestwieniem gatunku zgładzone zostają nie tylko same byty indywidualne, lecz także ich formy. Bezpowrotnie znika zespół informacji genotypowej, przez co mamy do czynienia z czymś, co Rolston określa mianem „superzabójstwa”. Amerykański filozof twierdzi bowiem, że interesy indywiduów są podporządkowane większym całościom, tak iż te pierwsze nie mogłyby być zaspokajane bez właściwego prosperowania tych drugich. Poza ekosystemem osobnik nie jest w stanie zdobyć pożywienia ani rozmnażać się i zostawić potomstwa. Stąd w ocenach etycznych odnoszonych do środowiska naturalnego, zdaniem Rolstona, należy przedkładać dobro wspólnot nad dobro jednostki. Ekosystem stanowi jedyne możliwe miejsce funkcjonowania osobnika, który nieuchronnie jest z nim powiązany energetycznie, surowcowo i informacyjnie. Zmierzać powinno się wobec tego do dobra ekosystemu, a dobro indywidualnych bytów jest o tyle ważne, o ile podtrzymuje stabilność większych całości. Ta większa całość – ekosystem – stanowi z kolei, niejako zwrotnie, cel zewnętrzny dla jednostek i jeśli działa poprawnie, to realizuje się również dobro osobników.

Podsumowując tę krótką prezentację ekocentrycznie (holistycznie) zorientowanej odmiany etyki środowiskowej w wydaniu Rolstona, trudno nie odnieść wrażenia, że amerykański filozof kładzie zbyt duży nacisk na wartość ekosystemów, przy jednoczesnym zatraceniu z pola widzenia indywidualnego bytu konkretnych – często obdarzonych też zdolnościami sensytywnymi – osobników. Właściwa etyka środowiskowa musiałaby być rodzajem kompromisu między ujęciem holistycznym a indywidualistycznym. Dobro jednostki jest bowiem czymś, czego nie godzi się instrumentalizować.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię