Wiadomości kolportowane już kilkanaście dobrych dni temu przez masowe media o planach ekipy trzymającej się stołków, znanej także pod nazwą rządu odnośnie kolejnego lockdownu okazały się prawdziwe. Zamrożono po raz kolejny nie tyle samą gospodarkę, co sposób funkcjonowania ogółu społeczeństwa do niedawna uznawany za normalny. Ograniczono lub zakazano różnego typu działalności gospodarczych, co równa się nie tylko wyhamowaniu krążenia gospodarczej krwi – pieniądza, ale przede wszystkim pozbawiono całe grupy społeczne możliwości zarobkowania i utrzymania się. Zagrożenie koronawirusem jest jednym z wielu niebezpieczeństw czyhających na życie i zdrowie ludzkie. Nie uważam się za koronasceptyka czy koronaniewierzącego, lecz reakcje ekipy rządowej na wzrost zachorowań, przypominają mi jako żywo obraz dziecka chcącego zapalić światło w pokoju, mimo że w lampie jest przepalona żarówka – kilkukrotnie próbuje włączyć i wyłączyć światło “pstryczkiem do światełka” – niestety bez pożądanego efektu. Nie pomyśli, że żarówka jest niesprawna, bo przecież powinna działać. Próbuje więc pstrykać, ile tylko sił w rękach, lecz nie przynosi to efektu. Podobnie jest z obecnie zasiadającymi na stołkach – włączają i wyłączają gospodarkę, ale zachorowania rosną i maleją, jakby były od tego niezależne. Może zależność wzrostu liczby zakażonych od liczby przeprowadzonych testów powinna zainteresować ministra zdrowia? Albo zamiast kumulować ludzi w czynnych jeszcze sklepach warto rozproszyć ich po innych miejscach, będących w stanie funkcjonować restauracjach, kinach, siłowniach i wielu innych, by z zachowaniem środków ostrożności przebywało mniej osób na raz?

Polityka rządu wobec kryzysu i pandemii nie przypomina już nawet w pozorach troski o Polaków. To albo rodzaj tresury społeczeństwa w nieznanych mi jeszcze celach i/lub wielka zasłona dymna stawiana, by ukryć obecne działania ekipy trzymającej się stołków, których efekty normalnie wznieciłyby silny opór obywateli, mogący przybrać zorganizowany kształt. Tego boi się każdy rząd, który ma coś na sumieniu. A to, co robi się w Polsce od dłuższego czasu wydaje się być  wystarczająco jasne dla coraz większej części narodu – rząd dzieli Polaków wzdłuż coraz większej ilości frotnów: tych za aborcją i tych za życiem, tych za Kościołem i tych przeciw Kościołowi, tych niewierzących w covid i tych w pełni uznających informacje na jego temat, na tych za otwarciem gospodarki i tych za lockdownem i tak dalej. Podzielonymi łatwiej manipulować i rządzić – czy ktoś jeszcze tego nie widzi?

Swoją drogą należy spojrzeć na stan polskiej służby zdrowia. Czy jest zdolny do prowadzenia na raz oddziałów i całych szpitali covidowych oraz swojej normalnej działalności? Zdecydowanie nie. Oczywiście, to nie efekt jednej kadencji obecnego rządu, lecz całych dekad zaniedbań. Nie umniejsza to jednak winy obecnego rządu, ani nie usprawiedliwia w niczym ministrów zdrowia z nadania obecnej partii władzy. Jedynie obciążą współwiną poprzednie rządy i ministrów. Nie jestem zwolennikiem totalnego pozostawienia zakażonych covidem samym sobie, lecz pomyślmy, że samych sobie zostawia się obecnie choćby chorych na nowotwory, którzy chwilowo lepiej się poczuli i ich zabiegi lub operacje zostały z tego powodu przesunięte. Sam widziałem nie tylko wpisy w mediach społecznościowych pełne rozgoryczenia i słusznego gniewu, lecz również linki do zbiórek na leki i leczenie za granicą oraz prośby o wsparcie na “zwykłe” przeżycie.

Dziecko nie potrafi czasem zdiagnozować przyczyny braku światła w pokoju mimo usilnych prób jego włączenia. Idąc dalej tym porównaniem należy uznać, że duża część naszego narodu to dzieci, które nie widzą i nie rozumieją faktów, na które – powtórzę z naciskiem – wystarczy spojrzeć.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię