Notka od redakcji:

Zaznaczamy, że niektóre tezy poruszone w tekście nie są tożsame z poglądami redakcji portalu. Postanowiliśmy opublikować tekst, aby skłonić czytelników do dyskusji.

Red. Nacz.

Adrianna Gąsiorek

 

 

Jaka jest uniwersalna definicja narodu? Albo inaczej, czy można sformułować taką definicję narodu, która będzie możliwa do przyjęcia dla określenia każdego z istniejących narodów świata? Czy czynniki: etniczny, rasowy, genetyczny są wyznacznikami odpowiednimi do opisu wszystkich narodów? A może wystarczy zaklinać rzeczywistość i ubierać w pseudonaukowe szaty swoje subiektywne oceny? Na te i inne pytania chcę odpowiedzieć w tym artykule.

Szczegółowa definicja narodu, odpowiednia dla każdej takiej wspólnoty, nie ma prawa istnieć. Przedstawienie takiego opisu, który objąłby każdy, literalnie każdy naród świata, jest niemożliwe. Wymagałoby to przezwyciężenia logicznych sprzeczności wewnątrz takiej definicji. Za przykład niech nam posłuży klasyczna, znana z lekcji wiedzy o społeczeństwie, wyryta w głowach większości Polaków – definicja narodu. Zakłada ona, iż narodem jest takie zrzeszenie ludzi, które mieszka na wspólnym terytorium i w ciągu procesów dziejowych, politycznych i gospodarczych na podstawie wspólnego języka i wytworzonej kultury wzbudziła w sobie samoświadomość swej odrębności od innych wspólnot ludzkich (narodów). Czy każdy naród na świecie spełnia tę definicję? Casus Żydów (mniejszość z całości mieszka na jednym terytorium, będącym państwem żydowskim) czy Szwajcarów (znane chyba wszystkim państwo z kilkoma językami urzędowymi) przekreśla tę definicję.

Jak więc zdefiniować naród? Naród jako wspólnota krwi? Taka definicja wykluczy zdecydowaną większość znanych nam narodów z grona definiowalnych w ten sposób wspólnot. Na warsztat weźmy nasz polski przypadek. O jakiej wspólnocie krwi możemy mówić? Domieszki niemieckie, ruskie, litewskie, żydowskie (tak, takie również), czeskie, tatarskie, ormiańskie i sam tylko Bóg wie jeszcze jakie, według tej definicji zanieczyściły polską krew. A to może w takim razie jakiś ułamek tych domieszek może płynąć w krwiobiegu człowieka, by został uznany za Polaka? Takie rozważania na płaszczyźnie materializmu, bo tak trzeba nazwać czynnik krwi czy biologii, jako wyznacznika przynależności do narodu, może doprowadzić do absurdu. Jestem przekonany, że znalazłyby się osoby, a najpewniej i całe grupy, które byłyby pokrzywdzone, bo odmówiono by im przynależności do narodu. Jak więc wyznaczyć granicę takiej przynależności, by nikogo nie skrzywdzić? Bo nie wyobrażam sobie, by powiedzieć komuś w twarz: Za Polaków to uznamy Twoje dzieci, bo dopiero one, według naszego arkusza kalkulacyjnego spełnią wymagania.”. Przecież to jakiś chory prozelityzm narodowy, a to aż jaskrawo przypomina niemieckie ustawodawstwo pisane w Norymberdze. To może jak nie krew, to posiadanie haplogrupy R1a1? Ta haplogrupa DNA miała swego czasu pięć minut sławy, jako wybitnie polska część kodu genetycznego, którą prawdziwy Polak posiada. Po czasie okazało się, że to szersza i głębsza kwestia (jak to w życiu zwykle bywa, a w nauce częściej). Bo, jak się okazuje w większej lub mniejszej części tę haplogrupę posiadają członkowie ludów indo-europejskich. Tutaj znowu musiałaby wejść matematyka z wyznaczaniem polskości w arkuszu kalkulacyjnym.

To może da się obronić polskość pod względem etnicznym? Czym jest sam wzięty z greki ethnos? W wyniku ewolucji znaczenia ostatecznie określało to słowo całość Hellenów, mimo wyraźnych różnic kulturowych i językowych. Co oznacza teraz? Słownik języka polskiego podaje definicję według której etnos, to grupa ludzi o wspólnym pochodzeniu i kulturze odczuwająca więź grupową lub zespół cech kultury danej grupy etnicznej”. Widać więc inklinacje materialistyczne, za jakie należy uznać wspólne pochodzenie, jako kwestię biologiczną. Możemy jeszcze dojść do kwestii rasy, jako wyznacznika przynależności do narodu. Czy znamy innych Polaków jak nie białych? Historia pokazuje, że trudno wśród mieszkańców Polski późnopiastowskiej, jagiellońskiej czy doby elekcyjnej szukać murzynów lub Azjatów, jako członków narodu. Czy to oznacza, że Polacy, jako naród okrzepli i już na zawsze i na wieczność będą tak wyglądać, jak wyglądają dziś? Zdecydowanie nie można tak powiedzieć. Czy Francja nie była biała? A co jest tam teraz? Kolejne pokolenie murzynów i śniadych mieszkańców pustyni dorasta już w Ojczyźnie Arthura de Gobineau. Ktoś może powiedzieć, że to przez słabość rządów wobec fali nachodźców i imigrantów tak się dzieje, albo, że to ich wina, bo mieli kolonie po świecie i sobie nawpuszczali za dużo obcych żywiołów etnicznych. Na pewne procesy dziejowe nawet rząd państwa tak silnego, jak Francja nie ma za wielkiego wpływu. Można obwiniać masonerię i inne tajne stowarzyszenia, ale jeden fakt trzeba zauważyć. Jak zachowywali, a czasem jeszcze zachowują się odmienni etnicznie i rasowo mieszkańcy Francji w trakcie, chociażby rocznicy wybuchu Rewolucji Francuskiej? W defiladzie wojskowej biorą udział czarni i ciemniejsi żołnierze, dumnie prężąc pierś w czasie, gdy grana jest Marsylianka. O czymś to świadczy. Ja w tym widzę przyznanie się tych konkretnych ludzi do Francji i wszystkiego, co ją stanowi. Czyż nie w takim duchu zdefiniowano naród (konkretnie nasz polski) w naszej najnowszej deklaracji ideowej? Czy pigmentododatni obywatele Francji nie są uznawani przez wspólnotę narodową za jej pełnoprawnych członków? Nawet już w Polsce mało kogo dziwi niekoniecznie biały Francuz… Problem nie polega na tym, że murzyn jest Francuzem, a nie ma prawa nim być. Ma prawo, bo sami Francuzi świadomie lub nie (to drugie zdecydowanie bardziej) budują swoją tożsamość wolincjonalnie, tak, jak Pan Renan powiedział. Pisał on, że naród to jest jedna wielka solidarność, którą stwarza poczucie już spełnionych ofiar i tych, do których spełnienia jest się gotowym. Istnienie narodu jest według niego codziennym głosowaniem, w którego czasie człowiek, co dzień przyjmuje gotowość do ofiar na rzecz swojego narodu, wyraża czynem chęć współżycia z ludźmi reprezentującymi tę samą postawę, przywiązanie do Ojczyzny. Według niego człowiek nie jest niewolnikiem ani rasy, ani języka, ani religii (był sceptyczny wobec wiary). Wielkie braterstwo ludzi, jak pisał o zdrowej duszy i gorącym sercu stwarza świadomość moralną, zwaną narodem. Dlatego murzyn, czy beduin może być Francuzem, jeśli tylko chce szczerze przyjąć i uznać ofiary na rzecz bytu narodowego poniesione przez poprzednie pokolenia i sam jest gotów do złożenia ofiary.

Jak to się ma do Polski i polskości? Odrzuciwszy kryteria materialistyczne, które miałyby stanowić o przynależności do naszego narodu trzeba coś zaproponować, bo samo krytykowanie i nawet obalanie pewnych tez jest jałowe, według mnie, jeśli nie proponuje się nic pozytywnego. Wskazanie na przypadek francuski nie jest bezcelowe. Chcę na tym przykładzie pokazać, że przestrzeń narodu ma pewną dynamikę zmian, które przechodzi. Mogą być one mniejsze lub większe, ale są pewną stałą. Podkreślamy, że naród to wspólnota nie tylko obecnie żyjących Polaków, ale pokoleń przeszłych, obecnych i przyszłych. Jaka będzie przyszłość? Można przewidywać, teoretyzować, ale przewidzieć z dużą pewnością jest to bardzo trudne zadanie. Co więc robić? Jak bronić polskości? Co nas czeka?

Jeśli chodzi o procesy zmian w przestrzeni narodu, to dużą pracę w tym zakresie wykonał, mimo można by rzec, lichości objętościowej, Adam Doboszyński w broszurze Teoria narodu”. Głębia zawartych tam myśli obecnie jest, według mnie, rzadko spotykana. Jedno jednak chcę przedstawić, mianowicie kwestię uznania dynamiki procesów narodowotwórczych i kształtujących dość mocno wykrystalizowane narody. Co autor wskazuje za drogę do rozwoju? Obronę etnicznie czystego narodu? Otóż nie! Nacjonalista, jakim był Ś.P. Adam Doboszyński mówił o świadomym nastawieniu się na proces do wytworzenia, jak to określił wielkiego narodu, który miałby stanowić sfermentowaną w tyglu dziejowych procesów mieszankę etnosów polskiego, ruskiego, czeskiego – słowem etnosów zachodnio-słowiańskich z litewskim i węgierskim. Dywagował nawet nad rozszerzeniem o Rumunię i Słowian Południowych. W ramach dobrowolnego zrzeszenia państw narodowych miałoby dojść do stopienia się narodów w jeden, wielki naród, wieloetniczny, posiadający wiele kultur lokalnych, regionalnych i przede wszystkim języków. Oryginalność tej koncepcji jest warta uwagi i poświęcenia czasu na przeczytanie całej broszury. W przedstawionym zaledwie zarysie można zobaczyć, że to nacjonalista wyszedł z koncepcją przeciwną do etnonacjonalizmu. Już w roku 1943, gdy autor formułował tę koncepcję uznawano tkwienie w czysto etnicznym narodzie za coś, co przechodzi do historii. Żywotność i kreatywne działanie narodu etnicznego z czasem, jak pisze autor zamiera, by paść pod naporem żywiołów silniejszych.

Ekskluzywność, bo tak trzeba to nazwać, przynależności do narodu na podstawie etnosu poddałem krytyce, z którą, według mojej oceny nie da się polemizować. Co więc sam proponuję? Model inkluzywny, według którego za członka narodu musi zostać uznany każdy, podkreślam – każdy, kto przyjmuje dziedzictwo polskości za swoje, kto posiada polski kod kulturowy, rozumiany jako zespół reakcji wynikających, z w dużej mierze ukrytego w podświadomości, charakteru na różnej maści bodźce oraz, co jest ostatecznym sprawdzianem przywiązania do narodu, gotowości, by w potrzebie złożyć daninę krwi za Polskę. Czy to wystarczy, by być Polakiem? Czy wystarczy, że murzyn będzie mówił po polsku i zagra dla reprezentacji, by uznać go za rodaka? Czy wystarczy, że biegaczka przywiezie nam z Igrzysk Olimpijskich medal, by nosić ją na rękach i nazywać dumą naszego narodu? Jeśli przy tym wszystkim obydwoje żyją po polsku, czyli prócz przywiązania do państwa wrastają w naszą kulturę, to bez wahania nazwę ich rodakami. Czy to zdrada rasy? Czy to pipiprawactwo? Wyżej napisałem, że biologia nie jest wyznacznikiem przynależności do narodu. Czy to może jednak kurczowe powtarzanie, że Polak, to tylko taki etniczny nie jest objawem myślenia pipiprawackiego? Kanoniczność, czy może ortodoksyjność w definiowaniu tak dynamicznej na przestrzeni wieków rzeczywistości, jaką jest naród z pozycji materialistycznych jest takim pipiprawactwem. Tak kiedyś ustalono, tak ma być, a jak Polak, to tylko biały, etniczny. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju epigonizm, którym nacjonalista powinien się brzydzić. Dobieranie sobie członków narodu według klucza kultury, czy przyznawania się do polskości to pipiprawactwo, więc obrona materialistycznych koncepcji narodu jest tak samo doborem i to przymusowym, bo nawet etniczny Polak, który Polakiem być nie chce, to musi nim być, bo tak ma być i już!

Naród rozumiany jako wspólnota wytworzona w ramach kultury cywilizacji łacińskiej, bo w tej cywilizacji wykształciły się narody, jest przede wszystkim wspólnotą ducha, kodu kulturowego. Czynnik etniczny jest często wyznacznikiem przynależności do narodu, ale w naszym polskim przypadku, jak pisałem wyżej nie jest to pozycja do obronienia. Przyszłość naszego narodu w dobie globalizacji, masowych przepływów ludzi, nagłych przetasowań etnicznych (tak się stało z naszym narodem po II Wojnie Światowej w trakcie przesiedleń) i napływu obcych żywiołów etnicznych i cywilizacyjnych staje przed nami jako wielkie wyzwanie. Można określić to mianem zagrożenia, ale podświadomie człowiek na zagrożenie reaguje obronnie, a to ustawi nas, jako wspólnotę w defensywie. To byłby, według mnie błąd. Jak więc przygotować się na nadchodzącą przyszłość? Spójrzmy, co nadchodzi. Dzisiejsza młodzież, mimo posługiwania się językiem polskim duchowo i kulturalnie jest coraz bardziej od polskości odległa. Liberalizm i marksizm zbiorą swoje żniwo w postaci polskojęzycznej masy ludzkiej, nieposiadającej specjalnych więzów z zamieszkiwanym przez siebie państwem i jego kulturowym dziedzictwem. To kwestia wymiany jednego pokolenia. Napływ Ukraińców, Białorusinów, Filipińczyków i innych żywiołów etnicznych obcych nam cywilizacyjnie nie polepszy tej sytuacji. Jeśli tendencje się utrzymają, to dojdzie do gettoizacji Polski, gdzie powstaną dzielnice, miejscowości, a pewnie z czasem i regiony zamieszkane przez obcych nam etnicznie i kulturowo przybyszów. I co wtedy? W myśl etnonacjonalizmu jedynym rozwiązaniem będzie ludobójstwo, bo wysiedlanie obcych z Polski może okazać się błędnym kołem. Wysiedleni wrócą i znów trzeba będzie ich wysiedlać. A wszystko kosztuje. Zradykalizuje się społeczeństwo i zgotujemy sobie drugą Jugosławię. Można by przeciwdziałać tym ruchom mas ludzkich i zamknąć granice. Obronimy czystość etniczną Polski. Może zabrzmi to przewrotnie, ale po co mamy to robić? Zrozumiem argument o ochronie polskich pracowników przed nieuczciwą konkurencją, jaką stanowią już od jakiegoś czasu imigranci ze wschodu. To jest dla mnie argument nie do obalenia i nie będę mówił, że to dobrze dla naszej gospodarki, że Ukraińcy pracują za mniejsze pieniądze niż trzeba by było dać Polakom. Kwestie gospodarcze można rozwiązać, jestem o tym przekonany bez krzywdy dla Polaków, kwestią pozostaje szczegółowe prawodawstwo, ale to temat na osobny artykuł. Przewrotność tego pytania nie polega na odcięciu się od solidarności z Polakami, a raczej na wskazaniu, że możemy wkroczyć na drogę budowy wielkiego narodu, tak jak pisał Doboszyński. Zamiast obrony etnosu Polski powinniśmy bronić jej czystości cywilizacyjnej. Zamiast tamy dla obcych rasowo żywiołów trzeba wznieść wały, które ochronią nas przed zalewem drapieżnego atlantyzmu z zachodu i turanizmu ze wschodu. Nie przed domieszkami obcej krwi trzeba się bronić, a przed domieszkami obcych cywilizacji. Deklarujemy, że misją dziejową Polski jest bycie przewodnikiem odrodzonej cywilizacji łacińskiej w Europie Środkowo-Wschodniej. Może czas nad tym pomyśleć na poważnie? Jednym z fundamentalnych cech naszej cywilizacji jest przewaga ducha nad materią. Jak więc można bronić materii i uznawać jej przewagę nad duchem w przypadku definiowania narodu? Czy nie jest wspólnotą ducha więź kulturowa odczuwana względem rodaków?

Wrócę do przypadku, Francji i ogólnie Europy Zachodniej. Naród francuski, niemiecki i inne nie są tym samym, czym były jeszcze 50 lat temu. Stan zagrożenia, w jakim przychodzi żyć Francuzom, Niemcom, czy Szwedom pokazuje, co może się stać w wyniku niekontrolowanej imigracji obcych cywilizacyjnie ludów. Tych procesów nie da się już odwrócić. Można się użalać nad losem własnym i Europy. Można jednak, póki mamy na to szansę, wznieść wysoko sztandar idei odrodzenia cywilizacji łacińskiej, dążyć do wypracowania niekoniecznie od razu związków państwowych, ale choćby platform porozumienia dla pracowników, przedsiębiorców, dla kultury i nauki. Niekoniecznie muszą być to organizacje państwowe. Nawet dobrze, by Polacy w ramach własnej inicjatywy szukali na takiej choćby Słowacji partnerów do współpracy. Postępująca integracja międzyludzka wzniosłaby się z czasem na wyższy, bo narodowy poziom i w warunkach odpowiedniej atmosfery, zapewnionej przez międzypaństwowe porozumienia wielostronne powstałby wielki naród, o którym tak pięknie pisał Adam Doboszyński.

Na zakończenie chciałbym dodać jeszcze, że naturalną drogą do zaistnienia czegokolwiek, od szklanki po organizacje światowe jest idea, która przybiera określoną formę. Nigdy z formy nie powstała idea. Obrona etnicznego pojmowania narodu jest obroną formy, której idea już mija, a my jesteśmy tego świadkami. Z tej formy nie da się wyciągnąć nic więcej. Pora więc spojrzeć na rzeczywistość otaczającego nas świata, na zmiany, jakim podlega, odpowiednio sformułować ideę narodu polskiego (jako wielkiego narodu) i z nią na sztandarze być chorążym i przewodnikiem odradzającej się cywilizacji łacińskiej. Czy nie byliśmy, jako naród krzewicielem tej cywilizacji? Warto przypomnieć sobie czasy Jagiełły i pierwszej unii polsko-litewskiej. Parlament ówczesnego świata chrześcijańskiego, jakim był Sobór w Konstancji pochwalił działania Polski i króla Jagiełły, ale nie z powodu widzimisię zgromadzonych tam ludzi, tylko po usłyszeniu rozpraw Pawła Włodkowica, rektora odrodzonej Akademii Krakowskiej, działań polskiego poselstwa na sobór oraz relacji usłyszanej wprost od delegacji nawróconych Żmudzinów. Czy w tym czasie Polska nie była na drodze ku tworzeniu wielkiego narodu? Czy teraz nie możemy wejść na tę drogę? Nie tylko możemy, ale moim zdaniem to jest jedyna szansa, której wykorzystanie zapewni nam sukces.

O doniosłości wielkiej idei czasów Jagiełły i Soboru w Konstancji pisałem w tekście https://kierunki.info.pl/pawel-luberacki-o-mysli-pawla-wlodkowica/, do którego przeczytania zachęcam. Nie ma tam słowa o wielkim narodzie, ale opisane procesy prowadziły do tego, by wielki naród polskolitewsko-ruski powstał.

16 KOMENTARZE

  1. “A wszystko kosztuje. Zradykalizuje się społeczeństwo i zgotujemy sobie drugą Jugosławię.” Mogą być konflikty z migrantami, natomiast Jugosławia to inny przykład. Tzn. co się tyczy konfliktu z albańskimi kolonistami serbskiego Kosowa i Metohiji, to coś może być w tym stylu ale też przybyli tam podczas zaboru tureckiego a nie jako imigranci na tej zasadzie, co teraz się wdzierają do Europy. Natomiast geneza konfliktu serbo-chorwackiego oraz konfliktu ze słowiańskimi muzułmanami, którzy nazwali siebie “Boszniakami” (nawet, jak mieszkają tam, gdzie nigdy Bośni nie było i nie jest) jest inna. Tam jest konflikt można powiedzieć wokół polityczno-kulturowego otoczenia religijnego. Nie chodzi tu o różnice czysto religijne, bo o tych mało kto wie, jak pochodzenie Ducha Świętego. Ja nieraz specjalnie dla ciekawości pytam się o to Serbów i nie wiedzą. Więc nie różnice dogmatyczne są przyczyną konfliktu. Ale właśnie katolicyzm polityczny i polityczne otoczki prawosławia czy islamu. W ogóle słowiańscy muzułmanie w dawnej Jugosławii, to są po prostu zislamizowani Serbowie. W Sandżaku (Raszce) się pojawili w takiej ilości, bo kiedyś rządził tam fanatyczny ban muzułmański (za władzy tureckiej). Zislamizował Serbów i teraz uważają się za Boszniaków, mimo, że Nowy Pazar nigdy w Bośni nie był. A co do Serbów i Chorwatów, to chociaż to odrębne były plemiona, to teraz Serbowie-Sztokawcy uznali się za Chorwatów. A kiedyś to podział był wzdłuż narzeczy. Wszyscy Sztokawcy to byli Serbowie. Kiedyś były we Włoszech wydany Serbski katolicki modlitewnik. W każdym razie w Polsce nic takiego nie grozi. Są w Polsce protestanci na Śląsku Cieszyńskim, bo książę cieszyński przyjął protestantyzm. Ale raczej nie doprowadzi to tego, co w Jugosławii. Też na Śląsku Cieszyńskim różnie ze świadomością bywało. Jednak ogólnie tam polska opcja narodowa była i jest silniejsza niż na katolickim Górnym Śląsku. Jak wiadomo polska opcja narodowa w ogóle nie powstała na Śląsku opawskim, co jest dla RAŚ argumentem. W każdym razie ani ze Ślązakami cieszyńskimi ani z Mazurami (ze względu na małą liczebność tych ostatnich) nie grozi nam, że dojdzie do tego, co w Jugosławii.

    • Nie do końca jest tak, jak piszesz.
      Dialekt sztokawski jest dialektem ponadetnicznym, wyewoluował on ze wspólnego dla wszystkich Słowian południowych, Rusinów/Rusów i narodowości dawnego Państwa Wielkomorawskiego języka cerkiewnosłowiańskiego. Sztokawszczyzna od zawsze była dialektem wszystkich narodowości byłej Jugosławii (poza Słoweńcami), w tym była używana przez część Chorwatów. Tyle tylko, że pierwotnie sztokawszczyzna nie była aż tak w Chorwacji rozpowszechniona, jak jest teraz, kiedyś dialekty kajkawski i czakawski były popularniejsze, tylko zostały wyparte przez sztokawszczyznę. W każdym razie Krajina, Slawonia i Baranja były pierwotnie ziemiami chorwackimi, zamieszkałymi przez Chorwatów katolickiej i prawosławnej wiary. Serbowie znaleźli się tam przez z jednej strony ich migrację, z drugiej strony przez migrację prawosławnych Wołochów, którzy potem przyjęli serbską tożsamość, a z trzeciej strony przez serbizacją prawosławnych Chorwatów i konwersje na prawosławie katolickich Chorwatów.
      Bośnia to osobny temat. Nie jest tak, że Boszniacy to sztuczna narodowość. Swoich początków mogą szukać już w starożytności w ilirskim plemieniu “Bosni”, w średniowieczu protoplastami boszniackiej tożsamości narodowej były grupy heterodoksyjnych chrześcijan wyznających wierzenia gnostyckie, ezoteryczne i dualistuczne, jak bogomili, patareni, czy Kościół Bośni. Poza tym w średniowieczu istniało niezależne Królestwo Bośni. Następnie mamy okres osmański i te grupy przechodzą na islam. Częściowo Boszniacy faktycznie wywodzą się od zislamizowanych Serbów i zislamizowanych Chorwatów (przy czym prędzej Chorwatów niż Serbów, bo przed okresem osmańskim dominował tam katolicyzm i najpierw te ziemie należały do Chorwacji na początku jej państwowości), ale przodkowie Boszniaków to raczej po równo dawni Chorwaci, Serbowie oraz proto-boszniacy (w języku bośniackim w średniowieczu nazywani byli “Bošnjani”).
      Boszniaków można nawet po części wyodrębnić od Chorwatów i Serbów pod względem genetycznym i antropologicznym, mają oni wyższy odsetek Y-DNA haplogrupy I2 oraz częściej występuje u nich typ nordycki.
      Boszniacy nie są sztucznym etnosem i nie zostali wymyśleni.
      Co do samego artykułu to widzę w nim luki w praktycznie każdym zdaniu i jak będę czuł wenę do polemiki to przedstawię swoje zdanie na ten temat.

      • Kiedyś byli katoliccy Serbowie. Sam Stefan Nemanja na początku przyjął chrzest katolicki. Potem granica między Serbami katolickimi a prawosławnymi zaczęła przebiegać na Drinie. A prawosławnych Chorwatów nie było. To znaczy jakiś tam mógł być na tej samej zasadzie, co sie zdarzają Polacy buddysci.

      • Jeszcze dodam, że jakieś tam plemię ilirskie o nazwie “Bošnjani”mogło być, ale to już dawno wymarłe. Tzn. przodków mogą mieć od nich, tak samo, jak od Turków itd. To tak samo, jakby obecnych mieszkańców włoskiej Longobardii łączyć z germańskimi Longobardami. A o tym, jak się Serbowie stawali muzułmanami (a w 20 wieku Boszniakami) świadczy wezyr Sokolić, brak serbskiego patriarchy. Wiadomo, jakie były jego początki. Wiemy, że pozostawił po sobie “Most na Drinie” opisany przez Ivo Andrića. I tu właśnie trzeba dodać kim był Ivo Andrić? Kiedyś byśmy powiedzieli, że był Jugosłowianinem i nikt by sobie głowy dalej nie zawracał, szczególnie w Polsce. Faktem jest wstawiał dużo turcyzmów ale w Serbii mnie pokazali, jak jest sygnatariuszem umowy o języku serbo-chorwackim ze strony serbskiej. Podobno w książeczce wojskowe też podał narodowość serbską. Ale co w tym wszystkim jest najciekawsze, pochodził z okolic Travnika w Bośni ale z rodziny katolickiej. Potem był ateistą. Jednak nawet w XX wieku mogli być jeszcze Serbowie-katolicy. Wprawdzie za kogo się uważali jego rodzice to nie wiem.

        • 1. Prawosławie na terenie Chorwacji istniało od setek lat. Była to ludność osiadła wcześniej (Grecy, Chorwaci) oraz napływowa (Wołosi, Bułgarzy, Albańczycy), która po pewnym czasie uległa asymilacji etnicznej do etnosu chorwackiego. Prawosławni z Chorwacji zostali podporządkowani Patriarchatowi Serbskiemu dopiero w momencie zjednoczenia Jugosławii.
          2. “Bošnjani” to nie jest nazwa ilirskiego plemienia (ilirskie plemię nazywało się “Bosni”), tylko nazwa słowiańskich Boszniaków w okresie średniowiecza. Państwowość bośniacka sięga średniowiecza, w 1154 roku powstał Banat Bośni, a w latach 1377-1463 istniało niepodległe Królestwo Bośni, które w swoim czasie zwasalizowało Serbię i Chorwację. Bodajże Tvrtko I Kotromanić (król Bośni) powiedział raz “Polacy i Bośniacy mają tych samych przodków”. Czy można uznać średniowieczne Królestwo Bośni za państwo proto-bośniackie? Według mnie tak. Mi wystarczy do uznania jakiegokolwiek etnosu za naród masowe uznanie siebie (w sensie członków swojego etnosu) za naród. Bośniacy ten warunek spełniają, mają historię własnej państwowości i odrębności, swoje państwo, tradycję walk o nie oraz mają własną odmianę języka serbo-chorwackiego (wariant ijekawski).

          • A wariant “ijekawski”, to jest co innego niż “jekawski”, bo “jekawski” to obejmuje i Chorwację z “Ljepa nasa” (nie mam tego znaczku nad “s” w swoim kompie, by było tamtejsze “sz”) i część Serbii. W Belgradzie już dominuje “ekawski”. A we wsiach koło Valjeva i u Serbów z rumuńskiej części Banatu podobno się zachowała w ogóle wymowa prasłowiańska ani ekawska ani jekawska ani ikawska. Temat Królestwa Bośni jest odmienny, ale jak się Nowy Pazar (Novi Pazar) ma do tego??????? A tamtejsi muzułmanie też uważają się za Boszniaków, a to jest jednoznacznie stwierdzone, że islamizacja tam nastąpiła, bo rządził tam fanatyczny religijnie ban turecki. Prawosławni Grecy, Wołosi, Bułgarzy mogli być w Chorwacji ale podaj źródło o “prawosławnych Chorwatach”. Nawet księdza Juraja Krizanića w Rosji uważano za Serba. W ogóle to był ciekawy człowiek, który poległ pod Wiedniem w wojska Sobieskiego, a wcześniej był za jednością słowiańską przeciw zagrożeniu niemieckiemu. Ale w Rosji go zesłali za rzekomy (a może i nie rzekomy) prozelityzm katolicki a w Polsce go niezbyt lubili za to, że głosił jedność z Rosją (przeciw Niemcom mu chodziło ale wiadomo).

            • 1. Dialekt sztokawski dzieli się na dwie płaszczyzny
              Jedna to płaszczyzna narodowościowa:
              – serbski (a na południu Serbii w dodatku sztokawski miesza się z torlackim)
              – czarnogórski – najbardziej wyróżniający się
              – bośniacki
              – chorwacki
              Druga płaszczyzna to następujące warianty:
              – jekawski charakterystyczny dla Chorwacji
              – ijekawski charakterystyczny dla Bośni
              – ekawski charakterystyczny dla Serbii i Czarnogóry.
              2. Część osób utożsamiających się z tożsamością bośniacką faktycznie nie ma wiele wspólnego z etnosem bośniackim. Chociaż nie wiem, jak do tego mają się muzułmanie z Sandżaku. Wiem, że średniowieczne Królestwo Bośni było większe od obecnej Bośni, ale nie wiem, czy Sandżak do niego należał.
              Część muzułmanów z takich regionów jak Macedonia utożsamia się z Bośnią, ale oni mogą pochodzić z regionu Bośni.
              “Prawosławni Grecy, Wołosi, Bułgarzy mogli być w Chorwacji ale podaj źródło o “prawosławnych Chorwatach”.”
              Dobra, tutaj masz mnie XD
              Musiałbym się spytać chorwackich nacjonalistów, zapewne by mi przytaknęli, ale to tylko gdybanie, dlatego nie chcę polemizować z Tobą.
              3. “Nawet księdza Juraja Krizanića uważano w Rosji za Serba”
              Narodowość w tamtym regionie miała płynny charakter. Z jednej strony była uwarunkowana etnicznie, tzn były plemiona serbskie i chorwackie, ale często było tak, że czy to wśród katolików, czy prawosławnych dochodziło do mieszania się Serbów i Chorwatów oraz różna była tożsamość narodowa, często ten podział przebiegał między rodzinami. Podobnie było u nas na Kresach oraz na Śląsku, a przecież niemieckość, polskość, białoruskość i ukraińskość mają etniczny charakter.
              4. Zaciekawiła mnie informacja o poległym pod Wiedniem. Mógłbyś więcej o tym powiedzieć lub linki wstawić? Interesujące to jest.

              • Najprostsza jest wiki. https://pl.wikipedia.org/wiki/Juraj_Kri%C5%BEani%C4%87 Tam są podane też publikacje o Kriżaniću. W BUW (Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego) czytałem książkę samego Kriżanića. A to, że dla Serbii jest charakterystyczny tylko”ekawski” to nie jest prawda. Mnie też tak mówiła jedna polska nauczycielka od serbskiego. Prowadziliśmy z nią dyskusje. Powoływała się na swoje wykształcenie w filologii serbskiej, bo innych argumentów nie miała. Nie widziała stron Republiki Serbskiej Bośni pisanych cyrylicą. Jak w cyrylicy jest jekawica, to chorwacki ani tzw. “bośniacki” to już być nie może. Kiedyś w Chorwacji była głagolica ale chorwackiej cyrylicy nigdy nie było. Zresztą jej tam nienawidzą. Ale w Serbii mnie mówili, co innego. I powołali się na samego Vuka Karadżića. Był spod Loznicy. I pisał w wariancie jekawskim. Granica ekawicy i jekawicy nie biegła na Drinie. Oczywiście, że na południu Serbii miejscowej jekawicy się nie znajdzie a przy granicy bułgarskiej (słuchałem w necie) mają pewne podobieństwa do bułgarskiego. W Belgradzie też dominuje ekawica, ale jak sam Vuk Karadzić pisał jekawicą, to nie da się Serbii jej odebrać. Tak samo, jak i “kruh” jest też w pewnych dialektach serbskich. W “Ojcze Nasz” oczywiście jest tylko w chorwackim. I podobno kiedyś, jak w Chorwacji ktoś chciał kupić “hleb” (Przez samo “h” się pisze w Serbii w łacince), to go odsyłali do Serbii.

              • Zobacz ten wpis z tt od Serbów z Bośni:
                “@SNSDDodik
                #Beograd Предсједник #Dodik састао се вечерас са предсједником #Srbija @avucic” Tam mają “predsjednika” a nie “predsednika” i Vuczića przy okazji też tak nazwali. Chyba nie sądzisz, że Serbowie z Bośni piszą po chorwacku? Kiedyś czytałem w “wyborczej” wprawdzie, że jeden serbski policjant z Bośni (w czasach wojny to było) wybił ząb pałką jakiemuś Polakowi za to, że powiedział język “serbo-chorwacki”. Uważał, że mówi po serbsku tylko. Oczywiście Serbowie pokroju Andrića by się tego wstydzili ale to inna sprawa. W każdym razie jest też serbski jekawski.
                .

                • Wszystko, co napisałeś to prawda. W każdym razie dla Serbii (nie licząc Serbów z Bośni i Chorwacji) charakterystyczny jest standard ekawski, a dla Bośni ijekawski.
                  Czytałem trochę w internecie o dialekcie sztokawskim i podział sztokawskiego, który zaproponowałem w dużej mierze też jest uproszczony, do XVI wieku dialekt ten dzielił się na zachodni i wschodni (podczas gdy przytłaczająca większość terytorium obecnej Chorwacji obejmowała dialekty kajkawski i czakawski – doszło do dryfu językowego), a obecnie jest dużo więcej płaszczyzn podziału dialektu sztokawskiego i wygląda to w ten sposób, że bośniacka odmiana ma wiele podobieństw do chorwackiej odmiany, które różnią ją od serbskiej, ale też ma wiele podobieństw (np w dziedzinie słownictwa) do serbskiej odmiany, które różnią ją od chorwackiej odmiany. Ogółem podział sztokawskiego i granice regionalne tego podziału są mocno pokręcone, nawet “ekawienie” i “jekawienie” prawdopodobnie nie są charakterystyczne wyłącznie dla sztokawskiego, ale wystepują w innych dialektach serbo-chorwackiego. Zresztą w ogóle podział serbo-chorwackiego na “chorwacki, “serbski”, “bośniacki” i “czarnogórski” uważam za błędny lingwistyczne, bo różnice w regionalnych formach sztokawskiego (czyli również w standardowych formach tych “języków”) są chyba nawet mniejsze niż między dialektami języka polskiego. W warstwie słownej sprowadzają się mniej więcej do różnic typu nasze “na dwór” vs “na pole”, zresztą nawet nie ma stricte granic między tymi formami, o czym wskazuje przenikanie się podobieństw między krajowymi formami. Jeśli dzielimy język serbo-chorwacki na odrębne języki to prawidłowo (z punktu widzenia lingwistyki) dzielimy je na język sztokawski, język kajkawski, język czakawski i ewentualnie na język torlacki. W zasadzie to nawet nie ma ostrych granic między językami południowosłowiańskimi. Dialekty czakawski i/lub kajkawski wykazują przejściowość między chorwackim (w sensie chorwackimi odmianami tych dialektów), a słoweńskim. Dialekty kajkawski i czakawski wykazują nawet większe podobieństwo do języków zachodniosłowiańskich, gdzieś w internecie czytałem, że w XIX wieku do pewnej chorwackiej parafii używającej dialektu kajkawskiego lub czakawskiego przybył ksiądz z Polski i tamtejsi parafianie byli w stanie się z nim porozumieć, a z księżmi mówiącymi po sztokawsku nie. Nie wiem, czy to jest prawdziwa historia, ale jeśli jest to jest ona pewną poszlaką wskazującą na prawdziwość legendy o pochodzeniu Chorwatów z Polski i wspólnym, biało-chorwackim pochodzeniu Polaków i Chorwatów. Dialekt torlacki za to miesza się z ekawską sztokawszczyzną i jest dialektem przejściowym między serbskim, a bułgarskim i macedońskim. Z macedońskim jest też taka sprawa, że Bułgarzy uznają ten język za dialekt bułgarskiego, Macedończycy podkreślają swoją odrębność, a Serbowie wskazują na podobieństwa między serbskim, a macedońskim.
                  A że jekawszczyznę/ijekawszczyznę można spotkać w samej Serbii, zwykle “ekawskiej” to fakt. Gwary sztokawskiego przenikały się między sobą, bo ludzie się przemieszczali, zwłaszcza po wojnie domowej w Jugosławii wielu Serbów z Chorwacji j Bośni uciekło do Serbii i tam zostało, co tłumaczy napływ jekawszczyzny do Serbii.
                  Po mojemu to ze wszystkich języków i dialektów można byłoby stworzyć jeden język południowosłowiański/jugosłowiański, bo te wszystkie języki bazują na staro-cerkiewno-słowiańskim z regionalnymi dialektami używanymi w średniowieczu. I myślę, że połączenie staro-cerkiewno-słowiańskiego z tymi dialektami doprowadziło do upodobnienia się języków Słowian południowych i wyodrębnienia ich z języków Słowian zachodnich lub wschodnich. Ale na to zgody nie będzie z przyczyn politycznych, mówiąc w skrócie tamtejsze narody południowosłowiańskie silnie podkreślają swoją odrębność i nie kwapią się do jakichkolwiek prób jednoczenia.

                  • “wielu Serbów z Chorwacji j Bośni uciekło do Serbii i tam zostało, co tłumaczy napływ jekawszczyzny do Serbii.” Przecież w wariancie jekawskim pisał sam Vuk Karadzić, główny reformator języka serbskiego. Zaznaczam, że Loznica spod której pochodził Vuk Karadzić jest już na prawym brzegu Driny, czyli w Serbii właściwej (w obecnej Serbii). Byłem tam. Przeszedłem się za miasteczko nad Drinę, gdzie jest obecnie granica. W przedwojennym “Zjednoczonym Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców” próbowali uznawać, że jest język serbo-chorwacko-słoweński. Ale przyznaję, że przesadzili, że wstawili słoweński do jednego języka. Jest prawdą, że dialekty (języki) włoskie, czy dialekty (języki) niemieckie są bardziej zróżnicowane. Serbo-chorwacki to jeden język, tyle, że się nienawidzili i nie chcieli mieć wspólnego. Ale sztokawski chorwacki jest bliższy serbskiemu niż chorwackiemu kajkawskiemu. Serbski wyróżnia się cyrylicą i pewnymi słowami np. “hiljada” (tysiąc), to jest typowo serbskie, bo pochodzi z greckiego na skutek prawosławia. Nazwy miesięcy Serbowie przyjęli międzynarodowe a Chorwaci podobnie, jak w Polsce miejscowe. A bośniackiego, czy czarnogórskiego to naprawdę nie ma jako odrębnego języka. A z macedońskim, to jest podobnie, jak powiedzmy z białoruskim. Na ziemiach spornych, czy to polsko-moskiewskich, czy serbsko-bułgarskich (jeżeli chodzi o Macedonię) wytworzyła się odrębna świadomość i z mieszanego języka odrębny. Jakieś tam rodzime słowa dodali. Tylko, że ci z obszarów spornych serbsko-bułgarskich (południowych, bo były też sporne skrawki, gdzie indziej.) przybrali jeszcze nazwę starożytnego ludu spokrewnionego z Grekami i stąd cały konflikt o nazwę. Podobno w Macedonii mówili: Grecy nie uznają ich nazwy, Bułgarzy ich jako naród. Serbowie ich cerkwi, a Albańczycy ich terytorium.

                    • Vuk Karadzić pisał jekawszczyzną, ale nie zmienia to faktu, że jekawski w większej liczbie do Serbii właściwej napłynął wraz z masami Serbów z Chorwacji i Bośni w latach 90′.
                      Chorwacki sztokawski jest bardziej podobny do serbskiego niż do kajkawskiego, dlatego napisałem, że serbo-chorwacki powinno się dzielić raczej na sztokawski, kajkawski i czakawski niż na chorwacki, serbski itd.
                      Kajkawski i czakawski są chyba bardziej podobne do słoweńskiego niż do chorwackiego sztokawskiego lub przynajmniej znajdują się pośrodku podobieństwa tych języków. Nawet nie wiem, czy sam słoweński nie jest bardziej podobny do chorwackiego sztokawskiego niż kajkawski o czakawski, nie jestem lingwistą, dlatego nie traktuję mojego zdania absolutnie, ale kiedyś porównywałem te języki i słoweński mi się wydawał bardziej podobny.
                      Czy nie istnieje stricte bośniacka forma sztokawskiego? Według mnie istnieje, tylko że nie należy jej przypisywać do jednego narodu. Serbowie bośniaccy mówią po prostu w serbskiej odmianie bośniackiej formy sztokawskiego, tylko że nie chcą tego faktu uznać, dlatego nazywają swoją mowę serbskim. Bośniacki lingwistycznie istnieje (ale tylko jako zespół gwar), ale ma on znaczenie terytorialne, nie narodowościowe.
                      Do reszty zgadzam się, choć co do Macedończyków to Serbowie nie tylko nie uznają ich cerkwii, ale też nazwy (bo Serbowie tradycyjnie są przyjaciółmi Greków) i narodowości też nie, Serbowie uważają Macedończyków za Serbów.
                      Właściwie to nawet ze zróżnicowaniem genetycznym narodów jugosłowiańskich jest problem. O ile wszystkie te narody są sobie pokrewne to zgodnie z najnowszymi badaniami haplogrup Y-DNA Serbowie bośniaccy są bliżsi ogółowi Chorwatów niż Boszniakom i Serbom z Serbii właściwej (mają np wyższy odsetek haplogrupy R1a1 niż Boszniacy i mieszkańcy Serbii właściwej oraz zbliżony, choć troche niższy niż ogół Chorwatów). Za to Boszniacy i bośniaccy Chorwaci są bliżsi mieszkańcom Serbii i Chorwatom z wysp dalmatyńskich i wybrzeża dalmatyńskiego.
                      Czyli uszeregowanie pokrewieństwa Y-DNA wśród tych narodowości wygląda następująco:
                      1. W jednym szeregu jest ogół wszystkich Chorwatów oraz Serbowie bośniaccy – jednocześnie oni są bardziej podobni z haplogrup Y-DNA do Słowian wschodnich i zachodnich, ponieważ mają szacunkowo wyższy odsetek R1a1.
                      2. W drugim szeregu zaklasyfikujemy Chorwatów z wybrzeża dalmatyńskiego, wysp dalmatyńskich, Chorwatów bośniackich, Serbów z Serbii właściwej, Boszniaków i Czarnogórców.

  2. Aleś Pan przywalił błąd logiczny: “bo nawet etniczny Polak, który Polakiem być nie chce, to musi nim być, bo tak ma być i już!”. Przecież to, że Polak faktyczny musi być także Polakiem etnicznym (jak postulują krytykowani przez Pana) nie wskazuje wcale, czy Polak etniczny jest lub nie jest Polakiem faktycznym.

    • Przede wszystkim o tym, czy się jest Polakiem nie decyduje to, czy chce się nim być, czy nie chce. Można siebie postawić poza wspólnotą narodową przez bycie wyrodnym członkiem narodu, w ten sposów wyrywajac siebie z korzeni, co skutkuje staniem się wyalienowanym kosmopolitycznym bezpaństwowcem (a raczej beznarodowcem). Autor zarzuca etnicznym nacjonalistom “materializm”, co jest błędne, bo etniczność i rasa to nie tylko biologia i antropologia, ale też duch i metafizyka sprzężone z dwoma pierwszymi. Raczej autorowi należy zarzucić relatywizm tożsamości i traktowanie jej jako bilet i ahistoryczne, postmodernistyczne widzimisię.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię