Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Radosław Osenkowski: Potrzebujemy krytyki

Posted: 7 listopada 2018 o 13:28   /   by   /   comments (0)

Wśród naszych rodaków, a szczególnie w środowiskach narodowych i konserwatywnych powszechnym stał się szkodliwy stereotyp jakoby Polska była swego rodzaju tradycjonalistyczną utopią.

 

 

Konkordat, 90% mieszkańców wyznających katolicyzm, brak małżeństw homoseksualnych, sprzeciw wobec przyjmowania imigrantów z bliskiego wschodu, a w końcu rząd konserwatywnego (przez niektórych foliarzy uważanego wręcz za partię nacjonalistyczną) PIS-u. Nietrudno wyobrazić sobie niemodnego już (na całe szczęście) nosacza sundajskiego, który z szelmowskim uśmiechem twierdzi: „Polska to jest normalny kraj, nie to, co ta Szwecja i reszta zachodu”. Niestety rzeczywistość nie jest wcale taka piękna.

 

Zdrowo wyglądający człowiek również może być wyniszczany przez śmiertelną chorobę, nawet jeżeli nie zdaje sobie z tego sprawy. Podobnie jest z naszym narodem, który pod warstwą zdrowej tkanki powoli obumiera, toczony przez liczne trucizny. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście można stwierdzić, że w porównaniu z Francją, lub Niemcami nasza nacja kwitnie, niestety choroba ukryta zabija tak samo, jak ta, której objawy poznajemy od razu.

 

Śmiejemy się z absurdów zachodniej Europy, podczas gdy rządzące Polską „elity” w najmniejszym stopniu nie ustępują europejskim odpowiednikom i mocodawcom z UE. Wystarczy cofnąć się pamięcią do stycznia tego roku, kiedy to miejsce miała słynna „afera wafelkowa”. Kilku imbecyli urządziło sobie w lesie libację alkoholową, w której trakcie ułożyli swastykę z wafelków, zjedli tort i wypili za zdrowie pewnego akwarelisty. Całość została sfilmowana przez dzielnych dziennikarzy superwizjera, którzy szybko stworzyli reportaż o narastającej, w Polsce, fali nazizmu.

 

Cała ta sytuacja nie powinna nikogo dziwić, wszyscy przecież wiemy, że przeciętny widz TVN-u intelektem dorównuje rozwielitce i jest w stanie uwierzyć, że grupka pajaców układających swastykę z pryncypałek to prawdziwe neonazistowskie imperium, które niebawem przejmie władzę w „tenkraju” i razem z Kaczyńskim zacznie prześladować „opozycję”.

 

Niestety nie jest to koniec historii. Krajowe media rozdmuchały „aferę”. Do materiału odniósł się premier (próbując połączyć leśną szopkę z ONR-em), a minister spraw wewnętrznych postanowił powołać zespół do walki z faszyzmem i innymi urojeniami lewackich oszołomów. Pomińmy haniebne próby powiązania neonazistów z ONR-em i ruchem narodowym, a także to, że osoby piastujące najważniejsze państwowe urzędy nie potrafią nawet odróżnić nazizmu od faszyzmu. Wszak przywykliśmy już do głupoty i podłości demoliberałów.

 

Prawdziwym problemem jest to, że sprawa, która u normalnego człowieka wywoła co najwyżej chichot została wywyższona do rangi międzynarodowej afery. Przypominam, że wszystko to nie wydarzyło się w kolejnej odsłonie przygód Kapitana Szwecji, ani internetowej paście, a w rzeczywistości.

 

A jak ma się rzecz z imigrantami i środowiskami homoseksualnymi? Teoretycznie rząd odmówił przyjęcia islamskich imigrantów, w praktyce zalewa nasz kraj Ukraińcami, Filipińczykami i Uzbekami (wśród których ponad 90% wyznaje Islam). W imię interesów wielkich korporacji i polskich „Januszy biznesu” rodzimi pracownicy zastępowani są tanią siłą roboczą, która często jest wykorzystywana.

 

Wszystko to zasługa „patriotycznego” i „narodowego” PIS-u, a przyklaskują temu pożyteczni idioci z Razem i innych marksistowskich partyjek, które wycierając gęby prawami pracowników, robią wszystko, by umożliwić kapitalistom wyzyskiwanie rodaków. Najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że zwykli Polacy często nie widzą w tym problemu, a nawet jeżeli zaczynają go widzieć to milczą, gdyż boją się represji i oskarżeń o rasizm. Często też usiłują się oszukiwać, wmawiając sobie, że zaistniała sytuacja nie jest winą cudzoziemców, a przedsiębiorców, którzy ich zastąpili. I mają rzecz jasna rację. Problem w tym, że to imigranci zarobkowi umożliwiają pracodawcy takie działania. Popularnym stał się rozpowszechniany przez higienosceptyków i zwolenników partii rakłem mem, wedle którego: „jeżeli osoba bez znajomości języka i doświadczenia zabrała Ci pracę to świadczy to źle o Tobie”, szkoda tylko, że te intelektualne ameby nie wiedzą, a raczej udają, że nie wiedzą, iż głównym kryterium, którym kieruje się pracodawca przy zatrudnieniu jest zysk, a nie jakość pracownika. Na imigracji zarobkowej traci zarówno polski pracownik, który może być bezkarnie wykorzystywany przez pracodawcę, jak i konsument, który musi liczyć się z obniżeniem jakości usług (przykładowo bariera językowa, która sprawia, że trudno porozumieć się z obcokrajowcem pracującym na kasie itd.).

 

Imigracja wyniszcza w równym stopniu kraj, do którego importowana jest tania siła robocza, jak i kraj, z którego jest ona sprowadzana. Przykładowo – Ukraińcy ze względu na biedę panującą w swoim państwie przyjeżdżają do Polski, tubylcy z uwagi na obniżki płac i utratę miejsc pracy spowodowaną przybyciem mas ze wschodu, wylatują do Anglii, a rząd i przedsiębiorcy w ściągają jeszcze więcej Ukraińców w celu zapełnienia miejsc pracy, co powoduje jeszcze większą biedę na Ukrainie. W praktyce jedynymi zwycięzcami są niemoralni przedsiębiorcy, co tylko potwierdza, że współczesna pseudolewica jest tworzona przez ludzi z zaawansowanym upośledzeniem intelektualnym i osoby działające w interesie wielkiego kapitału.

 

Jeżeli zaś chodzi o homoseksualistów i innych dewiantów seksualnych to oczywiście, nie mają oni takich praw jak w krajach zachodnich, gdzie często mogą się żenić, a nawet adoptować dzieci. Mimo to homolobby działa sprawnie. Parady równości odbywają się we wszystkich większych miastach, dewianci objęci są specjalną ochroną prawną, a nawet propagują zboczenia w szkołach (tzw. „tęczowy piątek”) i na uczelniach, które od dawna przestały być kuźniami elit, a stały się fabrykami posłusznych, ogłupionych zombie. Co gorsza, w wyniku kruczków prawnych homoseksualne pary w Polsce mogą wychowywać dzieci. Są to wprawdzie pojedyncze przypadki, niemniej sytuacja pogarsza się bardzo szybko.

 

Brutalna prawda jest taka, że nasz kraj nie różni się tak bardzo od sąsiadów. Jedynie kosmetyka jest ładniejsza. Nie uważam, żebyśmy byli „bastionem Europy”, chyba że zaakceptujemy fakt, że za umocnieniami znajdują się zdrajcy, zapasy żywności są zatrute, a barbarzyńcy szturmują nieustannie. Musimy szybko uporać się z problemami dręczącymi nasz naród albo skończymy jak Francuzi, Niemcy, Szwedzi i inne nacje znajdujące się na granicy wymarcia. Niestety, nie zrobimy tego bez konstruktywnej krytyki.

 

Jako polscy nacjonaliści musimy być jak lekarz, który nie może okłamywać pacjenta o stanie jego zdrowia, gdyż może to przeszkodzić w terapii. Oczywiście, musimy liczyć się z tym, że okrutna prawda może go od nas odrzucić, ale pamiętajmy, że tylko dzięki niej zbudujemy zdrowy naród.

Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website