System polityczny w liberalnej demokracji opiera się na rządach i ogromnych wpływach partii politycznych. Dotyczy to nie tylko funkcjonowania parlamentu, ale także w mniejszym stopniu organów samorządu terytorialnego i rozmaitych stanowisk w administracji publicznej. Po każdych wyborach zwycięska partia zawłaszcza struktury państwowe, aby swoimi ludźmi obsadzić lukratywne i wpływowe stanowiska. Powoduje to nie tylko ogromne pole dla nepotyzmu, ale także brak stabilności i nader częste zmiany, co przekłada się na brak ciągłości. Widać to wszystko na przykładzie III RP. Rekrutacja na stanowiska zarówno w strukturach cywilnej administracji rządowej i samorządowej, jak również niestety w służbach mundurowych opiera się o klucz powiązań partyjnych, politycznych i personalnych (rodzinnych, towarzyskich), a nie o kryteria merytoryczne. Efektem tego jest nieudolna biurokracja, korupcja, nepotyzm i brak zaufania obywateli do organów władzy. Życie publiczne zdominowane jest przez partyjne przepychanki, które prowadzą do polaryzacji społecznej. Polaryzacji wynikającej nie z oddania ludzi dla różnych idei, lecz zmanipulowania ich przez propagandę i cynicznego wykorzystywania przez demoliberalnych polityków, którzy jedno mówią, a drugie robią. Przekłada się to na fatalne zarządzanie państwem. Przedmiotem debaty publicznej, szczególnie ostatnimi czasy stają się szalone pomysły dotyczące kwestii światopoglądowych, albo rzeczy kompletnie nieistotne. Z przykrością muszę stwierdzić, że politycy III RP nie są w stanie ze sobą współpracować, gdy chodzi o najważniejsze kwestie dotyczące polskiej racji stanu, za to idzie im to całkiem nieźle, gdy w grę wchodzi współdziałanie w byciu usłużnymi lokajami obcych mocarstw i rozmaitych lobby, często działających na szkodę Polski. Kwestie dotyczące geopolityki, wojskowości , czy też polityki energetycznej to dziedziny na których opiera się bezpieczeństwo państwa. Dlatego powinny być one wyłączone z przedmiotu walki politycznej, a zaliczane do trzonowych zagadnień racji stanu. W takich kwestiach nie może być podziału według interesów partyjnych, lecz konsolidacja wokół interesu narodowego. Jednak nic nie wskazuje na to, aby w demoliberalnym systemie, gdzie głównym podmiotem polityki są partie, mógł nastąpić taki propaństwowy konsensus racji stanu. Dlatego wobec powyższego należy zaproponować radykalne rozwiązania, szczególnie zważywszy trudne czasy przełomu w których żyjemy i geopolityczne położenie Polski.
Rola partii politycznych musi zostać znacznie ograniczona. Mogą one mieć kompetencje i znaczenie co najwyżej równe stowarzyszeniom. Ustrój Rzeczypospolitej powinien opierać się na zasadach regimen commixtum (ustroju mieszanego) o którym pisali m.in. Polibiusz, Św Tomasz z Akwinu i Adam Doboszyński. Aby zbudować Polskę naprawdę wielką, suwerenną i silną, należy oprzeć gmach państwa na właściwych fundamentach. Muszą się nimi stać merytokracja, hierarchia i prymat interesu narodowego. Musi zostać wzmocniona rola samorządu terytorialnego i gospodarczego. Zamiast biurokratów z partyjnego nadania, o sprawach publicznych powinni decydować rzetelni fachowcy i szczególnie utalentowani obywatele, będący naturalnymi liderami w swoich środowiskach społecznych, branżowych, czy zawodowych.
Sejm musi stać się organem reprezentacji samorządów. W jego ławach zamiast partyjnych bonzów, powinni zasiadać m.in. reprezentanci samorządu terytorialnego (prezydenci największych miast, marszałkowie województw), jak też zawodowego i gospodarczego (rektorzy największych uczelni, przedstawiciele najważniejszych korporacji branżowych i zawodowych, środowisk rolniczych, proobronnych, najwybitniejsi działacze społeczni). Sejm winien w tym modelu pełnić rolę opiniodawczo-doradczą, jednak środek ciężkości władzy w Rzeczypospolitej winien spoczywać na Senacie.
Senat powinien stanowić izbę reprezentującą prawdziwe polskie elity. Ludzi szczególnie zasłużonych dla Polski i naprawdę wybitnych w swoich dziedzinach. Powołując się na ideę regime commixtum, Sejm będący izbą korporacyjno-samorządową stanowiłby pierwiastek ludowy, a Senat pierwiastek arystokratyczny. Oczywiście nie mówimy tu o przywróceniu do znaczenia potomków dawnej arystokracji, lecz próbę ukonstytuowania nowej arystokracji. Arystokracji ducha i zasług. Nie ważne, czy ktoś jest synem profesora, czy menela, ważne jest to, jaki poziom rozwoju i zasług dla Polski osiągnął. Zgodnie z teorią krążenia elit, którą rozwijał m.in. Vilfredo Paretto, elity co jakiś czas degenerują się, a ich miejsce zajmują świeże kadry, będące w bardziej rozwojowym i ofensywnym stadium. Miejsce w hierarchii społecznej i politycznej nie może zależeć od partyjno-koteryjnych relacji. Jej wyznacznikami muszą stać się poziom osobistego rozwoju, talent i zasługi dla Polski. Polskie życie publiczne musi zostać odpartyjnione, a miejsce oportunistycznych pieczeniarzy muszą zająć prawdziwi polityczni żołnierze, dla których racja stanu i dobro Rzeczypospolitej będą stanowiły najwyższy drogowskaz w działaniach. Potrzeba właściwie rozumianego instynktu obywatelskiego. Każdy Polak musi czuć się nie lokatorem, lecz współgospodarzem, świadomym odpowiedzialności za państwo. Odrzucającym korupcję i partykularyzm. Gotowym nie tylko do rzetelnej pracy i rozwoju, ale także do służby wojskowej i zbrojnej obrony Polski. Wzorcem dla takich postaw nie mogą być demoliberalne antywartości. Inspiracji powinniśmy szukać raczej w klasycznym, antycznym republikanizmie, republice rzymskiej, czy też greckich polis, jak również w I Rzeczypospolitej, z taką różnicą, że narodem politycznym, posiadającym świadomość, odpowiedzialność i sprawczość byłaby nie szlachta, ale wszystkie stany i warstwy społeczne Narodu Polskiego. Obecne trudne czasy wymagają, żeby pojęcie obywatela oznaczało nie człowieka, który raz na kilka lat bezrefleksyjnie skreśla i wrzuca kartkę do urny, lecz obywatela-żołnierza, świadomego swoich praw, ale przede wszystkim potrzeby służby dla Polski. Człowieka wyznaczającego wartości inspirowane rzymskim virtus i typowo polską gotowością do walki za ojczyznę, ale także pracowitością, dyscypliną, konsekwencją i umiarkowaniem.
Powyższa wizja jest w oczywistej sprzeczności z ustrojem i systemem politycznym III RP. Niestety cały czas w naszym kraju triumfuje materializm, kosmopolityzm i demoliberalna złuda wpływu obywatela na państwo ubierana w szaty powszechnych wyborów, równości, umowy społecznej, parlamentaryzmu etc. Aby zbudować lepszą Rzeczpospolitą konieczne jest obudzenie Narodu z tego złudnego snu i stworzenie narodowo-radykalnej alternatywy.