Od nowego roku “cieszymy się” kolejnym podatkiem – cukrowym. Sięganie do kieszeni konsumentów, kiedy zaczynają kończyć się pieniądze jest zwyczajem dobrze znanym w 3 RP.

W naszym systemie możemy wyróżnić co najmniej 11 rodzajów podatków bezpośrednich i 3 rodzaje pośrednich. W praktyce dla dochodów budżetu największe znaczenie mają VAT, akcyza, PIT i CIT.

Kolejne rządy jednomyślnie wolały opierać się na podatkach pośrednich i od lat w dochodach budżetu dominują VAT i akcyza (w roku 2019. zapewniły państwu kolejno 180,9 oraz 72,4 mld zł przy całkowitych dochodach budżetu na poziomie 400,5 mld zł). O podejściu władzy do PITu najlepiej świadczy jednoprocentowa obniżka stawki PIT, która miała miejsce w roku 2019. Gdy władza odczuwa potrzebę rzucenia ludowi cukierka – wtedy obniża PIT, gdy potrzeba pieniędzy – sięga się po podatki konsumpcyjne. Nie jest to na ziemiach polskich żadna nowość, gdyż już w czasach Królestwa Kongresowego książę Drucki-Lubecki zauważył, iż ludzie podatek zawarty w cenie produktu płacą bardziej chętnie od bezpośrednio ściąganej daniny. To właśnie ta “przezroczystość” i związana z nią łatwość ściągania VATu i akcyzy okazały się zaletami, które zapewniły im dominację w polskim systemie fiskalnym. Tak silne oparcie budżetu na podatkach pośrednich nie jest niczym niespotykanym w naszym regionie i wśród krajów na podobnym poziomie rozwoju. Niestety wiąże się to z wieloma problemami. Największym z nich zdaje się być pewna niesprawiedliwość podatków pośrednich, ze swojej natury regresywnych i najmocniej obciążających uboższą część społeczeństwa, która siłą rzeczy większą część swojej pensji wydaje na konsumpcję (potrzeby i wydatki mamy różne, ale każdy człowiek chcący normalnie funkcjonować w społeczeństwie musi mieć co jeść, gdzie mieszkać i w co się ubrać).

Sytuacji nie poprawia też fakt, że podatki bezpośrednie w postaci CIT i PIT są w praktyce liniowe. Liczba podatników PIT łapiących się do drugiego progu jest niewielka (około 4%) – kto tylko może ucieka na samozatrudnienie i zaczyna płacić liniowy. Najmniej zarabiający Polacy szczególnie cierpią z powodu niskiej kwoty wolnej (będącej wszak również elementem progresji podatkowej) i dużego oskładkowania umów o pracę. Liniowy CIT nie jest wysoki, a skomplikowanie naszego prawa w połączeniu ze skromnymi zasobami skarbówki, będącymi niczym wobec armii prawników i księgowych co bogatszych korporacji sprawia, że dochody z niego są dość skromne (2019. na poziomie około 40 mld zł i 10% dochodów budżetu). Sprawy nie poprawiają liczne ulgi, zwolnienia podatkowe i strefy ekonomiczne. Można powiedzieć, że 3 RP, kraj montowni i centrów usług współdzielonych stała się zakładnikiem obcego kapitału, który musi przyciągać niskimi (dla niego) podatkami i najróżniejszymi ulgami.

Przykładem rażącej niesprawiedliwości w naszym systemie jest również niewielkie opodatkowanie kapitału. Osoby grające na giełdzie, lichwiarze i rentierzy płacą niewysoki, 19% podatek, podczas gdy osoby utrzymujące się z pracy najemnej, które wpadną w drugi próg będą musiały płacić stawkę wynoszącą aż 32%. Dobrze obrazuje to fakt, że interes polskiego pracownika nie był i nie jest dla ustawodawcy priorytetem.

Wskazane wyżej kwestie nie stanowią jedynych patologii i niesprawiedliwości w naszym systemie podatkowym, który, używając metafory, można określić jako niedbale wzniesioną chatkę, w której na potrzeby chwili zabija się okna deskami lub podstawia wiadro pod dziurę w dachu. Dziś, po ponad 30 latach od transformacji Polska potrzebuje solidnego, dobrze przemyślanego  i co najważniejsze sprawiedliwszego prawa podatkowego. Jako narodowi radykałowie musimy dążyć do stworzenia społeczeństwa, w którym, w duchu narodowego solidaryzmu, priorytetem będzie interes polskiego pracownika, a nie międzynarodowych koncernów i inwestorów.

4 KOMENTARZE

  1. W zasadzie zgadzam się z tym artykułem ale ten podatek cukrowy akurat jest dobry. I tak Polacy za dużo żrą śmieciowego żarcia i tylko tyją, potem zapadają na cukrzyce i inne cholerstwa i obciążają system służby zdrowia. Więc ten co chce żreć gówno niech płaci.

  2. W ogóle to UE narzuciła Polsce wysoki VAT na mieszkania, na materiały budowlane, na energię a nawet narzuciła VAT na ubranka dziecięce. Ja nie sprzeciwiam się np. opodatkowaniu papierosów, bo to nie jest potrzebne i obciąża potem ochronę zdrowia. Tu może być ta akcyza. Sprzedaż dóbr luksusowych, sprowadzanych z zagranicy, może być opodatkowana. Natomiast postulat większego opodatkowania kapitału jest błędny, bo oznacza pogorszenie warunków inwestycyjnych. Mniejsze inwestycje, to większe bezrobocie i niższe zarobki w przyszłości. Ale tak w ogóle by redukować podatki, to najpierw trzeba zredukować wydatki, by nie zwiększać długu. Trzeba to 500 plus zlikwidować (Przecież władza pisowska nie daje tego ze swoich, tylko ściąga z podatków), oczywiście ograniczyć też wydatki na urzędy, zlikwidować dotacje dla partii i na wspieranie banderowskiej Ukrainy czy “demokracji” na Białorusi. (Ich sprawa kto tam ma być prezydentem a polski podatnik nie powinien tam finansować żadnych sił politycznych)

  3. Krótko i na temat. Wysokie podatki pośrednie i skomplikowane prawo podatkowe to dwa z głównych hamulców polskiej gospodarki (zidentyfikowanych przez raport globalnej konkurencyjności gospodarek).

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię