Wywiad z kandydatem na urząd prezydenta RP kol. Marianem Kowalskim
– przeprowadził Karol Podstawka Brygada Lubelska ONR

Karol Podstawka: W swojej kampanii wyborczej dużo mówi Pan o wielkich korporacjach międzynarodowych niszczących polską przedsiębiorczość. Co jako prezydent planuje Pan zrobić z tym problemem?

Marian Kowalski: Myślę, że można opodatkować je podatkiem obrotowym, zwłaszcza sieci handlowe. Prezydent ma inicjatywę ustawodawczą. Daj Boże, żebym miał większość sejmową i tym samym rząd. Myślę, ze sprzeciw wobec opodatkowania korporacji handlowych działających w Polsce świadczyłby o lobbingu tych korporacji w parlamencie i myślę, że w takiej sytuacji polityków skorumpowanych można by postawić przed Trybunałem Stanu, bo to jest zdrada.

KP: Jak zatrzymać emigrację młodych Polaków i zachęcić tych, którzy wyjechali do powrotu?

MK: Ja myślę, ze nie pomoże żadna decyzja administracyjna. Polacy muszą być znowu gospodarzami we własnym kraju, muszą dysponować własną gospodarką, być dysponentami swoich zasobów. Tylko mając potencjał gospodarczy we własnym ręku, czyli decydując o tym ile czego możemy wyprodukować i komu sprzedać, możemy budować dobrobyt, tworzyć miejsca pracy i zarabiać pieniądze. Nic tu nie pomoże mówienie, że damy młodym Polakom coś za darmo. Nie mamy czego dać, bo Polska jest bankrutem. Tylko rozwój gospodarczy poprzez wyrwanie się z socjalistycznego dyktatu Unii Europejskiej może spowodować, że Polacy znowu zaczną pracować we własnym kraju.

KP: W ostatnich tygodniach w debacie europejskiej dużo miejsca poświęcono problemowi narastającej imigracji. Niektórzy sugerują, że kraje północne, w tym Polska, powinny nieco odciążyć południowe i przyjąć jakąś część przybyszów z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Co Pan na to?

MK: Jestem przeciwny sprowadzaniu do Polski ludzi z innych kręgów kulturowych, zwłaszcza że mamy i tak bezrobocie wśród Polaków. Jeżeli istniałaby konieczność sprowadzenia ludzi z zewnątrz, żeby miał kto pracować, a podkreślam, że i tak mamy bezrobocie, to przede wszystkim trzeba otworzyć Polskę na Polaków ze Wschodu, w następnej kolejności na tych, którzy wyjechali na Zachód i zarobili jakieś pieniądze, tak żeby mogli tu otwierać jakieś firmy. Nigdy nie dopuszczę do tego, żeby na „socjal” przyjeżdżali przybysze z innych kręgów kulturowych, którzy nigdy się nie zasymilują, a będą stanowili wielki problem społeczny. Jeżeli Polska nie potrafiła się uporać z grupą motocyklistów, to jak się upora z tysiącami Murzynów?

KP: Prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Jak będzie wyglądać armia pod rządami Mariana Kowalskiego?

MK: Przede wszystkim trzeba zatrzymać odpływ zawodowych szeregowców. Powiększyć stan prawdziwych żołnierzy z 30 tysięcy do znacznie większej liczby. Zmienić strukturę ilościową pomiędzy oficerami i podoficerami, szeregowcami. Dzisiaj tylko 1/3 armii to są faktyczni żołnierze potrafiący walczyć. Myślę, że należy przesunąć środki z MSW na armię, bo jest 130 tysięcy funkcjonariuszy podległych ministrowi spraw wewnętrznych, a 30 tysięcy prawdziwych żołnierzy. To jest chore. Należy przelokować fundusze i odzyskamy zdolności bojowe. Jeśli jednak to państwo, ta ekipa rządząca, boi się własnych obywateli, to ja stosuję inną filozofię – ja się nie boję współobywateli, dlatego mi jest potrzebna armia do obrony państwa, ewentualnie do działań na zewnątrz bliskiej zagranicy. Na pewno nie potrzeba 130 tysięcy funkcjonariuszy MSW żeby niszczyć Marsz Niepodległości i inne inicjatywy patriotyczne. Proponuję: armia zawodowa, powiększona, z dużym zapleczem ochotników, masowe przeszkolenia dobrowolne jak najszerszych rzesz młodzieży i dorosłych, współpraca z organizacjami proobronnymi. Najzdolniejsi mogą pójść na zawodowych żołnierzy do armii. Przede wszystkim też sprzęt produkujemy i serwisujemy w Polsce, własnymi siłami, a tym samym rozwijamy własną myśl technologiczną.

KP: Konflikt na Ukrainie zszedł już z czołówek gazet, ale sytuacja tam wciąż jest daleka od normalności i istnieje ryzyko eskalacji. Co w obecnej sytuacji, kiedy de facto, jako państwo, opowiedzieliśmy się już po jednej ze stron, powinniśmy robić?

MK: Należy wycofać się z takiej deklaracji. Obecny rząd ukraiński nie zaproponował niczego w zamian, a my ponosimy tylko konsekwencje, stając się otwartym wrogiem Rosji. To jest fatalna sytuacja, zwłaszcza, że nie jesteśmy w stanie wygrać wojny z Rosją. Podżyrowanie obecnego reżimu kijowskiego, banderowskiego to był błąd, który może nas sporo kosztować, nawet utratę państwowości w najczarniejszym scenariuszu. Ja nigdy nie pozwolę na to, żeby ryzykować utratę państwowości w imię obcych interesów.

KP: Niemal dokładnie za rok przestaną obowiązywać przepisy ochronne dotyczące nabywania polskiej ziemi. Jak realne jest to zagrożenie i jak temu przeciwdziałać?

MK: Jest to realne zagrożenie, ale myślę że można przesuwać w czasie otwarcie rynku obrotu ziemią. Tak jak Niemcy przesuwali dwukrotnie, za każdym razem o 2 lata, otwarcie rynku pracy dla Polaków i to robili legalnie. Ja za każdym razem będę przesuwał o 2 lata możliwość sprzedaży polskiej ziemi. Ale do tego trzeba chcieć, a nie kierować się rzekomą niemożnością wszystkiego, zasłaniając się rzekomymi regulacjami, które inni obchodzą. Ci zaś, którzy służyli za tzw. słupy oraz osoby, które wyłudzały w ten sposób polską ziemię, muszą mieć przepadek mienia i pójść do więzienia.

KP: Jest Pan nie tylko kandydatem Ruchu Narodowego w wyborach prezydenckich, ale przede wszystkim działaczem Obozu Narodowo-Radykalnego. Proszę powiedzieć dlaczego akurat do tej organizacji postanowił Pan wstąpić.

MK: Z prostej przyczyny. Gdy zaprzestałem działalności w UPR po 2010 roku z powodu, że partia ta w zasadzie zawiesiła swoją działalność, postanowiłem zaangażować się w inicjatywę o charakterze mniej politycznym, a bardziej społecznym. Przejrzałem deklaracje ideowe kilku organizacji, akurat deklaracja ideowa ONR wydała mi się najbliższa. Zawierała także ważne dla mnie akcenty tzw. prospołeczne, które musiały zrewidować mój stosunek do UPR po wejściu do UE. Było też trochę przypadku w tym. Otóż w Lublinie działał wyłącznie ONR, z którym spotkałem się kilka razy wcześniej. Było to środowisko młodych, zaangażowanych ludzi, a wiedziałem, że jeśli mamy zmieniać Polskę na lepsze to trzeba się oprzeć na młodym pokoleniu. Środowiska np. Radia Maryja czy kluby Gazety Polskiej to, z całym szacunkiem, są kluby dyskusyjne starszych ludzi, którzy jakoś się w życiu urządzili – lepiej lub gorzej – i mogli jedynie przeżywać przygody intelektualne w swoich środowiskach. Natomiast budowa prawdziwego Państwa Polskiego jest koniecznością, żeby młode pokolenie nie zmarnowało swojego życia. ONR był dla mnie jeszcze taką organizacją, która zawsze kojarzyła mi się z taką dyscypliną, poświęceniem, lojalnością, a zawsze brakowało mi tego w polityce, tam gdzie do tej pory działałem. I nawet dzisiaj kiedy w ONR mają miejsce różne głosy w różnych sprawach – zresztą, bardzo dobrze – nie tracę pewności że organizacja zawsze zda egzamin z ideowości, jestem o tym przekonany. Cieszy mnie, że w obecnych warunkach, kiedy żyjemy już w trochę innych realiach, zmieniamy strukturę ONR. Do tej pory były to luźne brygady, które w zasadzie porozumiały się i stworzyły organizację ogólnopolską. Organizacja będzie bardziej zintegrowana, z szybkim przepływem idei i łatwością podejmowania decyzji zobowiązujących wszystkich. ONR stanie się silnym fundamentem nowoczesnego ruchu narodowego, niezależnie od tego czy część członków będzie działała w partii Ruch Narodowy czy społecznie. Obóz Narodowo-Radykalny jest jedną z niewielu organizacji w Polsce, przed którą widzę szerokie perspektywy.

KP: Co Pan sądzi o pomysłach koalicji w jakie miałby wejść Ruch Narodowy przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi?

MK: Zastrzegam, że jestem przekonany, że wydłużenie ławki tzw. kandydatów antysystemowych w wyborach prezydenckich miało na celu spowolnić marsz Ruchu Narodowego do parlamentu. Pojawiły się nowe nazwiska po naszej stronie politycznej. Nazwiska niepoparte strukturami politycznymi w terenie, z pospolitego ruszenia podpisowego. I niejednokrotnie nazwiska te nie sprawdziły się dotąd jako szczególnie ideowe czy zaangażowane w konkretną myśl. Dlatego uważam, że powinniśmy być ostrożni jako RN przy tworzeniu koalicji, bo może się to okazać środkiem żeby sparaliżować nas i rozmyć nasze idee i program. Ale jeżeli potrafilibyśmy narzucić swoje idee, nie pójść na kompromisy tylko przeciągnąć na swoje pozycje jakieś środowiska – warto by to rozważyć. Jeżeli jednak mielibyśmy zrezygnować ze swoich pryncypiów na rzecz osób, które mają za zadanie rozbicie, dezintegrację naszego środowiska dla nieczystych celów politycznych – będę zdecydowanie przeciw. Dlatego myślę, niezależnie jaki będzie wynik tych wyborów, trzeba przede wszystkim postawić jasno, że to nasze idee są słuszne, nasz program i nasze diagnozy, a świeżo wykluci kandydaci, którzy są gwiazdami sezonu, powinni się raczej dostosować do naszej oferty programowej. Podkreślam, że mam bardzo umiarkowane zaufanie do możliwości sformułowania koalicji, już nie mówię z trzech różnych organizacji, ale nawet z dwóch. Dobrze wiemy, że ułożenie listy wyborczej do sejmu, nawet z jednej organizacji, to naprawdę jest trudna rzecz, wymaga od ludzi zrozumienia, niejednokrotnie poświęcenia własnej kariery i zrozumienia długofalowego interesu. Czy ktoś potrafi sklecić listę z trzech różnych ugrupowań? Taka osoba zasługiwałaby na wielkie uznanie. Ja bym nie podjął się takiego zadania.

KP: Co chciałby Pan przekazać naszym czytelnikom?

MK: Myślę, że obecna sytuacja Polski i świata pokazała jednoznacznie, że pewne koncepcje i idee zbankrutowały. Jedne ekonomicznie, drugie ideologicznie, inne jeszcze nie wytrzymały konfrontacji propagandowej z putinowską Rosją. Dlatego Polacy powinni wreszcie zrozumieć, że jeżeli mamy przetrwać jako naród, musimy kierować się dokładnie tymi pryncypiami co inne narody odnoszące sukces. Zdroworozsądkowym patrzeniem na politykę międzynarodową jako grę interesów. Musimy trzymać się razem, bronić naszych pryncypiów, nie dać rozbić się przez polityczne doktrynerstwo i w sytuacjach kryzysowych stanowić jedną siłę, jeden naród. Jestem przekonany, że pojawienie się na scenie politycznej Ruchu Narodowego, czyli wspólnej inicjatywy różnych środowisk które połączył Marsz Niepodległości, jest to pewien przełom. Od czasu powstania prawdziwej „Solidarności” w 1980 roku, Polakom nigdy nie udawało się zbudować trwałej jakości politycznej. Okrągłostołowe partie były i są to projekty polityczne mające na celu utrzymanie określonego systemu. Doprowadziły jedynie do marginalizacji Polski na arenie międzynarodowej i zamienienia Polaków w klientów i parobków. Myślę, że do nas należy pokazanie Polakom alternatywy, ale jednocześnie realizowanie tego projektu politycznego, czyli budowy prawdziwej Polski – suwerennej, działającej dla dobra swoich obywateli, także Polaków rozsianych po świecie. Uważam, że nie możemy stracić z oczu tych Polaków na Wschodzie, którzy są w potrzebie. Nie wolno też zamknąć oczu na tych, którzy są na Zachodzie, czy to ze starej, czy nowej emigracji, i mają wciąż ogromny potencjał, z którym mogą zaangażować się i pomóc w budowie Wielkiej Polski.

4 KOMENTARZE

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię