W 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii dosłużył się stopnia kaprala. Przeszedł szlak bojowy z Iranu do Włoch i walczył m. in. pod Monte Cassino. Ulubieniec żołnierzy, cywili, który najlepiej czuł się w szoferce lub na pace ciężarówki. Wojtek – niedźwiedź który uwierzył, że jest człowiekiem.

Fot. 1 Kpt. Anatol Tarnowiecki, dowódca 3 kompanii 6 batalionu 3 Dywizji Strzelców Karpackich w hełmie Mk.2 i z pistoletem maszynowym MP 40
Fot. 1 Kpt. Anatol Tarnowiecki, dowódca 3 kompanii 6 batalionu 3 Dywizji Strzelców Karpackich w hełmie Mk.2 i z pistoletem maszynowym MP 40

Na świat przyszedł w jednej z jaskiń w perskich górach Elburs (Iran północny) jako syryjski niedźwiedź brunatny. Gdy myśliwi zastrzelili jego matkę, niedźwiadkiem zaopiekowali się miejscowi chłopcy. W 1942 chłopców spotkała kolumna wojsk polskich podróżujących do Palestyny i 8 kwietnia za kilka wojskowych konserw porucznik Anatol Tarnowiecki (po lewej) odkupuje misia od chłopców. Został następnie podarowany Irenie Bokiewicz, 18-letniej Polce ewakuowanej wraz z Armią gen. Władysława Andersa ze Związku Sowieckiego.

Początkowo młody niedźwiadek mieszkał w namiocie razem ze swoją opiekunką. Nie umiał jeszcze jeść i żołnierze karmili go rozcieńczonym skondensowanym mlekiem z butelki po wódce i skręconego ze szmat smoczka. Podobno z tego powodu Wojtkowi na zawsze pozostało upodobanie do napojów z takiej butelki. Pierwsze karmienie nadzorował osobiście kapral Prendysz, który trzymał misia na kolanach. Po opróżnieniu butelki miś wtulił się w kaprala i zasnął. Wtedy kapral nadał mu imię  Wojtek. Od tej pory to on odpowiadał za karmienie małego Wojtka.

Niedźwiedź był bardzo niesfornym pupilem. Nocą uwielbiał spacery po śpiących kobietach i rozgrzebywanie poukładanych rzeczy. Z tego powodu Irena przekazała go pod opiekę oficerów sztabowych, a konkretnie generałowi Borucie-Spiechowiczowi.

Kapral Piotr Prendysz karmiący Wojtka
Fot. 2 Kapral Piotr Prendysz karmiący Wojtka

Tam również był niesforny. Gdy zjadł racje żywnościowe przeznaczone dla wojskowych zapadła decyzja o włączeniu go do któregoś z pododdziałów. Wybór padł na 2 Kompanię Transportową, która w 1943 r. stała się 22 Kompanią Zaopatrywania Artylerii.  Jednostka ta stacjonowała wówczas w Palestynie w obozie Gedera.

Wojtka wpisano na listę żołnierzy przez co stał się szeregowym, dostał książeczkę wojskową oraz został przyjęty na utrzymanie przez służby zaopatrzenia wojsk Jego Królewskiej Mości Jerzego VI. Od tej pory Wojtek był w czynnej służbie wojskowej. Dostawał też żołd  w postaci dwóch racji żywnościowych.

Wojtkiem opiekował się nadal kapral Piotr Prendysz (po prawej). Mieszkał z pupilem w osobnym namiocie, gdzie obaj posiadali prycze.

Żołnierz musi mieć kondycje fizyczną. Wojtek dawał kolegom niezły wycisk podczas zapasów
Fot. 3 Żołnierz musi mieć kondycje fizyczną. Wojtek dawał kolegom niezły wycisk podczas zapasów

Niedźwiadkowi jednak brakowało ciepła i często spał przytulony do swojego opiekuna. Wojtek uwielbiał owoce, wszelkie słodkie syropy, miód, a najbardziej piwo, które dostawał za dobre sprawowanie. Jak każdy żołnierz dbał też o kondycję fizyczną. Jego ulubionym sportem były zapasy z towarzyszami broni, często pokonywał 4 przeciwników na raz. “Polegli” w walce z misiem byli przez niego lizani po twarzy. Niedźwiedź mimo swoich gabarytów nigdy nie zrobił nikomu krzywdy.

Mało kto mógł wygrać z Wojtkiem
Fot. 4 Mało kto mógł wygrać z Wojtkiem

Żołnierze dbali o kompana tak, że Wojtek niedługo osiągnął 2 metry wzrostu i 250 kilogramów wagi. Otrzymał wtedy własną sypialnię, ale mimo to przychodził spać z kolegami w innych namiotach. Był łagodny i miał pełne zaufanie do ludzi. Gdy wracali żołnierze, Wojtek witał ich radośnie.

Ciekawostką jest to, że Wojtek nie był zwykłym, oswojonym zwierzakiem. Jeździł w szoferce lub na pace. Taka historia – gdy zatrzymywał się konwój z wojskiem, żołnierze przywiązywali misia to pala. Ileż można jednak siedzieć w miejscu. Gdy Wojtek chciał się przejść, wyciągał pal, niósł go gdzie tylko chciał i tam ponownie wbijał go w ziemię. We Włoszech, gdy niedźwiedź pobiegł na plażę wszystkie korzystające tam ze słońca dziewczyny z piskiem pouciekały. Tymczasem nasz dżentelmen wykąpał się, wysuszył i wrócił do obozu.

Upały na Bliskim Wschodzie nie sprzyjały niedźwiedziowi. Żołnierze Andersa wykopali mu specjalny dół, w którym przebywał ich towarzysz. Polewali go też wodą, stąd zamiłowanie misia do kąpieli. Wojtek szybko opanował też sztukę brania prysznica. Jednego dnia, gdy wkradł się do niezamkniętych kabin, zastał tam arabskiego szpiega, który zbierał informacje na temat mającego nastąpić następnego dnia ataku. W nagrodę niedźwiadek dostał barak prysznicowy do swojej wyłącznej dyspozycji. Zamiłowanie Wojtka do kąpieli wodnych dało o sobie znać również w czasie pobytu we Włoszech. Często zdarzało się, że miś zeskakiwał z ciężarówki jadącej wzdłuż morza i wbiegał w morskie fale, wzbudzając ogromne przerażenie wśród kąpiących się.

Na początku 1944 roku, kompania otrzymała rozkaz przeniesienia się z Egiptu do Włoch na okręcie MS Batory. Na okręcie wisiała jednak tabliczka “Zakaz wprowadzania zwierząt”. Przed przeprawą odbył się apel i odprawa, na którą szeregowy Wojtek się nie stawił. Zszokowany brakiem subordynacji pułkownik brytyjski rozkazał przyprowadzić żołnierza siłą, celem wyjaśnienia sytuacji. Tym sposobem Wojtek znalazł się na okręcie i został awansowany przez gen. Andersa na stopień kaprala.

Chorągiewka 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii
Fot. 5 Chorągiewka 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii

W trakcie bitwy pod Monte Cassino zajmował się zaopatrzeniem. Pomagał dostarczać amunicję oddziałom w czasie walki, a także załadowywać i rozładowywać ją z samochodu. To był widok, którego nie można było opisać − niedźwiedź kroczący na dwóch łapach ze skrzynią amunicji. Delikatnie odkładał pakunek, po czym, już na czterech łapach, biegł po kolejny! I tak oddział zyskał nowy symbol (po prawej).

Gdy skończyła się wojna, Wojtek wraz z kompanią trafił do Glasgow w Szkocji. Niektórzy żołnierze wrócili do komunistycznej Polski, inni pozostali w Glasgow, a pozostali wybrali inne kierunki emigracji. Po rozwiązaniu oddziału Wojtek trafił do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Dawni towarzysze broni często go odwiedzali w ZOO, gdzie ku zdziwieniu i przerażeniu osób postronnych, przeskakiwali ogrodzenie i siłowali się z misiem. Wojtek zmarł 2 grudnia 1963 roku. Tak jak towarzysze broni, Wojtek wygrał wojnę, ale stracił wolność.

Kapral Wojtek ma pomniki na całym świecie. Jego historia to jeden z piękniejszych rozdziałów tragicznych wydarzeń w jakich brał udział. Powstało o nim wiele publikacji, sprzedawane są nawet koszulki. Warto znać jego dzieje.

Wojciech Tokarski

Fot. 1 Zbiory NAC, autor nieznany, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, 24-291
Fot. 2 Wikimedia
Fot. 3 Imperial War Museums
Fot. 4  The New York Public Library id 58203
Fot. 5 Imperial War Museums

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię