Problematyka kary śmierci jest jednym z najczęściej dyskutowanych tematów bioetycznych. W kwestii tej wypowiadają się zresztą nie tylko etycy, filozofowie i teolodzy, ale też prawnicy i politycy.

Co jakiś czas media publikują wyniki sondaży, w których respondenci wyrażają swoje przyzwolenie bądź sprzeciw odnośnie do zasadności zasądzania tej formy kary. Nie ulega wątpliwości, że udzielane przez nich odpowiedzi nierzadko są skutkiem silnych emocji, które udzielają się im, na przykład w związku z artykułami, jakie na temat takiego, czy innego mordercy, publikuje akurat prasa brukowa.


Zagadnienie to jest jednak na tyle doniosłe, że wymaga racjonalnego i usystematyzowanego podejścia. W niniejszym tekście postaramy się przybliżyć – rzecz jasna w sporym skrócie – perspektywę, z jakiej problem naświetla bioetyka personalistyczna proweniencji chrześcijańskiej.


Interesujący nas temat okazuje się poważny już choćby stąd, że kara śmierci to faktycznie – zgodnie z jej definicją – najwyższy wymiar kary, polegający na pozbawieniu życia człowieka winnego najcięższych przestępstw (na przykład morderstwa) lub uznanych za takie (na przykład zdrada stanu czy dezercja z armii). Z bioetycznego punktu widzenia bardziej interesujące od tego, w jakiej formie wykonuje się karę śmierci – przez powieszenie, ścięcie, rozstrzelanie, zaaplikowanie trucizny czy porażenie prądem na krześle elektrycznym – jest to, jakie racje natury moralnej, filozoficznej i teologicznej, przemawiają za jej dokonywaniem lub przeciwko temu.


Sięgając w przeszłość, łatwo zorientować się, że zadawanie śmierci było częstym sposobem karania już od zarania dziejów ludzkości. W starożytnym Izraelu stosowano karę śmierci przede wszystkim za bałwochwalstwo, bluźnierstwo, cudzołóstwo i zabójstwo. Przykazanie „Nie będziesz zabijał” odnoszono do niesprawiedliwego i nieuzasadnionego pozbawienia życia bliźniego, lecz nie do sytuacji, w których zasądzano komuś karę ostateczną mocą wyroku wydanego przez legalną władzę czy w sytuacji wojny. W starożytności także tej pozabiblijnej, pogląd o dopuszczalności kary śmierci zdawał się powszechny, a hołdował mu między innymi Platon (424-348 p. n. e.), który sądził, że jest ona czymś pożądanym, bo przyczynia się do oczyszczenia państwa ze złoczyńców i ma charakter prewencyjny.


Pewne zmiany przyniósł natomiast Nowy Testament. Liczył się on oczywiście z prawem władzy świeckiej do zasądzania kary śmierci i jednoznacznie tego nie potępiał, niemniej obwieszczał przy tym nową logikę miłości i głosił potrzebę przebaczenia. Stąd między innymi brała się niechęć pierwszych chrześcijan do służby w rzymskich legionach, uczestniczenia w konfliktach zbrojnych, a nade wszystko sprawowania tych urzędów państwowych, które wiązały się z rozporządzaniem ludzkim życiem. W późniejszym czasie filozofowie chrześcijańscy, na czele ze św. Augustynem (354-430), opowiadali się za zmniejszeniem zasięgu stosowania kary śmierci, a także możliwością jej ograniczenia przez interwencję biskupa. Niemniej jednak w zasadzie aż do XX wieku Kościół nie odmawiał legalnie obranej władzy świeckiej egzekwowania kary śmierci za wyjątkowo poważne przestępstwa.


Stanowisko to nie było zresztą czymś wyróżniającym się i nie wyłamywało się z dominującego w myśli europejskiej trendu. Warto w tym kontekście zaznaczyć, że adherentami kary śmierci byli również filozofowie tej miary, co Immanuel Kant (1724-1804) i Georg W. F. Hegel (1770-1831). Na ich tle wyjątkiem było natomiast stanowisko włoskiego prawnika doby oświecenia – Cesare Beccarii (1738-1794). Twierdził on, że należy dążyć do ograniczenia kary śmierci i zachować prawo do jej stosowania tylko w sytuacjach zagrożenia państwa przez rewolucyjne spiski, co pomogłoby w odstraszaniu potencjalnych buntowników.


Postulat zredukowania lub nawet całkowitego zniesienia kary śmierci, jaki pojawił się w oświeceniu, z całą mocą został podjęty w XX wieku, a w szczególności w drugiej jego połowie, kiedy to ludzkość zaczęła uświadamiać sobie ogrom zbrodni, dokonanych przede wszystkim podczas działań związanych z II wojną światową. Międzynarodowe gremia zaczęły nawoływać do zmian w prawodawstwach krajowych, tak aby ostatecznie znieść karę śmierci. Mimo tych starań wciąż wykonuje się ją, między innymi, w niektórych państwach arabskich, Chinach, kilkunastu stanach USA i na Białorusi. W Polsce jej wykonywania zaprzestano w latach osiemdziesiątych XX wieku.


Mając na względzie etyczną problematykę kary śmierci, warto zauważyć, że tradycyjnie uzasadniano ją, biorąc pod uwagę dwa zasadnicze aspekty. Pierwszy z nich wiąże się ze statusem skazanego. Klasyczny argument, wywodzący się od św. Tomasza z Akwinu (1225-1274), polega na tym, że przestępca, popełniając zbrodnię, niejako sam pozbawia się swej ludzkiej godności i degraduje się do poziomu bezrozumnych zwierząt, co powoduje, iż odebranie mu życia prawomocnym wyrokiem sądu nie narusza V przykazania. Swoim czynem zbrodniarz sam wydaje na siebie wyrok, na własne życzenie eliminując się ze społeczeństwa i rezygnując z praw, jakie przysługiwały mu jako osobie ludzkiej. Taki pogląd nie może być rzecz jasna uznany za poprawny w świetle bioetyki personalistycznej, której fundamentem jest teza o przysługującej każdemu człowiekowi niezbywalnej, niestopniowalnej i przysługującej jestestwu ludzkiemu, w każdych warunkach, godności ontyczno-aksjologicznej. Właśnie z niej wywodzi się podstawowe prawa do życia i zachowania integralności cielesnej, jakie bezwarunkowo przysługują każdemu indywiduum. Czymś innym są natomiast godność społeczno-moralna i osobista. Tę pierwszą przestępca faktycznie traci, choćby nawet wcześniej wiódł życie w sposób prawy i sprawiedliwy. Ma ona bowiem to do siebie, że ciężko sobie ją wypracować – wymaga wszakże podjęcia trudu pracy nad własnym rozwojem intelektualnym i moralnym – lecz łatwo się jej pozbawić, popełniając czyny haniebne. Przez godność osobistą rozumie się zaś po prostu czyjeś subiektywne poczucie własnej wartości, które nie zawsze idzie w parze z czyimiś rzeczywistymi zaletami lub wadami. Wobec tego współczesna refleksja filozoficzno-teologiczna oparta na założeniach personalizmu chrześcijańskiego prowadzi do poglądu, zgodnie z którym utrata przez przestępcę części praw obywatelskich, przede wszystkim uprawnienia do korzystania z własnej wolności, nie jest tożsama z utratą ludzkiej godności w sensie ontyczno-aksjologicznym, a tym samym nie ogołaca podmiotu z przysługującego mu prawa do życia.


Drugim aspektem, jaki wiąże się z uzasadnieniami kary śmierci, jest kwestia prerogatyw władzy państwowej. Jak wcześniej wspomniano, tradycyjna etyka chrześcijańska nie odmawiała jej prawa do stosowania interesującej nas postaci kary. Przyjmowano bowiem, że władza państwowa sprawuje swój mandat z woli Bożej, a zatem zasądzenia kary ostatecznej nie można było traktować jako uzurpacji zastrzeżonego, wyłącznie Bogu, prawa do decydowania o życiu i śmierci. Jej wykonywanie było raczej formą karania przestępców w imieniu Stwórcy. Dziś trudno jednak utrzymać takie stanowisko nie dlatego, że władza zwierzchnia stała się czymś, co jest przestarzałe i niezgodne z wywodzącym się od Boga prawem naturalnym, ale stąd, iż państwa nie postrzega się już jako wykonawcy woli Bożej w takiej czy innej szczegółowej kwestii. W chrześcijaństwie dokonało się radykalne odmitologizowanie kosmosu, przez co nieuzasadnione okazuje się również myślenie o karze śmierci w kategoriach krwawej zemsty, która miałaby przywrócić zachwiany w świecie ład i uśmierzyć gniew boskich sił.


W takiej perspektywie za jej stosowaniem przytacza się argumenty podkreślające jej wpływ wychowawczy i resocjalizacyjny. Łatwo jednak zorientować się, że jej zastosowanie – z oczywistych względów – wyklucza zmianę postępowania winowajcy i wyklucza wszelkie próby jego resocjalizacji. Zanim się kogoś na nią skaże, trwa też zwykle skrupulatne śledztwo, a czynności procesowe ciągną się latami. Nierzadko skazani wykazują w tym czasie oznaki gruntownej przemiany życiowej, a nawet nawrócenia religijnego – bywa, że stają się po prostu innymi ludźmi, którzy szczerze żałują za popełnione czyny. Czyż w takich okolicznościach podtrzymywanie chęci eliminacji złoczyńcy nie jest już tylko pragnieniem krwawej zemsty, zbytecznej tym bardziej że jego samego gnębi instancja sumienia? Nie sposób też wykluczyć pomyłki sądowej, której negatywne skutki, w obliczu ostatecznego charakteru kary śmierci, byłyby nie do naprawienia.


Za wykonywaniem kary śmierci może też przemawiać argument na rzecz jej prewencyjnego i odstraszającego charakteru. Zasądzając karę śmierci, państwo pokazywałoby publicznie swoją siłę i determinację w ściganiu zbrodni, wysyłając tym samym ostrzeżenie każdemu, kto chciałby w przyszłości popełnić analogiczne przestępstwo. Pomijając fakt, że w krajach, gdzie zasądza i wykonuje się karę śmierci, nie zawsze spadają wskaźniki przestępczości (w istocie czasami zdają się one rosnąć wskutek tzw. efektu brutalizacji), należy zauważyć, iż tego typu argumentacja stanowi przejaw oczywistej instrumentalizacji człowieka i pozostaje w rażącej sprzeczności z pryncypiami personalizmu chrześcijańskiego. Ten ostatni uznaje wszakże godność każdej osoby ludzkiej, także przestępcy, wobec czego absolutnie nikogo nie wolno traktować czysto przedmiotowo jako li tylko środka do osiągnięcia innych celów, a na takiej właśnie logice opiera się argument odstraszania. Porządek publiczny, jakkolwiek jest stanem pożądanym, nie może być jednak realizowany za cenę instrumentalizacji osoby.


Przekonujący wydaje się natomiast argument zwolenników kary śmierci, zgodnie z którym przyjmuje się, że władza publiczna ma prawo do jej wykonywania, aby chronić obywateli przed niesprawiedliwymi agresorami. Pamiętajmy jednak, że chroniąc siebie czy społeczność przed napastnikiem, możemy używać wyłącznie proporcjonalnych i adekwatnych środków. Współczesne kraje, zwłaszcza najbardziej rozwinięte, posiadają zaś na tyle skuteczne metody penitencjarne, że mogą chronić obywateli przed przestępcami, nawet najgroźniejszymi, bez konieczności uciekania się do ich fizycznej eliminacji. W tym tonie wypowiadał się między innymi Jan Paweł II (1920-2005), podkreślając, że coraz lepsza organizacja placówek penitencjarnych powoduje, iż przypadki, w których chronić społeczeństwo przed groźnymi złoczyńcami da się tylko poprzez ich zabijanie, są niezwykle rzadkie, a być może nie zdarzają się już wcale. Papież w swym nauczaniu akcentował również fakt, że ludzkie życie, choć nie stanowi rzeczywistości ostatecznej, lecz raczej „przedostateczną”, to jednak także w wymiarze ziemskim ma charakter święty i wymagający kategorycznego poszanowania.


Trzeba mimo to przyznać, że głos Kościoła katolickiego, w odróżnieniu od stanowiska w kwestii aborcji czy eutanazji, w sprawie moralnego zakazu kary śmierci nie jest równie jednoznaczny. Zarówno w bioetyce personalistycznej w wydaniu chrześcijańskim, jak i w wypowiedziach Magisterium, dominują apele o zredukowanie kary śmierci, a nawet całkowite jej zniesienie. Sprzeciw Kościoła przypomina tu jednak jego stanowisko na temat wojny. Jest ona potępiana, lecz nie w duchu radykalnego pacyfizmu. Podobnie jest z karą śmierci – Kościół dostrzega wiążące się z nią problemy, ale nie potępia jej całkowicie i jednoznacznie w sytuacjach, kiedy byłaby naprawdę nieodzowna.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię