Podejmując rozważania nad zagadnieniem zła, pochylamy się nad jednym z najbardziej nurtujących człowieka problemów. Zło, które w moralności stanowi przeciwieństwo dobra, należy bowiem do najbardziej podstawowych (pierwotnych) kategorii etycznych. Interesujący nas temat badany jest zresztą nie tylko na terenie etyki, ale też metafizyki czy psychologii. Jest wszakże niezwykle doniosły, gdyż angażuje rozum, uczucia i wolę bytu ludzkiego, dla którego okazuje się ważki z pobudek egzystencjalnych.


Człowiek, będąc istotą myślącą i samoświadomą, od zarania dziejów próbował rozwiązać zagadkę zła, starając dowiedzieć się, skąd ono się bierze i dlaczego wkracza w jego życie. I choć w obliczu niejednej tragedii wszelkie wyjaśnienia naukowe, filozoficzne, a nawet religijne, zdają się być niezadowalające, to jednak warto wziąć je pod uwagę. W niniejszym artykule postaramy się rzucić nieco światła na temat owego zagadnienia, przywołując preferowaną na gruncie filozofii klasycznej prywacyjną koncepcję zła.


To, co powszechnie nazywamy złem, obecne jest w rozmaity sposób w różnych dziedzinach rzeczywistości. Łatwiej będzie nam sobie ten fakt uświadomić, jeśli odwołamy się na początku do przykładów zła. Pochodzą one, jak nietrudno zauważyć, z przyrody, historii czy życia obyczajowego.


W organizmie osiemdziesięciodwuletniej kobiety, której życie od najmłodszych lat naznaczone było trudami związanymi z okupacją hitlerowską, a następnie ciężką pracą w okresach PRL-u i III Rzeczypospolitej, komórki zaczęły dzielić się w sposób niekontrolowany, tak iż uczestniczące w cyklu komórkowym geny kodujące białka poddane zostały mutacjom, przez co doszło do powstania nowotworu złośliwego. Z uwagi na wykrycie owych zmian w późnym stadium oraz liczne schorzenia towarzyszące, wdrożenie leczenia operacyjnego bądź chemioterapii okazało się niemożliwe. Pozostała jej tylko opieka paliatywna świadczona przez hospicjum i działania nakierowane na uśmierzanie silnego bólu, przeradzającego się w obejmujący sfery somatyczną, psychiczną i duchową „ból totalny”.


Gwałtowne rozładowanie naprężeń w skorupie ziemskiej połączone z ruchem warstw skalnych i wzmocnione pojawieniem się fal tsunami, którego epicentrum znajdowało się w pobliżu Sumatry, doprowadziło 26 grudnia 2004 roku do spustoszenia południowych wybrzeży Azji i wschodnich Afryki, wskutek czego śmierć poniosło ponad 227 tysięcy osób.


W pewien ciepły i letni dzień na jednym z krakowskich podwórek kot z powodzeniem upolował mysz. Nie uśmiercił jej jednak od razu, lecz skazał ją na trwające kilkadziesiąt minut męczarnie. Podrzucał niewielkiego gryzonia w górę, a następnie uderzał go coraz silniej łapą, tak iż powoli uchodziło z niego życie. Skonsumowanie myszy dostarczyło kotu niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania jego organizmu tauryny, a ponadto zapewniło mu zbilansowaną dawkę węglowodanów. Jeszcze tego samego dnia ten sam kot złowił około dziewięciu innych gryzoni.


18 września 1944 roku Niemcy przystąpili do pacyfikacji jednej z podkrakowskich wsi – Wiśniowej. Otoczyli okalające miejscowość pasmo leśnych wzgórz: Grodzisko, Księżą Górę i Ciecień. Około stu żołnierzy o świcie rozpoczęło zbrodniczy atak na bezbronną ludność cywilną. Krzątający się wokół swych gospodarstw mieszkańcy ginęli od kul karabinów maszynowych bądź w płomieniach palonych pospiesznie domostw. Ocaleli zaledwie nieliczni – w tym młoda dziewczyna, która tuż przed pacyfikacją oddaliła się od domu pasąc krowy. Dostrzegł ją jeden z niemieckich żandarmów znający nieco polskich zwrotów i nakazał ukrycie się w potoku. Jej koleżanka miała znacznie mniej szczęścia, albowiem inny z Niemców przywołał ją do siebie, po czym strzelił w kierunku jej głowy, jednakże nie wszystkie kule dosięgły celu, a ta, która zraniła kobietę, nie okazała się śmiercionośną. W tamtym czasie na terenie Wiśniowej i okolic zamordowano jednak 90 osób i spalono 140 zabudowań mieszkalno-gospodarczych.


Byli ze sobą blisko dwa lata. Nie sformalizowali związku, lecz on żywił nadzieję, że za jakiś czas do tego dojdzie. Kochał ją wszakże bezgranicznie, a zasady, jakie wyznawał, nie pozwoliłyby mu zostawić partnerki. Ona jednak poznała przez grę komputerową innego mężczyznę, z którym bardzo szybko umówiła się, dopuszczając się zdrady. Chwilę później oznajmiła swojemu chłopakowi, że odchodzi od niego, twierdząc, iż liczy się jej osobiste szczęście, a tak się akurat złożyło, iż rzekomo może je dać tylko zadzierzgnięcie więzi z nowo poznanym miłośnikiem gier on-line. Dla porzuconego mężczyzny oznaczało to trudne do zwerbalizowania cierpienie oraz początek długotrwałej depresji i uporczywie narzucających się myśli samobójczych. Odtąd zaczął on postrzegać świat w czarnych barwach, patrząc na wszystko mętnym i jakby nieobecnym wzrokiem. Decyzja kobiety zbiegła się w czasie z wieściami o nieuleczalnym nowotworze złośliwym jego babci i poważnym pogorszeniu się stanu zdrowia dziadka. Skazała go więc na piekło samotności w najtrudniejszych chwilach życia – właśnie wtedy, kiedy szczególnie potrzebowałby wsparcia emocjonalnego, dobrego słowa i poczucia, że jest przez kogoś darzony miłością, a oprócz zmartwień czeka go także coś pozytywnego. Jednak wraz z nią odeszły z jego życia najpiękniejsze plany i marzenia.


Przywołane wyżej zdarzenia miały miejsce naprawdę i choć każde z nich odznacza się inną specyfiką, to wszystkie zmuszają nas do zastanowienia się nad tym, czy koncepcje filozofów, którzy – jak na przykład współczesny polski myśliciel Henryk Skolimowski (1930-2018) – przekonują o iluzoryczności zła, utrzymując, że we wszechświecie obecne jest wyłącznie dobro, są poprawne.


Bardzo często jesteśmy przecież świadkami kalectwa, chorób, śmierci, klęsk żywiołowych, wojen, kłamstw czy zdrad, a niekiedy nawet sami doświadczamy przynajmniej niektórych z tego rodzaju wydarzeń. Jakże więc możemy z asercją wygłaszać zdanie o nieobecności i nierealności zła? Chcielibyśmy, aby go nie było, lecz ono zdaje się być nieodłączną częścią znanego nam świata i natrętnie wkracza w nasze życie, obniżając – niekiedy bardzo drastycznie – jego jakość.


Zło jest jednym z podstawowych pojęć etycznych, stanowiąc przeciwieństwo dobra. O ile trudno jest zgodzić się z poglądami, wedle których zło jest tylko marginalnym fenomenem świata lub zgoła czymś pozornym, to jednak niemożliwe jest także zło samoistne, bowiem unicestwiałoby ono samo siebie. Na gruncie filozofii klasycznej tłumaczy się to tym, że zło nie istnieje jako natura pozytywna odrębna od dobra. Stąd nie ma rzeczy całkowicie i wyłącznie złych. Zło w pewien sposób pasożytuje wszakże na dobru, występując tylko wtedy, kiedy istnieje byt – podmiot zawierający jakiś brak. Jednakowoż byt, nawet ułomny i w wysokim stopniu niedoskonały, jest zawsze jakimś ontycznym dobrem. Innymi słowy, zło istnieje tylko w dobru jako swym podłożu. To drugie jest transcendentalną właściwością bytu, czyli taką, która jest realnie z bytem tożsama, różniąc się od niego tylko myślnie – przysługuje więc każdemu bytowi konkretnemu.


Wobec tego, że zło nie posiada pozytywnych cech bytowych, trudno jest opisać, na czym ono właściwie polega. Można oczywiście wskazać przykłady zła: utrata kończyny przez kota, uschnięcie drzewa wskutek suszy czy dopuszczenie się zdrady wobec partnera. Jakkolwiek jednak byśmy się nie wysilali, stwierdzimy w ostateczności, że zło zasadza się na braku należnego bytowi dobra. Interesującą nas kategorię filozoficzną możemy zatem wyeksplikować jedynie poprzez negację dobra, a tym samym bytu. Ile bowiem razy mówimy o bycie, tyle też razy odnosimy się do dobra, gdyż utożsamia się ono z bytem ujmowanym w jego relacji do władzy pożądawczej. Każdy byt jest wszakże relatywnym dobrem dla kogoś lub dla czegoś – przyczyna jest dobrem dla skutku, substancja dla przypadłości, światy roślinny i zwierzęcy dla człowieka, a nade wszystko Bóg stanowi dobro najwyższe dla ogółu stworzeń. Za dobro może też uchodzić zaopatrzenie w jakąkolwiek doskonałość. Zaś wśród rozmaitych doskonałości najwyższą jest istnienie. Tym ostatnim legitymuje się natomiast każdy byt realny, dlatego jako taki jest ontologicznie dobry. Każda rzecz jest ponadto zależna od woli Bożej, gdyż odtwarza w swej naturze to, co pragnął widzieć w niej Stwórca. Świat istnieje, ponieważ Bóg chciał, aby tak było. Kochając dobro, miłuje On tym samym wszelki byt.


Dobro metafizyczne jest równie uniwersalne, jak byt, gdyż każda rzecz zawiera jakieś elementy pozytywne. Zło ontologiczne, które musiałoby polegać na niezgodności bytu z pożądaniem swego twórcy, ściśle mówiąc nigdy nie występuje w czystej postaci, podobnie jak nie sposób napotkać absolutnej nicości. Możemy więc wyróżnić jedynie byty relatywnie złe, nieudane, ograniczone, niedoskonałe czy wybrakowane.


Tak powszechne nie jest już dobro fizyczne, ponieważ – wymagając integralności bytu – przysługuje tylko tym rzeczom, które posiadają właściwe swej gatunkowej naturze doskonałości. W tym znaczeniu dobry jest zatem na przykład minerał, który nie uległ korozji. Złem fizycznym nazwiemy natomiast brak doskonałości, która należy do natury danego bytu – jak choćby brak oczu u sowy. W świecie ludzkim najbardziej dokuczliwymi przejawami zła fizycznego okazują się kataklizmy naturalne, choroby i śmierć. I choć sprawiają ból, częstokroć przeradzający się w trudne do zniesienia cierpienie, to jednak są one dla nas zwykle zrozumiałe, zdając się być czymś wpisanym w strukturę znanego nam świata, dla którego przygodność i przemijanie są normalne, a w celu ich wyjaśnienia przytoczyć można racje naukowe czy filozoficzne.


Największym skandalem wydaje się jednak zło moralne. Jest ono specyfiką rzeczywistości osób. O kocie, który zabił, a następnie skonsumował mysz, nie powiemy, że postąpił źle i złamał normę moralności. Jednoznacznie potępimy zaś terrorystów dokonujących ataku na bezbronną ludność cywilną czy kobietę porzucającą swojego partnera na rzecz nowo poznanego w Internecie mężczyzny. Zło moralne jest bowiem brakiem zgodności między czynami człowieka a obiektywną normą moralności. Wola każdorazowo jest oczywiście przyporządkowana do dobra, lecz z racji tego, że jest wolna, skłania się niekiedy do dobra pozornego, lekceważąc normę rozumu i wprowadzając nieuporządkowanie w swój akt. O ile więc w sensie metafizycznym, czyli od strony bytowania, zło nie istnieje, będąc wyłącznie brakiem dobra i bytu, a od strony fizycznej stanowi brak w bycie jakichś typowych dla niego przypadłości, to w znaczeniu moralnym oznacza sprzeniewierzenie się mądrości i odrzucenie jej jako głównego pryncypium, które powinno stanowić fundament procesu decyzyjnego istot racjonalnych. Dlatego też błędny wybór – jak na przykład obmówienie kogoś bądź dopuszczenie się zdrady – jest po prostu błędnym wyborem, ale z pozycji oceny i wartościowania, ewaluując tego typu czyny negatywnie, mamy prawo nazywać je złem. W ten sposób realnie dokuczliwe braki i ułomności ujmujemy w aspekcie aksjologicznym jako coś negatywnego. Pewne czyny są zatem obiektywnie złe, a nie tylko – jak widzi się to na terenie psychologii – subiektywnie, stanowiąc zaledwie emocjonalne ustosunkowanie się podmiotu do przedmiotu będącego źródłem nieprzyjemnych bodźców.


Podczas gdy obecność zła fizycznego możemy zracjonalizować, to w przypadku tragiczności zła moralnego pozostajemy bardzo często bezradni. Właśnie to drugie zdaje się ranić najbardziej. Spadający blok skalny może zmiażdżyć nogę, stając się przyczyną kalectwa lub nawet śmierci. Jednak o wiele większe rany – psychiczne i duchowe – wyrządzić może czyjś haniebny postępek. Stąd odnosimy wrażenie, jakoby całe niemal zło brało się z nieprzestrzegania Dekalogu – będąc powodowane tym, iż ktoś kogoś zabił, zranił, oczernił, zdradził bądź porzucił, mówiąc, że ma prawo do szczęścia i samorealizacji. Genezą tak niesłychanie bolesnego dla nas zła moralnego okazuje się więc zignorowanie zasady, wedle której nikt nie ma prawa do szczęścia na czyimś nieszczęściu.


Widzimy więc, że zło rysuje się jako problem złożony. Możemy bowiem wyróżnić rozmaite jego rodzaje, wśród których najbardziej fundamentalne są zło ontologiczne, zło metafizyczne i zło moralne. Pierwsze zasadniczo nie istnieje w czystej postaci, gdyż nie ma pozytywnej natury bytowej – jest niebytem, dlatego nie występuje wcale, podobnie jak absolutna nicość. Drugie jawi się jako brak dobra, które ze swej natury dana rzecz mieć powinna. Do pewnego stopnia jest ono wytłumaczalne dzięki filozofii i naukom szczegółowym, które wyjaśniają mechanizmy funkcjonowania rzeczywistości przyrodniczej i społecznej, dostarczając wiele przykładów ilustrujących przygodny charakter znanego nam świata. Prawdopodobnie najbardziej dla człowieka bolesne okazuje się jednak zło moralne. Dlaczego ludzie, zamiast wspierać się i rozwijać w sobie empatię, tak często ranią się i wzajemnie wyniszczają? Podejmując próby odpowiedzi na to pytanie, niekiedy wskutek bezradności rozkładamy po prostu ręce. Czujemy przecież, że jako istoty rozumne winniśmy rozumieć innych ludzi, a oni bez trudu mogliby wczuć się w nasze położenie, będąc miłującymi się towarzyszami ziemskiej wędrówki. Ta ostatnia ewentualność nie zawsze jednak jest realizowana. Zamiast tego w świat osób wkraczają agresja, kłamstwo, odrzucenie i zdrada.


Jak można to wyjaśnić? Częściowo oczywiście dzięki odwołaniu się do natury ludzkiej i grzechu pierworodnego, którym jest skażona. Jednakowoż wydaje się, że w dużej mierze zło, zwłaszcza moralne, pozostaje – jak uważa Gabriel Marcel (1889-1973) – tajemnicą, którą poznajemy jedynie w sposób aproksymatywny, jednocześnie uczestnicząc w niej. Nie jest ono czymś nierealnym, ponieważ faktycznie wywiera na nas wpływ, niejednokrotnie pozbawiając nas na różnych płaszczyznach sił. Trzeba więc z nim, a może raczej wbrew niemu, żyć i działać, starając się przysparzać w świecie jak najwięcej dobra, ufając przy tym, że Bóg ma dla każdego z nas stosowny plan, który z pokorą przyszło nam realizować.

 

Tekst stanowi nieznacznie zmienioną wersję artykułu ‘Oblicza zła’, który został napisany dla czasopisma ‘Traditio’.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię