8. grudnia bieżącego roku miała miejsce premiera najnowszej płyty SOVY pt. „Cmentarz Wyklętych”. Raper występuje już od jakiegoś czasu na scenie patriotycznej, jednak oficjalnie jest to jego pierwszy wydany album. Artysta jest najbardziej znany ze swoich występów między innymi na Marszu Niepodległości oraz z utworów, które można było znaleźć w internecie. Teraz jest ich o wiele więcej! Płyta wydana przez firmę Pro Patriae zawiera 18 piosenek, w czym dwie z nich są fanom już znane, jednak jedna „Nie zapomnij o nas” zyskała zupełnie nowe, świeże brzmienie. Nikt, kto już zna ten utwór, nie będzie nim rozczarowany, nowa wersja jest inna, niezepsuta innowacją.

To, co w albumie mnie zaskoczyło, to oryginalność każdego z utworów. Często muzycy borykają się z brakiem „weny” i po stworzeniu kilku piosenek, następne są już takie same. Tu w ogóle tego nie uświadczymy! Każdy tekst mówi o czym innym, każda melodia ma w sobie indywidualny charakter. Za jedną z największych zalet muzyki SOVY uważam przeplatanie rapu ze śpiewem. Myślę, że artysta świetnie to ze sobą łączy i twórczość bardzo na tym zyskuje. Warto tu przy okazji wspomnieć o bardzo korzystnym użyciu instrumentów strunowych, ponieważ cały album ma dość nostalgiczny charakter. To wcale nie oznacza nudy i rozwlekłości. Nostalgia objawia się tu po prostu przez dużą ilość emocji, tęsknoty, szczęścia, smutku, zmartwienia, radości, dumy…

W płycie pomogło także dużo gości, takich jak: Basti, Dempsey, Karat, Klipo, Wuem Enceha, 5tka oraz Patrycja Gudowska. Fakt, że zaśpiewała żona rapera, podkreśla emocjonalny i indywidualny charakter niesionych treści w utworze „Nie zapomnij o nas”. Ta piosenka jest chyba moją ulubioną, tuż obok „Powstaję z kolan”. Jest prośbą wobec Boga, żeby nas nie zostawiał wtedy, gdy jesteśmy sami, bezradni. Tekst jest niesamowicie malowniczo napisany. Słuchając go wyobrażamy sobie mokry, szary cmentarz nocą i to, jak my czulibyśmy się w tym miejscu, sami, bez pomocy, światła i żadnej innej nadziei poza Bogiem. Przekaz paradoksalnie wcale nie jest smutny i pesymistyczny. Zmierza do tego, że zawsze mamy naszego wszechobecnego Przyjaciela obok.

Wspomniałam wcześniej o mojej drugiej ulubionej piosence, mianowicie „Powstaję z kolan”. Z jednej strony jest to oczywiście o Żołnierzach Wyklętych, którzy kończą walkę i są jedną nogą w grobie, lecz drugą żegnają jeszcze świat. Z innej zaś strony może to być manifest walki z samym sobą, ze swoimi słabościami i z myślą, że nasze czyny niewiele zmienią, by mimo tego dalej czynić dobro, nawet takie wymagające największego poświęcenia. Artysta, jak sam twierdzi, tworzył piosenkę w trakcie przeżyć wielkopostnych, między kontemplowaniem dróg krzyżowych, a przemyśleniami. Tak naprawdę jest to tekst na tyle poetycki, że na pewno nie ma tylko jednej interpretacji i czytanie go za każdym razem przyniesie nowe spostrzeżenia.

Zaletą płyty jest także opakowanie, w którym można znaleźć całą dyskografię oraz teksty utworów. Okładka jest bardzo wyważona, cała w czerni, z leżącym żołnierzem pośrodku. Żołnierz ma w ręku różaniec, co też na pewno nie jest przypadkowe. Cała płyta tworzy świetną całość i doskonale się jej słucha całymi godzinami. Życzę wszystkim odbiorcom tej płyty również tak wielu głębokich przeżyć, a autorowi jeszcze więcej takich oryginalnych pomysłów i wykonań.


TERESA SUTOWICZ
Debiutowała w Gazecie Obywatelskiej, miłośniczka Norwida, lubi tematykę historyczną, ideową i dotyczącą kobiet. Interesuje się także katolicką nauką społeczną.


Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię