Upowszechnienie tematu “ideologii LGBT” skutkuje w obecnym czasie potwornymi uproszczeniami i – trudno dopasować inne słowo w to miejsce – radykalizacją różnych grup społecznych, ogniskujących się wokół szeroko pojętej tradycji i równie pojemnego objętościowo postępu. Infantylizacja tak ważnego dla przyszłości Narodu i państwa tematu przy takim emocjonalnym przegrzaniu społeczeństwa nie może przynieść pozytywnych skutków, ani tym bardziej nie jest atmosferą sprzyjającą podjęciu odpowiednich działań na polu społecznym i prawnym przez rząd jakiejkolwiek opcji politycznej.

 

Jest kilka mitów, które sprzyjają szerzeniu się propagandy postępu społecznego spod znaku sześciokolorowej tęczy. Oto one:

 

  1. “My tylko chcemy odwiedzać się w szpitalach” – nie trzeba być wysokiej klasy specjalistą, żeby wiedzieć, że w większości przypadków nie ma przeszkód co do odwiedzin w szpitalach, nawet przy braku pokrewieństwa. Czy odwiedziny kolegi w szpitalu, który złamał nogę są niemożliwe? Obecnie jest to bardzo trudne ze względu na obostrzenia sanitarno-epidemiologiczne, ale w czasie przed pandemią jedynym obostrzeniem były godziny odwiedzin przyjęte w regulaminie placówki opieki medycznej. Są również w przychodniach i innych zakładach opiekuńczo-leczniczych formularze z danymi kontaktowymi do osoby, którą należy powiadomić “gdyby coś mi się stało”. Upoważnienia są zwykle każdorazowe i nie znam przypadku, gdyby ktoś dopytywał o powód podania tej, czy innej osoby. W miejscu zatrudnienia również podaje się dane takiej osoby na w razie “W”.

 

  1. “My tylko chcemy po sobie dziedziczyć” – czyżby agenda LGBT zapomniała o istnieniu notarialnych testamentów? Można takowe sporządzać nie tylko w obliczu zbliżającej się śmierci, ale również w sile wieku, by wypadek czy nagła choroba nie pozbawiła nikogo takiej możliwości.

 

  1. “My tylko chcemy żyć w spokoju” – marzenie każdego normalnego człowieka. W przypadku, gdy ma się pracę, dom i rodzinę, to jest to nawet pewna norma społeczna, że życie toczy się według ustalonego rytmu, w którym nikt nikogo nie prześladuje. Zaburzenie tego rytmu przez kogokolwiek zwykle wiąże się z reakcją, mającą na celu obronę tego ustalonego porządku życia i eliminowanie zakłóceń. Przykład: do pustego mieszkania w Twojej kamienicy dostaje przydział rodzina o silnie patologicznym zabarwieniu. Pomyślisz – no trudno, niech sobie życie układają, byleby mi nie przeszkadzali. Z czasem klatka schodowa niszczeje, znikają rzeczy z piwnicy, a spokojny sen jest niemożliwy z powodu nocnych libacji nowych sąsiadów. Każdy, kto chce żyć w spokoju, będzie dążył albo do uspokojenia sąsiadów, albo do ich przeprowadzki. Podobnie z osobami o skłonnościach nieheteronormatywnych. Póki nikomu nie wadzą, nie organizują pół-orgii i pół-marszów, nie tykają narodowych świętości, a taką jest Jasnogórska Czarna Madonna, nie wciskają propagandy gdzie się da, to nikt przecież nie organizuje na nich polowań. Nikogo nie powinna dziwić reakcja obronna ogółu społeczeństwa przed zachowaniami patologicznymi.

 

  1. “Przecież lepiej, żeby dzieci z domu dziecka adoptowali geje, niżby miały zostać tam do dorosłości” – ten mit zwykle sprawia zwykłym ludziom najwięcej problemów. Bo z jednej strony nie jest według nich dobrze oddać dziecko pod opiekę homoseksualistów, ale z drugiej strony opinia powszechna o domach dziecka nie jest najlepsza. Warto wiedzieć, że w czasie rządów PO-PSL, dokładnie w 2012 roku zmieniono przepisy dotyczące adopcji dzieci z domów dziecka. Jaki był efekt? Spadek liczby adopcji spowodowany utrudnieniami wynikającymi z nowych przepisów. NIK zwraca uwagę, że od czasu wprowadzenia w 2012 r. zmienionych przepisów dotyczących adopcji, czyli przez ponad sześć lat, kompleksowo nie badano i nie analizowano, jak działa system. Tymczasem istniejące ramy prawne są niewystarczające dla zapewnienia spójnego funkcjonowania systemu adopcyjnego w Polsce. NIK zauważa, że w skali państwa nie określono jednolitych wymogów ani kryteriów stosowanych podczas adopcji, co powoduje, że praktyka znacząco różni się w poszczególnych ośrodkach. Może więc warto procedury ujednolicić i zminimalizować biurokrację, skracając tym samym czas oczekiwania dziecka na nową rodzinę, a rodziny na upragnione dziecko.

 

  1. “Edukacja seksualna służy rozwojowi świadomości wśród młodego pokolenia” – często podnoszone hasło, jakoby tradycyjna rodzina źle przygotowywała dziecko do życia w zakresie seksualności. Nieprzygotowanie to ma się objawiać nastoletnimi matkami, które nie wiedziały jak się zabezpieczyć. I to jest nieprzygotowanie do życia społecznego. Dlaczego tradycyjna rodzina nie mówi dzieciom o używaniu antykoncepcji? Może z dość oczywistej racji uznawania aktu płciowego za coś, co występuje w małżeństwie, a przynajmniej między dojrzałymi, gotowymi ponieść konsekwencje tego aktu ludźmi dorosłymi. Kult przyjemności zastąpił dojrzałość, beztroska i bezstresowe wychowanie uformowały nierozsądnych, zniewieściałych Piotrusiów Panów i bezwzględne, zorientowane na zysk kobiety, czerpiące benefity tylko z wyglądu. Zamiast musztrować rodziców, że ich dzieci muszą wiedzieć jak się zabezpieczać oraz jak korzystać z ciała bezpiecznie, należy poddać dzieci dyscyplinie i wychowaniu zgodnemu z tradycyjnymi wartościami, dzięki którym pokolenia naszych rodziców, dziadków i dalej wstecz tworzyły matrycę moralno-kulturową, formującą przygotowanych do życia rodzinnego i społecznego ludzi.

 

Nie chcę poruszać już obrzydliwości prezentowanej na marszach “równości” oraz agresji najradykalniejszych bojowników postępu spod wyblakłego czerwonego sztandaru i nowego narybku złapanego na hasła “tolerancji”, “waliki z wykluczeniem społecznym osób o innych orientacjach” i dziwnie rozumianej “wolności”. To można zobaczyć w mediach głównego ścieku. Mity opisane powyżej należy obalać w potyczkach nie z już przekonanymi, ale z manipulowanymi przez agendę propagandy LGBT zwykłymi ludźmi, którzy nie mają większej wiedzy na dany temat.

 

Na końcu tej krótkiej rozprawy chciałbym zauważyć, że nie trzeba wszystkiego tłumaczyć wiarą katolicką i Pismem Świętym podpierać argumentów za słusznością tradycyjnego, utrwalonego przez wieki w naszej kulturze modelu rodziny. Nie mniej można, bo katolicka nauka o społecznym panowaniu Chrystusa nawet w samym Kościele niestety odstawiana jest stale do lamusa, a jej wartość jest nader często deprecjonowana i zwalczana jawnie. Argumentów logiki wiary spodziewajcie się w kolejnym moim artykule, który jest już w trakcie opracowywania.

3 KOMENTARZE

  1. Kilka uwag.
    1. “Środowiska Elgiebeteqwrty” nigdy nie mówiły, że chcą tylko by homosie odwiedzali się w szpitalach. Jeżeli było inaczej to proszę wskazać konkretne wypowiedzi sprzed dajmy na to 10, 15 lat gdy tak postulowały. W dobie internetu nie powinno to być trudne. Problem jest znacznie głębszy, źródła problemu tkwią u samych postaw koncepcji człowieka, antropologii. Tomistyczna / neotomistyczna antropologia dalej znajdująca odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach Kościoła katolickiego po prostu rozmija się z obecnym stanem nauki o człowieku, należy do sfery przeszłości tak samo jak dawne interpretacje zjawisk atmosferycznych czy wyobrażenia o kształcie i miejscu ziemi we Wszechświecie.
    2. “Środowiska Elgiebeteqwrty” są wrogie idei nacjonalistycznej dlatego, że na ogół promują konsumpcyjny, hedonistyczny styl życia nienastawiony na dzietność i służbę Narodowi, a nastawiony na emancypacje wszelakich mniejszości, w tym rasowych. Osoba dotknięta homoseksualizmem może być nawet dumnym nacjonalistą i białym rasistą (to nawet kwestia samej statystyki, że są i takie osoby), ale jeżeli przyłącza się do ruchów emancypacji mniejszości to w pakiecie przyjmuje wszystkie pozostałe szkodliwe postulaty.
    3. Edukacja seksualna rozsądnie prowadzona na szczeblu państwowym jest i potrzebna, i konieczna. Nie należy idealizować przeszłości. Pokolenia “rodziców, dziadków” (i pra * n – dziadków) nie były wcale bardziej ascetyczne. Do tego wystarczy wiedza historyczna. Instynkty ludzkie są takie same albo przynajmniej z ewolucyjnego punktu widzenia zmieniają się w skali dziesiątek tysięcy lat. Ludzkość (w XX wieku głównie dzięki wkładowi białego człowieka) posiada sporą wiedzę na temat szczegółów płodności i sposobów unikania niechcianej ciąży. Fundamentaliści zrównując antykoncepcje z aborcją sami mają na sumieniu wiele skrobanek, których dałoby się uniknąć. Wysoka dzietność korzystna dla Narodu musi być efektem planowanej decyzji, a nie smutnej konsekwencji wiadomych więziotwórczych czynności.
    4. W ogóle wiązanie tematu edukacji seksualnej z marszami “dumy gejowskiej” czy tam innej “równości” to strzał w kolano, który sama zadaje sobie święojebliwa konserwatywna prawica.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię