Newsletter subscribe

Kultura

Maria Pilarczyk: Świat za mgłą, czyli „Zapiski z ulicy Brylowskiej”

Posted: 15 sierpnia 2016 o 16:07   /   by   /   comments (11)

Kilka tygodni temu na nacjonalistycznym „rynku” pojawiła się bardzo ciekawa pozycja publicystyczna nieznanego do tej pory szerzej autora – Leona Drzewczyka. „Zapiski z ulicy Brylowskiej”, bo taki tytuł uzyskała debiutancka książka Drzewczyka, jest zbiorem kilku niepowiązanych ze sobą bezpośrednio opowiadań. Wydanie przypomina swoją fakturą zeszyt, co idealnie współgra z samym tytułem publikacji. Cechą charakterystyczną tej książki jest otwartość interpretacji, a także pewna niejasność. Przystępując do czytania „Zapisków” musimy mieć świadomość, że przenosimy się w obszar metafizyczny i konieczne jest uzbrojenie się we wrażliwość i otwartość umysłu, niezbędne do zrozumienia właściwego znaczenia poszczególnych tekstów. Już w trakcie czytania pierwszego z opowiadań “Podróż idei”, przemieszamy się z realnego świata do świata swego rodzaju marzeń sennych, gdzie przestają obowiązywać znane nam prawa fizyki i logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Czytelnikowi zdaje się, że porusza się we mgle, w snach autorach. Sam autor nie narzuca nam nachalnie swojej narracji, swojej oceny, można odczuć, że nawet dystansuje się od opisywanych zdarzeń. On tylko przedstawia nam określone sytuacje, obrazuje ich przebieg. Chociaż robi to dość sugestywnie, to i tak pozostawia nam duże pole do samodzielnej interpretacji. Lektura książki pozostawia czytelnikowi wiele pytań bez odpowiedzi zarówno co do samego sedna fabuły, jak i jej interpretacji. O książce wprost chce się rozmawiać, konfrontować swoje spostrzeżenia ze zdaniem innych. Otwarta kompozycja właśnie temu służy. Już sam tytuł jest dość enigmatyczny. Co takiego znajduje się na ulicy Brylowskiej? Jakie znaczenie przypisuje temu miejscu autor? Czy z tym miejscem związany jest symbol na okładce przypominający dwie trumny? Pytania można mnożyć.

Książka, pomimo przeniesienia subiektywnych odczuć autora poza świat przedstawiony, jest przepełniona emocjami, dynamiką. Dla mnie jest ona pozornie chłodną opowieścią, w której jednak przebija się drżenie niespokojniej, nadwrażliwej duszy, która dusi się w beznadziejności i bezradności swojego środowiska. Środowiska, które zapowiadało mu naprawdę wielkie czyny, której to zapowiedzi nigdy nie zrealizowało. Może właśnie przez frustracje, zawiedzione nadzieje, autor wybiera się w tę intelektualną podróż przez różne radykalizmy. Synkretyzm przywoływanych ideologii zadziwia, odnajdziemy zarówno odwołania do islamu, jak i kambodżańskiego komunizmu i ezoterycznego hitleryzmu, łączy je tylko jedno – wspomniany wyżej radykalizm i  bezwzględność mechanizmów działania. Interesująca jest ukazywana przez autora hipokryzja środowiska, w którym to autor przypuszczalnie się znajduje. Drzewczyk pokazuje, że deklaracje w świecie bez zasad nie są czynami wiążącymi, co prowadzi do tak kuriozalnych sytuacji, jak przeczenie zasadą wiary właśnie w czasie rzekomego nawrócenia. Nawiązanie do niedookreślonego środowiska jednej z organizacji nacjonalistycznych nie zamyka wcale kręgu potencjalnych odbiorców. Książka jest przeznaczona dla wszystkich, którzy choć część swojego życia poświęcili jakiejś idei, niekoniecznie narodowej. Tylko ludzie mający za sobą pewien bagaż doświadczeń, niepowodzeń w działalności i jej sukcesów,  wystarczająco wczują się w psychikę człowieka rozpaczliwie wołającego o wielkie czyny, przygniecionego beznadziejnością walki z całym światem.

Dodatkowo osobiście w „Zapiskach” zwróciłam szczególną uwagę na intrygujące profile kobiece. Nie są one przedstawiane jako towarzyszki walki, opiekunki ogniska domowego, ale jako zagrożenie. Kobiety fatalne poprzez swoją seksualność ściągają na mężczyzn nieszczęście, są niewierne, egoistyczne i mają mało wyrafinowany gust, co oznacza, że preferują prostych, banalnych mężczyzn. Nawet czysta, duchowa miłość jest przedstawiana jako źródło cierpień, pchających do często drastycznych czynów, ponieważ jest ona odrzucana i niedoceniana. Myślę, że można to poniekąd interpretować jako zderzenie różnych światów, świata idealizmu ze światem przeciętności i materializmu, a nie jako dosłowne zderzenie konkretnych przedstawicieli dwóch płci. Przedstawiciel świata idei zna swoją wartość, jednak z konfrontacji z materią wychodzi zdruzgotany, brakuje mu uznania i tym samym spełnienia wewnętrznych pragnień.

Całościowo książkę uważam za godną polecenia, mam jedynie miejscami zastrzeżenie co do używanego przez autora języka. Naprawdę wysokiej jakości, obrazowe opisy nie powinny sąsiadować ze skrajnie potocznymi zwrotami i interpunkcyjnym zawrotem głowy. Nie są to zabiegi potrzebne takiemu autorowi jak Leon Drzewczyk. Potęgowanie ekspresyjności jest tu całkowicie zbędne, autor doskonale radzi sobie z tym zagadnieniem bez używania skrytykowanych przeze mnie środków. Po przeczytaniu książki pozostaje pewien niedosyt, więc mam nadzieję, że kolejna książka autorstwa Leona Drzewczyka ukaże się już wkrótce i przyjmie pokaźniejsze rozmiary. Oprócz niedosytu pozostaje pewien niepokój, stan wyjściowy różni się od końcowego, co zmusza do przemyśleń. Zachęcam więc do przeczytania już wydanych „Zapisków” i wybrania się w podróż po niebanalnym świecie za mgłą.

Czytaj także

Comments (11)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 16 sierpnia 2016 o 11:13 pl80

    Brzmi zachęcająco

    Reply
  • 16 sierpnia 2016 o 18:48 Aleksandra

    Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Recenzja jest na tyle ciekawa, że chyba się z nią zapoznam. 🙂

    Reply
  • 16 sierpnia 2016 o 20:21 Dymitr Ogonowski

    “Kobiety fatalne poprzez swoją seksualność ściągają na mężczyzn nieszczęście, są niewierne, egoistyczne i mają mało wyrafinowany gust, co oznacza, że preferują prostych, banalnych mężczyzn.” To jest ciekawa teza. Mój dziadek uważał, że wpadki mężczyzn są przez kobiety.:) Naprawdę w wielu przypadkach tak jest. Instynkt przetrwania gatunku ciągnie, ale przez uwarunkowania cywilizacyjne nie może być zaspokojony. A naprawdę to ja uważam, że większość konfliktów na świecie jest przez nadprodukcję spermy. Produkuje się jej o wiele za dużo niż potrzeba do przetrwania gatunku. I stąd mafiozo wymusza haracz, by go chciały atrakcyjne panienki (te właśnie, co lecą na kasę. Nie wszystkie ładne dziewczyny są takie ale wiecie). W ogóle w przyrodzie (Wy to pewnie koncepcji przyrodniczych nie uznajecie, by je rozciągać również na człowieka jako ssaka z rzędu naczelnych.) samce ssaków walczą o terytorium (pożywienie i samice). Ale nieraz np. bracia, by nie być sami, co zwiększa szanse na wygraną, łączą się w grupy. Tak powstawały plemienia, potem w okresie ulepszonych technik produkcji i większego rynku – całe narody. I temu towarzyszyły wojny plemienne, narodowe itd. A chrześcijaństwo nakazuje wyrzeczenia w imię unikania konfliktów społecznych. Więc jest ta koncepcja teologiczna człowieka, która nakazuje mu cierpieć w imię cierpiącego Chrystusa (Branie tego własnego krzyża) ale to się nakłada na ten “grzech pierworodny”, związany z biologiczną naturą ssaków. Dlatego nieraz stawiają: “Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”.

    Reply
    • 16 sierpnia 2016 o 22:01 Ania

      Fakt że nacjonaliści nie zgadzają się na traktowanie człowieka tylko jako ssaka z rodziny naczelnych nie oznacza, że nie uznają istnienia zwierzęcej natury w człowieku – byłoby to zwyczajnie głupie. Tyle przecież mówi się u nas o walce z popędami, z wrodzonym złem człowieka, które można pokonać siłą ducha. Nie można walczyć z czymś co nie istnieje, czyż nie? Ponadto zaspokojenie popędu seksualnego jest jedną z tych potrzeb człowieka których nie musi zaspakajać żeby przeżyć. Może z nimi walczyć i wygrać, pytanie brzmi tylko czy jest sens. Nie przeceniałabym więc znaczenia popędu.

      Reply
      • 17 sierpnia 2016 o 18:45 Dymitr Ogonowski

        Nacjonaliści są różnych odmian. A Wy reprezentujecie nurt nacjonalizmu łączonego z chrześcijaństwem. I tu macie poglądy charakterystyczne ogólnie dla chrześcijaństwa. Ja to kiedyś też takie miałem. Ale po Paetzu doznałem szoku. A jak potem się dowiedziałem więcej, z ostatnim Wesołowskim przypadkiem, to już doznałem metamorfozy. Myśl określonego rodzaju o pięknej panience według Ewangelii jest “cudzołóstwem w sercu”. Chrystus nie precyzuje, czy chodzi o zamężną itd. A kler precyzuje, że wszystko w tej dziedzinie jest grzechem. Tyle, że takie coś jest potępiane a się okazuje, że wiele było przypadków homoobrzydliwości ze strony kleru a nawet seksualnego zajmowania się dziećmi. Dlatego ja wyzbyłem się dziecięcej naiwności. A w ogóle to przez takie przekonania w młodości (wyniesione z Kościoła) zostałem kawalerem. Podobno, wbrew pozorom dziewczyna nie będzie chciała chłopaka, jak nie będzie chciał od niej seksu (Nie mówię o gwałcie.) Ja się na psychice dziewczyn nie znam ale jak mówią osoby, które się w ogóle nie znają to coś musi o tym być. A to mi mówiła i mama z swoim kolegą i to samo powtórzył zupełnie nie znający ich sąsiad z pokoju w Hiszpanii – rosyjski oficer. I kiedyś jedna dziewczyna, z którą korespondowałem też to samo powiedziała. Teraz to już mam swoje lata.

        Reply
        • 22 sierpnia 2016 o 21:15 Anna

          To że nasz nurt nacjonalizmu łączy się z chrześcijaństwem nie oznacza, że jesteśmy ślepi na obiektywne fakty. Szumowiny znajdują się wszędzie, nawet w Kościele, więc to żaden argument żeby odchodzić od wiary. “Podobno, wbrew pozorom dziewczyna nie będzie chciała chłopaka, jak nie będzie chciał od niej seksu” – skąd w ogóle zwątpienie i to słowo “podobno”?! Kobieta nie tylko oczekuje od pewnego etapu znajomości pożądania ze strony partnera ale również sama je odczuwa i chce seksu od swojego partnera – wbrew pozorom często nawet mocniej niż on. Kobiety ze swoją seksualnością są podmiotem, a nie przedmiotem w intymnych relacjach. Mają swoje potrzeby, popędy, fantazję, a nawet orgazm- problem jest tylko w tym że niektórym egoistycznym chłopcom nie na rękę to dostrzec. To już jednak sprawa innej natury.

          Reply
          • 25 sierpnia 2016 o 22:59 Dymitr Ogonowski

            “Kobieta nie tylko oczekuje od pewnego etapu znajomości pożądania ze strony partnera ale również sama je odczuwa i chce seksu od swojego partnera – wbrew pozorom często nawet mocniej niż on.” Zaraz, zaraz. Ale to ta kobieta chce tego “seksu” po ślubie? Jak przed, to według religii chce grzechu. A w ogóle jeden rekolekcjonista, kiedyś uważał, że “sex”, wywodzi się o liczby 6, czyli od złamania 6 przykazania. Nie wiem, czy ma rację, bo chyba to słowo po łacinie znaczyło płeć, jeszcze przed rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa. Ale gdyby jednak ten misjonarz miał rację, to seks byłby grzechem, a to co w małżeństwie, to już nie seks, tylko powiedzmy małżeńskie zbliżenie płciowe. A jeszcze mam swoje wątpliwości wbrew interpretacji Kościoła Katolickiego ale zgodnie z logicznym połączeniem jego nauki w dwóch miejscach. Przy ślubie mówią, że “Bóg uświęcił już was w sakramencie chrztu, a teraz błogosławi waszej miłości”. Czyli, jeżeli nawet przed ślubem ale już po chrzcie, jest zbliżenie płciowe z partnerką, z którą będzie ślub, to już to by nie było cudzołóstwo, bo są sobie już pisani. Tylko, że jak będzie seks a potem nie dojdzie do ślubu, tylko ta partnerka wyjdzie za kogoś innego, to jest cudzołóstwo, bo była “cudza” przeznaczona dla kogoś innego. Ale ja w młodości chciałem sobie znaleźć Rosjankę, a jak nawet w Polsce moje wywody są odbierane wiecie jak, to co dopiero w Rosji. Hihi. Tam wolały takich, co łamali 6 przykazanie, niż co zajmowali się rozważaniami w moim stylu.:) Chociaż była wówczas moda już, że się chodziło do cerkwi ale na chrzest własny (dużo dorosłych się wówczas chrzciło) i na święcenie jajek.

            Reply
            • 26 sierpnia 2016 o 22:01 Nacjonalista

              To co tu piszesz, to (w świecie tylu pięknych kobiet) jest trudny do osiągnięcia chrześcijański ideał. A te rusałki to trzebabyło brać, bo to są wspaniałe diewoćki.

              Reply
              • 26 sierpnia 2016 o 22:40 Dymitr Ogonowski

                Pewnie tu nie na miejscu jest omawianie własnych spraw ale one mnie nie chciały, jak mnie poznały na miejscu, bo ja je zanudzałem polityką, geografią itd. A co o rusałek, to kiedyś w rosyjskim necie jeden twierdzi, że naprawdę był porwany przez rusałkę (po polsku to częstsza nazwa jest “panna wodna”) A pozostając w tym temacie, to jeszcze trzeba wspomnieć Mickiewicza. Bardzo mi się podoba “Świtezianka”, gdzie ta panna wodna ukarała za niewierność chłopca. A z kolei nie podoba mi się “Świteź”, bo tam Moskwę się przedstawia jako agresora a nie uwzględnia się dawnej wspólnoty Rusi. Chociaż ta panna wodna nie kłamie jeszcze tak, jak u nas TVN (i inne główne stacje też) w sprawie Rosji w kontekście Polski. W programie Mrozowskiego jakaś tam “ekspert” mówiła, że podczas olimpiady w Pekinie Rosja “zaatakowała Gruzję” i w związku z tym dobrze, że olimpiada w Rio się skończyła, bo Rosja mogła wówczas zaatakować Polskę. Już nawet, jak popierają Gruzję, to przynajmniej niech nie kłamią. Mogą za Gruzją twierdzić, że chciała “przywrócić integralność terytorialną” na odcinku “Chinwalskiego rejonu Gruzji”. Rosja uważa, że Gruzja dokonała agresji wobec Osetii Płd. Pomijając już kto za kim jest, to nie ulega wątpliwości, że to Saakaszwili rozpoczął działania zbrojne, co potwierdziło OBWE. Więc, jeżeli to wniosek byłby, że to on działa podczas olimpiady (Naprawdę to przypadek zapewne). W każdym razie w polskich głównych mediach kłamią i posługują się kłamstwami do straszenia Polaków Rosją. A naprawdę Rosja nie rozprzestrzenia komunizmu już i nie potrzebuje ziem Polski w obecnych granicach. Natomiast mogą władze nas wciągnąć w konflikt z Rosją, z powodu konfliktów na obszarach trzecich, gdzie Rosja ma swoje interesy. I narażą Polskę na zniszczenia. Panny Wodne nie zapobiegną tragediom.

                Reply
          • 26 sierpnia 2016 o 22:05 Nacjonalista

            To prawda. Jak facet odmówi seksu kobiecie, to ta się zachowuje jak osoba z zaskoczenia uderzona w twarz. Tylko z drugiej strony, który facet odmawia?

            Reply
  • 17 sierpnia 2016 o 10:38 dzuski

    Jakby ktoś był zainteresowany, zapraszam na wydarzenie https://www.facebook.com/events/171997159877267/

    Reply