Modelowym przykładem teorii z zakresu współczesnej etyki środowiskowej jest propozycja, jaką wysunął Robin Attfield – brytyjski filozof i wykładowca Cardiff University. W swoich rozważaniach podejmuje on typowe dla ekoetyki tematy, a koncepcja, którą rozwija, okazuje się ważnym głosem w debatach dotyczących ochrony środowiska. 

Attfield opowiada się za obiektywizmem aksjologicznym i poszerzeniem kręgu przedmiotów moralności o byty nieosobowe – przede wszystkim zwierzęta pozaludzkie, ale też pozostałe organizmy wchodzące w skład przyrody ożywionej, nawet nieposiadające zdolności sensytywnych. W budowaniu swego systemu etyki inspiruje się konsekwencjalizmem. Nawiązuje głównie do utylitaryzmu, kładąc nacisk na praktyczne implikacje opracowanej teorii.

Przede wszystkim uważa on, że znaczenie moralne przysługuje tym obiektom, które są zdolne do odnoszenia korzyści lub krzywd. Takie przedmioty posiadają wszakże interesy, a w otaczającej je rzeczywistości pojawiają się zmiany, które pomagają im w osiąganiu dobra własnego bądź – przeciwnie – utrudniają to, czy nawet uniemożliwiają. Przy czym dobro własne przedmiotów wiąże się z posiadaniem przez nie wartości wewnętrznej, która jest czymś obiektywnym i niezależnym od wartościującej świadomości ludzkiej. Wynika bowiem z samej konstytucji danego bytu i tego, czym on w istocie jest. Innymi słowy, ufundowana jest na obiektywnych własnościach przedmiotów. Nie stanowi więc li tylko wytworu świadomości, nie jest naszą projekcją, którą nakładamy na rzeczy, ale wynika z określonego ustrukturowania bytu. To, że byt jest zbudowany, w pewien specyficzny sposób, sprawia, że tkwią w nim ukierunkowane potencjalności. Część z nich stanowi zdolności istotowe, określające gatunkową naturę danego jestestwa. Te byty, które realizują własną naturę gatunkową, mogąc rozwijać tkwiące w nich zdolności, mają jednocześnie swoje interesy, a w konsekwencji są moralnie relewantne.

Ekoetyk zaznacza przy tym, że posiadanie własnych interesów nie jest uzależnione od uświadamiania ich sobie. Dla uzasadnienia tego poglądu powołuje się na przykłady postępowania z małymi dziećmi czy ludźmi w wysokim stopniu upośledzonymi. Jakkolwiek nie zdają sobie oni sprawy z tego, co im zagraża, a także z tego, co jest dla nich korzystne, to jednak ich życie – obiektywnie rzecz biorąc – może być lepsze lub gorsze. Mają więc prawo moralne do respektowania ich nieuświadamianych interesów. Analogicznie – zdaniem Attfielda – jest z pozostałymi bytami ożywionymi, które nie wiedzą o swoich potrzebach. To, że nie mają o nich pojęcia, nie sprawia, iż ich funkcjonowanie nie może być bardziej lub mniej optymalne.

Omawiany filozof rozróżnia jednak rodzaje interesów w zależności od typów bytów, które te interesy posiadają. Nie ulega dla niego wątpliwości, że byty świadome, a zwłaszcza samoświadome, czyli istoty ludzkie, mają interesy o wiele silniej wyartykułowane od organizmów, które jedynie odczuwają zmysłowo. O wiele gorzej jest zaś z przedmiotami nieożywionymi, które cały czas pozostają takie same i trudno w ich wypadku wskazać na przysługujące im zdolności potencjalne o charakterze istotowym. Takie czy inne zmiany środowiskowe w żaden sposób nie zagrażają ich interesom. Co więcej, trudno w ogóle mówić, aby miały one jakiekolwiek interesy czy potrzeby. Oczywiście bywa, że znajdują się one w wartościowych stanach rzeczy, lecz ich wartość zasadza się na tym, iż są korzystne dla innych użytkowników. Mają zatem wartość instrumentalną, a same w sobie nie mają znaczenia.

Podobnie, według Attfielda, jest z przedmiotami złożonymi w rodzaju ekosystemów i gatunków. Dla brytyjskiego myśliciela są one przede wszystkim zbiorami indywiduów. Dlatego nie sposób sensownie mówić, że istnieje w ich przypadku jakieś dobro zbiorowe. Realne jest jedynie dobro poszczególnych jednostek, choć oczywiście realizuje się ono w szerszych kontekstach, jakimi są ekosystemy czy gatunki. Jasne jest, że indywiduum nie może być niezależne od środowiska oraz interakcji z innymi organizmami. Nie jest zatem w stanie funkcjonować jako odseparowana od innych monada. Niemniej tylko poszczególne jednostki są tymi, które doznają przyjemności lub bólu, a ponadto wyłącznie one mogą czegoś pragnąć bądź do czegoś mieć awersję. Szerszych całości, jakimi są ekosystemy i gatunki, nie da się skrzywdzić ani przynieść im korzyści, którą mogłyby w jakiś sposób odczuwać. Doświadczać określonych stanów, tak pozytywnych, jak i negatywnych, mogą jedynie indywidua.

Attfield twierdzi, że na podstawie pryncypia etyki tradycyjnej, nie jesteśmy w stanie zbudować konsekwentnego i zadowalającego systemu norm ochrony środowiska. Proponuje więc wdrożyć zasadę maksymalizacji stanów wewnętrznie wartościowych w świecie, która na podmioty moralne nakłada powinność i obowiązek działań o charakterze maksymalizującym owe wartości. Moralnie godziwe są w związku z tym takie czyny, które poszerzają zbiór przedmiotów znajdujących się w stanach wartościowych. 

Myśliciel jest również świadom faktu, że nie wszystkie interesy i potrzeby są tak samo ważne. Stąd wskazuje on na konieczność wyróżniania interesów podstawowych (przede wszystkim utrzymania się przy życiu i rozwijania zdolności istotowych) oraz drugoplanowych. Te ostatnie wiążą się z zaspokajaniem tych wszystkich potrzeb, których zrealizowanie nie przyczynia się bezpośrednio do przetrwania danego organizmu, a zarazem jest uzależnione od wypełnienia tego, co dla określonego bytu podstawowe i najpilniejsze. W wypadkach konfliktów między podstawowymi interesami przedmiotów moralnych, brytyjski uczony radzi, aby kierować się regułą zalecającą wybór tych, które mogą urzeczywistnić więcej zawartych w nich potencjalnie wartościowych stanów rzeczy, zaś przy konfliktach między interesami podstawowymi i drugoplanowymi – zdaniem Attfielda – należy preferować te pierwsze.

Na koniec tej krótkiej prezentacji, mało znanego polskiemu czytelnikowi autora warto podkreślić, że dużą zaletą rozwijanych przez niego dociekań okazuje się uniknięcie błędu, jaki notorycznie popełniali adherenci mechanicyzmu. Mieszali oni bowiem przedmioty wytworzone przez ludzi i maszyny z rzeczywistością naturalną, przy której powoływaniu do istnienia człowiek może jedynie pomagać. Nowożytni filozofowie nader często nie dostrzegali różnic pomiędzy artefaktami a tym, co naturalne. Tymczasem między przedmiotem wytworzonym przez byt ludzki a realnościami przyrodniczymi zachodzą z ontologicznego punktu widzenia kolosalne różnice. Produkt ludzkiej pracy nie jest trwały, nie podlega ewolucji i nie ma historii swego rozwoju. Nie powołuje sam z siebie do życia drugiego bytu. Ściślej rzecz ujmując, nie ma on w sobie w ogóle życia. Jego jedynym ruchem jest ruch lokalny – proste przemieszczenie się z miejsca na miejsce. Wyzbyty jest czegoś takiego, jak narodziny, a jego zniszczenie nie jest tym samym, co śmierć. Że takowy przedmiot obumiera, powiedzieć da się tylko metaforycznie, każdorazowo pamiętając o metafizycznej przepaści, jaka dzieli świat przedmiotów ożywionych od świata obiektów nieożywionych. Tworzone przez ludzi mechanizmy są bytami sztucznymi, bez ukierunkowania na rozwój i organicznych powiązań. W przeciwieństwie do nich byty naturalne – mamy tu na myśli przede wszystkim rzeczywistość biotyczną – rodzą się i ewoluują, stanowiąc teleologiczne ośrodki życia. Podlegają wzrostowi i rozwojowi, same dobierają sobie materiał, który integrują przez procesy przyswajania i przemiany materii.

Nie wszystkie przedmioty ożywione uświadamiają sobie to, że coś lub ktoś może je skrzywdzić, jak też poprawić ich byt. My mamy to szczęście, a co za tym idzie trud i odpowiedzialność, że zdajemy sobie z takich kwestii sprawę. Uświadamiając sobie specyfikę świata życia i idąc za wskazaniami Attfielda, powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, aby życie wspierać, sprzyjać mu i potęgować je. Stanowi ono wszakże najcudowniejszy fenomen, jaki w obrębie wszechświata dane nam było poznać.

1 KOMENTARZ

  1. Aż strach pomyśleć, że są myśliciele, którzy mają problem z rozróżnieniem sztucznych przedmiotów od tego, co naturalne. No cóż, wpływ marksistowskiego sposobu filozofowania za pewne, gdzie wszystko jest kwestionowane, żadnych odpowiedzi nie ma i jest to swego rodzaju zabawa. Z niepewnością i kłamstwem na czele.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię