Postać urodzonego w 1942 roku w Chicago Theodore’a Johna Kaczynskiego, określanego też przydomkiem Unabomber (od kryptonimu UNABOM, który FBI nadało akcji jego poszukiwania), jest szeroko znana, a ponadto obecna w kulturze popularnej. W świadomości społecznej stosunkowo mocno utrwaliła się intrygująca figura genialnego matematyka z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, który porzucił dobrze rokującą karierę naukową na rzecz samotniczego życia w lesie na terenie amerykańskiego stanu Montana, po czym przedsiębrał zamachy bombowe na przedstawicieli pogranicza nauki, techniki i biznesu, za co został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Mniej kojarzona jest, natomiast filozofia społeczna Kaczynskiego. Tymczasem wniósł on wkład do myśli filozoficznej i społecznej jako teoretyk anarchoprymitywizmu, a na szczególną uwagę zasługuje opracowana przezeń oryginalna filozofia techniki. Uznając technologię za najważniejszą składową i swoisty fundament współczesnych stosunków społecznych, a szerzej kultury i cywilizacji w ogólności, Kaczynski urasta jednocześnie do rangi jednego z najbardziej radykalnych oponentów systemu techno-naukowego. Celem niniejszego tekstu jest zaprezentowanie mało znanej, zwłaszcza polskiemu czytelnikowi, filozofii społecznej i filozofii techniki w wydaniu Kaczynskiego, a także krytyczne odniesienie się do zajmowanego przez niego stanowiska.

Podstawą funkcjonowania współczesnych społeczeństw, według Kaczynskiego, jest technika. Istnieje wiele jej definicji, ale najczęściej przyjmuje się, że stanowią ją pewne umiejętności powiązane z myśleniem praktycznym, które usprawnia dobór środków do zadanych celów. Rozpowszechnione jest również rozumienie techniki jako typu wiedzy wskazującej prawidła skutecznego i ekonomicznego dochodzenia do celów w danej dziedzinie (w węższym znaczeniu byłaby ona metodycznie zorganizowanym sposobem przetwarzania surowców i energii oraz wytwarzania czegoś). Bardzo częste jest też postrzeganie techniki jako wytworów i artefaktów. Niejednokrotnie technikę przeciwstawia się naturze jako rzeczywistości od człowieka niezależnej i mogącej rozwijać się bez jego ingerencji. Wśród filozofów techniki interesujące nas pojęcie analizuje się przy tym szerzej, albowiem z uwzględnieniem społecznych i ekologicznych skutków, jakie generują wdrażane rozwiązania techniczne. Takie poszerzone i wieloaspektowe podejście do techniki obecne jest także w pismach Kaczynskiego, który rozpatruje ją ponadto w łączności z nauką, stanowiącą współcześnie bazę teoretyczną zaawansowanej wytwórczości, w tym przede wszystkim automatyzacji, robotyzacji i informatyzacji.

Kaczynski dowodzi, że industrializacja i technicyzacja, jakkolwiek w niektórych obszarach ułatwiły ludziom życie, stały się generalnie głównymi przyczynami szeregu nieszczęść naszego gatunku. Przede wszystkim osłabiły człowieka fizycznie i psychicznie. Udogodnienia techniczne, wyręczając ludzi w niektórych ciężkich pracach, sprawiły, że mamy dziś do czynienia z jednostkami zniewieściałymi i zbyt łatwo poddającymi się w obliczu przeciwności losu. Technosfera zmieniła naturę ludzką, w której gotowość do walki i pragnienie wolności zostały wyparte przez dążenie do wąsko rozumianego bezpieczeństwa zdrowotnego i ekonomicznego. Długość życia wydłużyła się, ale jednocześnie przestało ono być niezależne i autentyczne. Psychika i duchowość człowieka współczesnego zdegenerowały się. Stał się on bowiem infantylnym i zmanipulowanym konsumentem dóbr materialnych i usług, łatwo podatnym na lęki, depresje i nerwice. Wszystko to dotyczy zaś w największej mierze mieszkańców państw rozwiniętych, gdyż ludność z krajów Trzeciego Świata jest notorycznie wyzyskiwana jako tania siła robocza. Cała planeta natomiast wskutek zintensyfikowanej industrializacji boryka się z dewastacją środowiska naturalnego.

Ludzie wraz z innymi istotami żywymi zostali zredukowani do roli produktów poddawanych inżynieryjnym manipulacjom (nie tylko w wymiarze biofizycznym, ale też mentalnym, albowiem za pomocą rozmaitych chwytów inżynierii społecznej kształtuje się postawy jednostek, a nawet wpływa na ich podświadomość). Technologia zaczęła rozwijać się swoim rytmem, poniekąd, wymykając się spod kontroli człowieka. Choć względem tego ostatniego miała pełnić rolę służebną, to jednak doszło do sytuacji odwrotnej: to on stał się trybikiem w maszynie postępu. Zindustrializowane i stechnicyzowane społeczeństwo wymaga od ludzi życia i funkcjonowania w warunkach skrajnie odmiennych od tych, w których wyewoluowali. Muszą oni zachowywać się w sposób sprzeczny względem wzorców zachowań, jakie ludzkość rozwinęła we wcześniejszych etapach swego rozwoju. Tryb życia, jaki dzisiejsze społeczeństwo nakłada na swoich członków, jest nienaturalny dla naszego gatunku. Nadmierna gęstość zaludnienia, izolacja od przyrody, zbyt szybkie tempo zmian społecznych i rozpad tradycyjnych wspólnot o małej skali, jak na przykład wielopokoleniowa rodzina, wieś czy plemię, to tylko hasłowo zasygnalizowane problemy, jakie destruują obecnie życie zbiorowe. Wszystkie pozostają w bezpośrednim związku z rewolucją przemysłową, a następnie informatyczną, skutkując stresem i agresją.

Kaczynski twierdzi, że większość ludzi odznacza się wrodzoną potrzebą autonomii w dążeniu do swoich celów. Co prawda nie u każdej jednostki występuje ona z jednakowo dużym natężeniem, gdyż zdarzają się osoby, którym wystarcza bycie częścią małej grupy i odpowiadanie w niej tylko za nieliczne przedsięwzięcia. Istnieją też ludzie, jak na przykład żołnierze, policjanci czy prokuratorzy, u których dążenie do autonomii pojawia się w zwyrodniałej postaci, ograniczając się do prymitywnego zadowolenia z czysto fizycznego zdominowania innych ludzi. Ślepe posłuszeństwo przełożonym i bezrefleksyjne wykonywanie przepisów prawno-administracyjnych daje im poczucie samorealizacji. Jednak u większości ludzi obserwuje się pragnienie podejmowania wysiłków z własnej inicjatywy i realizowanie ich pod własnymi kierownictwem i kontrolą. Zdaniem Kaczynskiego, odpowiednio rozwijający się człowiek realizuje coś, co myśliciel nazywa „procesem władzy”. Wiąże się on z realnym panowaniem jednostki nad swoim życiem i podejmowanymi podczas jego trwania działaniami. Kiedy osoba autonomicznie wyznacza sobie cel i podejmuje aktywność w kierunku jego zrealizowania w sposób wolny i nieskrępowany naciskami innych, to może uzyskać należyte poczucie własnej wartości, pewność siebie i szczęście. Lecz jeśli „proces władzy” jest zakłócany, to (w zależności od usposobienia jednostki i stopnia jej zniewolenia) pojawiają się u niej, między innymi, nuda, demoralizacja, kompleks niższości, deficyt samooceny, defetyzm, lęk, depresja czy frustracja. Niekiedy kończy się to również ucieczką w hedonizm, wyładowywaniem agresji na innych ludziach, popadaniem w nałogi czy podejmowaniem czynów autodestrukcyjnych.

Współcześnie, zdaniem Kaczynskiego, ludzie nie mogą realizować indywidualnej autonomii, przez co w społeczeństwie masowo występują opisane wyżej problemy. Aby zilustrować to na konkretnych przykładach, Unabomber przedstawia sytuację edukacji, która już od najwcześniejszych etapów nastawiona jest na realizowanie „ukrytego programu”. Ma on na celu nie tyle rozwój ucznia jako podmiotu o wewnętrznej wartości, który powinien wzrastać do pełniejszego i doskonalszego życia osobowego, obejmującego wszystkie aspekty jego bytu (fizyczne, intelektualne i moralne), co raczej przygotowanie go do potrzeb rynku pracy. W związku z tym dziecko, począwszy od wieku wczesnoszkolnego, poddawane jest niezgodnemu z jego zainteresowaniami treningowi, który obejmuje poszerzanie kompetencji kalkulacyjnych i technicznych. Podczas gdy w dobie rewolucji przemysłowej wiele dzieci, zwłaszcza wywodzących się z nizin społecznych, było eksploatowanych w fabrykach czy kopalniach, to wbrew pozorom również w cywilizacji naukowo-technicznej dzieciństwo szanuje się tylko iluzorycznie. Szkolnictwo ma na uwadze dobro dziecka wyłącznie deklaratywnie. Faktycznie, bowiem zarówno szkoły, jak i uniwersytety, mają dostarczyć technosferze odpowiednio sformatowanych i konformistycznych pracowników. Miejscem samorealizacji nie jest także sama praca albowiem, wyjąwszy nieliczne przypadki przedstawicieli wolnych zawodów (skądinąd też uzależnionych od wahań rynku ekonomicznego), mnóstwo osób uzależnionych jest od pracodawców. W pracy muszą podlegać kierownictwu kogoś innego, robiąc to, co im się każe i w sposób, w jaki mają to narzucone. Zresztą nawet mali i średni przedsiębiorcy nie znajdują się w położeniu znacząco lepszym od pracowników najemnych. Krępują ich, wszakże regulacje prawne i ustawy, a podjęcie wielu biznesów jest dla nich niemożliwe (na przykład handlowanie mefedronem czy produkowanie bimbru).

Kluczowe dla zrozumienia myśli społecznej Kaczynskiego jest pojęcie „$ystemu” (najważniejsze dla filozofii społecznej Kaczynskiego pojęcie „Systemu” proponuje się tutaj zapisywać jako „$ystem”, gdzie pierwsza litera to znak pisarski służący do oznaczania dolara amerykańskiego. Co prawda wartość tej waluty w ciągu ostatnich dekad spadła, lecz w świadomości społecznej i w kulturze popularnej symbol „$” często momentalnie kojarzy się z pieniędzmi, a w dalszej kolejności z zyskiem, konsumpcją i chciwością. Wydaje się więc, że taka forma zapisu mocno koreluje z rozumieniem terminu „System” przez omawianego myśliciela, uwypuklając uprzedmiotowiający ludzi charakter systemu techno-naukowego, którego celem nie jest dobro człowieka, ale oderwany od naturalnych potrzeb ludzkich i często sztucznie katalizowany wzrost dobrobytu materialnego). Dla prezentowanego filozofa $ystem to nie pojedynczy przedstawiciele władzy politycznej, administracyjnej, ekonomicznej, policyjnej czy wojskowej. Ci ludzie są wyłącznie częściami $ystemu. Aby działał on sprawnie, muszą oni być posłuszni jego regułom i jak najrzetelniej wykonywać swoje funkcje. W tym kontekście Kaczynski odwołuje się do przykładów i pisze, że $ystem stabilizuje i wzmacnia polityk działający zgodnie z konstytucją i innymi ustawami, zaś w przeciwieństwie do niego funkcjonariusz państwowy, który na przykład przywłaszcza środki publiczne lub uprawia proceder korupcyjny, podkopuje fundamenty całego antyludzkiego porządku prawno-polityczno-gospodarczego. Podobnie jest z policjantem. Jeśli nadużywa on siły podczas pełnienia swojej służby, to podważa społeczne zaufanie do policji jako takiej, występując (świadomie lub nieświadomie) przeciwko $ystemowi. Natomiast policjant zwalczający ludzi uznawanych za „przestępców” lub o popełnienie „przestępstw” podejrzanych środkami, na które zezwala mu ustawa o funkcjonowaniu policji, w rzeczywistości cementuje $ystem i zapewnia jego sprawny rozwój. Taki praworządny policjant stwarza wszakże iluzję, że stosowane przezeń środki przymusu bezpośredniego, ze wszech miar zgodne z procedurami, są siłą usprawiedliwioną i nienaruszającą godności obezwładnianego.

Powiedziano wyżej, czym $ystem nie jest. Nie stanowią go pojedynczy biurokraci, urzędnicy, finansiści czy policjanci. Ci ludzie są elementami $ystemu, podobnie jak wszyscy w zasadzie pracodawcy, pracownicy, konsumenci i obywatele (nawet kontestujący dominujący porządek). Charakteryzując go od strony pozytywnej, należy stwierdzić, że $ystem to bezosobowa siła, ogół współczesnych stosunków politycznych, prawnych, ekonomicznych, obyczajowych i kulturowych, wraz z rządzącymi nimi pisanymi i niepisanymi regułami. Jednostki pełnią względem niego rolę służebną, choć prawdą jest, że różnią się między sobą rolami i pozycjami społecznymi, jakie przypadają im w ramach $ystemu. Jest on bowiem zhierarchizowany, a od miejsca, jakie indywiduum zajmuje w jego strukturze, zależy poziom jego życia. Jednak nawet osoby na stanowiskach kierowniczych, włącznie ze sprawującymi władzę polityczną, są krępowane regulacjami prawa stanowionego. Warto przy tym zaznaczyć, że przemożny wpływ na zasady, jakimi rządzi się $ystem, wywierają obecnie nauka i technologia. Nadają one mu ton, a nowoczesne urządzenia i rozwiązania informatyczne pozwalają władzy inwigilować obywateli znacznie bardziej, aniżeli w minionych epokach. Większość ludzi zostawia dziś po sobie cyfrowe ślady, a podsłuchy i kamery gromadzą o jednostkach mnóstwo informacji. Służby państwowe, jak można by to metaforycznie określić, zaglądają im do portfeli, łóżek i żołądków. Zakazy i restrykcje tłumaczy się najczęściej „troską o bezpieczeństwo publiczne”, lecz nie ulega wątpliwości, że takie hasło jest tylko sloganem-wytrychem, który ma usypiać czujność jednostek, sprawiając, iż nie będą kontestować redukującego ich wolność reżimu. O tym, że istnienie państwa i prawa stanowionego nie podnosi bezpieczeństwa społeczeństwa świadczy, natomiast fakt, iż mimo rozpowszechnienia na całym świecie służb porządkowych i więzień, wciąż dokonywane są zbrodnie, zaś często zakazuje się ustawowo czegoś, co nie krzywdzi innych ludzi, a co najwyżej może wywierać wpływ (pozostaje kwestią otwartą, czy pozytywny, czy też negatywny) na daną jednostkę (przykładem może być praktykowane w wielu krajach karanie za posiadanie marihuany czy uzyskiwanie dostępu do pornografii).

Zdaniem Kaczynskiego, $ystem zawiera w sobie sprzeczności, pod naporem których może runąć. Już sam fakt, że wyalienował się od świata ludzkiego, stając się dla człowieka tworem obcym i w gruncie rzeczy wrogim, świadczy o tym, iż coś jest z nim nie tak. Człowiek powołał go do istnienia, dlatego przez człowieka może zostać również zniszczony. Unabomber zdaje sobie jednak sprawę, że nie będzie to łatwe. $ystem posługuje się bowiem czymś, co myśliciel określa jako „sztuczki”. Jedną z nich, stosunkowo prostą do rozpoznania, jest to, że przekupuje i odpowiednio formatuje on ludzi. Choć byt ludzki powołany jest do istnienia wolnego, rozumnego i prowadzonego w horyzoncie wartości wyższych, takich jak braterstwo, odpowiedzialność, męstwo czy honor, to w stechnicyzowanej cywilizacji współczesnej przekształca się go w bezwolne narzędzie, którym w dowolny sposób sterują specjaliści od marketingu i inżynierii społecznej. Ci ostatni sprawili, że zamiast wartości duchowych, w tym wolności i wspólnotowości, zwyciężyły infantylny hedonizm, egoizm, konformizm i konsumpcjonizm. To, co typowo ludzkie, czyli nade wszystko samostanowienie i samoposiadanie podmiotu, zostało przez znaczną część jednostek sprzedane za poczucie materialnego komfortu.

Pragnienia wolności nie jest jednak tak łatwo w człowieku stłamsić. Ludzie czują, że we współczesnym świecie ich wolność jest coraz mocniej ograniczana. Zauważają, że są wyzyskiwani ekonomicznie i w rozmaity sposób manipulowani. Rodzi się w nich wobec tego gniew. Lecz w tym miejscu $ystem posługuje się swą „najsprytniejszą sztuczką”. Mianowicie ukierunkowuje on ludzką agresję przeciwko nieistotnym problemom, a nawet takim, których zwalczanie wzmacnia $ystem. Ludzie uczestniczą w ruchach społecznych, co do których naiwnie myślą, że są tworzone spontanicznie, a nawet na przekór politycznemu mainstreamowi oraz mają charakter rewolucyjny i postępowy. Masowo protestują więc przeciwko rasizmowi, antysemityzmowi, seksizmowi czy dyskryminacji homoseksualistów. Tym samym, jak dowodzi Kaczynski, nie tylko nie działają rewolucyjnie, ale wręcz cementują dominujący reżim społeczno-polityczno-ekonomiczny, a nawet wzmacniają go. Oczywiście, Kaczynski nie jest gloryfikatorem przemocy na tle rasowym czy światopoglądowym, ale wbrew politycznej poprawności konstatuje ten prosty fakt, że $ystem i jego oparta na globalizmie współpraca ludzi o różnych narodowościach i poglądach ekonomika, potrzebują do sprawnego funkcjonowania pokojowej kooperacji. Wszelkie tarcia i konflikty, w tym łamanie prawa, są zaś dla niego destrukcyjne. Paradoksalnie zatem, im więcej w społeczeństwie napięć i chaosu, tym lepiej dla ludzkości, która szybciej mogłaby zostać dzięki temu uwolniona z matni $ystemu.

Kaczynski przewiduje, że $ystem może upaść na drodze reform, tak iż jego likwidacja miałaby charakter pokojowy. Dzięki jakiejś formie konsensusu ludzkość jest w stanie wyrzec się szkodliwych dla przyrody i godności człowieka stosunków społecznych. Za bardziej prawdopodobny uznaje on jednak scenariusz, w którym elity polityczne i ekonomiczne, manipulujące za pośrednictwem socjotechniki zwykłych obywateli, będą walczyć o zachowanie dotychczasowego statusu.

Trzeba więc zakładać, że zniszczenie dotychczasowego porządku nastąpi w wyniku brutalnej i krwawej rewolucji. Zwycięży w niej strona, której przedstawiciele będą bardziej zdeterminowani i zaangażowani na rzecz wyznawanych przez siebie wartości. Zdaniem Unabombera, nie da się przewidzieć, kiedy dokładnie dojdzie do rewolucyjnego starcia technoentuzjastów z techn sceptykami. Stąd najrozsądniej jest zacząć od pracy u podstaw, kształtując człowieka wolnego, rozumnego, krytycznego i zorientowanego na samorealizację dokonywaną poprzez eksplorowanie własnego wnętrza, a nie kurczących się w coraz szybszym tempie zasobów naturalnych Ziemi.

Kluczowe dla powodzenia prawdziwej rewolucji, czyli takiej, która przekształci całokształt współczesnych stosunków politycznych, prawnych, ekonomicznych, obyczajowych i kulturowych, jest zatem wzbogacenie świadomości i mentalności jednostek. Choć Kaczynski nie formułuje tego wprost, to można jednak stwierdzić, niejako doprecyzowując zagadnienie za niego, że warunkiem, bez którego nie można by ziścić metanoi człowieka, włącznie z dokonaniem jego społecznego wyzwolenia, jest triumf koncepcji filozofii rozumianej jako styl życia i droga do konwersji duchowej. Jak zauważa amerykański myśliciel, z walką o ludzką godność i wartości pozautylitarne, mimo buńczucznych deklaracji, nie mają nic wspólnego ani dzisiejsi konserwatyści, ani reprezentanci szeroko pojmowanej lewicy. Ci pierwsi o Bogu, tradycyjnych wartościach, wspólnocie i solidarności społecznej zgodnej ze społeczną nauką Kościoła mówią czysto deklaratywnie. W ich ustach hasła te stanowią tylko wyświechtane slogany, a kiedy głoszą postulat obrony rodziny, to faktycznie chodzi im o materialny dobrobyt swoich najbliższych. Wolność i człowieczeństwo sprzedali za postęp techniczny i bezpieczeństwo ekonomiczno-witalne. Natomiast adherenci lewicy skupiają się na agitowaniu na rzecz homoseksualizmu, równouprawnienia kobiet czy zwalczania rasizmu, przez co katalizują rozwój ponadnarodowych korporacji wyzyskujących ludzi autentycznie marginalizowanych i poniżanych. (Pseudo)intelektualne wsparcie dają im uczeni (częściej optujący obecnie za światopoglądem lewicowym), którzy zamiast bezkompromisowego poszukiwania prawdy, wybierają nadinterpretację faktów w służbie wyznawanym przez siebie ideologiom.

W tym miejscu można zapytać, co w zamian cywilizacji naukowo-technicznej? Planując rewolucję, odpowiedzialnie jest mieć jakąś koncepcję alternatywnego ładu społecznego, gotowego do wdrożenia na wypadek zwycięstwa. Mimo iż Kaczynski nie opracował szczegółowego planu zorganizowania życia zbiorowego, który należałoby zrealizować po obaleniu dotychczasowych dehumanizujących stosunków władzy i technosfery, to jednak da się odczytać z jego pism zarys optymalnego, w przekonaniu Unabombera, kształtu społeczeństwa.

Przede wszystkim, zdaniem Kaczynskiego, powinno być to społeczeństwo ludzi wolnych, mających realną władzę nad własnym życiem oraz urzeczywistniających ideał funkcjonowania w niewielkich liczebnie i względnie samowystarczalnych ekonomicznie grupach, które pozostawałyby w bliskich kontaktach z przyrodą dziką, wykorzystując do zaspokojenia swoich potrzeb tradycyjne techniki zbliżone do tych, jakimi posługiwali się pierwotni łowcy i zbieracze. W takim społeczeństwie rola nowoczesnych technologii byłaby dalece zredukowana, o ile w ogóle nie nastąpiłby ich kres. Rzecz jasna, autarkiczne i niewielkie liczebnie wspólnoty, żyjące zgodnie z rytmem natury i intuicyjnie rozpoznawanymi zasadami moralnymi, nie podlegałyby wpływowi żadnego reżimu politycznego w formie znanej z czasów nowożytnych i współczesnych. Stąd, w pewnym uproszczeniu, filozofię społeczną Kaczynskiego da się zaliczyć do anarchoprymitywizmu. Trzeba jednak pamiętać, że poglądy Unabombera są na tyle oryginalne i nonkonformistyczne, że w dużej mierze wymykają się utartym ramom klasyfikacyjnym. Choć Kaczynski podziela częściowo stanowisko zwolenników anarchoprymitywizmu, to jednocześnie nie waha się krytykować niektórych przedstawicieli tego nurtu. I tak na przykład polemizuje z Johnem Zerzanem, wytykając mu naginanie faktów historycznych w celu idealizowania życia społeczeństw pierwotnych i przedstawiania panujących w nich stosunków jako sielankowych. Tymczasem, zdaniem Unabombera, należy otwarcie podkreślać, że wolność, autentyczność i bliskość natury człowiek może osiągnąć wyłącznie za cenę wyrzeczeń, wśród których nie da się uniknąć rezygnacji z komfortu materialnego, jaki pomagają uzyskać nowoczesne technologie. Życiu łowców-zbieraczy, jak bez ogródek zaznacza Kaczynski, podołać mogą tylko jednostki zahartowane fizycznie oraz wytrwałe psychicznie i duchowo.

Propozycje Kaczynskiego, zwłaszcza dotyczące pożądanego przezeń ładu społecznego, można postrzegać jako kolejną w dziejach myśli filozoficznej utopię. Jeśli mówi się o jakiejś koncepcji, że jest utopijna, to w sensie potocznym uznaje się ją tym samym za nierealną lub zgoła irracjonalną. Tak pojmowane słowo „utopia” równa się obeldze, a gdy oznaczy się nim filozoficzny projekt, to w zasadzie kwestionuje się zasadność deliberowania nad nim. Dlatego bardziej płodne, bo umożliwiające dyskusję nad daną ideą, okazuje się waloryzowanie utopii przez pryzmat trzech elementów: związku z rzeczywistością historyczną, racjonalnego charakteru i możliwości praktycznej weryfikacji (prawdopodobieństwa przekucia utopijnej wizji na konkretne czyny).

Z tej perspektywy postulaty Kaczynskiego oczywiście są związane z kontekstem historycznym, będąc stanowczą reakcją na dehumanizujące przeobrażenia społeczno-gospodarcze XX i XXI wieku. Unabomber filozofuje niejako w odpowiedzi na epokowe wydarzenia, których jest świadkiem, a którym ton nadają informatyzacja, automatyzacja i robotyzacja kolejnych sfer życia. Jego propozycja zdaje się mieć znamiona racjonalności, a choć sprowadza się do wizji, której realizacja może być trudna, to jednak nie byłaby niemożliwa. Implikuje wszakże możliwości logiczną i fizyczną, tym samym nadając się do ziszczenia. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sposoby praktycznej weryfikacji ustroju społecznego, za jakim opowiada się Kaczynski, jednak trzeba otwarcie przyznać, że próba wdrażania w życie modelu społecznego wzorowanego na pierwotnych wspólnotach łowiecko-zbierackich byłaby, zwłaszcza przy liczbie mieszkańców planety zbliżającej się do 8 miliardów, niezwykle skomplikowana. Natomiast dopuszczanie ewentualności osiągania wyznaczonych celów metodami rewolucyjnymi mogłoby kosztować życie dużej liczby ludzi (przy czym zamiast o przemocy, lepiej mówić w tym wypadku o kontrprzemocy, albowiem krytykowany przez Kaczynskiego $ystem masowo stosuje rozwiązania siłowe, a nawet głosi, jakoby przysługiwał mu monopol na ich używanie).

Podsumowując, należy stwierdzić, że anarchoprymitywizm Kaczynskiego jest odpowiedzią na gwałtowny rozwój nowoczesnych technologii, które władza polityczna nagminnie wykorzystuje do ograniczania ludzkiej wolności i skuteczniejszego kontrolowania zachowań jednostek. Jego krytycyzm pod adresem opresyjnych aspektów współczesnego systemu techno-naukowego, będącego groźnym dla indywiduów narzędziem w rękach władzy państwowej, jest w dużej mierze zasadny i zwraca uwagę na niebezpieczeństwa, jakie zagrażają ludzkości w związku z niekontrolowanym udoskonalaniem biotechnologii, medycyny, sztucznej inteligencji, inżynierii genetycznej czy technologii informatycznych.

Słabe strony posiada jednak propozycja pozytywnych rozwiązań, jakie forsuje Unabomber. Powrót do życia w harmonii z naturą i zaspokajania wyłącznie podstawowych potrzeb, w dodatku w sposób, w jaki czyniły to ludy pierwotne, może być w dzisiejszych warunkach kulturowych i demograficznych zbyt trudny do urzeczywistnienia. Wątpliwe jest też to, na ile wydelikacony, zniewieściały i zaprzedany hedonistycznemu konsumpcjonizmowi człowiek współczesny byłby w stanie zaryzykować materialną wygodę na rzecz autentyczności i autonomii, jednakże realizowanych za cenę ogromnego wysiłku fizycznego i wolicjonalnego

2 KOMENTARZE

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię