Prezentujemy pierwszy wywiad z Kierownikiem Głównym ONR – Adrianem Kaczmarkiewiczem.

1. To pierwszy wywiad z Tobą jako KG ONR. Wszystkich interesuje, co takiego wydarzyło się w Organizacji, że połowa Zarządu zrezygnowała, w tym były Kierownik. Jakie były okoliczności wybrania Twojej osoby na tę funkcję?

AK: Witam serdecznie wszystkich czytelników.

Życie ciągle nas zaskakuje i daje nam pewne obowiązki i zadania do wykonania. Wybór mojej osoby na stanowisko kierownicze jest dla mnie wyzwaniem po dziś dzień, a mija rok.

Po odejściu z funkcji i przejściu na “emeryturę narodową” kol. Kierownika Głównego Aleksandra Krejckanta i jego Zarządu, wiedziałem że nowy skład niestety nie ma szansy bytu. Kierownikiem został kol. Tomasz, a ja byłem mianowany na jednego z zastępców KG. Zarząd został rozszerzony o wiele osób, w większości z Warszawy, co wzbudziło wśród działaczy niepewność, gdyż skład warszawski miał krótki, niemal trzyletni staż organizacyjny. Uważam to za duży błąd. Czego później mogliśmy być wszyscy świadkami.

Wizje organizacji w Zarządzie były różne i to powodowało brak jednolitej drogi i pękanie fundamentów. Część osób chciała budować wizję od dachu, ja z Koleżeństwem z długim stażem kol. Adrianną, kol. Barbarą, kol. Adamem i kol. Michałem od podstawy, co było krytykowane przez rozpędzony pociąg warszawski.

Znałem doskonale potrzeby i wizje działaczy, bo miałem wgląd we wszystkie struktury w kraju i za granicą. Dużym błędem była centralizacja w jednym stołecznym mieście, bo organizacja zawsze skupiała się na lokalnych gruntach i tam bywała trwała i silna. Na szczęście nie trwało to długo, na jaw wyszły złe intencje i kombinacje byłych “kolegów”, co po dzień dzisiejszy odkrywamy. Wizja zdobycia władzy w organizacji i zmarginalizowanie naszego środowiska na szczęście nie wyszły i w porę zareagowaliśmy, co przyczyniło się do dalszych zmian. Zostaliśmy również bezprawnie usunięci z organizacji, bo widzieliśmy wspomniane zło. Na szczęście stawiły się za nami Brygady i wszyscy starsi stażem Koledzy, łącznie z twórcami powojennego ONR-u. Po wydarzeniach w Krakowie Zarząd został rozwiązany po jałowym półroczu i marionetkowym rządzie. Wtedy było widać komu zależy na idei i rozwoju organizacji, a komu tylko na władzy i pieniądzach.

Grupa z Warszawy i KG Tomasz, odeszli zabierając media narodowe, które były dziełem pracy i wsparcia finansowego naszych działaczy, a także doprowadzono do haniebnego wyrzucenia naszej organizacji z Marszu Niepodległości, którego byliśmy twórcą i poświęciliśmy, przy jego budowie dużo pracy. Skandaliczne zachowanie, nie spotkało się z protestem naszych dawnych koalicjantów z RN-u i MW, których włączyliśmy od 2010 roku do współorganizacji Marszu. Podział chwiejnych stołków dokonał się niehonorowo w zarządzie Marszu, przez jego “prezesa”, a nas potraktowano, jak zbędny balast, który może zaszkodzić w interesach. Na szczęście coraz więcej osób otwiera oczy, nawet wśród naszych byłych przeciwników i przyznają nam rację.

Prawda wyjdzie na jaw prędzej czy później. Warto działać uczciwie i z czystą moralnie kartą. ONR się nie ugiął, nie rozpadł. Poszedł dalej, zmężniał i stał się silniejszy. Rada Główna organizacji wybrała mnie jednogłośnie na Kierownika Głównego, co jest dla mnie zaszczytem i ogromną odpowiedzialnością. Wyzwanie przyjąłem i wyznaczyliśmy nowy Zarząd ONR-u, który jest solidny i wierny naszym ideom i deklaracji. Owoce naszej pracy dopiero będą, na ten moment działamy i budujemy solidne fundamenty.

2. Z kim obecnie współpracujesz w ramach Zarządu Głównego? Jak wyglądają Wasze relacje?

AK: Dobrze dobrany Zarząd to pełny sukces w rozwoju organizacji. Nie zastanawiałem się długo, nad doborem odpowiednich osób do nowego Zarządu. Moja koncepcja została jednogłośnie przyjęta przez Radę Główną, za co jestem wdzięczny. Postawiłem na ludzi mających doświadczenie i ambicje, na ludzi wiernych idei i bezkompromisowych w czynach. Na tych, którym zależy przede wszystkim na rozwoju organizacji i szerzeniu dobrego ruchu nacjonalistycznego, którym podążamy. W gronie Zarządu znalazły się osoby znane z ONR-u, jak i te, o których publika nie za dużo wie.

Od lat w ONR-ze nie było kobiet na wysokim szczeblu organizacji. Wiele osób uważa, że tak powinno być, ja natomiast uważam, że kobiety w idei narodowej, szczególnie w ONR bardzo ubogacają ruch, swoją wytrwałością i aktywnością socjalno-społeczną. Potrafią pokazać silny aspekt kobiecy w nacjonalizmie. Delikatny wdzięk kobiecy z militarnym zacięciem to właśnie jest idealne połączenie działaczek ONR.

Jedną z wybijających się i do tego skromnych kobiet jest kol. Adrianna Gąsiorek z Bielska-Białej, redaktor naczelny Kierunków, publicystka, działaczka społeczna, aktywistka ekologiczna i osoba od spraw medialnych. Mój wybór na powierzenie najważniejszych tajemnic organizacji i na zastępowanie mnie w prowadzeniu organizacji był oczywisty. Jest to moja prawa ręka, która, kiedy trzeba zawsze jest do dyspozycji, w każdej ważnej decyzji dla organizacji.

Silna organizacja potrzebuje odpowiedniego nauczyciela, który zawsze jest gotowy, by pouczyć i nadać ton klasyki w teraźniejszym życiu. Do ścisłego Zarządu powołałem również kol. Adama Seweryna z Krakowa. Wybitna postać naszego dorobku naukowego. Od lat lider szkolenia nowych adeptów organizacji, a także doskonały publicysta idei narodowej.

Organizacji potrzebny jest solidny księgowy, na to stanowisko powołałem kol. Barbarę Noculak ze Śląska, która nie tylko jest świetna w rozliczeniach, ale też zachowuje zimną krew w najważniejszych decyzjach dla ONR-u.

Jak wszędzie ważną rolę odgrywają oficerowie, którzy zawsze stoją na straży hierarchii i dyscypliny i tym wyróżnia się nasz kol. Michał Szczubiał z Pabianic, kolejny członek Zarządu, który swoją charyzmą potrafi poprowadzić wszystkie Brygady do wyznaczonego celu. Dodatkowo powołaliśmy do Zarządu dwie osoby pomocnicze. Jest to kolega z Lublina i koleżanka z Poznania, którzy odgrywają ważne role w ONR.

3. Jak teraz wyglądają relacje ONR-u z innymi organizacjami? Czy coś się zmieniło?

AK: Nowe władze to nowe relacje z organizacjami. Poprzedni chwilowy Zarząd niezbyt przypadł do gustu wielu organizacjom narodowym i nacjonalistycznym w kraju, wcale się temu nie dziwię. Na szczęście teraz się to zmienia. Nowy skład Zarządu postawił na silną współpracę całego ruchu nacjonalistycznego. Odnowiliśmy stare sojusze i doszliśmy do porozumienia z wieloma organizacjami w kraju.

Cieszy nas sojusz z Nacjonalistycznym Południem, w skład którego wchodzą takie organizacje jak ONR Podhale, Małopolscy Patrioci czy Trzecia Droga. Nawiązaliśmy także relacje z Towarzystwem Studentów Polskich. Mamy porozumienie z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, a wielu naszych działaczy jest członkami tego stowarzyszenia. Jesteśmy w dobrych kontaktach z Niklotem, redakcją Szturmu, Pomorskim Przymierzem, Nacjonalistyczną Lubelszczyzną, Chrobrym Szlakiem, Klubem Dmowskiego, kilkoma oddziałami Autonomicznych Nacjonalistów, Pracą Polską, KDN i wieloma innymi ogólnopolskimi i lokalnymi organizacjami. Z góry przepraszam, jeśli kogoś nie wymieniłem. Mamy w planach przewidziany szeroki kongres dla wszystkich naszych partnerów.

Ponadto osobiście zajmuję się utrzymywaniem stałych stosunków dyplomatycznych z organizacjami z Węgier, Włoch i Hiszpanii, z którymi współpracujemy od lat – w myśli Europy Narodów, która będzie zdrową alternatywą polityczno-społeczną dla rozpadającej się Unii Europejskiej.

Niestety musieliśmy zerwać kontakty z Zarządami RN-u i MW, za sytuację, która miała miejsce w Stowarzyszeniu Marszu Niepodległości. Decyzja nie obowiązuje lokalnych struktur organizacji, które nadal ze sobą współpracują.

4. Jak widzisz swoją rolę w rozwoju organizacji? Jakie cele i plany przed Tobą?

AK: Zaufanie, które dostałem od Rady Głównej, powierzając mi rolę Kierownika Głównego, daje mi siłę i motywację do pracy. Wyzwanie, które biorę na barki jest bardzo odpowiedzialne. Czy się sprawdzę w tej roli, to ocenią już działacze. Będę robił to, co do mnie należy. Dzięki dobranemu zespołowi mam wsparcie i razem możemy dużo osiągnąć. To wszystko powoduje, że stoję twardo na ziemi i nie lękam się o przyszłość organizacji.

Z pewnością będę musiał jeszcze dużo doświadczyć i wielu rzeczy się nauczyć, ale na szczęście mam wsparcie byłego KG kol. Aleksandra, którego biorę za wzór czasów współczesnych w prowadzeniu organizacji. Co prawda nie będę wszystkiego kopiował, lecz wyciągnę to, co najlepsze, wdrażając to wraz ze swoimi planami w życie. Na ten moment rozwijam się każdego dnia i stawiam sobie kolejne poprzeczki.

Planów i celów mam sporo, teraz mogę rozwinąć skrzydła w wielu projektach, o których będzie głośno. Na ten moment dziękuję każdemu za wsparcie, dobre słowa i krytykę, która też jest ważna, bo odsłania wady, z którymi powinienem się mierzyć.

5. Gdybyś miał krótko określić swoją wizję organizacji na najbliższe lata (oczywiście bez zgłębiania się w jej tajemnice wewnętrzne) jakby ona wyglądała?

Minął rok, w którym uporządkowaliśmy sprawy wewnętrzne i prawne w ONR, co było priorytetem do dalszego dobrego rozwoju. Teraz możemy odetchnąć i ruszyć pełną parą. Jesteśmy zmotywowani do działania. Będziemy się rozwijać jakościowo i z pewnością zaskoczymy w wielu projektach. Stawiamy na ludzi i na nich opieramy swój byt. Oczywiście rozsądnie.

Stworzyliśmy liczne gałęzie działalności i umieściliśmy tam odpowiednich działaczy. Rozwój musi być stały i w różnych kierunkach. Jesteśmy elastyczni. Budujemy kadry pod przyszłe duże inicjatywy. Każdy region będzie miał indywidualne pole działania, oparte na możliwościach działaczy, przy wsparciu sympatyków. Jesteśmy wszędzie i mamy wiele do zaoferowania każdemu człowiekowi. Niezależnie czy ktoś jest robotnikiem fizycznym, czy matką na pełen etat, profesorem, emerytem, uczniem czy żołnierzem, każdy znajdzie coś dla siebie. Ludziom leniwym, chcącym iść na łatwiznę, podziękujemy już na początku drogi. Wybór musi być pewny, a poświęcenie się sprawie musi być wyraziste.

Praca u podstaw, plus połączenie czynnika intelektualnego, społecznego i sportowego, przy oparciu odpowiednich kadr i rodzaju zawodowego będzie kluczowe na najbliższe lata. Będziemy więcej poświęcać czasu na sprawy problemów społecznych i socjalnych, przy jednoczesnym wykorzystaniu tradycji działań naszych protoplastów.

Również rola polityczna będzie poruszana, poprzez pracę na szczeblu samorządowym. Budowanie kadr, działalność w instytucjach i praca z narodem już funkcjonuje, więc teraz pora ruszyć i rozpędzić się w narodowym kierunku. Jak widzimy dzisiaj, epidemia ukazuje nam siłę państwa poprzez silny i zdyscyplinowany naród. Tam, gdzie tego nie ma, skutki są widoczne gołym okiem. Teraz czas na naszą reakcję. Na pewno Was zaskoczymy.

6. W jaki sposób i kiedy odkryłeś w sobie poglądy nacjonalistyczne? Co zainspirowało Cię do rozpoczęcia aktywnej działalności narodowo-społecznej? Od kiedy związałeś się z Obozem Narodowo-Radykalnym?

AK: Temat rzeka. Od dziecka czułem więź do przynależności narodowej. Teraz mogę to tak określić, bo jako dziecko byłem zafascynowany naszą polską historią i czułem głęboką przynależność i odpowiedzialność narodową, choć nie potrafiłem tego wtedy nazwać. Od wczesnych lat szkolnych moim ideałem był etos rycerski, w całkowitym tego słowa znaczeniu i jako młody chłopak wiedziałem, że kiedyś będę się w czymś realizował. Nowotwór nie pozwolił mi iść do wojska, mimo dwóch prób. Nie poddałem się i szukałem alternatywy.

Po kilku latach 11.11.2011 odnalazłem w Warszawie drogę, którą obrałem. Nic nie wiedziałem o ONR-ze powojennym, a wszystkie informacje w mediach były odstraszające. Jedyną drogą było poznanie tej szczytnej, kontynuowanej, przedwojennej idei u samych podstaw. I w ten sposób wszystkie mity obaliłem w kilka tygodni, współdziałając z lokalnym ONR-em w Łodzi.

Zrozumiałem pewne przemiany człowieka od patrioty, poprzez narodowca, aż do nacjonalisty. Poznałem na własnej skórze, jak ciężko jest być ONR-owcem, gdy dookoła pełno jest tej “tolerancyjnej” nienawiści. I teraz wiem, że pracując uczciwie, zawsze będziesz szykanowany, niezależnie, ile dobra zrobisz i ilu ludziom życie ocalisz. W dzisiejszym świecie będziesz za dobro karany. Mimo to, właśnie taką drogą chcę iść.

7. Co w pracy Kierownika Głównego sprawia najwięcej problemów? Brak czasu? Duża odpowiedzialność? Może coś innego?

AK: Bardzo lubię podwyższać sobie poprzeczki. Jest to pewnego rodzaju próba własnych możliwości, która określa osobisty poziom miejsca, w którym powinienem czuć się i spełniać najlepiej. Zawsze podziwiałem kol. Kierownika Aleksandra Krejckanta, za jego wytrwałość, siłę charakteru i inteligencję w prowadzeniu organizacji. Nigdy nie spodziewałem się, że i ja będę musiał się zmierzyć z najważniejszym zadaniem w organizacji.

Odpowiedzialność w prowadzeniu organizacji, jaką przyjąłem jest niewyobrażalnie duża, ale dla mnie nie robi ona problemu, bo lubię być odpowiedzialny za zadanie mi nadane, a także za ludzi mi powierzonych. W ONR nie tylko jesteśmy odpowiedzialni za działaczy, ale także za ich rodziny, co zawsze mi imponowało w tym środowisku. Nabrałem tutaj wiele cech ojcowskich, troski, wyrozumiałości, ale i stanowczości.

Brak czasu doskwiera każdemu człowiekowi na ziemi. Niestety mamy w tym życiu, tak mało chwil, by rozwinąć skrzydła, że zapominamy często o sprawach istotnych czy w życiu osobistym, czy organizacyjnym. Na szczęście czeka na nas wieczność, w której zrealizujemy wszystkie nasze plany.

Wracając do teraźniejszości – zawsze podpowiadam działaczom, jak powinno się idealnie organizować czas, w aspekcie rodzinnym, zawodowym i organizacyjnym. Jak powinno się połączyć to wszystko, by osiągnąć sukces. Teraz sam jestem w trakcie zakładania rodziny i przyznam, że nie jest tak łatwo pogodzić wszystko w jedną całość, ale należy znaleźć w tych aspektach jeden priorytet, na którym będziemy opierać swoją przyszłość. Jak wybierzemy to zależy tylko od nas, a owoce tego poznamy szybko. W związku z powyższym czas nie jest problemem.

Prawdziwym problemem w byciu Kierownikiem jest dopasowanie wszystkich myśli i idei wychodzących z głów działaczy w jeden wspólny cel. To jest sztuka, by być sterem w pełnym morzu różnych kierunków, pomysłów i indywidualizmu, szukając odpowiedniego portu, by zacumować i stworzyć potęgę na długie lata. Czasem ktoś się rzuci za burtę, podążając samotnie we własne wyobrażenia i tonie pod naciskiem fal rzeczywistości. Część zdradzi i ograbi to, co budowaliśmy przez lata, gromadząc marne srebrniki pod budowę łatwo rozpadającego się gniazda, zagryzających się egoizmem żmij. Natomiast ci, którzy zostaną stworzą podwaliny pod nowy świat, pełny pięknych wartości, tradycji i współpracy narodowej. To jest wyzwanie, zwłaszcza dla Kierownika i jego oficerów. Jednak pamiętajmy, że ten, kto podąża z wiarą i miłością do bliźniego, pokona wszelkie trudności i przeszkody.

8. Czy zdążają się w Twojej pracy chwile zwątpienia, a jeżeli tak, jak sobie z nimi radzisz?

AK: Nigdy nie było takiego momentu, bym zwątpił w drogę, którą podążam. Może się to wydawać abstrakcyjne, ale odkąd podjąłem się maszerowania dla narodu, nigdy nie miałem okazji, by się zawahać. Jestem pewny, że ten kierunek, którym podążam od ponad 8 lat jest właśnie tym najbardziej odpowiednim. Były momenty złości na pewne rzeczy, osoby, które powodowały rozbicie, czy zamęt w naszych szeregach, ale nigdy to nie ostudziło mojego zapału i miłości do tego, co robię od lat. Często mamy przed sobą trudne wyzwania, kłody czy zdrady, ale wtedy unosimy gardę i idziemy naprzód w skier powodzi. To jest wybrany cel, którym podążam. Wiem, że wszystko, co, robię, jest zgodne z moją wiarą i sumieniem. Jak śpiewał klasyk “Czy było warto poświęcać życie swe” , odpowiem tak, warto, bo widzę tego pozytywne owoce.

9. Czy jest w Twoim życiu postać, którą szczególnie się inspirujesz? Jeżeli tak, jaka i dlaczego?

Jest wiele osób, z których żywota i spuścizny czerpię inspiracje. Trzeba by było poświęcić godziny na przedstawienie każdej z osobna.

Na pierwszym planie jest Jezus Chrystus – ewenement na skale światową. Potrafił być sprawiedliwy, pokorny i przede wszystkim był świetnym nauczycielem, który potrafił wdrażać w ludzkich sercach dobro.

Kolejne postaci to między innymi św. Maksymilian Maria Kolbe, po którym przyjąłem imię z Bierzmowania. Fenomenalna postać, która cechowała się głęboką wiarą, honorem i wytrwałością. Dodatkowo sentyment mam ze względu na ziomkostwo, obaj wychowaliśmy się w Pabianicach, obaj ukochaliśmy i byliśmy związani z parafią św. Mateusza i Wawrzyńca.

Ponadto chylę czoła przed gen. Rozwadowskim, który jest dla mnie ogromnym wzorem starej nauki wojskowej. W mojej czołówce zawsze są bł. Pier Giorgio Frassati, który jest mym wzorem narodowca, katolika i przedstawicielem pozytywnej rewolucji. Hrabia Bretanii Roland – moja inspiracja do życia w etosie rycerskim.

Przedwojenni politycy jak Wincenty Witos, Ignacy Jan Paderewski, Ignacy Daszyński, Roman Dmowski i Wojciech Korfanty. Z każdego z nich wyławiam najlepsze cechy i łącze je w jeden silny kierunek polityczny.

Działacze szeroko pojmowanego przedwojennego ONR-u jak Jan Mosdorf, Zygmunt Dziarmaga, Wiktor Martini, Jerzy Edigey, Witold i Maria Staniszkis, państwo Rossman, a także wielu innych.

A skoro mowa o działaczach to i tych powojennych, jak mój mentor kol. Kierownik Aleksander Krejckant, z którego staram się czerpać, jak najwięcej w prowadzeniu organizacji i z wyjątkowego, nieszablonowego poglądu na świat.

Ponadto też i wielu wojennych bohaterów i Wyklętych, którzy do dziś budzą mój podziw, jak Tadeusz Zawadzki, kpt. Raginis, Hubal, Warszyc, Ogień, Ponury, Żubryd i inni.

I Ci wielcy artyści, naukowcy i aktywiści jak Chopin, Tesla, Maria Curie-Skłodowska, którą podziwiam, Norwid, Maria Kleniewska, Aleksander Kamiński i wielu, wielu innych. Z każdego czerpię najlepsze cechy i staram się je wdrażać w swoje życie.

10. Czy w Twoim życiu miało miejsce wydarzenie/wydarzenia, które w sposób szczególny zmieniły Twój sposób patrzenia na świat i/lub zarządzania organizacją?

AK: Każdego dnia uczę się czegoś nowego i spotykają mnie zaskakujące sytuacje. Wiele rzeczy jest współczynnikiem w podejmowaniu pewnych kroków w życiu osobistym, czy organizacyjnym. Im większa odpowiedzialność, tym więcej się u mnie zmienia. Z pewnością choroba nowotworowa miała duży wpływ na docenienie wartości istnienia człowieka i dzięki temu zrezygnowałem z młodzieńczych przyzwyczajeń i szukałem wartościowych ścieżek, aż trafiłem na ONR, który całkowicie zmienił moje życie na plus, wychował i pokazał, czym się w życiu kierować, by rozwijać nie tylko siebie, ale i naród.

Dzięki organizacji poznałem również narzeczoną Izabelę, która uświadomiła mi, jak ważna w życiu jest wiara w Pana Boga. Z osoby neutralnej do wiary, stałem się bardzo przywiązany i nie wyobrażam sobie innej drogi do zbawienia, jak właśnie droga Chrystusowa. Jestem jej bardzo wdzięczny, bo totalnie przestawiło mi to światopogląd na życie i podjąłem odpowiednie kroki w swoim życiu osobistym, jak i w ONR-ze. Nawet teraz pomimo epidemii staram się uczestniczyć w Triduum Paschalnym, co jest przez zaostrzenia arcytrudne.

Codziennie mam przed sobą sytuacje, które zawsze zostawią wpływ. Te dobre, jak i te złe, czy smutne jak śmierć kol. Janusza, członka z Opola. Ale mimo wszystkiego muszę mieć głowę na karku i podejmować zawsze jedynie słuszną drogę dla siebie, czy dla Obozu.

11. Jak oceniasz bieżące wydarzenia w polskiej polityce? Pojawienie się podmiotów takich jak Konfederacja czy Wiosna? Jak oceniasz dobre wyniki partii rządzącej? Czy władza PiS-u będzie zwalczała nacjonalistów?

AK: Polityka w Polsce to ostatnio temat moich zainteresowań. Kiedyś niechętnie do tego podchodziłem, teraz na bieżąco śledzę sytuację polityczną i rozważam poszczególne poczynania partyjne. Jest to dość istotne dla ONR-u, by móc interweniować, kiedy władze państwowe zawodzą obywateli, wówczas wkraczamy my. Osobiście będę chciał w organizacji skupić się na płaszczyźnie politycznej i powoli do tego dobieram ekspertów z ONR, jak i z zewnątrz.

Natomiast, co sądzę o bieżącym stanie? Dosyć pozytywnie odbieram nowo-twory partyjne lewicy jak Wiosna, z prostego powodu. Każda kolejna partia dzieli lewicę i osłabia w sondażach. Sami sobie dzielą potencjalnych wyborców i sukcesu w pojedynkę nie osiągną. Nie jest to lewica z dwudziestolecia międzywojennego. Niestety umacnia to tych rządzących, którzy wywalczyli sobie tak silną pozycję. Teraz mogą w znaczący sposób sterować państwem, wprowadzając niezbyt dobre ustawy dla wszystkich obywateli.

Odkąd partia rządząca włada krajem odczuwamy w znaczący sposób zainteresowanie nami służb państwowych. Kilku działaczy jest nachodzonych w domach i miejscach pracy, co jest bezczelnością. Ponadto ustawy o zgromadzeniach i blokowanie dużych publicznych wydarzeń to codzienność w wielu miastach w Polsce, nawet tych, w których rządzą przedstawiciele PiSu. Ale ONR ma na to liczne sposoby, by zawsze dopiąć celu.

Nadal w Polsce nie ma czystej partii narodowej, na którą ONR mógłby postawić karty, czy też pomóc w osiągnięciu sukcesu politycznego. Ruch Narodowy zawiódł, co boli narodowców w całej Polsce. Mariaż RN-u z liberałami i ich współpraca w ramach Konfederacji to już całkowity zakalec. Zmieszanie idei narodowej z liberałami z wolności zaprzecza całkowicie myśli, którą ukazywał Ruch Narodowy. Jest to plucie działaczom w twarz. Efekty widać po wystąpieniach posłów wolności w sejmie. Brak jest tam czynnika zainteresowania sprawami socjalnymi narodu – czym całkowicie przegrywają z lewicą! I ten ciągły dopust spadochroniarzy politycznych, którzy otrzymują prezesów jednoosobowych struktur. Niestety i kilku naszych byłych działaczy dało się złapać w sidła politykierstwa stołkowego. Sukcesu się tak nie osiągnie, kiedy się nie ma czystych kart, doświadczenia w pracy u podstaw z obywatelami i pokory.

Przed nami wybory prezydenckie, które ukazują doskonale całą paletę latającego cyrku Monty Pythona. Z prawa i lewa skupianie się na wadach przeciwnika i ani jednej solidnej recepty na przyszłość Polski. Przypomina to grę szachami w warcaby. Gra o prestiżową nagrodę, na dziecinnych zasadach, pod przykrywką “poważnej ” polityki.

Niestety nie mamy w Polsce na ten czas alternatywy do wyboru, więc nie możemy wybierać między większym a mniejszym złem, bo przyczynimy się do wyboru i tak zła. Przez ten czas będziemy się skupiać na tworzeniu solidnej i wartościowej alternatywy dla Polaków.

Dziękuję za poświęcony czas, mam nadzieję, że nie zawiodę działaczy ONR-u, ani wszystkich naszych sympatyków. Z Panem Bogiem!

Czołem Wielkiej Polsce!

 

Redakcja: Dziękujemy za poświęcony czas! Życzymy samych sukcesów w dalszej działalności oraz życiu prywatnym.

11 KOMENTARZE

    • Zgadzam się w pełni. “Weterani” po trzydziestce to ewidentna porażka.
      A jeśli chodzi o sam wywiad to najbardziej podoba mi się rozwianie złudzeń co do konfrajeracji. Za to szanuję obecnie ONR – za zerwanie z cuck-prawicą i przejście na wyraźniej nacjonalistyczne pozycje.

      • Oczywiście szanuję też ONR za odejście od tendencji liberalnych (najpierw gospodarczo, potem w formie poprawności politycznej), za przejście na silniejszy polityczny radykalizm i za inkorporację polityki społecznej do przekazu ONRu.

  1. No tak, tylko nie zauważył Pan, że Konfederacja DZIAŁA. Owszem, jest to twór nienaturalny, ale trzyma się razem, bo ludzie mają świadomość, że przeciw Okrągłemu Stołowi trzeba się jednoczyć. Czas na Was, na silny, narodowo-radykalny obóz polityczny, tak, aby narodowo-demokratyczny RN nie musiał szukać sojuszy z liberalnymi oszołomami.

    • Konfrajeracja działa? Czy zrzeszanie foliarzy, libków, poprawnych politycznie z pustym przekazem nazywasz “działaniem”? Polskiemu nacjonalizmowi potrzeba politycznej reprezentacji rzeczywiście realizującej wytyczne nacjonalizmu, a mianowicie:
      1. Wytyczne polityki (pro)społecznej
      2. Wytyczne wskazujące, do jakiego ustroju zastępującego obecny liberalny, demokratyczny dążą nacjonaliści
      3. Wytyczne związane z odejściem od obecnego kapitalistycznego modelu
      4. Wytyczne związane z polityką nastawioną na biologiczne przetrwanie narodu.
      W skrócie, endecki RN będący w sojuszu z korwinistami nie realizuje żadnych tych wytycznych. Olewa kwestie społeczne skupiając się na lamentowaniu nad “uciskanymi” prywaciarzami, akceptuje obecny ustrój polityczny, akceptuje obecny model ekonomiczny chcąc go jeszcze bardziej urynkowić no i ostatnie – bagatelizuje znaczenie krwi w określaniu tożsamości narodowej, wręcz uznaje ten czynnik za całkowicie nieważny. Kwestia demografii, przetrwania powinna być w centrum zainteresowania RNu, a tymczasem jeśli w ogóle ona jest uwzględniana to jako wątek poboczny. RNowcy nie widzieliby problemu w masowym wymieszaniu się Polaków z obcymi etnicznie i rasowo Polakom. Że RN jest w sojuszu z liberałami i konserwami to akurat się zgadza, bo bliżej im do tych środowisk niż do nacjonalizmu.
      Sojusz narodowych radykałów z endekami byłby zaprzeczeniem celu narodowego radykalizmu. Narodowy radykalizm nie dąży do zachowania demokracji (rozumianej w powszechnym znaczeniu, jako parlamentaryzm, partiokracja i wybieralność Rady Ministrów z głową państwa), czy do jej “unarodowienia”. Narodowy radykalizm dąży do jej zniesienia na rzecz ustroju ludowego, korporacyjnego (np parlament jako izba regionów, zawodów i grup społecznych), organicznego (regiony tworzą państwo), ale też elitarnego (krajem mają rządzić elity wyróżniane na drodze selekcji, nie politykierzy wybierani w wyborach). Bez tego nie ma mowy o jakiejkolwiek realizacji wytycznych nacjonalizmu w przypadku dojścia nacjonalistów do władzy.

      • No ja czekam na sojusz endeków z narodowymi radykałami, ale jak ma taki powstać jak radykałowie nie mają bloku politycznego? Jak chcesz realizować ww. postulaty – maszerując na rocznicach? Zejdź na ziemię. Nie wiem, co rozumiesz przez lumpen-proletariackie “prywaciarz” – jeśli chodzi Ci o Kowalskiego (nie Mariana), który zatrudnia kilka osób, to przypominam, że jest on podstawą gospodarki narodowej. Natomiast rozpasane prosięta wielkiego kapitału – racja, lament kompletnie nie na miejscu. To co piszesz ogólnie (znaczenie krwi, zmiana ustroju, itd.) to wszystko bardzo słuszne, ale to trzeba realizować, a nie o tym mówić i nic więcej. I patrzeć, jak żydostwo z okrągłego stołu rozpieprza Naród do reszty.

        • “ale to trzeba realizować, a nie o tym mówić i nic więcej”
          Owszem. Ale jeśli NR w celu realizacji tych wytycznych mają wejść do bloku z demokratami (choćby byli programowo narodowi) to równie dobrze ONRowcy mogą wejść do sojuszu z PiSem. Chociaż z drugiej strony gdyby radykałowie mieli zbudowaną własną siłę polityczną (z połączenia różnych organizacji), a RN bez sojuszu z liberałami byłby na tyle silny, żeby wejść do sejmu bez nich i razem ze sobą wprowadzić reprezentację radykałów to miałoby to sens. Ale tylko po to, żeby zwiększyć oddziaływanie społeczne radykałów. Po wejściu do sejmu radykałowie powinni zerwać z endekami, rozpocząć zakrojone działania mające na celu wzrost popularności w społeczeństwie i promowanie w społeczeństwie własnych wytycznych programowych. No i oczywiście docelowo miałoby to na celu odebranie RNowi (oraz korwinistom i reszcie foliarzy) poparcia, żeby w ostateczności wyeliminować siłę pseudo-antysystemową i żeby zastąpić ją realną siłą antysystemową. W każdym razie po zdobyciu wystarczającego poparcia jakakolwiek koalicja z endekami jest zbędna, powinna mieć ona wyłącznie charakter doraźny, na czas wyborów, nic więcej. Ale na obecną chwilę jest to tylko gdybanie, bo nacjo-radykałowie nie mają na tyle silnego ruchu politycznego mogącego stworzyć własny komitet wyborczy (może po zjednoczeniu środowisk NOP mógłby takie coś wystawić, ale nadal będzie to za mało). A RN nie wystąpi z Konfederacji, bo tylko w Konfederacji RN może utrzymać się w głównej polityce.
          A więc schodzę na ziemię i z maszerowania przechodzę do tworzenia rewolucyjnej partii skupiającej zjednoczony ruch nacjonalistyczny. Są wybory, widzę, że sam RN w sondażach ma silne poparcie umożliwiające mu wejście do sejmu (załóżmy, że 6% – to taka minimalna stawka), zawiązujemy z nimi koalicję wyborczą, umawiamy się, że nasi kandydaci będą z ich list startowali do sejmu i senatu (do senatu liczy się bardzo, bo tam są JOWy i można kandydatów bezpośrednio wybierać). Potem wchodzimy do sejmu u senatu i mamy trzy opcje:
          1. Albo zasadzamy kopa w dupę demokratom i tworzymy sobie własne koło polityczne;
          2. Albo zaczynamy głosić bezpośrednio swoje radykalne postulaty i swón radykalny przekaz, RNowcy reagują na nie “muh goyim, shut up” i chcąc uchodzić za poprawnych wyrzucają radykałów z koalicji, wtedy radykałowie są już niezależni;
          3. Postulaty radykałów (suwerenizm, silne państwo, ochrona praw pracownika, ochrona polskiego kapitału, zmiany ustrojowe w kierunku państwa przystępnego obywatelom), ale też propaganda wskazująca wroga i jego działania szkodzące Polsce (UE, NATO, syjoniści, liberałowie, lewacy itd) zaczynają się podobać wielu, RN nie chce tracić tego poparcia, radykałowie zaczynają naciskać na coraz więcej stanowisk w partii aż wreszcie robią w partii czystkę z partyjnych demokratów, endeków, przejmują partię odbierając ją owym demokratom tak samo, jak oni odebrali Marsz Niepodległości radykałom i zbili na nim kapitał polityczny.
          Inaczej, taki Front Harzburski może i w przyszłości powstanie, ale prędzej, czy później musi nadejść noc długich noży 😉

          Reprezentowanie interesu przedsiębiorców? Jestem za, np reprezentowanie interesu rolników itd, ale nie kosztem olewania interesu pracowników i generalnie warstw niższych, nie kosztem porzucenia antykapitalizmu i ekonomicznego nacjonalizmu.

          • Dodam jeszcze, że niekoniecznie radykałowie muszą zawsze bojkotować takie ugrupowania, jak RN. Ale nie powinni kolejny raz dać się zrobić w wała na ten sam sposób “jedności ruchu narodowego ponad podziałami”, bo to zawsze źle się kończy, demokrata zawsze będzie miał mentalność politycznego kapitalisty, jest sprzedajny i w odpowiedniej chwili porzuca swoich kolegów. Czy to Bąkiewicz, czy Marian Kowalski, jest to bez znaczenia. Jeśli radykałowie mają kiedykolwiek zdobyć sukces to muszą to wiedzieć i muszą działać na innych zasadach – po to, żeby ludzie realnie widzieli w nich alternatywę, po to, żeby nie doszło do moralnego skorumpowania radykałów. Moralne skorumpowanie i indywidualizm zabija ideę. Mottem nacjonalisty musi być – moim honorem jest wierność, tzn wierność idei, wierność towarzyszom walki, radykał ma być politycznym żołnierzem. To nie mają być frazesy, to ma być rzeczywistość. Żeby to rozumieć wystarczy czytać Codreanu.
            Z tego wynika, że demokrata, nieważne, czy narodowy, czy nie, zawsze będzie wrogiem, nawet jeśli doraźnie pójdziemy z nim na współpracę. Wobec nich należy zachować się, jak żmija, jak padalec, instrumentalnie. Wobec towarzyszy jak wobec siebie wataha wilków, czyli nastroje wewnętrzne muszą być kolektywistyczne (ale w duchu organicznym, nie bolszewickim).

          • ItI, w życiu nie czytałem piękniejszego komentarza – zgadzam się w 100 % i jestem przekonany, że opcja nr 3 okazałaby się najlepsza i na pewno zadziała. To TRZEBA WYKONAĆ. Dzięki!!

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię