Lubię  wspominać jak zaczynała się moja osobista Droga Nacjonalisty.

Za pewien umowny punkt, od którego liczę dni, miesiące i lata obrałem sobie Marsz Niepodległości z 2011 roku. Oczywiście poglądy narodowe dojrzewały we mnie wcześniej, jednakże od tego czasu pozostaję na ścieżce działalności, którą mam zamiar kroczyć jeszcze przez długi czas. Teraz, gdy zbliża się wielkimi krokami mój piąty już Marsz wspominam, jak wiele we mnie i wokół mnie zmieniło się przez ten czas. Najpierw jako sympatyk, później jako kandydat Obozu Narodowo-Radykalnego, następnie jako członek i wreszcie w zeszłym roku jako mały trybik wielkiego mechanizmu, dzięki któremu Święto Niepodległości kojarzy się nam już z naszym świętem, świętem nacjonalistów.

Gdyby ktoś w 2011 roku, po wyborach, które dały Platformie kolejne lata rządów, przy okazji wprowadzając do sejmu ekipę cudaków z wesołego cyrku posła Palikota oznajmił mi, że zaczyna się w Polsce swoisty renesans patriotyzmu, zlekceważyłbym go zupełnie jako osobę niemyślącą trzeźwo.

Iluż z nas tak myślało?

Iluż z nas mogło się spodziewać, że dotychczas wyśmiewane, pozostające w kręgach politycznego science-fiction postawy bezinteresownego działania dla narodu staną się trendem? Spójrzmy jak rozwinęły się w Polsce organizacje narodowe, jak wzrosła świadomość historyczna młodzieży, jak niesłychane dotąd postulaty budowania oddolnej suwerenności narodu stały się punktem wyjścia w wielu dyskusjach politycznych?

Staliśmy się kołem zamachowym, ożywczym wiatrem, dzięki któremu co dnia widuje się na ulicach osoby noszące odzież patriotyczną, dzięki któremu na uczelniach zaczęły głośno wybrzmiewać poglądy konserwatywne i patriotyczne. Dzięki codziennej pracy tysięcy patriotów i nacjonalistów ludzie widzą w końcu sens w bezinteresownej działalności społecznej z pozycji – najogólniej rzecz biorąc – tożsamościowych. Kto z nas uwierzyłby w 2011 roku, że oto nastaje najprawdopodobniej ostatnia kadencja sejmu z postkomunistami z SLD? Kto uwierzyłby, że narodowcy stworzą własny ruch społeczny? Abstrahując od wielu błędów, jakie popełniliśmy, ucząc się wszystkiego przecież od zera, mamy wreszcie bazę społeczną gotową do działania w razie nagłej potrzeby, a za przykład niech wystarczą niedawne manifestacje antyimigranckie.

Głupcem jest jednak ten kto uważa, że sukces został już osiągnięty. Jesteśmy dopiero na początku drogi, mimo coraz większego impetu jakiego nabieramy. Zamiast patrzeć na polityków, patrzmy na swoje lokalne podwórka i tam idźmy z naszym patriotyzmem i nacjonalizmem. W końcu na tym ma polegać nasz długi, bardzo długi marsz, na codziennej działalności w swoim środowisku.

Wacław Polej

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię