Słowo „ruch” wywołuje u nas najczęściej skojarzenia z jakimś przemieszczeniem się obiektu, rekreacją i aktywnością sportową, organizacją społeczną lub polityczną specjalizującą się w określonym typie działalności, a u kibiców piłkarskich dodatkowo przywołuje na myśl drużynę czternastokrotnych mistrzów Polski, czyli Ruch Chorzów. Intuicje te są zasadniczo słuszne, bo każdorazowo dotyczą różnego rodzaju dynamiki i zmian.

Pod takim czy innym względem obraz świata modyfikuje się, kiedy dane ciało przechodzi z jednego miejsca do drugiego, a pewne przekształcenia występują przecież nawet wtedy, gdy rodzą się nowe idee lub dokonuje się ewolucja społeczeństwa. Dająca się zaobserwować przez człowieka rzeczywistość jawi się więc jako zmienna. Niektórzy wnioskują z tego wręcz, że w znanym nam świecie nie ma niczego stałego, niesłusznie przecząc istnieniu substancji. Ta ostatnia nie jest wszakże fikcją, aczkolwiek także ona podlegać może przemianom – w dodatku bardzo głębokim, bo dotykającym samej tożsamości rzeczy.


W rozmaity sposób doświadczamy przeto ruchu. Poruszamy się my sami oraz otaczające nas przedmioty, zarówno percypowane bezpośrednio, jak i rejestrowane za pośrednictwem specjalistycznych przyrządów badawczych. Stąd interesujące nas pojęcie urasta do rangi jednej z najważniejszych kategorii filozoficznych, nad którą rozważania snują głównie metafizycy i filozofowie przyrody.


Gdyby zaistniała potrzeba wytłumaczenia komuś, czym jest wikliniarstwo, to bodaj najlepszą metodą wprowadzenia go w temat byłoby deiktyczne ukazanie mu wytwarzania koszy oraz innych artefaktów z wikliny. Analogicznie jest z filozofowaniem. To, jaką działalnością trudni się filozof, najprościej jest pokazać poprzez zaproszenie kogoś do podjęcia refleksji filozoficznej nad jakimś zagadnieniem. Tak się składa, że rozważając problem ruchu znajdujemy się w samym nieomal centrum filozofii.


Od zarania jej dziejów tematyka ruchu była jednym z najczęściej dyskutowanych wątków. W filozofii presokratejskiej do wysokiej rangi urosła kontrowersja między wariabilizmem a statyzmem. Zwolennicy pierwszego – na czele z Heraklitem z Efezu (ok. 540-ok. 480 p. n. e.) – głosili skrajnie pojętą powszechną zmienność bytów przyrodniczych, które ciągle modyfikują się, podobnie jak nieustannie przepływający nurt rzeki. Funkcjonowanie świata opiera się na wiecznej przemianie bytów. Rzeczywistością rządzi antagonizm przeciwieństw, a jej osnową są konflikt i walka. Przeciwieństwa ścierają się, co w ostatecznym rozrachunku prowadzi do zaistnienia harmonii. Suche moknie, wilgotne wysycha, ciepłe oziębia się, a zimne ulega ogrzaniu. Byty ustawicznie przechodzą zatem przez odmienne jakościowo stany, zaś w uniwersum nie ma niczego stałego.

Wprost odmienne stanowisko zajmowali adherenci drugiej szkoły, wśród których najbardziej znany był Parmenides z Elei (ok. 540-ok. 470 p. n. e.). Uważali oni, że ruch nie istnieje, a zmysły, ukazując zmienność rzeczy, łudzą nas. Rozumowanie prowadziło wyznawców statyzmu do wniosku, że byt jest, a niebytu nie ma. Byt – ich zdaniem – jest wieczny i nie ma początku ani końca. Gdyby bowiem był kiedyś zapoczątkowany i miał kres, to musiałby powstać z niebytu bądź w niebyt się przeistoczyć, a to – skoro niebytu nie ma – nie jest możliwe. Ponadto przysługują mu atrybuty stałości, niepodzielności i jedności. Nade wszystko jest on jednak nieruchomy i niezmienny, bo przerodzić mógłby się wyłącznie w niebyt, który przecież nie istnieje. Poznanie zmysłowe, jak dowodzili Parmenides i kontynuatorzy jego myśli, jest więc niewiarygodne, a zawierzyć powinno się rozumowaniu. To ostatnie ukazuje nierealność ruchu, także lokalnego, gdyż nie ma koniecznej dla jego zachodzenia próżni. Stanowisko to próbował wzmacniać Zenon z Elei (ok. 490-ok. 430 p. n. e.), który sformułował słynne antynomie, mające dowodzić niemożności istnienia ruchu. Wśród nich znalazł się między innymi paradoks „strzały”. Wyobraźmy sobie, że wystrzelona z łuku strzała pokonuje określony dowolny odcinek drogi. W momencie wypuszczenia jej przez łucznika znajdowała się na początku trasy, a po dotarciu do celu – na końcu. Możemy jednak pytać, gdzie przebywała podczas pokonywania tej drogi? Zastanawiając się nad tą kwestią odpowiemy, że w ¼ czasu przechodzenia przez odcinek musiała być w ¼ trasy. Po ½ czasu lotu była z kolei w ½ odcinka, natomiast po ¾ czasu w ¾ drogi i tak w nieskończoność. Jakiejkolwiek chwili lotu nie wyobrazilibyśmy sobie, to musimy przyznać, że strzała zawsze zajmuje jakiś punkt, a zatem w każdym momencie jest nieruchoma. Nie jest przy tym możliwe, aby strzała jednocześnie poruszała się i pozostawała w spoczynku. Ruch faktycznie więc nie zachodzi, a przemieszczające się przedmioty stanowią li tylko zmysłową iluzję.
Kompromis między wariabilizmem a statyzmem próbowali znaleźć starożytni atomiści.

Nie chcąc negować realności zmian w świecie, utrzymywali, że oprócz nich istnieje w uniwersum również coś stałego. Tym czymś są niezmienne atomy, które są całkowicie niepodzielnymi i nieprzenikliwymi cząstkami materii. Nie są zróżnicowane jakościowo, a jedynymi odmiennościami, jakie pomiędzy nimi występują, są kształt i wielkość. Odwiecznie poruszają się w próżni, lecz same zawsze pozostają takie same. Stanowią wszakże ostateczne i niezmienne elementy tworzące rzeczywistość. Przy czym wszelka zmiana okazuje się redukowalna do ruchu przestrzennego (mechanicznego) atomów. Obiekty makroskopowe są natomiast zróżnicowane dlatego, że tworzą je rozmaicie ułożone konfiguracje owych niepodzielnych i ostatecznych cząstek materii.


Mimo iż za pierwotny rodzaj ruchu, jak też ruch w ścisłym znaczeniu tego słowa uznać należy ruch lokalny, to jednak najwnikliwsze jego analizy znajdujemy u Arystotelesa (384-322 p. n. e.), który rozpatrywał interesujący nas fenomen w perspektywie szeroko rozumianych zmian. Stąd wskazywał on na fakt, że oprócz prostych przemieszczeń obiektu z jednego miejsca na inne, wśród bytów spotyka się także ruchy ilościowe i jakościowe. Pierwsze wiążą się z wszelkimi zmianami ilości, w rodzaju rośnięcia czy kurczenia się, zaś drugie dotyczą modyfikacji cech przedmiotu, na przykład dojrzewania, a następnie gnicia owocu. Co więcej, możliwe są też znacznie głębsze, bo sięgające samej tożsamości rzeczy, przemiany substancjalne. Za ich sprawą byt przestaje być tym, czym był uprzednio, a dekompozycji ulega określająca naturę przedmiotu forma substancjalna. Przykładami tak daleko idących zmian są narodziny i śmierć.


Wypracowanej w metafizyce klasycznej koncepcji ruchu nie zrozumiemy jednak bez przywołania arystotelesowskiej teorii aktu i możności. Ruch to bowiem nic innego, jak właśnie przejście z możności do aktu. Aby tak pojmowany ruch mógł się ziścić, konieczne jest zaopatrzenie bytu w pewną potencjalność, co wymaga z kolei realnego istnienia bytów, które nie są doskonałe i dlatego mogą zmierzać ku osiągnięciu doskonałości swej natury. Stagiryta przyjmował, że byt składa się z możności i aktu. Przy czym ta pierwsza stanowi element bierny, wymagający konkretyzacji (zaktualizowania) przez akt. Podstawą ruchu i w ogóle wszelkich zmian jest zatem możność. Akt czysty, będąc tym, co w pełni dokonane i doskonałe, nie potrzebuje bowiem, a nawet nie może podlegać żadnym modyfikacjom. Działać może oczywiście tylko taki byt, który już jest w akcie, stąd to właśnie on uchodzi za źródło ruchu, ale też jego cel i kres. Innymi słowy, ruch ciała jest czymś ontycznie niedoskonałym i niewykończonym, znajdującym się dopiero w drodze od punktu wyjścia do celu, który jawi się jako pewna doskonałość ilościowa bądź jakościowa. Do wystąpienia ruchu sięgnięcie kresu nie jest jednak konieczne, a faktycznie zdarza się tak, iż coś porusza się, lecz nie dociera do spodziewanego końca.


Stagiryta, a w ślad za nim także św. Tomasz z Akwinu (1225-1274), wyróżniali ponadto ruch wsobny (immanentny) i ruch przechodni (tranzytywny). Pierwszy to taki, w którym przyczyna ruchu znajduje się w poruszającej się rzeczy. Ruch ma więc w takich wypadkach zarówno źródło, jak i ujście, w tym samym bycie. Doskonali on zatem dane jestestwo i znamionuje przede wszystkim te przedmioty, które posiadają cechę życia – tak wegetatywnego, jak i zmysłowego oraz duchowego. Natomiast drugi typ ruchu dotyczy sytuacji, w których wobec poruszającego się obiektu przyczyna jest czymś zewnętrznym. W takich przypadkach ruch znajduje kres w bycie odmiennym od tego, w którym się rozpoczął, będąc czymś typowym dla bytów nieożywionych. Wskazanie na różnice, jakie zachodzą między ruchami immanentnymi a tranzytywnymi, jest istotne przy dokonywaniu podziału rzeczywistości przyrodniczej na biotyczną i abiotyczną. Specyficzne dla organizmów żywych jest bowiem to, że występują u nich ruchy wsobne, do których niezdolne są na przykład minerały czy ciecze.


Zdaniem Arystotelesa ruchem rządzą dwie fundamentalne zasady. Po pierwsze, wszystko, co jest w ruchu, poruszane musi być przez coś innego, a po drugie, szereg czynników poruszających się i poruszanych nie może ciągnąć się w nieskończoność. Dlatego przyjąć trzeba, że ostateczną racją ruchu jest Pierwszy Poruszyciel. Stanowi on przyczynę tego, że ruch w ogóle zaistniał i został zapoczątkowany, a także jest powodem jego dalszego trwania. Jest transcendentną substancją, będącą czystym aktem pozbawionym najmniejszej choćby przymieszki możności, jak też wyzbytym jakiejkolwiek materialnej zasady. W przekonaniu Stagiryty jest czystą myślą, która myśli samą siebie, jak gdyby nie mogąc skalać się refleksją nad czymś, co jest zmienne i niedoskonałe. Przyciąga on więc do siebie wszystkie byty składające się z możności i aktu, podobnie jak przedmiot miłości skłania ku sobie kochającego.


Akwinata utożsamił Pierwszego Poruszyciela z Bogiem, zaś analizom ruchu poświęcił w swych dziełach stosunkowo dużo miejsca. Interesujący nas fenomen był dla Doktora Anielskiego na tyle ważny, że uwzględnił go w argumentacji na rzecz istnienia Boga. To właśnie od danego nam w doświadczeniu zmysłowym faktu ruchu wyszedł on w swej słynnej pierwszej drodze, mającej dowodzić realności Absolutu. Przyjął, że jest rzeczą pewną i dającą się zarejestrować sensorycznie, iż w znanym nam środowisku niektóre przynajmniej obiekty poruszają się. Podobnie jak Arystoteles, założył, że wszystko, co się porusza, musi być poruszane przez coś innego od siebie. Nic wszakże nie porusza się, jeżeli nie jest w możności do osiągania tego, ku czemu zmierza. Źródłem ruchu może zaś być jedynie to, co już jest urzeczywistnione, czyli znajduje się w akcie. Istotę poruszania się stanowi bowiem przejście z możności do aktu. Z możności nic nie może jednak przejść do bytu aktualnego bez udziału tego, co już pozostaje w stanie aktualności oraz jest – pod jakimś przynajmniej względem – dokonane i wykończone. Nie jest przy tym możliwe, aby to samo było równocześnie i w tym samym aspekcie w stanie aktualnym i możnościowym (taka sytuacja jest dopuszczalna, ale wyłącznie pod różnym kątem). Przemawiają za tym bardzo proste przykłady, jak choćby ten, który uświadamia nam, że to, co jest gorące aktualnie, nie może być jednocześnie gorące w możności, ponieważ jest w tym samym czasie zimne w możności. Niepodobna więc, aby coś było równocześnie i pod tym samym względem poruszające i poruszane, wprawiając – w sensie absolutnym – w ruch samo siebie. Stąd należy przyjąć, że wszystko, co istnieje, poruszane jest przez coś od siebie różnego. Jakikolwiek byt, który przekazuje teraz ruch, także poruszany jest przez coś innego, czemu zawdzięcza swoją dynamikę.

Tamten zaś obiekt również wprawiony został w ruch za sprawą czegoś, co już w ruchu było. Jednakowoż nie jest możliwe, aby w takim szeregu iść w nieskończoność, bo nie istniałby wówczas pierwszy czynnik poruszający i konsekwentnie żaden inny, albowiem czynniki poruszające drugie poruszają się dzięki sile pierwszego czynnika, analogicznie do tego, jak laska jest poruszana za pomocą ręki korzystającego z niej człowieka. Dlatego jest rzeczą konieczną – stwierdza św. Tomasz z Akwinu – dojść do jakiegoś czynnika poruszającego pierwszego, który sam nie jest poruszany przez nikogo, a przez czynnik ten wszyscy rozumieją Boga. Jeśli w świecie zachodzą więc realne zmiany, które zasadzają się na przejściu bytów ze stanu możności do aktu, a przy tym dokonują się one pod wpływem czynników różnych od zmieniających się bytów, to przyjąć należy, że istnieje Pierwszy Czynnik Poruszający a Nieporuszony, będący ontyczną racją działania wszystkich różnych od niego czynników poruszających i poruszanych.


Przyjmowaną przez Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu zasadę, wedle której wszystko, co jest w ruchu, musi być poruszane przez coś różnego od siebie, zaczęto podważać w późnej scholastyce. Kwestionował ją między innymi Franciszek Suárez (1548-1617), który dopuszczał ewentualność zachodzenia ruchu samoistnego. Jeszcze dalej w swych wnioskach szedł renesansowy filozof przyrody Bernardino Telesio (1509-1588), zdaniem którego światem rządzą dwa główne żywioły: zimno i gorąco. Pierwsze pochodzi z ziemi, a drugie z nieba. Łącznie kształtują one materię, zaś ruch to nic innego, jak po prostu spontaniczna zmiana, wywoływana w ostatniej instancji nie przez transcendentne względem świata pryncypium, lecz przez wewnętrzne siły samej przyrody.


Filozofowie zastanawiali się nie tylko nad tym, jaka jest istota ruchu i czy został on zapoczątkowany przez coś wewnątrz świata bądź raczej poza nim, ale próbowali dociec też, w jaki sposób przebiegają poszczególne formy ruchu. I tak na przykład zgodnie z założeniami kosmologii Arystotelesa, odmienne są prawa dynamiki ciał niebieskich i ciał ziemskich. W świecie nadksiężycowym zachodzi bowiem jedynie doskonały ruch kolisty. Niebo, jak sądził Stagiryta, jest wszakże niezmienne i nie imają się go żadne modyfikacje jakościowe ani ilościowe. Nie ma w nim powstawania i ginięcia, jak również wzrostu i ubytku. Skonstruowane jest z wiecznego, niepowstającego i nieginącego eteru. W przeciwieństwie do niego, świat podksiężycowy, czyli ten, w którym przyszło nam funkcjonować, składa się z czterech żywiołów. Ziemia i woda, czyli elementy ciężkie, dążą ku dołowi, natomiast powietrze i ogień, będące elementami lekkimi, zmierzają ku górze. To właśnie w tak dobrze znanym nam świecie sublunarnym dochodzi do wszelkiego rodzaju zmian, wśród których najdonioślejsze są powstawanie i ginięcie. Występują w nim dwa typy ruchu lokalnego: naturalny i wymuszony. Zawsze zachodzą w jakimś ośrodku – w wypełnionej czymś przestrzeni, bo próżnia, w przekonaniu Arystotelesa, nie istnieje. Cel, kierunek i szybkość ruchu naturalnego zależą od jakościowej konstrukcji ciał oraz ich proporcji składowych. Pierwiastki ciężkie podążają w stronę geometrycznego środka Ziemi, zaś lekkie ku obwodowi świata, a więc w górę. Przy czym ruch ten trwa aż do zastopowania (spoczynku) ciała, w zależności od przeszkód, na jakie natrafi ono w pobliżu naturalnego miejsca swego dążenia. Natomiast ruch wymuszony usuwa ciało z naturalnego usytuowania i wymaga działania zewnętrznego bodźca – przyczyny sprawczej. Jak wcześniej wspomniano, w metafizyce klasycznej przyjmuje się, że każdy obiekt w ruchu ma swój zewnętrzny czynnik sprawczy, a łańcuch przyczyn nie może ciągnąć się w nieskończoność, toteż istnieć musi Pierwszy Poruszyciel (Pierwszy Motor), który jest nieruchomy i stanowi ostateczną rację wszelkich zmian w świecie.


Już od czasów starożytnych dla filozofów i przyrodników szczególnie zagadkowe okazywały się te ruchy wymuszone, które przebiegały mimo utracenia bezpośredniego kontaktu fizycznego ze źródłem ruchu. Przykładem takiej sytuacji, zaczerpniętym z balistyki, może być rzut ukośny pocisku. Ten ostatni przechodzi określoną trajektorię lotu, stanowiącą niekiedy dość znaczną odległość, pomimo zakończenia styczności przestrzennej z armatą czy innym rodzajem broni. Arystoteles przyjął, że to kolejne porcje materii wypełniające środowisko, jak na przykład powietrze, należy uznać za czynnik, który napędza lub hamuje ruch wymuszony. Kwestionował to bizantyński filozof przyrody i matematyk Jan Filopon (490-570), który – w przeciwieństwie do Stagiryty – nie wykluczał istnienia próżni i uważał, że podlegające ruchowi wymuszonemu ciało zyskuje swoisty niematerialny impuls odpowiadający za kontynuowanie działania zewnętrznego wobec poruszającej się rzeczy źródła ruchu. Koncepcja ta została w dobie scholastyki rozwinięta przez Jana Buridana (1300-1358), który ruch stały i przyspieszony próbował objaśniać za pomocą teorii impetu.


Galileusz (1564-1642) doszedł do wniosku, że przywołany wyżej impet należy utożsamić z miarą ruchu, ponieważ stanowi funkcję ilości materii i prędkości. Isaac Newton (1643-1727) określił ją później jako ilość ruchu, czyli dzisiejszy pęd (mV), a także, zgodnie z zasadą bezwładności, potraktował ruch jednostajny prostoliniowy i spoczynek ciała jako stany równoważne, których podtrzymanie w warunkach idealnych nie wymaga żadnego zewnętrznego oddziaływania. Dopiero wpływ jakiejś siły zewnętrznej umożliwia zmianę dotychczasowego pędu lub spoczynku ciała, nadając mu przyspieszenie.


Współczesna fizyka traktuje ruch jako zmianę położenia ciała, która odbywa się w czasie względem określonego układu odniesienia, jaki uznany zostaje za nieruchomy. Przy czym ruch opisuje się dziś takimi parametrami, jak przemieszczenie, oznaczające różnicę między położeniem początkowym a końcowym obiektu, tor (będący linią, po jakiej porusza się ciało, co może zachodzić bądź po linii prostej, bądź krzywej), droga (stanowiąca długość odcinka toru) i czas, który jest różnicą pomiędzy chwilą końcową a początkową ruchu. Widzimy więc, że spośród różnego rodzaju zmian, nad jakimi zastanawiali się Arystoteles i św. Tomasz z Akwinu, dzisiejsza fizyka odnosi się zasadniczo głównie do ruchu lokalnego.


Fizycy klasyfikują ruchy przede wszystkim w oparciu o ich tory oraz zmiany wartości prędkości. Ze względu na tor ruchu wyróżnia się dwie jego podstawowe odmiany: prostoliniowy (poruszanie się po linii prostej) i krzywoliniowy (poruszanie się po liniach krzywych, takich jak na przykład okręg, elipsa czy parabola). Z uwagi na wartości prędkości ruch można natomiast podzielić na: jednostajny, w którym prędkość nie ulega zmianie, a także zmienny, czyli taki, w którym prędkość modyfikuje się (można tu jeszcze wskazać na ruch jednostajnie zmienny, gdy zmiany prędkości są jednakowe w równych przedziałach czasu, tak iż prędkość zwiększa się lub maleje, jak też na ruch niejednostajnie zmienny, którego często spotykanym przypadkiem jest ruch drgający, na przykład harmoniczny).


Osobnym zagadnieniem, ale bezpośrednio związanym z fenomenem zmiany, jakim zajmuje się dzisiejsza fizyka, jest ruchliwość płynów oraz jej skutki. Przy czym ruch płynów rozpatruje się głównie w skali mikroskopowej, badając zachowanie pojedynczych cząsteczek, co pozwala uszczegółowić opis makroskopowy. Jest to bardzo ważne z punktu widzenia praktycznego, albowiem spośród czterech stanów skupienia, jakie występują w przyrodzie, aż trzy, czyli gazy, ciecze i plazma, zaliczają się do kategorii płynów, zaś nawet ciała stałe w pewnych warunkach mogą zachowywać się w sposób charakterystyczny dla płynów. Ruchliwość cieczy i gazów, oddziaływania cieczy z ciałami stałymi w rodzaju zjawiska zwanego napięciem powierzchniowym, rozmaite wzburzenia płynu, przepływ ciepła w cieczach, a nawet zachowanie się kropli, to fenomeny, które odznaczają się określoną dynamiką, wobec czego również one w sposób wzorcowy ilustrują to, na czym polega ruch.


Do schyłku XIX wieku za poprawnie opisujące zjawisko ruchu uważano trzy zasady dynamiki, które sformułował Newton. Stanowią one fundament mechaniki klasycznej i odnoszą się do związków między ruchem ciała a siłami działającymi na nie, stąd określa się je niekiedy jako prawa ruchu. Pierwsza zasada dynamiki (zasada bezwładności) głosi, że w inercjalnym układzie odniesienia, jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku bądź porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym. Wedle drugiej zasady dynamiki przyjmuje się, że jeśli w inercjalnym układzie odniesienia siły działające na ciało nie równoważą się, to ciało porusza się z przyspieszeniem wprost proporcjonalnym do siły wypadkowej, a odwrotnie proporcjonalnym do masy ciała. Natomiast zgodnie z trzecią zasadą dynamiki zakłada się, że oddziaływania ciał są zawsze wzajemne, a w inercjalnym układzie odniesienia siły wzajemnego oddziaływania dwóch ciał mają takie same wartości, taki sam kierunek, przeciwne zwroty i różne punkty przyłożenia.


W XX wieku okazało się, że mechanika klasyczna ma ograniczony zasięg zastosowania, gdyż odnosi się zasadniczo do obiektów niezbyt małych i poruszających się niezbyt szybko. Ruch ciał o prędkościach porównywalnych z prędkością światła w próżni dokładniej opisuje bowiem szczególna teoria względności (STW), zaś oddziaływanie grawitacji uwzględnia ogólna teoria względności (OTW). Przywołane wyżej trzy zasady dynamiki w mechanice relatywistycznej obowiązują zatem w ograniczonym stopniu, a w mechanice kwantowej (wyjaśniającej zachowanie się obiektów małych, takich jak atomy i cząstki subatomowe) na ogół nie mają nieomal żadnego zastosowania.


Interesujące są również efekty relatywistyczne, które stanowią konsekwencję zaproponowanych przez Alberta Einsteina (1879-1955) teorii. Chodzi tu przede wszystkim o skrócenie długości (nazywane przez fizyków skróceniem Lorentza) i wydłużenie czasu (określane niekiedy jako dylatacja czasu). Relatywistyczne skrócenie długości (kontrakcja przestrzeni) wynika z tego, że odległości między punktami zależą od układu odniesienia, a wszystkie poruszające się przedmioty obserwuje się jako krótsze niż wtedy, gdy spoczywają. Przy czym różnice są szczególnie wyraziste w przypadku obiektu poruszającego się z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Prowadzi to do paradoksu drabiny, gdyż zgodnie z założeniami STW drabina może mieć długość większą niż długość stodoły, ale zmieścić się w owej stodole w całości, jeśli tylko drabina będzie poruszała się odpowiednio szybko w układzie spoczynku stodoły. Innym efektem relatywistycznym jest dylatacja czasu. Czas, jaki mija pomiędzy dwoma zdarzeniami, nie jest wszakże jednoznacznie określony, lecz zależy od ruchu obserwatora. Odstępy czasowe między zdarzeniami są większe i czas płynie jak gdyby wolniej, jeśli obserwator porusza się, a nie spoczywa względem ich położenia. Innymi słowy, jeśli zjawisko, które zachodzi w jakimś punkcie przestrzeni, jest obserwowane z układów poruszających się względem tego punktu, to trwa dłużej niż w układzie odniesienia, w którym punkt tego zjawiska spoczywa. Dlatego też nawet w przypadku dwóch bardzo dokładnych zegarów atomowych, jeśli jeden z nich umieści się w ponaddźwiękowym samolocie, a drugi pozostawi na Ziemi, zaobserwujemy spóźnianie się pierwszego o kilkanaście nanosekund. Wiąże się to ze słynnym paradoksem bliźniąt, który każe powątpiewać w prawdziwość STW. Spróbujmy sobie bowiem wyobrazić, że na Ziemi bądź w dowolnym punkcie wszechświata, zakładając, że z owym miejscem związany jest układ inercjalny, rodzą się bliźnięta. Przy czym jeden bliźniak pozostaje na Ziemi, a drugi rozpoczyna podróż po przestrzeni kosmicznej poruszającym się z ogromną prędkością statkiem. Po pewnym czasie jednak wraca na Ziemię i spotyka się ze swoim bratem. W związku z tym, że według STW czas w przemieszczającym się układzie odniesienia płynie wolniej, a efekt ten jest tym większy, im szybciej układ się porusza, to dojdzie do sytuacji, w której pozostający na Ziemi bliźniak będzie spodziewał się, iż poruszający się względem niego brat będący kosmonautą po powrocie powinien być młodszy. Z kolei ten z braci, który przebył podróż kosmiczną, myśli, że w jego układzie odniesienia to właśnie brat pozostający na Ziemi, skoro poruszał się względem niego, będzie młodszy. Tymczasem z dwóch zdań względem siebie sprzecznych, tylko jedno może być prawdziwe, zatem obaj bracia nie mogą mieć w tym wypadku równocześnie racji. Wydaje się, że absurdalne konsekwencje paradoksu bliźniąt dyskredytują STW, co podkreślał między innymi francuski filozof i noblista Henri Bergson (1859-1941). Taki pogląd stanowi jednak następstwo błędnych założeń. Nie jest wszakże tak, iż układy obu braci są równoważne. W perspektywie, jaką wyznacza STW, wyłącznie z jednym z braci związać można układ inercjalny. Gdyby obaj bracia zawsze poruszali się względem siebie ze stałą prędkością, to przecież nigdy, poza chwilą, w której jeden z nich wyruszył w przestrzeń kosmiczną, nie spotkaliby się. STW nie mówi, że wszyscy obserwatorzy są równoważni, lecz tylko ci, którzy znajdują się w inercjalnych układach odniesienia, a więc takich, które poruszają się względem siebie bez przyspieszenia. W przytoczonym eksperymencie myślowym mamy natomiast do czynienia z sytuacją, w której brat będący kosmonautą musi, w chwili zawracania rakiety w kierunku Ziemi, zmodyfikować swoją prędkość i nadać pojazdowi pewne przyspieszenie. W takim razie nie znajduje się on przeto w takim samym układzie inercjalnym, jak na początku. Prowadzi to do wniosku, że rację ma ten z braci, który nie wcielił się w rolę astronauty i pozostał na Ziemi.


Ciekawe konsekwencje wiążą się również z OTW, stanowiącą współczesną relatywistyczną teorię grawitacji. Poucza nas ona, że w obecności mas, będących źródłem pola grawitacyjnego, geometria czasoprzestrzeni zakrzywia się, a ruch ulega przyspieszeniu i odbywa się po torach zwanych geodetykami. Materia – jak wyraził się na temat rzeczonego zjawiska amerykański fizyk John Archibald Wheeler (1911-2008) – „mówi” czasoprzestrzeni, w jaki sposób ma się zakrzywiać, zaś czasoprzestrzeń „mówi” materii, jak ma się poruszać.


Doniosłym następstwem odkryć Einsteina było ponadto skonstatowanie, że wykryć możemy jedynie ruch względny, a pojęcie ruchu absolutnego jest pozbawione sensu. Zasadniczą cechą ruchu jest zatem jego względność, gdyż da się go rozpatrywać wyłącznie w odniesieniu do jakiegoś układu. Mówienie o ruchu absolutnym byłoby zasadne tylko wtedy, gdyby poprawna była hipoteza eteru – wypełniającego cały wszechświat ośrodka, w którym rozchodzi się światło. Eter byłby wówczas jedynym nieruchomym ciałem w uniwersum, co byłoby tożsame z przysługiwaniem mu ruchu absolutnego. Na początku XX wieku, między innymi dzięki dokonaniom Einsteina, koncepcję eteru ostatecznie wyrugowano jednak z nauki i filozofii, tak iż obecnie ma ona wartość jedynie historyczną, gdyż jej potencjał eksplanacyjny jest już całkowicie niezadowalający. Ruch jest bowiem względny, a stwierdzenie, że jakieś ciało porusza się, ma sens tylko wtedy, gdy założymy, iż przemieszcza się względem czegoś innego.
Szereg doniosłych informacji na temat ruchu przyniosła także mechanika kwantowa. Badania ruchu cząstek elementarnych wyjawiły dualne własności mikroobiektów, takich jak na przykład elektrony w atomach. Okazało się, że mają one cechy tak korpuskularne, jak i falowe, a ich współrzędne przestrzenne można wyznaczyć zaledwie z danym stopniem prawdopodobieństwa, gdyż nie posiadają dobrze określonej powierzchni granicznej. Niemożliwy jest również pomiar parametrów sprzężonych, w rodzaju położeń i pędów, co sprawia, że świat na poziomie cząstek elementarnych wydaje się dla człowieka dziwny lub zgoła niezrozumiały.


Trudna do zrozumienia bywa też rzeczywistość społeczna, w której obserwujemy ogromną ruchliwość. Dotyczy ona zresztą nie tylko zmieniających swoje położenie jednostek ludzkich czy całych ich grup, co zwie się migracjami, lecz w szerszej perspektywie po prostu rozmaitych zmian społecznych, obejmujących przekształcenia poszczególnych instytucji, ustrojów politycznych, modeli gospodarczych, światopoglądów, a nawet stylów życia. Stąd obiekty, jakie bada się w naukach humanistycznych, społecznych i ekonomicznych, są wyjątkowo złożone, dynamiczne, a często także nieprzewidywalne w swoich sposobach zachowania. Opierają się bowiem na niezwykle rozgałęzionej sieci oddziaływań między indywiduami, z których każde zaopatrzone jest w umysł, będący sam w sobie układem nad wyraz złożonym oraz zdolnym do antycypacji i uczenia się. Występuje w nich zatem wiele elementów, których nie posiadają układy fizyczne, co sprawia, że obarczone są dużą nieokreślonością. Istotną rolę odgrywają w nich emocje, uczucia, intencje i motywacje. Stąd nawet drobne fluktuacje mogą przyczynić się do pokaźnych modyfikacji w całym życiu zbiorowym ludzkości.


Ruch odnieść możemy nie tylko do obiektów materialnych, ale też do sfery myśli. Naprowadza nas na to już utarty zwyczaj językowy, ponieważ w mowie potocznej spotykamy się niekiedy z wyrażeniami, za sprawą których konstatujemy, że ktoś „szybko kalkuluje”, „sprawnie liczy w pamięci”, „wolno zapamiętuje daty” czy „ma bystry umysł”. Są to oczywiście określenia analogiczne, niemniej wskazują one na to, że w przypadku myślenia również mamy do czynienia ze swoiście pojmowanym ruchem. Proces myślowy odznacza się wszakże pewną dynamiką, a sama myśl może nawet powodować określone zmiany w rzeczywistości pozapodmiotowej. Stadion piłkarski, most, krzesło czy suknia, zanim ukształtowane zostaną z odpowiedniego tworzywa, a ściślej rzecz biorąc z materii drugiej, muszą wcześniej pojawić się w umyśle twórcy jako coś w rodzaju mentalnych obrazów-wzorców artefaktów.


Wypada więc zgodzić się z Fryderykiem Engelsem (1820-1895), który twierdził, że ruch jest czymś typowym i powszechnym w doświadczanym przez nas świecie. Wyróżnić można, jak zauważał współtwórca materializmu dialektycznego, pięć podstawowych rodzajów ruchu: mechaniczny, fizyczny, chemiczny, biologiczny i społeczny. Przy czym – wbrew temu, co sądził Engels – nie wszystkie mają charakter czysto materialny. Ruch społeczny, czyli wszelkie zmiany świadomościowe, psychiczne i historyczne, transcendują rzeczywistość materialną, dzięki czemu możemy mówić o człowieku jako twórcy kultury duchowej. Ponadto, aby uczynić zjawisko ruchu niesprzecznym, musimy odwołać się – jak wcześniej wspomniano – do Pierwszego Czynnika Poruszającego a Nieporuszonego, który stanowi ontyczną rację działania wszystkich różnych od niego czynników poruszających i poruszanych.


Warto dodać, że ruch możemy dookreślić za pomocą takich pojęć, jak „rozwój” i „postęp”. Rozwojem jest każda zmiana kierunkowa, która posiada określoną prawidłowość, monotoniczną względem jakiegoś parametru, jak na przykład ekspansja wszechświata. Przez postęp rozumiemy natomiast progres i doskonalenie czegoś, co wiąże się zazwyczaj ze wzrostem złożoności układu. Dobrymi przykładami postępu mogą być ewolucja gatunkowa lub powstawanie coraz bardziej wyrafinowanych technologii. Nie ulega wątpliwości, że mówiąc o postępie, trudno jest uniknąć komponentu aksjologicznego. W grę wchodzi tu więc wartościowanie, dlatego ważne jest, aby – zwłaszcza w sferach bezpośrednio dotyczących życia ludzkiego – trafnie wyznaczać kierunek i ramy postępu.


Podsumowując, stwierdzić trzeba, że ruch jest jedną z podstawowych kategorii filozoficznych, wokół której od stuleci ogniskują się rozważania rozmaitych myślicieli. Jest przy tym zjawiskiem na tyle powszechnym, a zarazem wszechogarniającym człowieka, że często po prostu nie zastanawiamy się nad nim, tak iż nie brakuje jednostek, które nie potrafią zachwycić się faktem jego zachodzenia. Umyka nam więc w prozie życia, tak jak szereg innych fundamentalnych, ale niezwykle doniosłych spraw, gdyż współcześni ludzie – otumanieni konsumpcjonizmem i hedonizmem – w dużej mierze zatracili postawę kontemplacyjną. Ta ostatnia jest zaś niezbędna do wykształcenia w sobie empatii i wrażliwości, a także zdolności zachwycenia się światem i jego pięknem. Zdaje się zatem, że największa wartość filozofii polega obecnie na tym, iż dzięki jej światłu możemy podjąć refleksję nad tym, co naprawdę istotne, a przy tym nazbyt często niezauważane.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię