„Tak oto bezgraniczna wiara młodości: wiara w siebie samych, wiara w naród, wiara w słuszność polskiej sprawy i w najwyższą sprawiedliwość – kazała tym młodym ludziom traktować całą otaczającą ich rzeczywistość jako coś bardzo nierealnego i przejściowego.” Z wiarą w sercu ruszał do walki przeciw tym, którzy chcieli zniszczyć wszystko co kochał. Poległ w imię tego, w co wierzył. Mowa tutaj o Tadeuszu Leonie Józefie Zawadzkim ps. Zośka, bohaterze nie tylko książki Aleksandra Kamińskiego pt. „Kamienie na szaniec”, ale również wolnej Polski, bo wolnością była wówczas walka przeciw tym, którzy chcieli ją odebrać naszym rówieśnikom.

„Zośka” urodził się 24 stycznia 1921 roku w Warszawie. Od najmłodszych lat wykazywał się niebywałymi zdolnościami i inteligencją, przez co wszystko przychodziło mu łatwo, zarówno osiągnięcia w szkole, jak i sportowe. Był to człowiek uczuciowy, chętny do pomocy i wzór do naśladowania przez rówieśników. Posiadał również cechy przywódcze i był pomysłowy, co pozwoliło mu zwycięsko wychodzić z akcji, którym przewodził.

Jako 12-latek wstąpił do harcerstwa, a dokładnie do Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Bolesława Chrobrego. Dzięki temu, że ludzie do niego lgnęli i się na nim wzorowali, przyszło mu wyuczyć wśród kolegów harcerzy punktualność, rzetelność, odwagę i koleżeństwo. Powtarzał często “W służbie potrzebny jest spokój, trzeźwa ocena, jasny umysł i pogoda ducha”. Pokazuje to dojrzałość, jaką się wykazywał. Podczas akcji malowania Polski Walczącej w strukturach Wawru, do którego należał, odznaczał się stoickim spokojem i dokładnością, a dzięki swojemu charakterowi bił „rekordy” w ich malowaniu.

Mimo koleżeństwa jakie ofiarował innym, nie był skory do przyjaźni. Miał dwóch najlepszych przyjaciół, z którymi przebywał już od najmłodszych lat, a byli nimi „Rudy” i „Alek”. Był gotów oddać za nich życie tak, jak oni za niego. Dobrze o tym świadczą te słowa „W rozmowach tych Zośka jest nieustępliwy. – Odbijemy za wszelką cenę. – Nic to, że chodzi nie o odbicie więźnia z jakiegoś łatwego prowincjonalnego aresztu, lecz w Warszawie pomiędzy Szucha a Pawiakiem. Mówiono im, że Rudy przecież jest nie pierwszym i nie ostatnim. Mury Pawiaka i Szucha pochłonęły tysiące ofiar. Nie odbijano wielkich przywódców Polski Podziemnej, nie odbijano aresztowanego niedawno Delegata Rządu, nie odbijano największych polskich polityków, wojskowych, uczonych… Lecz na perswadujących spoglądają nieustępliwe oczy. – To prawda, że tych wszystkich naprawdę wielkich i ważnych nie odbijano, ale Rudego musimy odbić”.

Walka, służba ojczyźnie i śmierć jedynych przyjaciół zmieniła Tadeusza, stał się szorstki, pewny siebie, wyciszony. Mimo ich śmierci podniósł się i walczył dalej z wrogiem. Poległ w akcji pod Sieczychami prowadząc towarzyszy do walki – 20 sierpnia 1943 roku. „Zośka” jak wielu mu podobnych zasługuje na podziw, pamięć i wzór do naśladowania przez młodych ludzi, którzy dziś obierają złe wzorce od swoich idoli.

Przemysław Bartkowiak

2 KOMENTARZE

  1. “„W służbie potrzebny jest spokój, trzeźwa ocena, jasny umysł i pogoda ducha” – czyli przeciwieństwo współczesnego żulerstwa.

  2. Dobrze, że napisałeś także o przedwojennych losach Zośki, bo to pokazuje, że był zwykłym chłopakiem, który, gdy trzeba było potrafił podporządkować się najważniejszej sprawie – walce o Polsce.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię